Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ASASYNI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ASASYNI. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 września 2019

GDY RZYM NIE BYŁ RZYMEM - Cz. V

CZYLI JAK WYGLĄDAŁO

WIECZNE MIASTO W CZASACH

NIEWOLI AWINIOŃSKIEJ

I COLA DI RIENZI?






INNOCENTY III

CESARZ KOŚCIOŁA I PAPIEŻ EUROPY

Cz. IV



"CESARZ W KONSTANTYNOPOLU, PRZEŚLADOWCA KOŚCIOŁA BOŻEGO, ZAWARŁ POTAJEMNY SPISEK Z SALADYNEM, OBŁUDNIKIEM, KTÓRY ŚWIĘTE IMIĘ ZNISZCZYŁ, PRZECIW IMIENIU PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA (...) Z TEGO POWODU DO ZIEMI GŁOWĘ CHYLĘ I NA KOLANACH WASZĄ MAGNIFICENCJĘ PROSZĘ, BYŚCIE CAŁĄ SWOJĄ MOCĄ, JAK GŁOWĄ ŚWIATA JESTEŚCIE I MUREM DOMU IZRAELA, NIGDY CESARZOWI GRECKIEMU WIARY NIE DAWALI"

Z LISTU KRÓLOWEJ JEROZOLIMY (AKKI) - SYBILLI
(1189 r.)





 W kwietniu 1201 r. podpisano ostatecznie porozumienie z Wenecją, na mocy którego armia krzyżowców miała przedostać się do Ziemi Świętej na okrętach wystawionych przez Wenecjan (za ogromną kwotę 85 000 marek w srebrze. Dla porównania Anglicy za uwolnienie swego króla - Ryszarda I Lwie Serce, pozostającego od 1192 r. w niewoli cesarza rzymskiego - Henryka VI, zapłacili 150 000 marek która to suma spowodowała praktycznie bankructwo całego kraju). Wszystko było więc dopięte na ostatni guzik i jedynie oczekiwano zebrania rycerstwa oraz czeladzi w miejscach koncentracji z których zamierzano ruszyć dalej, ku Wenecji a następnie ku Jerozolimie. Dzień koncentracji armii w Wenecji został wyznaczony na 29 czerwca 1202 r. Niestety, nagle zaczęły mnożyć się problemy. Do najpoważniejszych należało sfinansowanie całej tej krucjaty. Najwięcej pieniędzy na ten cel wyłożyła oczywiście Stolica Apostolska, przekazując dziesięć procent swoich rocznych dochodów. Poza tym papież Innocenty III nakazał wszystkim biskupom i prałatom przeznaczyć na wyprawę czterdziestą część swoich dochodów. Zakony również zostały zmuszone do oddania 2 % dochodów na potrzeby wyprawy (wszyscy: eremici, norbertanie, benedyktyni, karmelici i kameduli wpłacili bez oporów przykazane sumy, jedynie cystersi nieco się sprzeciwiali, ale ostatecznie i oni przysłali żądaną kwotę). Poza tym były jeszcze pieniądze z dobrowolnych donacji wiernych, które ci uiszczali w kościołach za uzyskanie częściowej odpusty za grzechy (można też było się finansowo wykupić od udziału w krucjacie). Książęta, hrabiowie, baronowie i rycerstwo musiało wyekwipować się na własny koszt. Najwięcej problemów nastręczała jednak aprowizacja. Bez wsparcia Wenecji i Konstantynopola byłoby bardzo ciężko zapewnić stały dowóz żywności dla wojsk walczących w Palestynie, a Wenecjanie kazali sobie sporo płacić zaś Bizantyjczycy nie byli skorzy do pomocy militarnej ani żadnej innej w odniesieniu do znienawidzonych "Łacinników" (choć w listach do papieża władcy Bizancjum twierdzili że są jak najbardziej za wyzwoleniem Grobu Świętego z rąk Saracenów, tylko jeszcze nie teraz - może kiedyś, w przyszłości. Takie podejście doprowadzało Innocentego III do prawdziwej furii, nic więc dziwnego że w swych listach do cesarza Bizancjum stosował zawoalowane, ale jednak czytelne groźby).

