Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BELGIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BELGIA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 czerwca 2016

NOC SZAKALA - Cz. II

CZYLI ZAMACH NA de GAULLE'A

22 sierpnia 1962


 "GDY WE WRZEŚNIU 1939 ROKU RZĄD FRANCUSKI ZA PRZYKŁADEM RZĄDU ANGIELSKIEGO ZDECYDOWAŁ SIĘ PRZYSTĄPIĆ DO WOJNY ROZPOCZĘTEJ JUŻ W POLSCE, NIE MIAŁEM NAJMNIEJSZEJ WĄTPLIWOŚCI, ŻE POWZIĄŁ TĘ DECYZJĘ ULEGAJĄC ZŁUDZENIU, IŻ FRANCJA MIMO STANU WOJNY NIE BĘDZIE MUSIAŁA TOCZYĆ POWAŻNYCH WALK (...) 

GDY SIŁY PRZECIWNIKA BYŁY NIEMAL W CAŁOŚCI ZAANGAŻOWANE NAD WISŁĄ, NIE ZROBILIŚMY W ISTOCIE NIC, POMIJAJĄC KILKA DEMONSTRACJI, ABY POSUNĄĆ SIĘ NAD REN (...) MAŁO TEGO. NASZA OFICJALNA SZKOŁA WOJSKOWA USIŁOWAŁA DOPATRYWAĆ SIĘ W TEJ POLITYCE WYCZEKIWANIA PRZEJAWU BARDZO SKUTECZNEJ STRATEGII (...)

 PODCZAS WIZYTY ZŁOŻONEJ MI W WANGENBURGU p. BRISSON, NACZELNY REDAKTOR DZIENNIKA "FIGARO", ZAPYTAŁ MNIE O MOJE POGLĄDY, A GDY MU POWIEDZIAŁEM, JAK BARDZO UBOLEWAM NAD BIERNOŚCIĄ NASZYCH WOJSK, ZAWOŁAŁ: - "CZYŻ PAN NIE WIDZI, ŻE JUŻ OBECNIE WYGRALIŚMY "ZIMNĄ MARNĘ?"

CHARLES de GAULLE 


Cz. I

MAJOWA KLĘSKA 





FRONT HOLENDERSKI

No cóż, podsumowując osiągnięcia Wehrmachtu do 15 maja. 10 maja następuje zmasowany atak 136 niemieckich dywizji na Belgię, Holandię i Luksemburg, przy czym należy podkreślić, że siły niemieckie, były znacznie słabsze od połączonych sił francusko-brytyjsko-belgijsko-holenderskich, zarówno pod względem liczebności, jak i jakości posiadanej broni (np. na froncie holenderskim, Niemcy operowali jedyną tylko 9 Dywizją Pancerną, którą w holenderskich warunkach, pełnych kanałów nawadniających które można było otworzyć, dzięki czemu całkowicie uziemiono by tę jednostkę - ten plan Holendrzy wykonali jedynie częściowo, gdyż szybkie działania powietrznodesantowych jednostek niemieckich, uniemożliwiły tę akcję). Co prawda 9 Dywizja Pancerna wsparta były przez dwie dywizje: 7 i 22 Dywizję Spadochroniarzy gen. Kurta Studenta, ale siły te i tak były stosunkowo nieliczne. Celem operacji w Holandii, było opanowanie mostów przez spadochroniarzy, do czasu przybycia sił lądowych, a także szybkie zajęcie Hagi i ujęcie członków holenderskiego rządu.

