Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ANTYCZNA GRECJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ANTYCZNA GRECJA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 maja 2025

MORITURI TE SALUTANT - Cz. II

CZYLI DZIEJE IMPERIUM 
WSCHODU I ZACHODU





PROLOG
Cz. II


 Po zwycięstwie w bitwie pod Akcjum (bezwzględnie to właśnie 2 września 31 r. p.n.e. należy uważać za pierwszy dzień jednowładczych rządów Oktawiana Augusta) i przekonaniu legionów Antoniusza do poddania się, Cezar Oktawian zajął się kwestią reorganizacji wschodnich prowincji. Ukarał wiele miast które wspierały Antoniusza i Kleopatrę (a trudno żeby nie wspierały, skoro Antoniusz był - zgodnie z rzymskim prawem - wodzem Armii Wschodu i wszyscy owi królowie oraz miasta jemu właśnie podlegały). Usunął kilku królów małych państw w Azji mniejszej takich jak: Filopator, Likomedes i Aleksander (tego ostatniego, ponieważ zapewnił sobie swoje królestwo jako nagrodę o oskarżenie Cezara, zabrał ze sobą w niewolę, a potem weźmie on udział w triumfalnym marszu Oktawiana w Rzymie i zostanie stracony). Wielu królom Wschodu odebrał nabytki terytorialne, które otrzymali z woli Antoniusza (bodajże tylko dwóm pozwolił je zachować). Wyzwolił mieszkańców Cydonii i Lampe (a zniszczone miasto Lampejów pomógł odbudować). Co do Rzymian schwytanych, lub tych którzy przyłączali się do niego, a wcześniej służyli Antoniuszowi, postępował bardzo różnie. Na senatorów nakładał znaczne kontrybucje majątkowe, niektórym zaś wybaczał (w zależności od tego, kiedy do niego przystali). Szans na przeżycie nie mieli tylko bezpośredni sprawcy śmierci Cezara w dniu Id marcowych roku 44 p.n.e. (ale tych równie zapalczywie ścigał Antoniusz), choć w tym czasie zostało już ich niewielu przy życiu (trzech lub dwóch) i byli ścigani niczym zwierzyna łowna (istnieją też przekazy mówiące że Oktawian był okrutny i nie wszystkim przebaczał, ani też nie wszystkich karał jedynie finansowo. Np. raz polecił wylosować "życie albo śmierć" ojcu i synowi, ale syn nie czekając na los, oddał się w ręce kata, a jego ojciec miał umrzeć z rozpaczy nad ciałem syna. Nie wiadomo na ile te przekazy są prawdziwe - być może zostały stworzone przez nieprzychylną Oktawianowi propagandę {a ludzie którzy go nienawidzili nie zniknęli przecież}, Ja osobiście nie daję im wiary, ale również je przytaczam).


GAJUSZ OKTAWIUSZ
(CEZAR OKTAWIAN) 



Wraz z legionami weteranów Antoniusza (i częściowo swych własnych) odesłanych do Italii, posłał tam również z władzą konsularną raczej dyktatorską swego przyjaciela Gajusza Cilniusza Mecenasa (właściciela sławnych rzymskich ogrodów), z ogromną władzą. Obawiając się jednak że Mecenas, jako że był tylko ekwitą (czyli "rycerzem" - mniej więcej była to rzymska klasa średnia) nie zdobędzie po słuchu ani wśród żołnierzy, ani też wśród senatorów, odesłał tam również drugiego swego przyjaciela Marka Wipsaniusza Agryppę (właściwego autora zwycięstwa w bitwie morskiej pod Akcjum). Ten co prawda miał jeszcze niższe pochodzenie społeczne, gdyż urodził się w rodzinie plebejskiej, ale jako doświadczony wódz i bliski przyjaciel Cezara Oktawiana, był bardziej szanowany (chociaż Mecenas już raz osobiście rządził Rzymem i Italią w roku 36 p.n.e. gdy Agryppa i Oktawian udali się na Sycylię, aby pokonać Sekstusa Pompejusza {syna Gnejusza Pompejusza Wielkiego} który uważał się za niekoronowanego króla Sycylii i wszystkich mórz, nazywając się "nowym Neptunem"). Zarówno Mecenas jak i Agryppa mieli ogromną władzę, mogli np. jako pierwsi odczytywać listy Oktawiana pisane do Senatu, a nawet... zmieniać ich treść wedle własnego uznania. Po rozwiązaniu tych wszystkich spraw, Oktawian Cezar udał się do Aten. Miasto Sokratesa i Peryklesa przeżywało wówczas ciężkie dni, gdyż Antoniusz narzucił na mieszkańców srogą kontrybucję w pieniądzu i zbożu, do tego stopnia, że mieszkańcy aby zapłacić ową kontrybucję musieli się zapożyczać - wcześniej wyprzedając swoich niewolników i sprzęty domowe. Oktawian (będąc na ateńskiej Agorze), publicznie zwolnił miasto z owych kontrybucji i pozwolił zatrzymać to zboże, które miało zostać skonfiskowane (historyk Plutarch pisał, że jego pradziadek Nikarchos był zmuszony - wraz z innymi Ateńczykami - zanosić na swych barkach odmierzoną ilość pszenicy nad morze koło Antykiry {miasto w Fokidzie nad Zatoką Koryncką, czyli kawał drogi idąc z Aten}. Dodatkowo byli przy tym poganiani biczami niczym niewolnicy przez strażników Antoniusza. Jedna miara pszenicy została dostarczona, drugą właśnie odmierzano i miano ją zanieść, gdy nadeszła wiadomość o klęsce floty Antoniusza pod Akcjum. Radość zapanowała wśród mieszkańców, strażnicy nagle uciekli, a już odmierzone zboże Ateńczycy podzielili pomiędzy siebie).




Po krótkim pobycie w Atenach, Cezar Oktawian odpłynął na Samos (gdzie chciał spędzić zimę, oczywiście w Grecji niezwykle łagodną i nie mającą nic wspólnego ze śniegiem i mrozem). Tam przyszła do niego wiadomość, że jego osobisty lekarz - Artoriusz zginął w katastrofie morskiej w drodze na wyspę. Na Samos Oktawian Cezar otrzymał również listy od Antoniusza i od Kleopatry. Antoniusz pisał, że gotów jest wycofać się z życia politycznego i żyć odtąd jako człowiek prywatny, z dala od polityki i wojska; jeśli nie będzie mu zezwolone mieszkać w Egipcie, to pragnie przynajmniej osiąść w Grecji, gdzie ostatnie lata chce spędzić wśród przyjaciół w Koryncie lub w Atenach. Kleopatra pisała zaś, że gotowa jest wiele zapłacić za pozostawienie jej u władzy w Egipcie, a jeśli nie będzie to możliwe, to przynajmniej aby jej następcą został Cezarion. Oktawian odpowiedział w liście do królowej Egiptu: "Nie mogę się z Tobą układać, dopóki nie okażesz, że jesteś gotowa postępować stosownie do tytułu, który Senat kiedyś ci nadał: przyjaciela i sprzymierzeńca ludu rzymskiego. Jest tylko jeden sposób na dopełnienie mojego warunku: przekaż Marka Antoniusza w ręce najbliżej urzędującego przedstawiciela rzymskiego Senatu, albo przyślij dowód jego egzekucji". Kleopatra nie mogła i nie chciała się na to zgodzić. Nadal uczęszczała na przyjęcia organizowane przez Antoniusza w Timonejonie, z jednej strony przekonując go (a przede wszystkim samą siebie) że nie wszystko stracone, że mają złoto, mogą wystawić armię większą niż poprzednia, że Oktawian jest w tarapatach, bo obiecał wojsku coś, czego nie jest w stanie dotrzymać i gdy żołnierze to odkryją, zwrócą się przeciwko niemu. Z drugiej zaś strony już przygotowywała się do nieuniknionego, testując najróżniejsze trucizny - aby znaleźć taką, która najmniej boli i jednocześnie pozwala spokojnie zasnąć. Najpierw jej słudzy wypróbowywali trucizny na zwierzętach, ale te pod wpływem bólu często same się atakowały i cierpiały umierając. Potem zaczęła testować trucizny na więźniach i niewolnikach, starając się znaleźć taki, który działa szybko i bezboleśnie. Okazało się że jedynie jad żmii działa bezboleśnie, choć śmierć nie następuje od razu, tylko po pewnym czasie. Wybrała tę truciznę i zostawiła ją na zbliżający się czas.




Są ciekawe opisy erotycznych igraszek Antoniusza z Kleopatrą (oczywiście wymyślone) aczkolwiek jestem w ich posiadaniu więc pozwolę sobie jedną z takich zaprezentować (😉): "(...) Teraz leżeli na łóżku w ciszy. Kleopatra zamknęła oczy i zaniosła do bogini dziękczynną modlitwę za to, że jej wódz i mąż, ojciec jej dzieci jest bezpieczny, nawet jeśli nieco przygnębiony. Widziała go w podobnym stanie po odwrocie spod Fraaspy, kiedy stracił tak wielu ludzi w ośnieżonych górach Armenii. (...) - Pomóż mi się z tym uporać - powiedział Antoniusz i rozluźnił uścisk, a ona rozwiązała skórzane sznurówki jego tuniki. (...) Antoniusz zawsze pachnie mężczyzną, pomyślała, istotą mężczyzny, zwycięstwem. Jego zapach zawsze emanuje mocą i potęgą. (...) Wasza Królewska Łaskawość, Matko Egiptu, nie jesteś lepsza od zwykłej prostytutki z Fajum, zaśmiała się do siebie, obwodząc wskazującym palcem brodawki jego piersi. Lecz Antoniusz nie miał cierpliwości do takiej gry. (...) Przetoczył się więc na królową i podciągnął jej suknię pod samą szyję. Nie zadał sobie trudu, by dotknąć nabrzmiałych piersi, choć przez moment na nie popatrzył. Zadowolony z siebie, zgarnął mocną dłonią jej włosy i odgiął jej głowę do tyłu. (...) Jedną ręką unieruchamiając jej głowę, drugą podtrzymując pośladki, wbijał się w nią głębiej i głębiej. Poruszyła się razem z nim, wyszła mu na spotkanie, ale on szepnął jej do ucha: "Przestań, chcę cię wziąć jak dziwkę!" Lubił to czasami. Lubił, kiedy nie była królową Egiptu i jego wspólniczką ani też żoną, a jedynie naczyniem biernie służącym jego przyjemności. (...) Oddychała jego wonią, przyjmowała go całego, jego zapach w swoje nozdrza, miłosne odgłosy w swoje uszy, jego pot w swoją skórę, by mieszał się z jej krwią, ssała jego język , jakby była na pustyni, a jego usta stanowiły jedyne źródło wody. A kiedy (...) zapragnęła go rozpaczliwie, on, wyczuwając jej pragnienie, wycofał się i zaczął wszystko od początku, zaczął wchodzić w nią powoli, jak żołnierz ostrożnie chowający niebezpieczny oręż. Kochała to w nim. (...) . Antoniusz sięgnął po kubek zimnej wody. Pociągnął długi łyk, a resztę wylał prosto na brzuch Kleopatry. Zaskowytała jak przestraszony szczeniak, szarpnęła się w górę i na pewno zderzyliby się głowami, ale on przewidział i szybko na powrót przycisnął ją do łóżka. Roześmiał się głośno i hałaśliwie, widząc jej oburzoną minę, a ona mu zawtórowała".