Innym poważnym problemem, jaki zaczął trapić organizatorów wyprawy, było wykruszanie się już obranych przywódców krucjaty. Głównym przywódcą rycerstwa zachodnioeuropejskiego, był młody (zaledwie 22-letni) hrabia - Tybald III z Szampanii. Niestety, gdy podpisano porozumienie z Wenecjanami, Tybald leżał na zamku w Troyes poważnie chory. Na wieść jednak o pomyślnym zakończeniu negocjacji i podpisaniu umowy, zadowolony wstał z łoża, dosiadł konia i wybrał się na przejażdżkę - swoją ostatnią. Odnaleziono go potem na wpół-martwego i przeniesiono do zamku, gdzie wkrótce potem 24 maja 1201 r. młody hrabia wyzionął ducha. Znalezienie nowego wodza wyprawy nie było wcale takie łatwe, tym bardziej że kolejni kandydaci (Eudes z Burgundii i Tybald z Bar-le-Duc) odmawiali przyjęcia owego zaszczytu. Dopiero w sierpniu 1201 r., baronowie zgromadzeni w Soissons złożyli propozycję objęcia przywództwa krucjaty, dla 50-letniego hrabiego Montferratu - Bonifacego (który tam wówczas nie był obecny). Pochodził on ze szlachetnej rodziny, spokrewnionej z Hohenstaufami i Kapetyngami, a jeden z jego braci - Konrad z Montferratu w roku 1192 został obrany królem Jerozolimy (poślubił w tym celu siostrę królowej Sybilli - Izabellę, czym notabene popełnił poligamię gdyż miał już w tym samym czasie... dwie inne żony, z czego jedną z nich była siostra cesarza bizantyjskiego Izaaka II Angelosa - Teodora Angelina). Konrad został zamordowany w kwietniu 1192 r. przez dwóch członków muzułmańskiej (izmailickiej) sekty zabójców, zwanych asasynami (konflikt Konrada z asasynami wybuchł podobnież o drobnostkę, chodziło o nałożenie przez niego jakichś kar i przywłaszczenie sobie części towarów należących do kupców, będących poddanymi "pana asasynów". Effendi Raszid ad-Din Sinan postanowił jednak początkowo rozwiązać sprawę polubownie, domagając się jedynie zwrotu zagarniętego mienia, lecz wysłanych do niego posłów Konrad wyśmiał i oddalił. Do zabójstwa dojść miało 28 kwietnia - w dwanaście dni od wyboru Konrada na króla Jerozolimy, dokonanym w rezydencji króla Anglii - Ryszarda Lwie Serce w Akce. Tego dnia, wracającego z biesiady u biskupa Beauvais - Filipa de Dreux - jeszcze niekoronowanego króla Konrada, zaatakowało w ciemnej uliczce Tyru dwóch napastników. Zadali mu szybkie ciosy sztyletem w pierś, po czym uciekli. Zakrwawiony Konrad zdołał się jeszcze doczołgać do głównej ulicy, skąd przeniesiono go do kościoła joannitów. Natychmiast przybyła tam jego małżonka - królowa Izabella i doszło do wzruszającego pożegnania, w czasie którego umierający Konrad miał prosić małżonkę aby opuściła Tyr - jak podaje "Itinerarium peregrinorum" które w tej sprawie jest zgodne z opisem Bernarda Skarbnika i Ernoula. Natomiast sprawców zabójstwa szybko odnaleziono i jeden zginął na miejscu podczas walki, a drugi uciekł do pobliskiego kościoła, skąd go wyciągnięto siłą i poddano torturom).

Warto tutaj też powiedzieć kilka słów na temat działania owej izmailickiej sekty. Mianowicie obaj zabójcy zostali wysłani przez "Pana z Gór" Raszida ad-Din Sinana do otoczenia markiza znacznie wcześniej. Ich zadaniem było zdobycie jego zaufania i to do tego stopnia że owi mordercy nie tylko przyjęli chrzest, ale ojcem chrzestnym jednego z nich został właśnie Konrad z Montferratu (świadczy to, że incydent z kupcami był dla Sinana jedynie pretekstem, a zamach na Konrada planował on znacznie wcześniej. Choć wzięty na tortury morderca zeznał potem że prawdziwym inicjatorem zbrodni miał być... król Anglii Ryszard I Lwie Serce., co już od średniowiecza tworzyło wiele domysłów i teorii spiskowych na ten temat. Ale najprawdopodobniej skierowanie winy na Ryszarda było swoistą "zasłoną dymną" - wiedziano przecież że na torturach schwytani mordercy będą musieli wyjawić jakieś nazwisko i pewnie wcześniej ich do tego przygotowano, dając za cel właśnie króla Ryszarda). Sinan w zabójstwie Konrada mógł mieć swój cel. Markiz z Montferratu dążył bowiem do załagodzenia sporu z Saladynem z Egiptu i wynegocjowania umowy, na mocy której Jerozolima wróciłaby znowu pod władzę krzyżowców (po jej utracie w bitwie pod Hittin w 1187 r., podczas której rycerze krzyżowi przegrali z uwagi na... brak wody. Po prostu z nieba lał się ukrop, a oni nie mieli nawet kropli wody do picia, bo wszystkie studnie w pobliżu Saladyn kazał zasypać). To, że odzyskanie Jerozolimy na drodze pokojowej było możliwe i że nie była to żadna fantasmagoria, niech świadczy fakt iż tak właśnie uczynił cesarz rzymski Fryderyk II, który w 1229 r. podpisał z sułtanem Egiptu - Al-Kamilem umowę i odzyskał Jerozolimę - co prawda tylko na piętnaście lat - ale bez walki). Sojusz krzyżowców z egipskimi Ajjubidami nie był jednak na rękę "Panu z Gór", gdyż wówczas mogliby oni się obrócić przeciwko niemu (a asasyni byli wtedy izolowani przez wszystkie strony bliskowschodniego konfliktu). Dlatego też eliminacja Konrada wypadała wówczas korzystnie dla Sinana (choć po zabójstwie swą radość miał również wykazać Saladyn w przesłanym do Sinana liście, ale, jeśli w ogóle do niego doszło, to była to jedynie grzecznościowa forma jaką posługiwali się władcy we wzajemnej korespondencji). 