Jak udał się Niemcom ten plan. Połowicznie, 10 maja udało im się co prawda opanować mosty w Moerdjek, lotnisko w Rotterdamie i mosty na Nowej Mozie. Oddziały Studenta próbowały również wykonać plan uwięzienia członków rządu holenderskiego, do czego potrzebne było opanowanie terenów wokół holenderskiej stolicy. Bitwa o Hagę, która trwała przez cały dzień 10 maja, zakończyła się jednak ... sromotną klęską Niemców. Z 7000 żołnierzy niemieckich, którzy uczestniczyli w operacji opanowania holenderskiej stolicy, 5000 zginęła bądź była ranna, tak, że jedynie 2000 żołnierzy mogło jeszcze ustać na nogach. Holendrzy odnieśli tutaj swoje pierwsze zwycięstwo, dodatkowo niszcząc lub uszkadzając ponad 170 niemieckich samolotów transportowych. Sukces więc był duży, nie został jednak odpowiednio wykorzystany. 12 maja 9 Dywizja Pancerna połączyła się z przednimi oddziałami 18 armii gen. Küchlera i wojska holenderskie były w totalnym odwrocie na Zachód, w rejon Hagi, Rotterdamu i Zelland, gdzie jeszcze była silna i skoncentrowana holenderska obrona. 

14 maja Rotterdam został jednak zaatakowany z powietrza z taką siłą, że miasto zostało poważnie zniszczone (w tym rotterdamska starówka) i zmuszone do kapitulacji jeszcze tego samego dnia (tego dnia poważnie ranny w głowę został Kurt Student, dowódca niemieckich sił powietrznodesantowych, która to rana wycofała go z dalszych walk na okres ośmiu miesięcy). Ale tego dnia nie tylko Rotterdam się poddał, skapitulowała cała armia holenderska i od tego dnia Holandia wycofała się z wojny, a kraj został zajęty przez Wehrmacht (trwał co prawda jeszcze do 18 maja, opór Holendrów w Zelland, ale tylko dlatego że zostali oni tam wsparci przez oddziały francuskie). Królowa Wilhelmina i rząd holenderski, udali się 13 maja do Wlk. Brytanii.

    

 FRONT BELGIJSKI I FRANCUSKI

Na front belgijski skierowano XVI Korpus Pancerny gen. Hoeppnera, wchodzący w skład VI Armii gen. von Reichenau. Wraz z owym korpusem, w walkach na froncie belgijskim, operowało również 55-osobowe niemieckie komando pod dowództwem porucznika Witziga, skierowane na twierdzę Eben Emael (wylądowali oni na dachu twierdzy, opanowali obsługę dział przeciwlotniczych i wysadzili za pomocą nowego środka wybuchowego, opancerzone wieżyczki, a następnie przez prawie 24 godziny, szarpali 700-osobową załogę belgijskiej twierdzy, aż do przybycia (11 maja), odsieczy XVI Korpusu Pancernego. Tak właśnie padła twierdza Eben Emael, strzegąca strategicznego szlaku kanału wokół Liège, bramy do Brukseli. Również 10 maja, drugie niemieckie komando, zajęło dwa strategiczne mosty na Kanale Alberta (największym rowie przeciwczołgowym w Europie). 11 maja tymi mostami pojechały czołgi XVI Korpusu Pancernego i reszta odwodów VI Armii. Zdobyto też Maastricht i właśnie tego dnia (11 maja), Belgowie rozpoczęli gwałtowny odwrót na zachód (mimo że właśnie teraz Francuzi i Anglicy szli im z odsieczą - I i VII Armia francuska, oraz Brytyjski Korpus Ekspedycyjny).       

12 maja Belgowie obsadzali linię Anvers-Louvain, natomiast pod Tierlemont doszło do pierwszego starcia wojsk francuskich z Wehrmachtem. Kawaleria gen. Proiuxa z I Armii, wsparta artylerią 15 Brygady Zmechanizowanej gen. Juina, zatrzymała postęp XVI Korpusu gen. Hoeppnera, i praktycznie unieruchomiła tę jednostkę. W tym czasie I Dywizja Marokańska gen. Melliera uderzyła na Niemców i zmusiła ich do wycofania się z terenu Tierlemont - Huy. Było to piękne zwycięstwo, ukazujące dobitnie że Niemcy w starciu z armią francuską po prostu nie mają większych szans. Pod jednym wszakże warunkiem, który w tym momencie był warunkiem decydującym - Francuzom musiało się po prostu CHCIEĆ walczyć, bo Niemcom bez wątpienia się chciało, jednak już 13 maja, te same jednostki wchodzące w skład I Armii, które dnia poprzedniego zgotowały Niemcom porządne lanie, teraz ... po prostu się wycofały z zajętych pozycji i skierowały do Gembloux. Sytuacja ta była doprawdy przedziwna, zważywszy że sił francuskich nie atakowała nawet Luftwaffe (która w dużej mierze ograniczyła się do obserwowania ruchów alianckich wojsk). Francuzi wycofując się po zwycięskiej bitwie do Glembloux, otworzyli Niemcom drogę na Ardeny i o to właśnie niemieckiemu dowództwu chodziło. Hitler, gdy dowiedział się o wycofaniu I Armii francuskiej i osłabieniu obrony rejonu Ardenów, powiedział tylko jedno zdanie, dobitnie świadczące o Francuzach: "Można by się rozpłakać z radości".   