Na Samos Cezara Oktawiana zastał początek nowego roku (30 p.n.e.), a wraz z nim przyszedł czwarty już konsulat oraz nadeszła wiadomość od Mecenasa, że w Brundyzjum wybuchł bunt weteranów Antoniusza, którzy poczuli się oszukani obietnicami Cezara, jakoby mieli otrzymać ziemię w Italii, której już tam nie było do podziału, a nigdzie indziej ziemi nie chcieli. Oktawian Cezar musiał więc wrócić do Italii i tak też się stało. Następnie nakazał konfiskatę ziemi i bogactw wszystkich zwolenników Antoniusza którzy zostali w Italii i rozdzielił je pomiędzy najstarszych weteranów, resztę zaś kupił obietnicami że wkrótce dostaną co im się należy. Żeby zaś nie być gołosłownym, wystawił na licytację swoją własną posiadłość (ofiarowaną mu w testamencie przez Cezara). Problem polegał tylko na tym, że nikt jej nie chciał kupić (a może właśnie o to chodziło 🤔). Po miesiącu swego pobytu w Italii i uspokojeniu weteranów (ci, którzy nie dostali nadań ziemskich, otrzymali pieniądze, które wycisnął z miast greckich i miast Azji Mniejszej), Oktawian powrócił na Wschód. Dotarłszy do Akcjum, na pamiątkę odniesionego zwycięstwa kazał postawić trzy pomniki (dwa oficjalne i jeden... mniej oficjalny). Dwa pomniki przedstawiały bogów Apolla i Neptuna, trzeci pomnik, - wzniesiony ze spiżu - przedstawiał mężczyznę z osłem. Niewielu wiedziało jaka się za tym kryje tajemnica, a tak naprawdę znał ją tylko sam Oktawian Cezar (potem zapewne wyjawił ją również innym swym przyjaciołom). Mianowicie tuż przed bitwą pod Akcjum, gdy wyszedł ze swego namiotu (Oktawian bowiem nie uczestniczył w walce) spotkał idącego drogą mężczyznę z osłem. Zdziwionych tym widokiem, zapytał się go kim jest, na co mężczyzna odparł: "imię moje Eutyches (Szczęśliwiec), a osła Nikon" (Zwycięzca). Zapamiętał ich sobie dobrze, bo przynieśli mu szczęście i dlatego postawił im pomnik. Oktawian jednak nie poprzestał na tym i w Zatoce Ambrackiej (w której doszło do bitwy, to znaczy nie w samej zatoce a tuż za nią) założył miasto Nikopolis (Miasto-Zwycięstwa). Sławne bowiem niegdyś miasto tej zatoki - Ambracja, leżało obecnie praktycznie w gruzach i było w większości opuszczone. Był to efekt toczących się wojen (nie tylko zresztą tej, ale również wcześniejszych wojen Cezara z Pompejuszem, a nawet walk toczonych jeszcze w II wieku p.n.e.). Oktawian odwiedził to miasto i widział ruiny dawnej królewskiej siedziby Pyrrusa Epiroty, a pragnąc odwdzięczyć się całemu regionowi za odniesione zwycięstwo, założył właśnie miasto Nikopolis (gdzie ściągał okoliczną ludność, również z Ambracji). Czas jednak naglił, miał Oktawian bowiem pewne zobowiązania które musiał spłacić (głównie wobec żołnierzy), a żeby to uczynić, trzeba było ruszyć na Egipt i posiąść tamtejsze skarby.




Los chciał jednak, że nim wyruszył w swym zwycięskim marszu na Wschód i Południe, wpadł mu w ręce jeden ze spiskowców, który brał udział w zamordowaniu jego boskiego ojca - Gajusza Juliusza Cezara (Cezar bowiem decyzją Senatu został zaliczone w poczet bogów jako "Divus Julius" - czyli "Boski Juliusz", a Oktawian od tej pory nosił tytuł "Divi Filius" czyli "Syn Boskiego"). Był to niejaki Turullius, którego władze wyspy Kos (gdzie też się schronił) skazały na śmierć, za wycięcie (pod budowę okrętu) świętego gaju boga zdrowia i medycyny - Eskulapa. Turullius zdołał jednak stamtąd uciec i przedostał się do Egiptu, ofiarowując Antoniuszowi swoje usługi. Ten odesłał go jednak Oktawianowi wraz z kolejnym listem, w którym prosił go o możliwość wycofania się z polityki i spędzenia reszty życia w Grecji (lub w Egipcie, ale na to - jak sądził - Oktawian by się nie zgodził). List pozostał bez odpowiedzi, natomiast Turullius skazany został na śmierć przez Oktawiana Cezara, który sam siebie nazywał "mścicielem swego Boskiego Ojca". Teraz dopiero - zebrawszy swoje legiony - Oktawian Cezar ruszył w drogę do Aleksandrii. Przeprawiwszy się przez Morze Egejskie, znalazł się w Efezie, mieście, które szczególnie wiele łask zyskało od Antoniusza i Kleopatry i które pozostało im wierne. W mieście tym najpiękniejszym budynkiem była sławna Świątynia Artemidy (zaliczana do jednego z Siedmiu Cudów antycznego świata). 




To dzieło sztuki zostało odbudowane przez macedońskiego architekta Deinokratesa (Plutarch myli jego nazwisko, nazywając go raz Stasikratesem, a raz Cheirokratesem) po pożarze, jakiego dopuścił się niejaki Herostratos - który będąc zwykłym obywatelem Efezu, pragnął bardzo zapisać się w historii, a ponieważ nie miał ani środków ani zapewne żadnych innych talentów mogących mu to umożliwić, postanowił podpalić Świątynię Artemidy, wzniesioną pierwotnie przez architekta Chersifrona. Miało to miejsce w roku 356 p.n.e. i gdy potem wielu pytało, jak to się stało że bogowie (w tym sama Artemida) pozwolili na to, aby ową Świątynia spłonęła, odpowiadano: "Bogowie byli w tedy w Pelli, u żłóbka dopiero co narodzonego Aleksandra Wielkiego" (gwoli ciekawostki dodam że Deinokrates był twórcą Aleksandrii - wytyczył sieć tamtejszych ulic, a jednocześnie namawiał Aleksandra Wielkiego aby górę Atos... zamienił na swoją własną podobiznę, coś na wzór wykutych w skale wizerunków amerykańskich prezydentów na górze Rushmore. Ciekawe, już wtedy wiedziano że to jest możliwe 😙).


KRÓLOWA OLIMPIAS 
Z MAŁYM ALEKSANDREM 



Efez był bardzo pięknym miastem, wizytówką Ionii. Posiadał piękny port (chociaż Strabon pisał, że według niego port jest za płytki na zbyt duże okręty i twierdził że niegdyś też był płytki, ale wcześniej na dnie zalegał mu który z czasem się rozchodził, więc łatwiej było podejść do portu większym statkom, ale gdy tylko zbudowano tam kreta, sprawa się znacznie pogorszyła) oraz majestatyczny arsenał. Centralnym punktem miasta było jednak Świątynia Artemidy, majestatyczna i piękna (wszyscy jej kapłani byli eunuchami, a służba w Świątyni była zaszczytem. Do pomocy w Świątyni mieli kapłani dziewice - które pełniły rolę swoistych... zakonnic? (Strabon pisze: "Ale chociaż w obecnych czasach niektóre z ich zwyczajów są zachowane, to inne jednak nie; ale świątynia pozostaje miejscem schronienia, takim samym jak w dawnych czasach"). Oktawian przybywszy do Efezu, nałożył na mieszkańców znaczną kontrybucję (w tym na samą Świątynię), a wszyscy wiedzieli że była to kara za wsparcie Antoniusza. Tymczasem w Aleksander Kleopatra skazała na śmierć (przebywającego na jej dworze w charakterze jeńca od 34 r. p.n.e.) byłego króla Armenii - Artawasdesa. Nie wiadomo dlaczego wydała taki rozkaz? Ale marazm i ogólne topienie smutków w winie i rozkoszach cielesnych ustąpiły miejsca, gdy Antoniusz (który wciąż słał kolejne listy do Oktawiana, jeden z takich listów dostarczył nawet sam Antyllus - syn Antoniusza ze związku z Fulwią) dowiedział się o wyjściu z Kyzikos (mieście leżącym w północno-zachodniej Azji Mniejszej nad Propontydą - dziś Morze Marmara) sporej grupy gladiatorów, którzy na rozkaz Antoniusza szkolili się tam, aby dać przedstawienie po zwycięstwie swego pana nad Oktawianem pod Akcjum. Teraz, gdy wiedzieli już że Antoniusz przegrał, nie opuścili go jak reszta (odeszli bowiem nawet starzy weterani) i postanowili połączyć się ze swym panem w Egipcie, dokąd też rozpoczęli marsz. Liczebnie nie stanowili oni wielkiej siły, ale byli symbolem, który należało zatrzymać i Oktawian poczynił to sobie za punkt honoru.




CDN.

wtorek, 18 marca 2025

ROMANS ALEKSANDRA - Cz. I

PRAWDZIWE I ZMYŚLONE WYDARZENIA Z DZIEJÓW ALEKSANDRA WIELKIEGO





 Dzieło, które zamierzam tutaj zaprezentować, oczywiście nie jest mojego autorstwa (😮‍💨). "Romans Aleksandra" - bo tak się ono nazywało, powstało w III wieku naszej ery i za jego autora uważano niejakiego Kallistenesa - greckiego pisarza i poetę, ale współcześnie już się tak nie uważa, dlatego też jeśli podaje się autorstwo owego dzieła, to mówi się po prostu o Pseudo-Kallistenesie. Jest to bowiem dosyć zabawna opowieść, opisująca dzieje Aleksandra Wielkiego od jego narodzin (356 r. p.n.e.), aż do śmierci (323 r. p.n.e.) z tym że wydarzenia historyczne i autentyczne przeplatają się tutaj z wydarzeniami fikcyjnymi, zmyślonymi przez autora (lub autorów). Pierwotnie dzieło to powstało w greckiej wersji językowej, potem też pojawiła się wersja ormiańska (V wiek naszej ery) i syryjska (VII wiek naszej ery). Ja dysponuję jedynie wersją grecką i syryjską, ale ponieważ uważam że pierwowzór jest ważniejszy (tak jak koszula jest bliższa ciału) przeto postanowiłem w tej oto serii zaprezentować jedynie wersję grecką (mam nadzieję że nikt czytelników nie będzie tym zawiedziony 😉), gdyż po prostu nie chce mi się pisać dwóch wersji - jedna pod drugą (choć ewidentnie widać tam różnice nie tylko w doborze zdań, ale również w opisie rzeczywistości). W przypadku greckiej wersji, będę się opierał na angielskim tłumaczeniu owego dzieła z roku 1955. Wydaje mi się że "Romans Aleksandra" warty jest przytoczenia, chociażby ze względu na swą starożytną, długowieczną epopeję, (chociaż tak naprawdę stał się on popularny dopiero w średniowieczu i to nawet w jego końcowej fazie). 
Zatem zapraszam do lektury (🥱):