A przywódca sekty asasynów, był dla swych wyznawców wręcz istnym bogiem. Zabójcy szkolili się w posługiwaniu bronią i jednocześnie zdawali sobie sprawę, że jeśli zostaną wysłani z misją "Pana z Gór" to już żywi nie wrócą, ale gotowi byli dla niego na największą nawet ofiarę. Aby udowodnić iż dla swych poddanych jest prawdziwym bogiem, "Pan z Gór" (podczas spotkania dyplomatycznego z hrabią Henrykiem z Szampanii w 1194 r.), urządził dla niego swoiste przedstawienie. Przebrany w białą szatę, ukazał się na szczycie swego zamku w Al-Kafr (położonego w górskich pasmach Al-Ansarijja). U jego stóp zebrało się kilkudziesięciu asasynów, którzy czekali na dany znak. Wreszcie podniósł on swą prawicę i wówczas, wszyscy ci zgromadzeni na dole ludzie... rzucili się w przepaść ponosząc śmierć na miejscu. Do przerażonego tym niesamowitym przedstawieniem Henryka, miał się wówczas zwrócić effendi Muhammad (Sinan zmarł w 1193 r.) z pytaniem: "Czy chcesz obejrzeć pokaz raz jeszcze?". Na pożegnanie Muhammad miał obdarować go hojnymi podarkami i powiedzieć że: "w dowód przyjaźni" asasyni zamordują dla niego kogo tylko im wskaże. Tak wyglądała sprawa tą izmailicką, bliskowschodnią sektą. Ale hrabia Bonifacy z Montferratu miał jeszcze dwóch braci: Wilhelma "Długiego Miecza" i Rajniera.  Wilhelm w 1176 r. został mężem królowej Jerozolimy Sybilli, z którą miał syna, króla - Baldwina V (1185-1186). Wilhelm także zmarł w tajemniczych okolicznościach krótko po ślubie (1177 r.). Natomiast Rajnier w 1180 r. poślubił córkę cesarza bizantyjskiego Manuela I Komnena - Marię Komnenę i otrzymał od teścia władzę nad Tesaloniką w Grecji. Zginął otruty w 1183 r. przez kolejnego cesarza - Andronika I Komnena. Sam zaś Bonifacy był wcześniej dowódcą floty cesarza rzymskiego - Henryka VI i dziedzicznym władcą hrabstwa Montferratu. Poza tym był przyjacielem króla Francji i znajomym papieża, oraz odważnym rycerzem i dobrym wodzem - nie było wówczas lepszej kandydatury on niego i we wrześniu (gdy w kościele Notre-Dame zarzucono mu na plecy płaszcz z krzyżem) oficjalnie objął dowództwo wyprawy do Jerozolimy.

W dalszym ciągu wykruszali się kolejni dowódcy, jak Gotfryd z La Perche czy wreszcie duchowy przywódca całej krucjaty - francuski kaznodzieja Fulko z Neuilly-sur-Marne, który wyzionął ducha wkrótce po uroczystości objęcia przywództwa przez Bonifacego. Od wyprawy odłączył się ze swoimi ludźmi hrabia Gautier z Brienne (potem planował powrót, bowiem on sam i większa część ludzi z jego otoczenia złożyła przysięgę uczestnictwa w wyprawie, a była to przysięga nieodwoływalna i można było się od niej wykupić jedynie na trzy sposoby - ofiarowując kogoś innego na swoje miejsce, wpłacając ekwiwalent poniesionych kosztów na wyprawę lub uczestnicząc w jakiejś innej wyprawie krzyżowej, niekoniecznie do Ziemi Świętej, na przykład w Hiszpanii przeciwko Saracenom z południa lub przeciw pogańskim Prusom, Jaćwingom czy Litwinom. Hrabia Gautier zginął jednak w 1205 r. w nocnej zasadzce, nie zdążywszy dopełnić złożonych ślubów), ale wciąż też dołączali nowi baronowie, rycerstwo i czeladź. Tymczasem w Bizancjum zastąpiły zmiany, które zaważyły nie tylko na przyszłości samej krucjaty, ale wręcz na poważnej, kulturowej i geopolitycznej zmianie, która przez kolejne dziesięciolecia będzie wyznaczała bieg spraw we wschodnim rejonie Morza Śródziemnego. Na tronie cesarstwa bizantyjskiego zasiadał wówczas (zupełnie nie mający żadnych ku temu predyspozycji) Aleksy III z dynastii Angelos. Pod wpływem nalegań swej małżonki (pod której kontrolą był praktycznie przez cały czas) Eufrozyny, w kwietniu 1195 r. obalił on z tronu swego młodszego brata - Izaaka II (do zamachu doszło w Tracji, pod miejscowością Kypsella, podczas polowania. Gdy cesarz Izaak II ruszył z orszakiem na niedźwiedzia, Aleksy zajął jego obóz, zabrał insygnia cesarskie i ogłosił się nowym władcą. Gdy brat wrócił z polowania, odkrył że Aleksy ukradł mu koronę i władzę. Początkowo planował atak na obóz, ale nikt go nie poparł i dworacy przechodzili już na stronę Aleksego. Wówczas Izaak rzucił się do ucieczki, został jednak doścignięty i schwytany. Następnie przyprowadzono go przed oblicze brata, który - obawiając się aby Izaak ponownie nie wrócił na tron - kazał go oślepić - jako że ślepotę uważano za kalectwo uniemożliwiające dalsze sprawowanie władzy. Było to znacznie "lepsze" rozwiązanie, niż przelewanie cesarskiej, czyli uświęconej bożym namaszczeniem - krwi, przynajmniej dla ludzi o tamtym światopoglądzie). 