"MÓJ OJCIEC, CZŁOWIEK MYŚLĄCY, KULTURALNY, HOŁDUJĄCY TRADYCJI, BYŁ PRZEPOJONY POCZUCIEM GODNOŚCI FRANCJI. TO ON PIERWSZY OBJAWIŁ MI JEJ HISTORIĘ. MATKA ŻYWIŁA DLA OJCZYZNY BEZGRANICZNĄ MIŁOŚĆ (...) 

DLA MNIE, MAŁEGO CHŁOPCA Z LILIE DORASTAJĄCEGO W MURACH PARYŻA, NIE BYŁO NIC BARDZIEJ WSTRZĄSAJĄCEGO NAD SYMBOLE NASZEJ CHWAŁY: KATEDRA NOTRE-DAME W MROKACH ZAPADAJĄCEJ NOCY, WERSAL W MAJESTACIE WIECZORU, ŁUK TRIUMFALNY SKĄPANY W BLASKACH SŁOŃCA, ZDOBYCZNE SZTANDARY SZELESZCZĄCE POD SKLEPIENIEM INWALIDÓW. NIC NIE ROBIŁO NA MNIE WIĘKSZEGO WRAŻENIA NIŻ PRZEJAWY NASZYCH SUKCESÓW (...) 

NIC MNIE BARDZIEJ NIE SMUCIŁO NIŻ NASZE SŁABOŚCI I BŁĘDY (...) NIC WRESZCIE NIE PRZEJAWIAŁO MNIE WIĘKSZYM WZRUSZENIEM NIŻ OPOWIADANIA O NASZYCH DAWNYCH NIESZCZĘŚCIACH (...) MATKA MÓWIŁA O OWEJ STRASZLIWEJ ROZPACZY, W JAKĄ WPADŁA JAKO MŁODA DZIEWCZYNA NA WIDOK SWYCH RODZICÓW ZALEWAJĄCYCH SIĘ ŁZAMI NA WIADOMOŚĆ O KAPITULACJI BAZAINE'A" 

 gen. CHARLES de GAULLE




 Tak więc 13 maja, siedem dywizji pancernych Grupy Armii "A" przekracza Ardeny i ... wychodzi na tyły wojsk francusko-brytyjskich w Belgii, jednocześnie tego samego dnia, Rommel przekracza Mozę pod Dinanti wojska alianckie w Belgii są już w tym momencie nabite na rożen, wkrótce zacznie się je stopniowo przypiekać na ognisku (że użyję takiego kolokwializmu). NIKT, ku...a, dosłownie nikt nie przeszkodził Niemcom w przekroczeniu Mozy i opanowaniu terenu Ardenów, mimo że nad Mozą w rejonie Dinant stała XI Armia gen. Corapa (która mogła zostać natychmiast wzmocniona wedle potrzeby, przez II Armię gen. Hunzigera, co w połączeniu z realnym brakiem ataku Luftwaffe na francuskie pozycje, mogłoby doprowadzić do kolejnego Austerlitz i praktycznej eliminacji niemieckiej Grupy Armii "A", a to w wolnym tłumaczeniu oznaczałoby ... całkowitą klęskę Niemiec na froncie zachodnim, nim jeszcze zdążyli oni na poważnie "drasnąć" francuską granicę). Ale nie uczyniono niczego, Francuzi nawet nie ostrzelali rejonu rzeki, podczas przeprawiania się przez nią Niemców. 