ROMANS ALEKSANDRA


I


 Najmądrzejsi Egipcjanie, potomkowie bogów, zmierzyli ziemię, uspokoili fale morza, wyznaczyli bieg rzeki Nil, ustalili miejsca konstelacji na niebie, a następnie przekazali zamieszkanej ziemi moc, potęgę rozumu, odkrycie sztuki magii. Mówią bowiem, że Naktanebo (faraon egipski Cheperkare Nechtnebef z XXX Dynastii z Sebennytos - zwany też po grecku Nactanebos I, a po łacinie Nactanebus I, panujący w latach 379-361 p.n.e.), ostatni król Egiptu (Naktanebo był założycielem XXX Dynastii - ostatniej rodzimej dynastii egipskiej, po nim panowali jeszcze jego syn i wnuk do 341 r. p.n.e. czyli drugiego podboju Egiptu przez Persów. Egipt ponownie utracił niepodległość zaledwie na dekadę, nim przybył tam Aleksander Macedoński jako wyzwoliciel w 332 r. p.n.e.), po którym Egipt stracił swoją wielką chwałę, przewyższył wszystkich ludzi w używaniu magii. Bo dzięki rozumowi podporządkował sobie wszystkie elementy kosmiczne. Jeśli nagle pojawiła się chmura wojny, nie przygotowywał wyprawy ani nie zbierał broni, (...) ani machin wojennych, ale szedł do pałacu, wybierał brązowy kocioł, napełniał go deszczówką, formował małe łódki z wosku i żeglarzy, wrzucał ich do kotła i śpiewał zaklęcie, trzymając hebanową laskę. Przywoływał Posłańców i Amona, boga Libii. Więc kiedy za pomocą takiej magii (...) nadszedł wróg, łodzie w kotle zginęły i zginął też nieprzyjaciel, a on panował niepodzielnie. I używał tej samej kontroli nad wrogami, którzy przybywali lądem. 




W ten sposób, według swego doświadczenia, król pozostał na tronie (piękna bajka, a tak naprawdę Naktanebo utrzymał się na tronie - jednocześnie zachował niezależność Egiptu od Persji - głównie dzięki greckim najemnikom, których ściągał do Egiptu. Zaś greccy hoplici i grecka falanga była wówczas najdoskonalszą formacją zbrojną ówczesnego świata, do czasu, gdy nie pojawiła się formacja falangi macedońskiej, którą potem zastąpił rzymski legion), lecz po pewnym czasie spośród tak zwanych odkrywców wśród Rzymian (nie, Rzymian nie. Rzymianie w tym czasie bowiem byli jeszcze na etapie podbijania Italii i niewiele różnili się od literackiego Cincinata, a Rzym wciąż wówczas przypominał dużą wieś. Ponieważ jednak dzieło to powstało w III wieku naszej ery, przeto autor dodał tutaj również Rzymian - być może aby również ich zaciekawić swoją pracę, w końcu żył w Imperium Rzymskim, czyli na głównym obszarze znanego greckiego ojkumene {co prawda pozostałości greckich miast i państw istniały również na Wschodzie, ale kto by się wówczas udawał tak daleko na wschód, do tych wszystkich barbarzyńskich krajów 😉) i Greków zjawił się szpieg i przemówił do króla: "Najdostojniejszy Naktanebosie, odrzuć wiarę, że świat jest w pokoju, gdy wielka chmura tysięcy wrogów się wznosi. Są bowiem Scytowie, Arabowie, Oksydracesowie (plemię z Indii), Iberowie (ci z Kaukazu, nie ci z Hiszpanii), Seresowie (rzymska nazwa Chińczyków), Kaukonowie (?), Dapacesowie (?), Bosporianie, Agri Zalbi (?), Chaldeńczycy, Mezopotamczycy, Agriofagowie (?), Euonymici (?) - wszystkie wielkie narody Wschodu, niezliczona rzesza tysięcy, która spieszy się, by zdobyć twój Egipt".




Gdy informator złożył ten raport, Naktanebo uśmiechnął się i odpowiedział: "Wypełniasz starannie i dobrze powierzony ci obowiązek. Ale nie będę działał jak tchórz ani wojownik. Bo siła nie leży w liczbie, ale w rozsądku. Jeden umysł rozgromił wielu ludzi, przytłaczając tłumy prawą ręką(to prawda, chociażby przykład wynalazcy Archimedesa jest tutaj dosyć ciekawy, chociaż żył on 100 lat później. Ale jego wynalazki - jak choćby potężna łapa, przypominająca wielki dźwig, która łapała rzymskie okręty oblegające Syrakuzy i je miażdżyła - jest tego dowodem. Archimedes był tak zajęty wymyślaniem nowych wynalazków, że nie zauważył nawet że Rzymianie wdarli się do miasta, a nawet gdy rzymski żołnierz wszedł do jego komnaty, nie zareagował - zajęty swymi obliczeniami. Ostatecznie zginął tam z rozłupaną mieczem głową - 211 r. p.n.e.). Tymi słowami odprawił tego człowieka. On sam powrócił do pałacu i rozkazał wszystkim obecnym wyjść. Wtedy gdy był sam, wystawił kocioł i napełnił go wodą. A najpierw wrzuciwszy do niego małe woskowe łódeczki i biorąc laskę w rękę, wypowiedział potężne słowa. Wtedy, wpatrując się w kocioł, zobaczył, że bogowie Egipcjan sterują łodziami barbarzyńskich wrogów. Dlatego, zdając sobie sprawę, że król Egipcjan został zdradzony przez Błogosławionych, ogolił głowę i brodę, aby się przebrać, i włożywszy w swoją szatę tyle złota, ile mógł ukryć, uciekł z Egiptu przez Peluzjum (miasto i port na wschodnich rubieżach Egiptu, tuż przed wejściem na Synaj. Oczywiście opowieść o ucieczce Naktanebo jest fikcją, w rzeczywistości dożył on swych dni w spokoju i dopiero jego wnuk Naktanebo II {Senedżemibre Nachtnebef} dwadzieścia lat później utracił władzę i Egipt po inwazji Persów - 342/341 r. p.n.e.). A po podróży przez wiele narodów przybył do Pelli w Macedonii (bajka zaczyna się robić coraz ciekawsza, widać już że mamy do czynienia ze starożytnym stwierdzeniem: "Za górami za lasami..."). Tam odział się w lnianą szatę, jak egipski wróżbita i astrolog, i usiadł na placu publicznym, aby udzielać rad każdemu, kto się do niego zbliżył. Taka to była sytuacja. 

W Egipcie, gdy Naktanebo zniknął, Egipcjanie postanowili poradzić się przodka swoich bogów, Hefajstosa (greckiego boga kowali i rzemieślników), co stało się z królem Egiptu. Wysłał im wyrocznię, nakazując im stanąć wokół ukrytej części Synopejonu. Wówczas dał wyrocznię: "Król, który uciekł z Egiptu, potężny, silny, wiekowy władca, po pewnym czasie powróci na równinę Egiptu jako młody człowiek (alegoria Aleksandra), zrzuciwszy z siebie aspekt starości; i po przebyciu całego świata, da ci zwycięstwo nad twoimi wrogami". Kiedy ta wyrocznia została wypowiedziana, nie zrozumieli jej znaczenia, więc spisali na cokole posągu Naktanebosa wersety na pamiątkę, gdy kiedyś, gdzieś, wyrocznia się spełni. Teraz w Macedonii stało się jasne dla wszystkich, że Naktanebo był bardzo szanowany. Jego reputacja była rzeczywiście tak wielka, że Olimpias (matka Aleksandra) chciała go przesłuchać, i wezwała go, gdy Filip akurat był na wojnie. Kiedy poszedł do pałacu, zobaczył, że jej piękność była jaśniejsza niż księżyc. Był obojętny na kobiety, powstrzymując swój umysł od pożądania erotycznego. Teraz wyciągnął rękę i pozdrowił ją mówiąc: "Błogosławieństwo dla ciebie, królowo Macedończyków!" Nie uważał za stosowne zwracać się do niej "Pani", pamiętając, że i on kiedyś był królem. Olimpias odpowiedziała: "Błogosławieństwo dla ciebie, najszlachetniejszy uczony, podejdź i usiądź obok mnie". A gdy usiedli Olimpias rzekła: "Czy naprawdę jesteś Egipcjaninem?" Naktanebo odpowiedział: "Tak mówią ci, którzy mnie badali". Kontynuowała: "Jakiej formy sztuki używasz, aby dawać prawdziwe wyrocznie?" Odpowiedział: "Wydajesz się mądra, o królowo. Analiza sztuki jest złożona. Są bowiem tłumacze snów, tłumacze szyfrów, obserwatorzy ptaków, wróżbici różnych typów, studenci horoskopów, magowie, astrologowie. Teraz pilnie studiowałem wszystkie te sztuki, ponieważ jestem wybitnym egipskim prorokiem, a jestem też magiem i astrologiem".




Po tych słowach rzucił jej przenikliwe spojrzenie. A ona, wierząc w to spojrzenie jako omen, zapytała: "O czym myślisz, uczony proroku, gdy patrzysz na mnie tak poważnie?" Naktanebo odpowiedział: "Przywołuję wyrocznię, królowo. Po raz pierwszy usłyszałem od moich bogów: Musisz prorokować dla królowej, a słowa, które wypowiesz, okażą się prawdą". Po tych słowach wyjął tabliczkę, bardzo elegancką i królewską, której język nie jest w stanie opisać. Była zrobiona z kości słoniowej, hebanu, złota i srebra. Symbole na niej znajdowały się w trzech strefach: na pierwszym okręgu 36 dekanatów (36 małych konstelacji gwiazd, używanych w egipskiej astronomii), na drugim 12 znaków zodiaku, w centrum słońce i księżyc. Położył ją na stołku. Następnie ostrożnie otworzył małe etui z kości słoniowej i opróżnił siedem gwiazd i horoskop ośmiu różnych kamieni, odsłaniając wielkie niebo w małym okręgu. Słońce było z kryształu, księżyc z adamantu, Ares z krwistoczerwonego klejnotu, Hermes ze szmaragdu, Zeus z błękitnego kamienia, Afrodyta z szafiru, Kronos z wężowego, a horoskop z białego marmuru. Potem powiedział: "Powiedz mi, królowo, rok, miesiąc, dzień i godzinę twoich narodzin", a gdy mu powiedziała, Naktanebo porównał swój horoskop z jej, aby sprawdzić, czy gwiazdy się zgadzają. Wtedy, widząc, że jest harmonia, powiedział: "Czego chcesz usłyszeć, królowo?" Odpowiedziała: "Chcę poznać nowiny o Filipie. Bo plotka mówi, że po wojnie mnie opuści i poślubi inną". Naktanebo odpowiedział: "Plotka o natychmiastowym rozstaniu jest fałszywa, królowo. Po pewnym czasie to rzeczywiście nastąpi. Wtedy ja, jako egipski prorok i mag, mogę ci bardzo pomóc, gdy zajdzie potrzeba takiej pracy. Bo los postanowił, zgodnie z godziną twoich narodzin, którą mi dałaś, że spotkasz boga zrodzonego z ziemi, i zostaniesz przez niego objęta, i poczniesz syna, swoje własne dziecko, mściciela grzechów Filipa".