Izaak, w młodym jeszcze wieku (nie miał nawet czterdziestu lat) został oślepiony i wrzucony do lochu pod Bukeleonem (czyli Wielkim Pałacem Cesarskim) w Konstantynopolu. Wraz z ojcem uwięził też Aleksy jego 13-letniego syna, noszącego to samo co stryj imię - Aleksy. Potem przeniósł ich do Diplokionionu (pałac) nad Bosforem, gdzie byli bardzo słabo pilnowani (uznano zapewne że ślepiec i chłopiec nie są w stanie stąd uciec). Tam Izaak i Aleksy spędzali czas otoczeni jedynie służbą, która miała za zadanie tylko pilnować aby nie opuszczali oni terenu pałacu, który stał się ich więzieniem. Bizantyjski kronikarz - Niketas Choniates twierdzi nawet że Izaak mógł stamtąd pisywać listy do swej córki - Ireny (zamężnej z księciem Filipem Szwabskim, od 1198 r. królem Teutonów), z prośbą o wsparcie, jednak wydaje się to mało prawdopodobne (jak by miało to wyglądać, sam nie mogąc pisać listów, musiałby je dyktować, a przecież o każdej takiej korespondencji zostałby natychmiast poinformowany Aleksy III. Stąd jest to raczej wykluczone). Aleksy musiał oślepić brata, aby uzyskać tron i mieć pewność że ten mu go ponownie nie odbierze, ale nie chciał robić mu większej krzywdy. Świadczy o tym fakt, że po kilku latach pozwolił jego synowi - Aleksemu Młodszemu opuścić pałac nad Bosforem i dołączyć do jego dworu, tym bardziej że państwo się wręcz rozpadało. Nieudolne rządy Izaaka II (choć należy przyznać że był przynajmniej dzielnym żołnierzem, bo wodza z niego też nie było żadnego), spotęgowały kryzys, mający swe korzenie w ostatnich latach długiego panowania Manuela I Komnena (1143-1180). Szczególnie po klęsce pod Myriokefalon w 1176 r. Cesarstwo zaczęło się bezpowrotnie cofać w Anatolii, a także a Bałkanach. W 1185 r. bunt podniosła Bułgaria i po dwóch latach walk wywalczyła sobie niepodległość. W 1184 odłączył się Cypr (gdzie zbuntował się Izaak Komnen, uczyniwszy z wyspy swoje prywatne księstwo), zaś w 1188 r. w Filadelfii (z której to wywodził się ród Angelos) w Azji Mniejszej, władzę przejął Teodor Mangafas.

Nad wewnętrznym zamętem Cesarstwa nikt już nie był w stanie zapanować, nic dziwnego że wielkie rody patrzyły tylko na własną korzyść, zupełnie nie myśląc już o jedności państwa. Szczególnie do wielkiego znaczenia za Aleksego III doszły dwa spokrewnione ze sobą rody - Kastamonitisów i Stryfnosów. Przedstawicielką tego pierwszego była na dworze małżonka Aleksego, cesarzowa Eufrozyna (która to była również uważana za taką "szarą eminencję", a bez jej zgody ponoć nic nie mogło się wydarzyć). Natomiast na czele drugiego rodu stał Michał Stryfnos - admirał floty bizantyjskiej i szwagier Eufrozyny. Był to bez wątpienia niezły cwaniak, który przede wszystkim myślał o wzbogaceniu samego siebie i swego rodu. Dlatego też dokonał rzeczy dosyć wyjątkowej, a mianowicie, jako dowódca całej bizantyjskiej floty... sprzedał wszystkie okręty, a pieniądze schował do własnej kieszeni (miało to miejsce w 1203 r.). Dwór cesarski i dworska elita oraz możnowładcy łupili ludność w brutalny sposób aby tylko samemu opływać w dostatki. Urzędnicy skarbowi zdzierali z ludu dosłownie ostatnią koszulę i nie było wiadomo co lepsze - wizyta urzędnika skarbowego (podatki ściągano nieraz nawet trzy razy w roku), który łupił w imieniu cesarza, czy też napady piratów - którzy łupili dla własnej korzyści. A piraci również stanowili poważną plagę wybrzeży Grecji i Azji Mniejszej w ówczesnym czasie. Do tego dochodziły ciągłe powstania i wojny z okolicznymi państwami (jak na przykład najazd Normanów w 1185 r. czy III Wyprawa Krzyżowa z lat 1189-1192), które powodowały iż nawet oddani państwu dowódcy (jak choćby Aleksy Branas), sami wreszcie się buntowali i ogłaszali lokalnymi książętami. Możnowładcy żyli ponad stan, lud zaś cierpiał ubóstwo i niedolę - tak wyglądała sytuacja Bizancjum tuż przed IV krucjatą do Ziemi Świętej (która tam jednak ostatecznie nigdy nie dotarła).    