Nie wiem czy zostałem dobrze zrozumiany, ale jeśli by połączone siły dwóch francuskich armii związały Grupę Armii "A" nad Mozą i w Ardenach, siły alianckie stacjonujące w Belgii, mogłyby uderzyć od północnego-zachodu i wejść klinem w te jednostki - efektem byłaby TOTALNA klęska Niemców w zaledwie kilka dni po rozpętaniu przez nich kampanii zachodniej. Jednak tego nie uczyniono i po przeprawieniu się Niemców przez Mozę i zajęciu Ardenów, dopiero wtedy, (aby nie marnować sił piechoty), skierowano na francuskie pozycje eskadry niemieckich bombowców. Francuzi narobili w porty (mówię tutaj zupełnie poważnie), niektórzy z żołnierzy Corapa totalnie się załamali (zaczęli płakać lub uciekać zostawiając swoje pozycje na pastwę wroga). Bombardowanie pozycji XI Armii trwało od 12-16 godziny, cztery godziny, w wyniku których ta francuska formacja (zupełnie pozbawiona wsparcia własnych myśliwców, które jak już wspominałem czekały gotowe na rozkaz startu do ataku, tylko ... nikt im takiego rozkazu nie wydał), zamieniła się w totalną rozpierduchę. Dodatkowo gdy ustały ataki bombowców, rozpoczął się niemiecki szturm pod Sedanem (ok. godz. 16) i było już pozamiatane. W ciągu ośmiu godzin walk, Niemcy posunęli się o osiem kilometrów w głąb Francji.

Francuzi uciekli już na samą wiadomość że przez Mozę przeszły czołgi (choć jeszcze żadnego z nich Niemcy nie przerzucili na drugi brzeg).  Nazajutrz 14 maja, Guderian ponownie parł do przodu nie napotykając większego oporu. Tego dnia też Francuzi postanowili wreszcie zniszczyć most w Sedanie (którym Niemcy przerzucali ciężki sprzęt). Skierowano do tej misji 145 bombowców i 100 ubezpieczających je myśliwców - akcja okazała się jednak totalną klęską, a Francuzi stracili ponad połowę z użytych tego dnia samolotów, nie wyrządzając niemieckim pozycjom żadnej szkody, ani nawet nie niszcząc sedańskiego mostu (gen. Guderian stwierdził po tej bitwie że: "Obrona przeciwlotnicza miała swój wielki dzień"). 14 maja w rejonie francuskich pozycji pod Sedanem był już ponad siedemdziesięciokilometrowy wyłom. Jeszcze 13 maja gen. Georges (widząc co się dzieje), wydał rozkaz 3 Dywizji Opancerzonej, która wchodziła w skład II Armii, kontrataku na siły niemieckie pod Sedanem od strony południowo-wschodniej. Wszystko fajnie, ale wcześniej ten sam Georges odebrał tej dywizji część czołgów i podzielił je na małe grupy, dodając do 3 Dywizji Piechoty. 

Oczywiście wiadomo jaki mógł być efekt ataku osłabionej i samotnej francuskiej dywizji na niemieckie siły pancerne, które zaczęły tworzyć coś na kształt silnego czopa, uniemożliwiającego jakąkolwiek kontrofensywę. Francuskie natarcie załamało się totalnie a 3 Dywizja Opancerzona praktycznie przestała istnieć a 2/3 sił alianckich zostało odciętych i otoczonych, pozostałe jednostki IX armii otrzymały rozkaz wycofania się w kierunku północno-zachodnim, a II Armia skierowała się na wschód, by bronić tyłów potężnej (i zupełnie nie atakowanej od przodu - Linii Maginota). Po zwycięstwie pod Sedanem i w Ardenach otworzył Niemcom drogę nie tylko na Paryż, ale także (a może przede wszystkim), ku Kanałowi La Manche, tym samym skazując na zagładę francusko-brytyjskie siły w Belgii i północnej Francji. 