Powiedziała: "A kim jest ten bóg, z którym, jak mówisz, będę leżeć?" I rzekł: "Bóg Libii, rogaty, przynoszący bogactwo Amon". Zapytała: "Ile ma lat: czy jest młody, czy w średnim wieku? Jaka jest jego osobowość?" Odpowiedział: "Jest w średnim wieku. Jego włosy są siwe. Ma rogi baranie nad skroniami. Przygotuj się zatem jako kobieta i królowa na zaślubiny. Zobaczysz wizję i boga z tobą". (Niezłe... jaja 🤭). Olimpias powiedziała: "Kiedy?" Odpowiedział: "Po krótkim czasie, jutro. Dlatego namawiam cię, abyś była sobą, odrzucając swoją królewską rangę. Bo tej nocy we śnie zostaniesz objęta". Powiedziała: "Jeśli to zobaczę, będę cię czcić nie jako proroka czy maga, lecz jako boga". (Nie ma to jak porządnie wytarmosić i zapłodnić kobietę "boskim" nasieniem 🤭😉. W końcu ktoś taki jak Aleksander nie mógł się począć od kogoś tak szkaradnego jak Filip).





CDN.

niedziela, 9 lutego 2025

MEMORIAM - Cz. XXV

VERGINES VESTALES I TRZY CIOSY





UMIŁOWANY POKÓJ
I ZŁUDNE NADZIEJE
SIEDEMDZIESIĄTYCH LAT 

Cz. X




PROKONSUL
PUBLIUSZ SERWILIUSZ VATIA




CO Z TYM WSCHODEM? 
Cz. V


 Piraci byli "od zawsze" prawdziwym utrapieniem wschodnich rubieży Morza Śródziemnego. Ich ataki były niczym średniowieczne ataki Wikingów (choć na nieco mniejszą skalę). Napadali wybrzeża, mniejsze miasta i wsie, plądrowali, mordowali i oczywiście porywali lokalną ludność, zamieniając ją w niewolników i sprzedając z zyskiem na rynkach niewolniczych Morza Egejskiego (głównie na Delos). Działalność piratów wzrastała w chwilach politycznych anarchii i wojen, natomiast malała, gdy musieli się oni mierzyć z potężnymi flotami lokalnych (czy to greckich czy anatolijskich) miast i państw. Głównym ośrodkiem w którym piraci znajdowali schronienie, a nawet tworzyli tam swoje własne mini państwa, była na wschodzie Morza Śródziemnego górzysta kraina zwana Cylicją - leżąca na południowych rubieżach Anatolii. Natomiast głównym ośrodkiem piratów na zachodzie, były wyspy Baleary. Istnienie takiego zjawiska jak piractwo, oczywiście do pewnego stopnia odpowiadało interesom Rzymian. Napędzali oni bowiem podaż na niewolniczą siłę roboczą, która wówczas coraz częściej nie nadążała już za popytem. Ale z drugiej strony ataki na miasta sprzymierzeńców Rzymu, a także porwania rzymskich obywateli powodowały, że jednak coś z tym problemem należało uczynić. Piractwo na Zachodzie było znacznie mniej rozprzestrzeniane, niż to na Wschodzie, gdyż punicka ludność Balearów była w ogromnej większości pokojowo nastawiona (składała się bowiem przeważnie z rolników i kupców którzy chcieli żyć w pokoju, ale nie dla wszystkich starczało tam ziemi i ci, którzy nie byli w stanie zająć się handlem ani też nie przejęli ziemi po swych rodzicach, podejmowali się rabunków jako piraci). Wyprawę wojenną przeciwko owym gimnesjanom (czyli nudystom jak zwali ich Grecy, jako że ludność Balearów ponoć lubiła chodzić bez odzienia. Zresztą sama nazwa wysp również ma greckie konotacje, odnosi się bowiem do Baleosa - przyjaciela Heraklesa, choć oczywiście punicka ludność zapewne zwała owe wyspy inaczej) przedsięwziął w roku 123 p.n.e. konsul Kwintus Cecyliusz Metellus (było to związane z chęcią przejęcia wysp i osadzenia tam rzymskich kolonistów i to ze względu na fakt, że Baleary cieszyły się niezwykle żyznymi terenami rolniczymi). 

Kronikarze tej wyprawy Orozjusz i Florus podkreślali niezwykłe barbarzyństwo mieszkańców wysp (mieli oni ponoć na łódkach podpływać do rzymskich okrętów i celować do nich z proc. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, a opis Orozjusza i Florusa przypomina zwykły propagandowy zabieg, pokazujący że ludność podbijanych wysp była po prostu barbarzyńska i należało ją czym prędzej ucywilizować. Przekaz ten przypomina mi od razu propagandowe enuncjacje Niemiec hitlerowskich o "18 dniowej kampanii" w Polsce w 1939 r. oraz o tym, że polscy ułani mieli z lancami i szablami nacierać na niemieckie czołgi. Te brednie powielali również Sowieci, a następnie uczono ich w komunistycznych szkołach w Polsce Ludowej. Jest to tak żałosne że trudno nawet się nad tym dłużej pochylić, ale warto tutaj tylko dodać że polska kawaleria miała swoją taktykę w walce z czołgami i nie była to wcale szarża z lancami na czołgi. Po prostu w takiej konfrontacji żołnierze schodzili z koni, zajmowali pozycje strzeleckie i z dział przeciwpancernych lub broni {np. z niezwykle skutecznych i śmiercionośnych dla niemieckich czołgów karabinów Ur, które przebijały pancerze każdego czołgu robiąc małą dziurkę z przodu i eksplodowały w środku zabijając załogę. Ponieważ jednak ta broń była tak śmiertelnie skuteczna, była jednocześnie tajna i to tak tajna, że tylko nieliczne jednostki miały ją na swoim wyposażeniu. Karabin przeciwpancerny Ur(ugwaj) był bez wątpienia najdoskonalszą tego typu bronią w ówczesnym świecie choć niewiele różnił się od zwykłego karabinu żołnierza piechoty, był lekki, poręczny i łatwy w obsłudze, różnica polegała głównie na amunicji i spuście} ostrzeliwali te maszyny, niszcząc dziesiątki z nich - jak choćby w bitwie pod Mokrą. Oczywiście w dzisiejszych czasach niemieckie kłamstwo związane właśnie z szarżą z lancami na czołgi już przestało działać - przynajmniej w Polsce, ale od czasu do czasu jeszcze pojawia się tego typu brednia. Mieszkańcy Balearów również zostali w ten sposób zniesławieni, a ponieważ przegrali, to kłamstwo nie zostało podważone). Punici z Balearów stosowali taktykę wojny podjazdowej - "uderz i uciekaj", ale na dłuższą metę nie byli w stanie powstrzymać Rzymian, którzy już w roku 122 p.n.e. zdobyli wszystkie trzy wyspy Balearów, a Metellus osadził tam 20 000 swoich weteranów (wcześniej odbierając ziemię jej prawowitym mieszkańcom) w dwóch założonych przez siebie miastach: Palmy i Pollentii. Tak oto Baleary stały się częścią rzymskiej prowincji Hispania Citerior (Hiszpania Bliższa) a prefekta tych wysp mianował rzymski namiestnik tejże prowincji. W roku 121 p.n.e. Kwintus Cecyliusz Metellus odbył wspaniały triumf w Rzymie z powodu zajęcia wysp i otrzymał wówczas przydomek "Baliaricus" ("Balearyjski").


PUNICCY MIESZKAŃCY BALEARÓW



Natomiast na Wschodzie sytuacja wyglądała nieco inaczej. Cylicyjskie wybrzeże i pobliskie góry (gdzie można było szybko schować się w przypadku jakiegokolwiek ataku, czy to z lądu czy z morza) powodowały, że walka z tamtejszymi grupami piratów była zawsze bardzo trudna. Stała się jeszcze trudniejsza, gdy w roku 143 p.n.e. lokalny watażka (były oficer w armii Seleucydów) Diodotos Tryfon założył tam nadmorskie miasto Koraksejon, które następnie zamienił w twierdzę. Stała się ona mekką piratów i wszelkich zbiegłych przestępców, niewolników którzy uciekli od swoich panów i wszystkich, którzy cierpieli z powodu wszelakich zniewag. Teraz jako morscy rabusie stali się "kimś", nie byli już pogardzanymi wyrzutkami i zniewolonymi sługami, teraz mogli sami decydować o życiu i śmierci innych. Tryfon w latach 142-139 p.n.e. podjął się kilkunastu wielkich i kilkudziesięciu mniejszych wypraw przeciwko miastom i wybrzeżom Hellady, Azji Mniejszej i Syrii (szczególnie wielkim echem w ówczesnym greckim świecie odbił się atak na miasto Berytos {dzisiejszy Bejrut} w 142 r. p.n.e. i uprowadzenie jego mieszkańców, których następnie sprzedano z zyskiem na Delos). Te ataki oraz bierność Seleucydów i Attalidów (co prawda Cylicja oficjalnie podlegała syryjskiemu władzwu Seleucydów, ale król Demetriusz II Nikator po niedawnym swym zwycięstwie w bitwie nad rzeką Oenoparos w 145 r. p.n.e. nad konkurentem do władzy Aleksandrem Balasem, nie był zainteresowany wplątaniem się w kolejny konflikt, tym bardziej że na wschodzie swego rozpadającego się Imperium, napierali na niego Partowie, odbierając mu ziemie i miasta. Natomiast władca Pergamonu -  Attalos II zajęty był konfliktami na północy swego anatolijskiego Królestwa, głównie z Bitynią) spowodowały, że greckie miasta Morza Egejskiego zwróciły się o pomoc i ochronę do Rzymu. Senat w roku 140 p.n.e. wysłał poselstwo pod przewodnictwem Publiusza Korneliusza Scypiona Afrykańskiego Młodszego (zdobywcy Kartaginy z roku 146 p.n.e.), aby ten wybadał sytuację. Scypiona zrobił sobie tournee po Egipcie, Syrii, Rodos i Pergamonie, a następnie powrócił do Rzymu twierdząc że rzeczywiście problem piractwa na tych wodach występuje - i tyle (🧐). Rzymianie wówczas również nie podjęli żadnej zdecydowanej akcji przeciwko cylicyjskim piratom Diodotosa Tryfona.