 CDN.

sobota, 5 września 2015

STARZEC z GÓR i ZAKON MORDERCÓW - Cz. I

PIENIĄDZE, SZTYLETY 

i INNE "PODNIETY"

CZYLI PRAWDZIWA HISTORIA

SZYICKIEJ SEKTY ASASYNÓW


"Czy wiesz czym jest ISIS?" - takie pytanie zadał mi trzy dni temu mój dobry znajomy, profesor uniwersytetu londyńskiego (Palestyńczyk z urodzenia, zamieszkały we ... Włoszech, Polak z zamiłowania, oraz Anglik z obowiązku - tak można by go było określić). Było to dziwne pytanie, tym bardziej że rozmowa nasza dotyczyła zupełnie innego tematu (nie związanego z polityką). Przyznaję też że dość dawno już się z Nim nie widziałem, gdyż dość rzadko obecnie przyjeżdża on do Polski, a ja nie mam czasu na żadne wyjazdy (nawet na urlop zabrakło mi w tym roku czasu - cóż obowiązki zawodowe, wymagają poświęceń). Znamy się też dość długo (był On przyjacielem mego zmarłego ojca) i choć dzieli nas różnica wieku (ok. 25 lat), to jednak rozumiemy się świetnie i każdy czas, który udaje nam się spędzić razem, wykorzystujemy do rozważań nad zawiłościami geopolityki i nieznanymi (szerszemu ogółowi), tajemnicami historii. Teraz zadzwonił on do mnie (mnie jak zwykle na wszystko brakuje czasu - niestety), w pewnej prywatnej sprawie, lecz szybko rozmowa zeszła na tematy polityki i geopolityki (szczególnie zaś regionu bliskowschodniego, który jest jego ulubionym). 

Teraz zadał mi pytanie, które początkowo wprawiło mnie w konsternację: "O co mu chodzi?", lecz bardzo szybko dokończył swą myśl (nie czekając na moją odpowiedź): "Myślisz że im chodzi o islam, że pragną budować państwo islamskie i żyć zgodnie z zaleceniami Allaha?" (tutaj pragnę dodać że mój szanowny rozmówca jest chrześcijaninem, a konkretnie katolikiem. Żonaty jest z Polką, a jego dzieci częściej mówią po polsku niż po arabsku czy w jakimkolwiek innym języku, co jego samego wprawiło w zdziwienie, gdy będąc w odwiedzinach u swej matki, żyjącej w Palestynie, jego syn, bawiąc się z kolegami, zaczął ich uczyć ... polskiego, bo nie mógł się z nimi dogadać po arabsku).  

"To są bandyci, najzwyklejsi mordercy" - dodał. Nie musiał mi tego mówić, ja już wcześniej o tym wiedziałem. Wiedziałem też że muzułmanów traktują w bardzo podobny sposób jak Chrześcijan czy wyznawców innych religii. Dochodzi do tego, że wybierają oni sobie jakąś wioskę (bez znaczenia chrześcijańską czy muzułmańską ), okrążają ją dla zabawy, a następnie wchodzą i mordują wszystkich mieszkańców, porywając kobiety i dziewczyny, lub je po prostu brutalnie gwałcąc. Organizują nawet publiczne targi niewolników, gdzie sprzedają porwane kobiety i dziewczęta - jako niewolnice seksualne dla swych przywódców czy bogatszych szejków. I nie ma tutaj znaczenia ani wyznawana religia, ani też pochodzenie. Kobiety te, za najmniejsze przewinienie są bite, gwałcone (częstokroć w zbiorowych gwałtach), a nawet znakowane jak zwierzęta. Nie mają praw, są własnością tych, którzy je kupią - i znów nie ma tu znaczenia wyznawana przez nich religia. 