CDN.
 

środa, 23 marca 2016

ZAMACH W BRUKSELI

SPOKOJNIE, SPOKOJNIE

TO DOPIERO POCZĄTEK






Na początku pragnę złożyć moje najszczersze kondolencje, rodzinom ofiar, które dziś zginęły w Brukseli. Ludzie ci stracili życie, ponieważ chora na polityczną poprawność brukselsko-niemiecka biurokratyczna klika w Unii Europejskiej, ma bezpieczeństwo swoich obywateli, głęboko w dupie, w nosie. Nic dziwnego że (szczególnie w polskim internecie), po owym zamachu - zapanował pusty śmiech. Oczywiście nikt nie śmiał się z cierpienia ludzi którzy tam zginęli (prawdopodobnie 34 osoby), czy tych, którzy zostali ranni (ok. 190 osób). Polską sieć opanował śmiech innego rodzaju - był to bowiem śmiech bezradności ludzi, którzy w sposób konsekwentny i niezwykle rzeczowy, już od miesięcy informują o niebezpieczeństwach, związanych z muzułmańską imigracją do Europy. Ale kogo to obchodzi? Unijnych komisarzy, którzy w żaden sposób nie podlegają demokratycznej kontroli europejskich społeczeństw? A Komisja Europejska jest najważniejszym organem Unii Europejskiej, bez jej zgody nie zostanie zaakceptowane żadne prawo, dotyczące tak samej Unii, jak i państw członkowskich (Parlament Europejski, złożony z 754 członków, istnieje tylko po to, by stwarzać pozory "demokratyczności" tego tworu, jakim stała się UE - w rzeczywistości zaś Parlament nie ma żadnych możliwości ustanawiania prawa, bez zgody Komisji). 





Mnie również ogarnia pusty śmiech rozpaczy, gdy słyszę z ust polityków europejskich, jakieś tam frazesy typu: "nie złamią nas", "nadal jesteśmy wspólnotą", "terroryzm wciąż jest groźny, musimy z nim walczyć", i trochę tam bzdur o jedności europejskiej, słowem jedno wielkie gówno. Żałuję tylko że przywódcy europejskich krajów, nie zrobili sobie kolejnej sweet-foci, wokół lotniska Zawentem, podobnie jak rok temu, po zamachach w Paryżu. Bardzo żałuję, bo miałbym kolejny powód do pośmiania się. A tak na poważnie, to ja naprawdę już niczego nie wymagam od przywódców europejskich krajów (szczególnie zaś od Merkel i Hollande'a). To są pacynki, wykonujące pewne z góry zaplanowane zadania, przez pewną (teoretycznie rozproszoną), grupę "alchemików". Naprawdę, od nich nie wymagam już niczego, niech sobie robią słodkie zdjęcia, niech się trzymają za łapki i niech idą sobie gdzie chcą (najlepiej w cholerę). Niech się ci ludzie lansują na ludzkim nieszczęściu, ci ludzie w ogóle mnie nie interesują. Nie ma sensu bowiem zajmować się kukiełkami, skoro można zacząć poszukiwać prawdziwych autorów owego pandemonium - prawdziwych architektów dzisiejszej katastrofy Unii Europejskiej i europejskich państw narodowych.