NA DELOS
(Gdzie mieścił się największy w tym czasie rynek niewolniczy) 
ZAOPATRYWAŁO SIĘ WIELU ZAMOŻNYCH RZYMIAN Z KLASY NOBILITAS 
(Zatem likwidacja piractwa nie wszystkim była na rękę) 



Wreszcie w roku 138 p.n.e. następca Demetriusza Nikatora - Antioch VII Sidates wyprawił się do Cylicji i zdobył twierdzę Koraksejon (w jej obronie zapewne - bo co do tego nie ma pewności - zginął Diodotos Tryfon), jednak wcale nie poprawiło to położenia helleńskich polis na wybrzeżach Morza Egejskiego i Śródziemnego. Wręcz przeciwnie, wydawało się jakoby ataki piratów nawet się zwielokrotniły, gdyż teraz potworzyli oni szereg mini państewek, zarządzanych przez lokalnych watażków. Rzymianie zaś (po stłumieniu buntu Aristonika w Pergamonie w roku 130 p.n.e. który wybuchł, gdy ostatni król Pergamonu - Attalos III w roku 133 p.n.e. zapisał swój kraj w testamencie Ludowi Rzymskiemu, wówczas to Aristonik - który podawał się za jego syna - zorganizował powstanie i stworzył na terenie zachodniej Anatolii swoje państwo, w którym wyzwalani masowo niewolnicy stanowili istotną część jego żołnierzy i poddanych) tak naprawdę przestali interesować się wschodnimi rubieżami Morza Śródziemnego, czego dowodem był fakt, że kompletnie zaniedbali rozbudowę i modernizację okrętów. Można wręcz powiedzieć że przez długi czas po roku 130 p.n.e. Rzymianie uznali, że flota wojenna przestała im już być potrzebna, nie było bowiem wielkich potęg które mogłyby rzucić wezwanie Rzymowi na morzu, a piraci byli niczym komary, kąsali, ale nie wyrządzali wielkich szkód, a poza tym dostarczali stałą liczbę nowych niewolników - która zasilała latyfundia nobilitas w Italii. Dopiero w ostatniej dekadzie II wieku p.n.e zaczęto ponownie umacniać flotę, a było to właśnie związane z potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa we wschodnich rubieżach Morza Śródziemnego. Gdy w 105 r. p.n.e. piraci zaatakowali miasteczko Figalię w południowej Joni, niszcząc nawet (co zdarzało im się dosyć często, jako że największe skarby chowano w świątyniach) tamtejszą świątynię Artemidy Munichii i uprowadzili że sobą zarówno ludzi wolnych jak i niewolników. Następnie ci sami piraci skierowali się przeciwko bogatemu miastu Efez, a wówczas z pomocą Efezejczykom przyszli mieszkańcy wyspy Astypalaia, którzy połączyli swoją flotę z flotą Efezu i rozbili piratów w bitwie morskiej. Schwytanych piratów uprowadzono na Astypalaję, gdzie okrutnie ich uśmiercano, natomiast ludność którą oni wcześniej wzięli w niewolę, uwolniono i opiekowano się nimi (jak Polacy Ukraińcami po roku 2022) przyjmując do swych domów i "zapewniając wszystko, co jest potrzebne do codziennego życia". W tym samym 105 r. p.n.e Astypalaya (malutka wysepka na Morzu Egejskim) zawarła sojusz obronny z Rzymem, co również spowodowało, że Rzymianie musieli wyłożyć pieniądze na odbudowę swej floty wojennej.




Na Wschodzie ataki piratów były tak częste, że w roku 103 p.n.e. rzymski namiestnik Macedonii - Gajusz Memmiusz zarządził specjalny podatek właśnie w celu ostatecznego rozprawienia się z piractwem. Ludzie chętnie się zrzucali i to nie tylko dlatego że był to obowiązkowy podatek, ale również dlatego, że cel był szczytny -  bezpieczeństwo na wodach i uwolnienie się od ciągłego strachu atakiem morskich rozbójników. Tyle że... szybko okazało się że owe pieniądze gdzieś przepadły. Nie był to pierwszy taki przypadek jeśli chodzi o rzymskich namiestników, którzy pod różnymi pozorami starali się zapełnić swoją prywatną kabzę. Również w roku 106 p.n.e. konsul Kwintus Serwiliusz Cepion zdobył skarby pokonanego celtyckiego plemienia Tektosagów, które jednak dziwnym trafem zaginęły podczas transportu drugą lądową do Massalii (Marsylii). Senat zajął się tą sprawą (jak również sprawą Memmiusza) dopiero w roku 103 p.n.e. (Memmiusz oskarżał o nieprawidłowości przede wszystkim swego sekretarza Aristoklesa z Mesenii, choć Senat do końca nie dał temu wiary i w roku 102 p.n.e. został on odwołany z funkcji namiestnika Galii Narbońskiej - czyli dzisiejszej Prowansji. Natomiast śledztwo w sprawie Cepiona nie jest do końca znane jeśli chodzi o werdykt, wiadomo tylko że żołnierze eskortujący złoto z Tolosy (Tuluzy) do Massalii zostali potajemnie zabici i wówczas Cepion miał przywłaszczyć sobie ten majątek - taki był akt oskarżenia). Tak więc wyprawa przeciwko piratom w roku 103 p.n.e. nie doszła do skutku. Część zrabowanych pieniędzy z podatku Memmiusza jednak odnaleziono i posłużyły one jako środki do sfinansowania kolejnej kampanii przeciwko piratom w roku 102 p.n.e. na której czele stanął Marek Antoniusz Retor (dziadek późniejszego triumwira). Ów propretor wylosował w zarząd prowincję Cylicję (a raczej tę jej część, która była wówczas pod zarządem Rzymu - Cylicję Pedias) i pośpieszył z Rzymu z nową flotą płynąc przez Grecję (Istm Koryncki). Nie śpieszyło mu się jednak zbytnio, gdyż w Atenach znalazł czas na dysputy filozoficzne z tamtejszymi wykładowcami Akademii i dopiero po ich zakończeniu ruszył dalej w drogę (Atenach stał bowiem wcześniej inny rzymski wódz - Hirrus z częścią floty, a Antoniusz Retor tam się z nim połączył). Jeszcze w Atenach przybyły posiłki z Rodos, a w Side (głównym porcie rzymskiej Cylicji) dotarły okręty z Byzantion. Następnie rozpoczęto rajd po wybrzeżach Cylicji i Pamfili niszcząc lokalne bazy piratów, doszło nawet do jakiejś bitwy morskiej zakończonej zwycięstwem Rzymian i wspierających ich Greków (Cyceron twierdził że w tej bitwie zginął brat jego babki, przyjaciel Antoniusza Retora - prefekt Marek Gratidius). Kampania ta zakończyła się sukcesem, pozbawiono piratów ich dotychczasowych siedzib i doprowadzono do chwilowego wytchnienia mieszkańców wysp i wybrzeży Anatolii, Hellady oraz Syrii. Problem tylko polegał na tym, że były to działania lokalne, które nie służyły systemowej likwidacji piractwa. Tak więc (co było naturalne) wkrótce po odpłynięciu Rzymian piractwo na tych wodach ponownie się odrodziło.

Marek Antoniusz Retor (który po powrocie do Rzymu w roku 101 p.n.e. odbył wspaniały triumf za zwycięstwo nad piratami), pełnił w Cylicji władzę propretorską (w niektórych źródłach można przeczytać prokonsularną, chociaż był pretorem w roku 103 p.n.e. a nie konsulem), choć kraina oficjalnie nie była rzymską prowincją (mam tutaj oczywiście na myśli wschodnią Cylicję). Jednak z powodu braku jakiegokolwiek sprzeciwu lokalnej ludności (a być może nawet za jej przyzwoleniem) automatycznie po tym roku stała się rzymską prowincją (chociaż oficjalny dokument w tej kwestii wydano dopiero za konsulatu gajusza Mariusza w roku 100 p.n.e.). Za konsulatu Gajusza Mariusza i Lucjusza Waleriusza Flakusa Senat sporządził dokument "Lex de provinciis pretoriis" ("Prawo o prowincjach pretorskich") w którym jasno zadeklarowano że Cylicja jest prowincją pretorską, podległą rzymskiemu namiestnikowi Macedonii. W ustawie tej zadeklarowano również że konsulowie mają obowiązek wywierać presję na okolicznych władcach: "królu władającym wyspą Cypr, królu (...) Aleksandrii i Egipcie (...) panującego w Kyrene i do królów władających w Syrii (...) przyjaźń i przymierze (...), aby stwierdzić, że i oni powinni baczyć, by (...) pirat (...) ich królestwa (...) i że zadbają o to (...) że lud rzymski..." (większość tekstu mocno uszkodzona). Innymi słowy rzymscy konsulowie mieli mobilizować okolicznych królów do działań przeciwko piratom cylicyjskim i ochrony wybrzeży morskich wschodnich rubieży Morza Śródziemnego. Rzymianie jednak wkrótce potem zajęli się innymi sprawami, a okoliczni królowie dbali o bezpieczeństwo lokalnej ludności tylko wówczas, gdy było to zgodne z ich własnym interesem, tak więc piractwo na wodach cylicyjskich, na Morzu Egejskim i sporych obszarach Morza Śródziemnego szybko ponownie rozkwitło (tym bardziej że wkrótce potem sami Rzymianie zaczęli wspierać, a nawet dołączać do piratów, szczególnie gdy wybuchła wojna domowa i trwały walki pomiędzy optymatami i popularami, pokonana strona często musiała uciekać i również znajdowała schronienie w krainach rządzonych przez piratów). Co prawda Lucjusz Licyniusz Murena w roku 84 p.n.e. (pretor roku 88, wyznaczony rzymskim dowódcą w Azji właśnie w 84 r. p.n.e.) planował kolejną ekspedycję przeciwko piratom, złożoną z flot prowincjonalnych greckich miast Azji i wyznaczył nawet legata Aulusa Terencjusza Warrona na dowódcę tej eskadry, ale ostatecznie do jej utworzenia nie doszło (chociaż oczywiście pieniądze w podatkach na ten cel zostały przez Rzymian wymuszone, a co się potem z nimi stało? bogowie raczą wiedzieć 🥴).


ZANICETUS
("Zeus z Olimpu")