Gdzie zaś narodziła się dzisiejsza potęga tego przestępczego quazi państwa, którego jedyną ideologią jest brutalna przemoc i mordowanie "wrogów" (ostatnio wyszedł nowy "apel" do wszystkich muzułmanów w Europie, by ... w miarę własnych możliwości zabijali tych "niewiernych", którzy im się napatoczą, oraz by nie wybierali jakiegoś szczególnego ataku czy celu, tylko po prostu zabili każdego kogo uważają za przeciwnika islamu, np. małą dziewczynkę na ulicy - cel nie ma znaczenia, liczy się ilość takich akcji, jak twierdzi autor owego apelu. PS: gdy ostatnim razem kilka lat temu, ogłoszony został podobny apel, co jakiś czas na Zachodzie dało się słyszeć, a to: mężczyzna wjechał rozpędzonym samochodem w tłum przechodniów, krzycząc: "Allah Akbar", a to ktoś zaczął strzelać z okien do ludzi na ulicy, a to ... zginęli redaktorzy jednego z popularnych we Francji czasopism satyrycznych itd. itp). 

Jak myślicie, gdzie są początki "Państwa Islamskiego" ("Islamic State of Iraq and Sham"). Odpowiem - ISIS narodziło się w ... więzieniu. Tak, w więzieniu, wśród grupki zatrzymanych przez Amerykanów dawnych członków sunnickich milicji Saddama Husajna, oraz ludzi z tajnej siatki Abu Musaba az-Zarkawiego. Działo się tak w dwóch, kontrolowanych przez Amerykanów więzieniach w Iraku - w więzieniu Bucca i więzieniu Croper. Ci ludzie, po uwolnieniu wrócili do dawnej działalności i rozpoczęli wdrażanie planu, który ukuli w więzieniu - stworzenia państwa islamskiego, na terenach Iraku, Syrii i Lewantu. W Camp Bucca siedział właśnie, dzisiejszy samozwańczy kalif i przywódca Islamskiego Państwa w Iraku i Lewancie - Abu Bakr al-Baghdadi, 44-letni, bezwzględny morderca (obcinanie głów i palenie ludzi w klatkach, które stosują bezwzględni mordercy z ISIS, wykonywane jest prawdopodobnie na jego osobisty rozkaz. 

Ale Baghdadi też zapewne początkowo nie był samodzielny (można nawet pokusić się o stwierdzenie, że był marionetką w rękach dawnych irackich generałów Saddama Husajna , szczególnie że poprzednik na stanowisku przywódcy ISIS, którym miał być Abu Abdullah al-Baghdadi ... nie istniał. Został on prawdopodobnie stworzony, przez grupę (15-20) dawnych generałów irackich, niczym ów "Gruppenfuhrer Wolf", którego miał rozgryźć, nasz dzielny sowiecko-polski agent serialowy J-23 w ostatnim odcinku "Stawki większej niż Życie".




 BEZWZGLĘDNIE NAJLEPSZA SCENA Z CAŁEGO SERIALU:
"NIE MOGĘ PATRZEĆ NA BITEGO CZŁOWIEKA, NIE MOGĘ ... GDY BIJE KTOŚ INNY"




Ci ludzie, dawni generałowie Husajna, przygotowywali po prostu antyamerykańskie powstanie w Iraku, a na ich czele najbardziej charyzmatyczną postacią (i zapewne prawdziwym twórcą i przywódcą Państwa Islamskiego), był iracki marszałek, członek partii BAAS, zbrodniarz wojenny (już od 1979 r. mający ręce całe unurzane krwią, począwszy od akcji "gazowania" ludności kurdyjskiej, na północy kraju) - Izzat Ibrahim al-Douri. To on bowiem stał za spektakularnymi zwycięstwami ISIS (w tym zdobyciem Mosulu) i aż do swej śmierci 17 kwietnia 2015 r. gdzie jego konwój miał zostać ostrzelany pod Tikritem




Ale nie o nim (ani też o Państwie Islamskim), miałem tu pisać. Chodziło mi o to, że dzisiejsi przestępcy i fanatycy sunniccy z ISIS, mieli w przeszłości doskonałe (choć szyickie), wzory które dziś naśladują. Mianowicie chodzi tu o ismailicką sektę Hasana-ibn-Sabbaha-el-Homairiego, Wielkiego Mistrza, który uczynił z małej, założonej przez swego poprzednika - Abdallaha, sekty religijnej, potężne narzędzie polityczne, którego zasięg działania obejmował nie tylko ówczesne państwa muzułmańskie na Bliskim Wschodzie w Egipcie czy Azji, lecz również większość chrześcijańskich państw w Europie. Była to doskonale zorganizowana siatka, sfanatyzowanych morderców, którym nie zależało na życiu a jedynie na ... wypełnieniu zadania swego wodza. Przekonali się o tym muzułmańscy władcy regionu, gdy Hassan wysłał do nich żądanie by mu się podporządkowali i płacili daninę. 