 Pragnę zwrócić jednak uwagę na coś, co w moim przekonaniu jest istotne. Na pana przewodniczącego Liberałów i Demokratów (czy też "Porozumienia Liberałów i Demokratów", zresztą nie ma znaczenia jak się to coś nazywa, choć aby owa nazwa była bliższa prawdy, mogli by się nazwać np: "Totalitarystyczni Lewacy, na rzecz islamizacji Europy" - bardzo ładna nazwa.), pana Guya Verhofstadta. Ten człowiek, był w latach 1999 - 2008 premierem Belgii. Co uczynił z tego kraju i w jakim stanie go zostawił, niech za przykład posłuży chociażby fakt, że Belgowie przez dwadzieścia miesięcy, po zakończeniu jego rządów ... nie potrafili znaleźć jego następcy. Od marca 2008 r. do listopada 2009 r. trwał pat polityczno-konstytucyjny, który całkowicie sparaliżował Belgię. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na postać Verhofstadta, z innego powodu. Mianowicie w 2010 r. odnowił on i ponownie powołał do życia "Grupę Spinelli", pod nazwą: "Grupa Spinelli - reaktywacja". Zwracam uwagę na ten "drobny szczegół" w jego biografii, ponieważ członkowie owego tworu, wchodzą właśnie (oczywiście nie tylko oni, takich grup istnieje jeszcze kilka - wkrótce je ujawnię i opiszę), w skład owych "alchemików", sterujących europejską i światową gospodarką, a przez to mających ogromny wpływ na kształtowanie realnej polityki. 

Pierwotnie "Grupę Spinelli", założył Altiero Spinelli, członek Włoskiej Partii Komunistycznej, który w młodości spędził łącznie 13 lat we włoskim więzieniu (podczas dyktatury Mussoliniego), w latach 1927 - 1937 i (pobyt w obozie na wyspie Ventotene) 1939 - 1943. Właśnie tam, powstał w czerwcu 1941 r. słynny "Manifest z Ventotene", który był prawdziwym początkiem dzisiejszej Unii Europejskiej. Spisany na paczce papierosów i przemycony przez odwiedzającą go tam Ursulę Hirschmann. Czego dotyczył ów "Manifest z Ventotene", który od 1993 r. jest oficjalnym programem Unii Europejskiej (a w 1984 r. na jego bazie rozpoczęto projektowanie nowej, europejskiej konstytucji, która miała stać się początkiem powstania nowego komunistycznego superpaństwa - jak przypominam Spinelli był komunistą, członkiem Włoskiej Partii Komunistycznej. Wówczas to się po raz pierwszy nie powiodło. Po raz drugi zaś, projekt wspólnej konstytucji dla całego eurokouchozu, został odrzucony w referendach w Holandii i Francji w 2004 r.). 





A jak brzmiały tezy owego "Manifestu" Spinellego, który potem na siłę wymusiła Unia Europejska (najpierw w 1992, a potem w 2007 r. - już po fiaskach z przyjęciem wspólnej europejskiej konstytucji). Oto najważniejsze fragmenty:

 "Pierwszym zadaniem, bez rozwiązania którego wszelki postęp będzie tylko złudzeniem, jest ostateczne zlikwidowanie granic dzielących Europę na suwerenne państwa"

"Wolna i zjednoczona Europa jest niezbędnym warunkiem dla wprowadzenia nowoczesnej kultury, której rozwój powstrzymał epokę totalitaryzmu. Jeśli tylko zostanie osiągnięty ten cel, będzie można podjąć znowu historyczny proces przeciwko społecznej niesprawiedliwości i przywilejom"

"Europejska rewolucja musi być socjalistyczna, żeby mogła sprostać naszym potrzebom; musi opowiedzieć się za emancypacją klasy robotniczej i stworzeniem ludzkich warunków życia"

"Zgodnie z podstawową zasadą socjalizmu - wobec której ogólna kolektywizacja była tylko pospiesznym i błędnym wnioskiem – siły wytwórcze nie powinny panować nad człowiekiem, ale tak, jak wcześniej siły natury, zostaną one podporządkowane człowiekowi, racjonalnie kierowane i kontrolowane, żeby zapobiec niebezpieczeństwu, że szerokie masy staną się ich ofiarą"

"Własność prywatna musi być – w zależności od sytuacji - zniesiona, ograniczona, skorygowana albo rozszerzona i to nie według jakichś dogmatycznych zasad"

"Adekwatność i realizacja każdego pojedynczego punktu programowego musi być badana  pod względem jego zgodności z bezdyskusyjnym warunkiem europejskiej jedności"