Wedle przekazu Plutarcha w tym czasie wodzowie piratów na swoich wyspach i zatokach (głównie w Cylicji) żyli niczym orientalni królowie. Ich skarbce były pełne złota i kosztowności, tworzyli swoje własne pirackie dwory, a także zakładali własne haremy z porwanych przez siebie kobiet. Jeśli uznamy że złoty wiek piractwa przypada na drugą połowę XVII i początek wieku XVIII, to jest to według mnie błąd, gdyż nie bierzemy pod uwagę właśnie tego okresu historii piratów - II i I wieku p.n.e. gdzie żyli oni niczym wschodni królowie. Doszło do tego że bezkarnie nałożyli oni kontrybucję na 400 helleńskich miast Anatolii, Hellady i Syrii, bezkarnie łupili oni świątynie (co było jawnym świętokradztwem), a także porywali rzymskich obywateli (pojmano nawet dla okupu dwóch pretorów z liktorami na morskich szlakach Italii na Morzu Tyrreńskim). Wydaje się że właśnie ten ostatni atak skłonił wreszcie Rzymian do ponownego działania w kwestii likwidacji piractwa. Porwanie dwóch pretorów było tym języczkiem u wagi, która przeciążyła szalę i w roku 78 p.n.e. prokonsul Publiusz Serwiliusz Vatia został wyznaczony przez Senat na dowódcę floty, która miała zakończyć wszechwładzę piratów we wschodnich obszarach Morza Śródziemnego. Na tę wyprawę przeznaczono ogromne środki, wystawiono nową flotę, gdyż porwanie pretorów było jawnym policzkiem wymierzonym Rzymskiej Republice. Rzym nie mógł tego zbagatelizować, gdyż straciłby poważanie, dlatego też podjęto owe działania. Najpotężniejszym piratem w owym czasie był niejaki Zanicetus, który posiadał własną górską twierdzę piracką w pobliżu pasma gór Taurus, skąd widać było ponoć całą Licję, Pamfilię i Pizydię. Urządził się tam jak król, otoczony złotem, kobietami i licznymi piratami, którzy w nim właśnie widzieli swego wodza i okazję do szybkiego wzbogacenia się. Twierdzę swą nazwał Olimp (jako że była wykuta w skale, wysoko w nadmorskich górach), a sam siebie nazywał Zeusem. To właśnie tam najpierw skierował się Serwiliusz Vatia (tym bardziej że to właśnie jego ludzie porwali owych pretorów). Doszło do bitwy morskiej, która zakończyła się zniszczeniem pirackiej floty, a następnie atakiem na twierdzę Olimp, która została zdobyta a Zanicetus spłonął wraz ze swymi ludźmi w zamkniętej komnacie (77 r. p.n.e.). Wojna z piratami jednak trwała dalej i tak w roku 76 p.n.e. Serwiliusz Vatia zdobył miasta Attalis i Korykos będące również siedzibami piractwa (nieopodal miasta Korykos leżącego na przylądku korykijskim w Cylicji Trachejskiej {zachodniej} znajduje się jaskinia w której ponoć rósł najlepszy krokus. Strabon pisał: "Jest to wielka okrągła jama, ze skalistym grzbietem położonym dookoła (...) Schodząc w dół, dociera się do podłogi, która jest nierówna i w większości skalista, ale pełna drzew krzewiastych, zarówno wiecznie zielonych, jak i tych, które są uprawiane. A wśród tych drzew rozsiane są również działki ziemi, które rodzą krokusy". W owej jaskini płynęła również rzeka o niezwykle czystej i jasnej toni, którą zwano Picrum Hydor {"Gorzka Woda"}. Nieopodal Korykos znajduje się wyspa Elaeussa, którą Rzymianie ofiarowali jednemu z wodzów Mitrydatesa VI Eupatora - Archelaosowi, który przeszedł na ich stronę po I wojnie z Pontem (89-85 p.n.e.). On również udzielił Serwiliuszowi Vatii wsparcia w walce z piratami z Korykos.




Cała Cylicja Trachea była naturalnie przystosowana do działalności pirackiej, a do ze względu na liczne zatoki (i tajne zakątki, gdzie można było się schować) oraz wysokie góry, za którymi swoje siedziby miały liczne plemiona posiadające spore pola uprawne. Były tam również liczne lasy, z których pochodziło drewno na budowę pirackich okrętów. Graniczną rzeką pomiędzy Cylicją Trachea a Cylicją Pedias była Larus. Głównym portem Cylicji Pedias (czyli tej oficjalnie rzymskiej, choć realnie Rzymianie przyjmą tą prowincję dopiero w roku 64 p.n.e. wcześniej polegając na lokalnych watażkach, mających swoje własne oddziały wojskowe, które mogły zapewnić bezpieczeństwo w regionie, natomiast rzymscy prokuratorzy często byli wysłani bez wystarczającej liczbę wojska, dlatego też utrzymanie tej prowincji we władzy lokalnych "książąt" było na rękę Rzymowi). Głównym portem tej krainy było miasto z Soli (które notabene było jednak słabo zaludnione). Na północny-wschód od Soli znajdowało się piękne miasteczko Achialos (Anchialé) gdzie ponoć znajdował się grób Sardanapala (jest to literacka, grecka nazwa asyryjskiego władcy Aszurbanipala, który ponoć miał spłonąć w swym pałacu w chwili zdobycia go przez Chaldeczyków i Medów. Przynajmniej tak to zostało przedstawione w literaturze i sztuce, ale tak naprawdę Aszurbanipal nie zginął w ten sposób, a dopiero jego następca Szin-szariszkun - ostatni władca Asyrii władający z Niniwy, który spłonął w swym pałacu wraz z dworem i haremem po zdobyciu miasta przed Chaldeńczyków pod wodzą księcia Nabuchodonozora - tartana armii babilońskiej i syna króla Nabopolasara w 612 r. p.n.e.). W owym miasteczku znajdować się miała również inskrypcja króla Sardanapala, która brzmiała: "Dobrze wiedząc, że jesteś z natury śmiertelny, wyolbrzymiaj pragnienia swego serca, rozkoszując się uciechami; nie ma dla ciebie żadnej przyjemności po śmierci. Bo ja również jestem prochem, chociaż panowałem nad wielkim Ninusem. Moje jest całe jedzenie, które zjadłem, i moje swobodne odpusty, i rozkosze miłości, którymi się cieszyłem; ale te liczne błogosławieństwa zostały w tyle. Dla śmiertelnych ludzi jest to mądra rada, jak żyć". Po rozprawieniu się z piratami miast Cylicji Trachea, w roku 75 p.n.e. Serwiliusz Vatia ruszył na wschód, przekroczył góry Taurus i rozpoczął kampanię przeciwko plemieniu Izaurów wpierającemu piratów, a po ich pokonaniu uznał kampanię za zakończoną i wrócił do Rzymu, gdzie jeszcze w tym samym roku odbył triumf. Nie był to jednak koniec piratów w tym regionie Morza Śródziemnego, a nawet doszło do tego, że na ich czele stanęła kobieta, córka byłego pirackiego wodza pokonanego przez Vatię, Ksenofanesa - Aba, która dodatkowo weszła do rodziny kapłanów Zeusa z olbii zwanych Teukrami (kapłaństwo to było dziedziczne i wywodziło się ponoć od Ajasa, syna Teukra który założył świątynię), dzięki temu zdobyła prawne zabezpieczenie swojej pozycji, a dzięki działalności pirackiej zyskała wielki majątek. Nieoficjalnie była królową mórz, oficjalnie małżonką kapłana z Olbii, a gdy w 43 r. p.n.e. Marek Antoniusz został jednym z triumwirów i otrzymał w zarząd wschodnie prowincje Imperium Rzymskiego, Aba podporządkowała się jemu i Kleopatrze egipskiej. 




Ponieważ jednak nie zaprzestała swego procederu, została usunięta (ok. 35 r. p.n.e.) ale władza nad Olbią i ziemiami które kontrolowała jako "królowa piratów" - pozostała w ręku jej potomków. Przejdźmy teraz jednak do działań kierowanych przeciwko piratom przez ojca owego triumwira Marka Antoniusza, Marka Antoniusza starszego (zwanego też potem "Kreteńskim").


ABA z OLBII
(Niekoronowana królowa piratów)



CDN.

wtorek, 17 grudnia 2024

W CIENIU ANTYKU - Cz. I

CZYLI TEKSTY I DOKUMENTY STAROŻYTNOŚCI

(JAK RÓWNIEŻ WCZESNEGO ŚREDNIOWIECZA) 

O KTÓRYCH DZIŚ JUŻ (PRAWIE) NIKT NIE PAMIĘTA






Ponieważ tak szalenie brakuje mi czasu aby zająć się tematami, którymi chciałbym się zająć, postanowiłem dzisiaj rozpocząć nowy cykl tematyczny o starożytnych tekstach i dokumentach, obrazujących jednocześnie nie tylko ówczesną rzeczywistość polityczną, ale przede wszystkim życie zwykłych ludzi (bo to wydaje mi się być najbardziej interesujące). W tej serii zamierzam przedstawić zarówno prywatne modlitwy jakie wznoszono do bogów (a które zostały spisane, bo inaczej byśmy o nich nie wiedzieli), jak również wczesne modlitwy chrześcijańskie, a także testamenty, prywatne listy, umowy o pracę, rozwody, śluby, transakcje handlowe (w tym sprzedaż i kupno niewolników) itd. itp. Zebrałem przez lata tego pokaźną liczbę (oczywiście w podpisach a czasem kserówkach, ale jednak). Ponieważ jednak przez dłuższy czas się nimi nie interesowałem (i leżały gdzieś tam zakurzone), a ponieważ ostatnio je odnalazłem (niektóre w niezbyt dobrym stanie, na wpół podarte i zniszczone), to pomyślałem sobie że aby pamięć o nich nie zaginęła (Oczywiście są to tylko odpisy, ale w końcu kiedyś poświęcałem czas żeby je zdobyć) to je tutaj (przynajmniej niektóre) zamieszczę. Zbierałem te dokumenty do celu jaki zamierzam wypełnić (jeśli się oczywiście uda, bo niestety sprawy zawodowe wymagają ode mnie obecnie zbyt wiele czasu, znacznie więcej niż byłem sobie tego życzył 😉) napisania Wielkiej Historii Antycznej Grecji i Starożytnego Rzymu (o czym wspominałem już kilka lat temu). Praca ta miała jednak polegać na zdobywaniu informacji nie tylko tych oczywistych, ogólnie dostępnych, ale również tych mniej znanych, na przykład prowincjonalnych inskrypcji, dokonań lokalnych namiestników rzymskich, a także życia społeczności prowincji, która była dosyć odległa od dziejów nobilitas i cezarów, władających najpierw z Rzymu, potem z Rawenny a w końcu i z Konstantynopola. Uważam bowiem że historia ludowa, bezpośrednio dotykająca ludzi jest znacznie ciekawsza niż historia polityczna, wielkich wojen, władców, wodzów i bitew. Dlatego też (kierując się właśnie taką myślą) postanowiłem rozpocząć tę serię. Zacznijmy więc może dosyć niestandardowo... od modlitw i próśb do bogów/Boga (ponieważ jednak te dokumenty są już dosyć stare, częściowo zniszczone i nieposegregowane - a nie chce mi się tego czynić - dlatego nie miejcie do mnie pretensji, że czasami będę się z pewnymi kwestiami powtarzał, w zależności od tego, co wpadnie mi w rękę 😊)



PROŚBY I PYTANIA DO WYROCZNI





(I wiek - EGIPT)


"O Panie mój, Serapisie Heliosie, dobroczyńco. 
Powiedz, czy wypada, aby Fanias, mój syn i jego żona, nie zgadzali się teraz ze mną, jego ojcem, lecz sprzeciwiali się mi i nie zawierali umowy. 
Powiedz mi to szczerze. Żegnaj!"