Początkowo oni wszyscy wybuchnęli śmiechem, zważywszy, że posiadali wielkie imperia i wielotysięczne armie i nie obawiali się garstki zapalonych sekciarzy. Szybko zmienili zdanie, gdy okazało się że ci, którzy się nie podporządkowali - ginęli w skrytobójczych zamachach (jak jeden z lokalnych władców, doskonale chroniony przez swych żołnierzy, którzy złapali i zabili aż 123 bojowników Hassana, dybiących na życie swego władcy, nie upilnowali ... 124, który go zabił).  Hassan stworzył potęgę bez armii, a jedynie opierając się na sieci skrytobójców, którzy na żądanie swego wodza, szli gotowi na śmierć. Mogło paść 123 wysłanych morderców, ale wreszcie jakiś 124 wykonał zadanie. To spowodowało że wielu lokalnym władcą "opadły kopary" i woleli zapłacić Hasanowi, byleby ocalić życie.

Sekta Assasynów, powstała w 1090 r. gdy prawie 40-letni Hasan el-Homairi, zastąpił na stanowisku przywódcy małego ismailickiego zakonu, swego poprzednika - Abdallaha. Hasan postanowił zdobyć twierdzę - miejsce z którego będzie "rządził światem". Jego wybór padł na Alamut ("Gniazdo Sępów"). Przekupił więc garnizon skalnej, niedostępnej fortecy na górze Rudpar w rejonie gór Elbrus (przekupił ich "purpurowym" srebrem, zgromadzonym przez Abdallaha, które ten zdobył na ostatnim kapłanie chaldejskim, zmuszając go do wydania owego srebra - torturami). Z chwilą zdobycia twierdzy, ogłosił się "Dai al-Doatem" ("Wielkim Mistrzem"), lecz i tak odtąd każdego kolejnego władcę sekty, zwano: "Starcem z Gór". 




W czym jednak tkwiła tajemnica Asasynów? Dlaczego ich przywódcy (owi "Starcy z Gór"), posiadali tak wielką moc oddziaływania na zwykłych, szeregowych żołnierzy, którzy gotowi byli za nich (i za "sprawę"), oddać swe życie, byle tylko wypełnić zadanie, dane im przez Wielkiego Mistrza? Czy tylko kluczem ku temu był Islam i Koran, który głosił iż: "Nagrodą będzie Wam Raj obiecany przez Proroka, a w nim hurysy bajeczno piękne, o ustach słodkich jak daktyle i oczach czarnych i błyszczących jak prawdziwe perły"? Nie, nie tylko, bowiem Wielcy Mistrzowie, stosowali w tej kwestii cały zestaw "ogłupiaczy" narkotycznych, które ten wymarzony Raj - czyniły realnym. 

Mianowicie, gdy już wybrano odpowiedniego zamachowca/samobójcę, faszerowano go najpierw haszyszem, a potem (gdy tracił już przytomność), przewożono go do jednego z pałaców "Starca z Gór", gdzie ów "wybraniec", budził się wśród przepięknych ogrodów, ruczajów (ponoć w specjalnie wydrążonych kanałach, które przypominały rzeki, płynęło wino, mleko, oraz miód) i fontann w objęciach, specjalnie ku temu szkolonych, specjalnie dobranych, najpiękniejszych niewolnic, które miały przypominać rajskie hurysy. Niewolnice owe, miały spełnić wszelkie żądania owego fedawity (specjalnie szkoleni do walki i "niemożliwych zadań", oddziały przywódców sekty Asasynów). Ten, zakosztowawszy wszelkich przyjemności tak stołu jak i łoża w otoczeniu wachlujących go i masujących "hurys", wciąż będący pod wpływem narkotyków, naprawdę wierzył że wódz, pozwolił mu zakosztować jedynie "namiastki", owego Raju, który czeka na niego gdy wypełni on swe zadanie.

Gdy już nasycił on wszystkie swe żądze, odurzano go ponownie dużą ilością haszyszu i znów przenoszono do górskiej warowni, gdzie po przebudzeniu, informowano go że właśnie doświadczył Raju, który już go oczekuje ... jeśli wypełni on swe zadanie. Ludziom prostym (a takich waśnie wybierano, niezbyt inteligentnych, za to o dużej krzepie fizycznej), nie było trzeba więcej wyjaśnień, by ich przekonać co mają uczynić. Śmierć nie była dla nich straszna, gdyż nawet jeśli zadanie nie udałoby im się wykonać ... i tak mieli trafić do owego Raju pełnego przepięknych hurys. 

Gdy więc w szyderczy sposób, władcy muzułmańscy, odrzucili wysłane do nich już w 1091 r. żądanie podległości i daniny dla "Starca z Gór", zaczęła się krwawa rzeź. Po raz pierwszy Asasyni zaatakowali w 1092 r. zabijając Nizama al-Mulka, wezyra w Imperium Seldżuków, który zginął wraz z sułtanem seldżuckim - Malikszahem I, po którego śmierci Imperium Seldżuków ogarnęła wewnętrzna wojna domowa i powolny rozpad (o to bowiem chodziło Hasanowi z twierdzy Alamut). Potem przyszły kolejne zgony szejków, wezyrów i emirów (Nizam al-Mulk, był w młodości przyjacielem Hasana, a ci dwaj nawet mieli sobie przysiąc "przyjaźń i wierność po grób") , co początkowo spowodowało reakcję obronną - postanowiono się bronić przeciwko "Starcowi z Gór". Na czele koalicji, stanął największy przeciwnik Asasynów (i zwolennik walki z nimi aż do śmierci) - młody Ahmed Sandżar (władca państwa Seldżuków, który wstąpił na tron w 1118 r.). Jednak gdy, pewnego ranka obudził się i odkrył że pod poduszką ma sztylet i list, w którym Hasan napisał: "Można było utopić w twym sercu to, co znalazłeś pod swoją głową", przestraszony Sandżar ... ukorzył się przed Hasanem, co spowodowało rozpad koalicji i reakcję łańcuchową innych władców muzułmańskich.