"Partia rewolucyjna nie może powstawać w decydujących chwilach w wyniku amatorskiej improwizacji, ale musi już teraz wypracować przynajmniej podstawowe stanowisko polityczne, sformułować linie kierunkowe własnej działalności i stworzyć własne kadry. Partia nie może opierać się na masie heterogenicznych elementów, których wspólnym celem - z uwagi na antyfaszystowskie korzenie - była negacja i załamanie totalitarnego reżimu, a które po osiągnięciu celu podążyły własnym drogami"

"Ze stale rosnącej grupy sympatyków partia powinna wciągać do współpracy tylko tych, którzy europejską rewolucję uczynili głównym celem swojego życia, którzy z dnia na dzień świadomie wypełniają swoje zadanie i dbają o interes ruchu, również w najtrudniejszych warunkach nielegalności i tworzą stabilną sieć wspierającą płynną sferę ruchu sympatyków"

"Nasz ruch czerpie pewność co do celów i kierunków działania nie z rozpoznania jakiejś nie istniejącej jeszcze woli ludu, ale ze świadomości reprezentowania najgłębszych potrzeb nowoczesnego społeczeństwa. Dzięki niej nasz ruch wyznacza linie kierunkowe nowego porządku, narzucając jeszcze nieuformowanym masom pierwszą społeczną dyscyplinę. Nowe państwo powstanie dzięki dyktaturze rewolucyjnej partii i dla nowej, prawdziwej demokracji"

"Nieprzydatni starzy zostaną wyeliminowani, a wśród młodych trzeba obudzić nową energię"

"Chodzi o stworzenie państwa federalnego, które stoi na własnych nogach i dysponuje europejską armią zamiast armiami narodowymi. Trzeba ostatecznie skończyć z gospodarczą samowystarczalnością, która stanowi kręgosłup totalitarnych reżimów. Potrzeba wystarczającej ilości organów i środków, żeby w poszczególnych państwach związkowych wprowadzić zarządzenia wydane w celu utrzymania porządku ogólnego"


 O co tutaj chodzi? Co tutaj z owego "Manifestu", chce nam powiedzieć Spinelli? Po pierwsze, należy definitywnie zlikwidować państwa narodowe, a na ich miejsce powołać do życia ponadnarodowy rząd, zarządzany przez partię (lub partie - to akurat nie ma większego znaczenia), przy czym państwa narodowe muszą być zlikwidowane DEFINITYWNIE, w taki sposób, by już nigdy nie mogły się odrodzić. Gdy zlikwidujemy państwa narodowe, następnie o wiele łatwiej przyjdzie eliminacja narodowych wspólnot. Należy stworzyć jeden ponadnarodowy (marksistowski) rząd i konsekwentnie dążyć do emancypacji klasy robotniczej (dotąd były to feministki, geje, lesbijki a obecnie stali się nimi islamiści), nawet wbrew jej woli. Jakiekolwiek działania czy środki, mogące doprowadzić do odwleczenia lub zahamowania procesu integracji, należy z całą siłą zwalczać. Na czele "klasy robotniczej" stoją elity, a partia (partie), nie są organizacjami masowymi, dostępnymi dla wszystkich. To elity decydują co jest pożyteczne i dobre dla "klasy robotniczej". Elity mają więc prawo narzucić te rozwiązania, które uważają za słuszne, nawet wbrew woli większości, gdyż owa większość jest otumaniona i nie dostrzega dobrodziejstw, jakie owe elity jej szykują. Elity mogą w tym celu używać wszelkich dostępnych metod (terror, dyktatura, całkowita kontrola wypowiedzi), by przymusić większość do realizacji ich planów. "Niereformowalni" zwolennicy "starego systemu", będą eliminowani (początkowo z życia publicznego, potem, poprzez m.in.: eutanazję już fizycznie). Partia i elity zarządzające, muszą opierać się na aparacie terroru i przymusu, gdyż może dojść do społecznego niezadowolenia. Wówczas należy użyć wszystkich dostępnych środków, by stłumić "kontrrewolucję".