Nie wiadomo czego dotyczyła ta prośba, wiadomo tylko że autor odnosił się do Serapisa-Heliosa, czyli bóstwa powstałego po objęciu królewskiej władzy w Egipcie przez grecką dynastię Ptolemeuszy/Lagidów z połączenia dwóch bogów: świętego bóstwa Egipcjan Ozyrysa i świętego byka Apisa. Serapis miał w swych zamierzeniach połączyć zarówno autochtonów (czyli Egipcjan), jak i napływową elitę rządzącą (czyli Macedończyków i Greków). Po raz pierwszy miano sprowadzić jego wizerunek do Aleksandrii w roku 285 p.n.e. po tym, jak pierwszy władca Egiptu z rodu Lagidów - Ptolemeusz I Sorter ("Zbawca") czyli Πτολεμαίος Ι Σωτήρ, miał sen. Tacyt twierdzi, że stary już wówczas król (ponad 80-letni), władający Egiptem od 323 r. p.n.e. pierwotnie jako satrapa, a od 305 r. p.n.e. jako król, ujrzał we śnie olbrzymiego "młodzieńca o niezwykłej urodzie", który polecił mu aby wysłał do Pontu swoich ludzi, którzy mieli stamtąd sprowadzić jego posąg. Twierdził, że jeśli to uczyni, to miasto w którym znajdzie się ów posąg będzie wielkie i sławne, a on stanie się potężnym władcą, po tych słowach młodzieniec miał ulecieć ku niebu w oparach ognia. Będący pod ogromnym wrażeniem owego snu król, najpierw wezwał egipskich kapłanów którzy trudnili się przepowiadaniem znaczenia snów i interpretacją przyszłości, ale oni niestety nie wiedzieli nawet gdzie leży Pont i jak tam się udać. Ptolemeusz wezwał więc do siebie nadwornego Greka (w końcu jego dwór głównie składał się z Greków, przecież on sam również pochodził z Hellady, był bowiem synem Lagosa -  szlachcica z Eordaji. Kiedyś już pisałem o tym fenomenie który wówczas dopadł Greków, a mianowicie o tym, że różnica pomiędzy jednym a drugim pokoleniem po podbojach Aleksandra zmieniła całkowicie wyobrażenie ich świata. O ile Lagos za swoją ojkumene uważał swoje rodzinne polis i być może sąsiednie, jego zaś ojciec zapewne jedynie samą Eordaję, o tyle już dla młodego Ptolemeusza, ojkumene to był świat ciągnący się znad brzegów Indusu do źródeł Nilu i Hellespontu. I to był grecki świat - co bardzo ważne. Rewolucyjna zmiana mentalna w ciągu jednego zaledwie pokolenia), a konkretnie Ateńczyka o imieniu Tymoteusz (który był jednym z kapłanów bogini Demeter w Eleusis i oczywiście wtajemniczony był w misteria). Zasięgnął on informacji od kupców którzy podróżowali na północ i dowiedział się że w Poncie znajduje się miasto o nazwie Synopa, w której jest świątynia Zeusa -Pana Dolnego Świata (w odróżnieniu od Zeusa - Władcy Niebios). A w świątyni tej znajdowała się również postać kobieca bogini Persefony - siostry Apollina. Ta informacja spowodowała, że król Ptolemeusz początkowo stracił ochotę aby ściągać do Aleksandrii posąg boga ukazanego we śnie, (tym bardziej że sam do końca nie wiedział jaki to ma być posąg). 






Ostatecznie jednak powrócił do tej sprawy (Tacyt twierdzi że pod wpływem kolejnego proroczego snu) i wysłał posłów oraz dary dla władcy Synopy - Scydrotemisa, aby pozwolił wywieźć stamtąd wizerunek boga. Wcześniej posłowie udali się do Delf, gdzie w tamtejszej wyroczni Apollina uzyskali potwierdzenie celu swojej podróży i nakaz sprowadzenia "wizerunku mojego ojca, ale zostawienia wizerunku mojej siostry" - jak miał rzec sam bóg. Po przybyciu na dwór do Synopy, posłowie złożyli Scydrotemisowi propozycję wydania posągu, wzmacniając ją nie tylko bogatymi darami dla króla, ale również nakazem samego boga Apolla. Scydrotemis się przestraszył. Nie chciał bowiem występować przeciwko bożemu nakazowi, a jednocześnie musiał uwzględnić liczne protesty, jakie wówczas odbywały się w Synopie, gdzie lud kategorycznie nie godził się na wydanie wizerunku swego boga. Groziło to swoistym buntem społecznym i detronizacją króla, jeśli ten pominął by wolę swego ludu, dlatego też odmówił wydania posągu boga. Minęły jednak 3 lata, podczas których Ptolemeusz nie dawał za wygraną, zwiększając liczbę poselstwa, statków, oraz darów dla władcy Synopy. Dodatkowo króla i jego dzieci dopadły różne choroby, co miało być karą bożą za odmowę wydania posągu. Lud jednak odmawiał wydania wizerunku boga, zgromadził się licznie pod jego świątynią i śpiewając pieśni, nie pozwolił wejść tam żołnierzom króla. Tacyt twierdzi że wówczas miało miejsce jakieś nadprzyrodzone zdarzenie i na firmamencie nieba miała się ukazać postać młodzieńca, który zstępuje z nieba. Wywołało to przerażenie wśród ludności Synopy, co doprowadziło ostatecznie do wydania posągu posłom Ptolemeusza i zawiezienia go do Aleksandrii. Tyle sama przepowiednia (którą przedstawił Tacyt), ale również on twierdzi, że nawet jeśli sprowadzono posąg Serapisa za rządów Ptolemeusza Sotera do Egiptu, to umieszczono go najprawdopodobniej nie w Aleksandrii, ale w Memfis. I dopiero wnuk Sotera - Ptolemeusz III Euergetes ("Dobroczyńca") sprowadził posąg do Aleksandrii w roku 221 p.n.e., gdzie w dzielnicy Rakotis wzniósł mu wspaniałą świątynię (którą dzielił Serapis wraz z boginią Izydą).





(II wiek - prawdopodobnie EGIPT)


"Do Zeusa Heliosa, wielkiego Serapisa i jego boskich towarzyszy.
Nike pyta, czy jest dla mnie korzystne kupić od Tasarapiony jej niewolnika Sarapiona, zwanego również Gaionem. 
Proszę, udziel mi odpowiedzi"




W tym przypadku mamy do czynienia z pytaniem zadanym wyroczni Serapisa prawdopodobnie w Egipcie, chociaż należy pamiętać że w tym czasie świątyń Serapisa w Imperium Rzymskich powstało bardzo wiele, jednak ze względu na fakt, iż tekst został pierwotnie napisany po grecku, należy uznać, iż został on sporządzony albo w Aleksandrii albo w Antiochii, bo to były dwa główne centra kultu tego boga w greckiej części Imperium Rzymskiego (czyli po prostu na Wschodzie). Autorką zapytania skierowanego do boga jest niejaka Nike, która pragnie kupić niewolnika od kobiety imieniem Tasarapiona, tylko nie wie czy jej się to opłaci (imię Sarapion jest męskim odpowiednikiem imienia Tasarapiona, dlatego też dalej Nike dodaje, iż pierwotnie zwał on się Gaion).





(ok. 300 r.) 
(Lista nie związanych ze sobą pytań do nieznanej wyroczni)


  1. "Czy otrzymam dodatek?" (pieniężny?)
  2. "Czy mam pozostać tam, dokąd idę?"
  3. "Czy zostanę sprzedany?"
  4. "Czy mogę czerpać korzyści z mego przyjaciela?"
  5. "Czy mam się pojednać z moimi dziećmi?"
  6. "Czy dostanę bezpłatny urlop?"
  7. "Czy odzyskam moje pieniądze?"
  8. "Czy potrafię zrealizować to, co mam na myśli?"
  9. "Czy mam zostać senatorem?"
  10. "Czy mam się rozwieść z moją żoną?"
  11. "Czy zostałem otruty?"



ŚWIĄTYNIA APOLLONA W DELFACH
(Obraz wygenerowany przez sztuczną inteligencję) 



MODLITWY


(ok. 300 r.
(Tekst grecki)


"(Brak tekstu) Amulet zwycięstwa dla Sarapamona, syna Apoloniusza (brak tekstu) Daj zwycięstwo i bezpieczeństwo na torze wyścigowym i wśród tłumu wspomnianemu Sarapamonowi, w imieniu Sulikusesusa"



(Koniec V wieku)
(Tekst grecki)


"O Boże Wszechmogący, Święty, Prawdziwy, Dobrotliwy, Stworzycielu, Ojcze naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa objaw mi swoją prawdę, czy jest Twoją wolą, abym poszedł do Chioud (?). Czy znajdę Cię tam pomagającego mi i łaskawego?
Niech się stanie wola Twoja! Amen"



(VI wiek)
(Tekst grecki)


"Boże naszego patrona, świętego Filoksenosa (w tym miejscu brak tekstu, a powinno się zapewne tutaj znaleźć słowo "powiedz") czy pozwolisz nam zabrać Anoupa do Twojego szpitala?
Okaż swoją moc, a ta prośba się spełni!"



NA DZISIAJ TYLE 🤔


CDN.

niedziela, 24 listopada 2024

SŁOWA KTÓRE UCZĄ MYŚLEĆ - Cz. VI

CZYLI SENTENCJE I AFORYZMY OD
STAROŻYTNOŚCI PO WSPÓŁCZESNOŚĆ





PITAGORAS 
Cz. III






W KRĘGU PITAGORASA I PITAGOREJCZYKÓW:


METAMPSYCHOZA


 Czego nauczał bezpośrednio sam Pitagoras w swej założonej w Krotonie szkole zwanej pitagorejską (a istniejącej ponad 20 lat, od ok. 520 r. p.n.e. do ok. 497 r. p.n.e.)? Tego niestety nie można powiedzieć z całą pewnością, ponieważ (jak wspominałem w poprzednich częściach) Pitagoras nie pozostawił po sobie żadnych pism. Jednak Arystoteles obszernie opisuje nauki pitagorejczyków (choć nie wspomina przy tym o samym Pitagorasie). W każdym razie jedną z głównych nauk tak Pitagorasa jak i jego uczniów, była bez wątpienia metampsychoza - czyli wiara w nieśmiertelność duszy, oraz w to, że po śmierci wciela się ona w nowe fizyczne ciało. Potwierdzał to również Ksenofanes (urodzony ok. 570 r. p.n.e. w Kolofonie, był filozofem, teologiem, poetą i krytykiem greckiego politeizmu {mawiał na przykład, że gdyby konie i bydło miały ludzki rozum i ludzkie członki, tworzyłyby postaci bogów pod wizerunkami koni i bydła}, który w wieku 25 lat opuścił swą rodzinną Jonię i przez kolejne 67 lat swego życia podróżował po całym ówczesnym greckim świecie - ojkomene), potwierdzają to również: Ion z Chios (urodzony ok. 490 r. p.n.e. na wyspie Chios. Był poetą lirycznym, filozofem i pisarzem, przyjacielem Sokratesa. Jest znany chociażby z napisania hymnu ku czci Okazji, jako najmłodszego dziecka Zeusa. Zmarł ok. 420 r. p.n.e.) i Herodot (urodzony ok. 484 r. p.n.e. w Halikarnasie w Jonii. Grecki historyk, poeta, gawędziarz i twórca jednej z najstarszych greckich maps świata. Tworzył głównie w Atenach, które stały się jego nową ojczyzną. Zmarł ok. 426 r p.n.e.). Wszyscy oni potwierdzali że Pitagoras nauczał o nieśmiertelności duszy i o reinkarnacji, ale nic dokładniej na ten temat nie napisali. 