Hasan stał się więc niekoronowanym władcą całego świata Islamu, który drżał przed nim (i przed jego "komandosami"), woląc mu zapłacić niż stracić życie. Mimo to Hasan żył bardzo skromnie. W twierdzy Alamut nie tylko zakazał spożywania alkoholu, ale także gry na instrumentach muzycznych (jednego z wiernych, wyrzucono poza mury, bo ... zagrał na flecie. Wpuszczono go ponownie dopiero, gdy odprawił pokutę i przysiągł już więcej tego nie czynić). Hasan przestrzegał bardzo surowo nauk Koranu i za każde, nawet najmniejsze uchybienie, surowo karał (na przykład skazał na śmierć swego syna - Muhammada, bo ten ... napił się wina). Hasan też przez całe swoje życie w twierdzy Alamut (34 lata), tylko dwa razy wyszedł ... ze swego pałacu. W obu przypadkach, by wejść na dach. Tak więc czas, który fedawici spędzali w twierdzy - poświęcano nieustannym modłom, pokucie, umartwianiu ciała, oraz ... szkoleniu wojskowemu i walce każdym rodzajem ówczesnej broni (nic więc dziwnego, że gdy taki "wybraniec" trafiał do "Raju pełnego hurys", był tak wyposzczony i spragniony, że zrobiłby wszystko dla swego wodza, aby tylko ten umożliwił mu powrót do owego "Raju"). 

Ale Hasan był pierwszym i jednocześnie ostatnim władcą sekty, który wiódł tak srogie i pobożne życie, jego następca Buzurgumid, odwrócił wszystko do góry nogami. Właściwie to umierający w wieku prawie 70 lat Hasan, podzielił władzę pomiędzy trzech swych najwierniejszych wodzów. Buzurgumidowi oddał zarząd nad zakonem, władzę nad twierdzą Dihdarowi Abu-Alemu, zaś nad bojownikami fedawitów - Kiya Bayafarowi. Nakazał im by rządzili zgodnie i przestrzegali zasad Koranu. Triumwirat (co było oczywiste), nie trwał jednak długo, gdyż każdy z owej trójki, chciał stać się władcą niepodzielnym. Gdy więc 12 czerwca 1124 r. Hasan el-Homairi - zmarł, triumwirowie rzucili się w wir walki o władzę niepodzielną. Zwycięsko z niej wyszedł właśnie Buzurgumid, który wymordował swych konkurentów. 

Należy także dodać, że nie wszystkie akcje Asasynów kończyły się dla nich zwycięsko. Gdy oddziały zbrojnych fedawitów, opanowały Aleppo, pod wodzą Tahira as-Saigha (zwanego "Złotnikiem") w 1113 r. Wkrótce potem doszło w mieście do antyismailickiej rebelii mieszkańców miasta, zakończonej - rzezią wszystkich Asasynów z Tahirem włącznie. Mimo to. obszar bezpośredniej władzy Asasynów, w chwili śmierci Hasana, rozciągał się od rzeki Amu Daria na wschodzie do Damaszku na zachodzie (czyli zajmował ogromną część dawnego Imperium Aleksandra Macedońskiego). Pomimo faktu, że na tych terenach władali wciąż jeszcze Seldżucy, którzy jednak ... opłacali się Asasynom, jako swym suwerenom. 

Buzurgumid kontynuował te kampanie (oraz skrytobójcze akcje fedawitów), z dużym powodzeniem, szczególnie po koniec swych rządów (lata 30-te XII wieku). Poza tym całkowicie zmienił dotychczasowe surowe praktyki w samej twierdzy Alamut i w swym państwie. Otoczył się wspaniałym bogactwem i przepychem. Sprowadzał sobie najpiękniejsze kobiety do haremu (które ponoć obdarowywał złotem, srebrem, klejnotami i sukniami, wykonanymi z najdelikatniejszego jedwabiu). Meczety w Alamut ... popadły w ruinę, gdyż Islam nie był już dla Asasynów najważniejszy, najważniejsza była władza i bogactwo, które zdobywali dzięki wpływowi Koranu, na umysły wiernych fanatyków i obiecankom o "życiu w Raju pełnym nieziemskich hurys". To wszystko co obiecywano, Wielcy Mistrzowie mieli do dyspozycji, bez zbędnego poświęcania swego życia (zupełnie jak dzisiejsi przywódcy Państwa Islamskiego). 






CDN.