To tyle Spinelli. Natomiast dokładnie ten sam program, został zaakceptowany przez Komisję Europejską w 1993 r. jako główna wykładnia stworzenia wspólnego europejskiego państwa. Guy Verhofstadt, jest jednym z głównych zwolenników realizacji tego programu i atakuje on wszystkich, którzy mogą mu w jakikolwiek sposób zagrozić (m.in.: Wiktor Orban). Zauważmy również, że grono współzałożycieli drugiej "Grupy Spinelli", jest niezwykle ... oryginalne. Tworzą go również: Daniel Cohn-Bendit (zwany "Czerwonym Dany"), lewicowy (właściwie to lewacki) Żyd o pedofilskich skłonnościach, Joschka Fischer, w młodości członek skrajnie lewicowej organizacji - "Walka Rewolucyjna", Mario Monti (Goldman Sachs, Europejski bank Centralny, w 2011 r. wziął udział we włoskim zamachu politycznym, który doprowadził do obalenia premiera Silvio Berlusconiego), Gesine Schwan, (SPD), Amartya Sen (mąż Emmy Rothschild, córki Victora Rothschilda), Danuta Danuta Hübner (Platforma Obywatelska, wnuczka ubeka i kata Polaków - Józefa Młynarskiego, oraz córeczka drugiego ubeka - Ryszarda Młynarskiego), czy Róża Thun und Hohenstein (Platforma Obywatelska). 





Ale wróćmy ponownie do Verhofatadta. Jako premier Belgii, "zasłynął" właściwie tylko dwiema rzeczami. Pierwsza to była legalizacja małżeństw homoseksualnych w Belgii (w 2003 r.), oraz prawa do eutanazji. I to jest koniec jego "sukcesów". No, może nie zupełnie, ciąży bowiem na nim podejrzenie o cichą pomoc i ukrywanie członków siatki pedofilskiej, która zajmowała się handlem żywym towarem, porwaniami dzieci, które następnie "dostarczano" na "prywatne imprezy", przedstawicieli belgijskiego establishmentu, oraz na specjalne "pokazy filmowe". Ciekawa jest też jego rola w kwestii wielokrotnego mordercy i pedofila - Marca Dutroux. Gdy Dutroux w 2003 r. opowiadał dość szczegółowo przed sądem, o swych kontaktach w świecie polityki i biznesu i współudziale ludzi stamtąd w procederze porwań i sprzedaży dzieci w charakterze niewolników seksualnych - ani sąd, ani belgijskie władze ... w ogóle się tym nie zainteresowały. Sprawa powoli, po cichu została zamieciona pod dywan.

Kończąc, zapytam wiec otwarcie:


CZY WIĘC TACY LUDZIE, JAK GUY VERHOFSTADT I JEMU PODOBNI, SĄ W STANIE REALNIE OCHRONIĆ WŁASNYCH OBYWATELI, PRZED KOLEJNYMI ATAKAMI MUZUŁMAŃSKICH "INŻYNIERÓW, LEKARZY I MATEK Z DZIEĆMI"? 





NAJPIERW NALEŻY OCZYŚCIĆ STAJNIĘ AUGIASZA OD ŚRODKA I OSĄDZIĆ TE WSZYSTKIE LEWACKIE (PISZĄC "LEWACKIE" MAM RÓWNIEŻ NA MYŚLI PRZEDSTAWICIELI EUROPEJSKICH PARTII PRAWICOWYCH - BO TO JEDEN SZAJS) KREATURY? POTEM MOŻNA ODBUDOWYWAĆ TO, CO ZOSTAŁO ZNISZCZONE. POWOLI ACZ KONSEKWENTNIE, KROK PO KROKU ODBUDOWYWAĆ FUNDAMENTY EUROPEJSKIEJ CYWILIZACJI, ZAŁOŻONE PRZEZ STAROŻYTNYCH MĘDRCÓW I WSPARTE NA LEPISZCZU RELIGII CHRZEŚCIJAŃSKIEJ. 



NIE MA JUŻ INNEGO WYJŚCIA Z TEJ 
MAKABRYCZNEJ SYTUACJI



KU PAMIĘCI TYCH, KTÓRZY ZGINĘLI