Empedokles (urodzony ok. 494 r. p.n.e. w doryjskim Akragas w południowej Sycylii {Rzymianie nazwali to miasto później Agrigentum i wydaje się że bardziej znane jest pod tą nazwą} wydaje mi się że kiedyś już o nim wspominałem, W każdym razie był to filozof który twierdził, że cała materia składa się z czterech elementów: wody, powietrza, ziemi i ognia, a spaja je ze sobą element najważniejszy - Phila, czyli Miłość. Zmarł ok. 434 r p.n.e.) pisał nawet, że Pitagoras pamiętał cztery swoje poprzednie wcielenia, ale wydaje się to być teoria mocno naciągana, po pierwsze dlatego że Pitagoras nie pozostawił po sobie żadnych pism, a po drugie Empedokles nigdy nie miał możliwości spotkać i porozmawiać z Pitagorasem cztery oczy, jako że żyli w innych epokach. Tamten zmarł, nim ten zdążył się narodzić. Dlaczego śmiem twierdzić że tak było? Ano dlatego, że Empedokles pisał iż Pitagoras miał pamiętać takie wcielenia jak: Etalidesa - syna boga Hermesa (który to bóg pozwolił mu zapamiętać kolejne wcielenia), Euforbosa - jednego z bohaterów (co prawda pomniejszych, ale jednak) wojny trojańskiej, następnie wcielił się w filozofa Hermotimosa - który miał rozpoznać tarczę Euforbosa w Świątyni Apollona w Delfach, a ostatnim jego wcieleniem miał być Pyrrus - rybak z Delos (ja oczywiście nie podważam faktu że Pitagoras mógł pamiętać swoje wcielenia {ja sam pamiętam poprzednie życie, a w zasadzie moment śmierci, więc nie mogę twierdzić że jest to niemożliwe}, pragnę tylko przypomnieć, że to nie on sam o tym pisał, a pisali o tym inni i to długo po jego śmierci, co stwarzało ogromne pole do najróżniejszych nadużyć). Natomiast Dikaerch (Dicaearchos) z Messany (urodzony ok. 350 r. p.n.e. - filozof, kartograf, geograf, matematyk, uczeń Arystotelesa z ateńskiego Liceum. Zmarł ok. 285 r. p.n.e.) dodał jeszcze jeden żywot Pitagorasa, jako pięknej kurtyzany i twierdził że był to jego najpiękniejszy żywot (😂).





MISTYCYZM


 Inną "przepisywaną" Pitagorasowi nauką, jaką głosić miał w swojej szkole, była wiara w "harmonię sfer", która głosiła że planety i gwiazdy poruszają się zgodnie z równaniami matematycznymi, a te zaś odpowiadają nutom muzycznym i w ten sposób wytwarzają niesłyszalną, boską symfonię życia (ja osobiście coraz bardziej przekonuję się do tego, że - tak jak już kiedyś pisałem: "BÓG JEST MUZYKĄ"). Pitagoras miał nauczać że 7 muz to tak naprawdę 7 planet które razem śpiewają. A ponoć zapytany kiedyś po co bogowie stworzyli człowieka, odpowiedział że po to, aby obserwował on niebo i otaczającą go przyrodę.

 



MATEMATYKA i NUMEROLOGIA


 Jak pisał Arystoteles: "Tak zwani pitagorejczycy, którzy jako pierwsi zajęli się matematyką, nie tylko rozwinęli tę dziedzinę, ale też nią się przejęli, wyobrażając sobie, że zasady matematyki są zasadami wszechrzeczy". Według Arystotelesa, pitagorejczycy używali matematyki jedynie z mistycznych powodów, pozbawionych praktycznego znaczenia. Wierzyli że wszystko składa się z liczb. Liczba "1" (monada) reprezentowała początek wszystkiego, a liczba "2" (diada) reprezentowała materię. Liczbą idealną była "3", jako że miała początek, środek i koniec (i była najmniejszą liczbą punktów, za pomocą których można było zdefiniować płaski trójkąt - który dla pitagorejczyków był symbolem boga Apollina). "4" oznaczała cztery pory roku i cztery żywioły. "5" była symbolem małżeństwa, gdyż odpowiadała dwójce i trójce, czyli... rodzicom i dzieciom. "7" również była liczbą świętą, gdyż tyle było planet (czyli muz), a także strun w lirze. Poza tym pitagorejczycy uważali że liczby nieparzyste są rodzaju męskiego, a parzyste żeńskiego (to ciekawe, ale ja też tak uważam 😊). Liczbę "10" uważali oni za liczbę doskonałą i nigdy nie zbierali się w grupach większych niż 10 osób. Właśnie Pitagoras miał wymyślić tetraktys - trójkąt równoboczny składający się z dziesięciu kropek, z jedną kropką w górnym rzędzie, dwiema w drugim, trzema w trzecim i czterema na samym dole - łącznie tworzył on więc liczbę doskonałą, którą pitagorejczycy uważali za symbol o najwyższym mistycznym znaczeniu i to do tego stopnia, że pitagorejczycy składali na niego przysięgi.

Pitagoras miał być też autorem twierdzenia geometrycznego o trójkątach prostokątnych, która mówi że suma kwadratów długości przyprostokątnych, jest równa kwadratowi długości przeciwprostokątnej, czyli a² + b² = c² (suma pól kwadratów a i b jest zawsze równa polu kwadratu c). Oczywiście istnieje też opinia (głównie wyrażona przez współczesnych badaczy jak choćby przez Waltera Burkerta), że tak naprawdę Pitagoras niewiele miał wspólnego z matematyką (co najwyżej z arytmetyką) i nie był tak naprawdę autorem ani twierdzenia Pitagorasa, ani też twórcą tetraktysu. Twierdzą oni, że prawdziwym autorem i twórcą pitagorejskiej matematyki był późniejszy pitagorejczyk o imieniu Filolaos z Krotonu (żył w latach ok. 470-399 p.n.e.), jeden z najgenialniejszych pitagorejczyków w dziejach. Trudno dociec jaka jest prawda, W każdym razie Pitagoras pozostaje współtwórcą geometrii euklidesowej, a także nauk związanych z wiarą (czy też właściwie można by było powiedzieć - wiedzą) w istnienie czegoś takiego jak reinkarnacja, oraz boskiego stworzenia na zasadzie harmonii sfer.





SZKOŁA


 Jak funkcjonowała szkoła pitagorejska w krotonie? Gdybym miał to streścić w jednym słowie, to powiedziałbym po prostu - klasztor! Ci, którzy przystępowali do zgromadzenia pitagorejskiego, składali przysięgę zarówno wobec samego Pitagorasa, jak innych braci i sióstr, że będą ściśle przestrzegać surowych praktyk religijnych i ascetycznych zgromadzenia, a także że będą studiować filozoficzne i religijne koncepcje założyciela owej szkoły. Zgromadzenie pitagorejskie było wspólnotą w ścisłym tego słowa znaczeniu. Ci, którzy do niej należeli, mogli liczyć na wzajemne wsparcie we wszelkich przedsięwzięciach i działaniach (często dochodziło do tego, że pitagorejczycy zrywali kontakty z członkami swoich rodzin, natomiast za rodzinę odtąd uważali członków wspólnoty). Jedli wspólnie posiłki, spędzali czas w swoim gronie i rzadko kiedy utrzymywali kontakt ze światem poza szkołą. Nie było wśród nich własności, gdyż wyznawali zasadę "koinà tà philõn" ("wszystko wspólne wśród przyjaciół"). Jamblich (żyjący w latach ok. 244-326 r. przedstawia wspólnotę pitagorejską, jako idealny pogański odpowiednik chrześcijańskich wspólnot, które istniały w jego czasach) twierdzi że istniały dwie grupy pitagorejczyków. Pierwszą byli mathematikoi ("uczący się matematyki"), drugą zaś akousmatikoi ("słuchający muzyki"). Czy pierwsi mieli być określani jako bardziej intelektualna i modernistyczna frakcja, skupiona głównie na aspektach naukowych. Drudzy zaś mieli być skupieni na numerologii, mistycyzmie i religii. Taki podział przedstawił nam Jamblich. Jednak wydaje się że krotońskie zgromadzenie któremu przewodniczył Pitagoras, nie było podporządkowane tym podziałom i że było bardzo płynne, jedna i druga strona wzajemnie się przenikały. Trudno też sobie wyobrazić aby jedna część uczniów Pitagorasa wybierała muzykę, a druga matematykę, tym bardziej że pitagorejczycy wierzyli że muzyka oczyszcza duszę (i poświęcona jest Apollinowi), podobnie jak medycyna leczy ciało (istnienia taka anegdota, że pewnego razu Pitagoras ujrzał dwóch pijanych młodzieńców, którzy próbowali włamać się do domu cnotliwej damy. Stanął więc przed nimi i zaimponował pieśni pełną długich spondejów, aż tam ci ostatecznie zrezygnowali ze swego zamiaru i odpuścili).

Jednak pitagorejczycy nie szkolili się jedynie w zakresie nauk matematycznych, mistycyzmu i metampsychozy, a kładli równie wysoki wymóg posiadania sprawności fizycznej i utrzymania zdrowego ciała, twierdząc że "w zdrowym ciele może zamieszkać zdrowy duch". Ćwiczenia fizyczne, biegi, lekkoatletyka pływanie w rzece lub w morzu, a także taniec i codzienne poranne spacery w blaskach wschodzącego słońca (stąd właśnie Fiodor Bronnikow namalował w 1869 r. obraz pt.: "Pitagorejczycy oddają cześć wschodzącemu słońcu") były codziennością w krotońskim zgromadzeniu założonym przez Pitagorasa. Co ciekawe, zaraz po wstaniu z łóżek, jak również przed położeniem się spać, zalecano chwilę kontemplacji, wyciszenia się wewnętrznego i swoistej "rozmowy z bogami" (czyli czegoś na wzór modlitwy). Była to ważna część życia członków zgromadzenia, gdyż pozwalała nabrać wewnętrznej energii na dalszy dzień, oraz podziękować bogom (lub losowi) za szczęśliwe jego zakończenie. Życie członków zgromadzenia opierało się na naukach Pitagorasa zwanych "symbolami". Wzajemnie przysięgali sobie i jemu że nikomu spośród zgromadzenia nie wyjawią nic, co będzie tam rozważane, a ci, którzy złamali owe przyrzeczenia, byli wykluczani ze społeczności, a na polach wokół szkoły stawiano im symboliczne nagrobki (jako że dla pitagorejczyków tamci już umarli). Tak się z pewnością stało również z owym Kylonem, który zostawszy wykluczony ze zgromadzenia, poprzysiągł pitagorejczykom zemstę i przystąpił do stronnictwa Ninona (postulującego usunięcie członków tej "sekty" z Krotonu). Ostatecznie stał się on sprawcą ich wygnania i późniejszej śmierci (498/497 r. p.n.e.), o czym pisałem już w poprzedniej części.




Symbole czyli nauki Pitagorasa prezentowane jego uczniom, nie odnosiły się jedynie do kwestii matematyki, czy też rozważań na tematy religijne i metafizyczne. Było tam bowiem równie dużo zakazów i napomnień aby unikano skalania, jak samych nauk. Pitagoras bowiem ogromnie duże znaczenie przywiązywał do kwestii jedności ciała z duszą i choć ja również podzielam te kwestie (choć nie w stu procentach, gdyż powiedzmy sobie szczerze - dbamy o nasze ciała po to, aby nam służyły, abyśmy dobrze się w nich czuli, byli zdrowi, sprawni itd itp. ostatnio rozmawiałem z pewnym 70-latkiem który ma kondycję czterdziestolatka i byłem pod wielkim wrażeniem jego intensywnego trybu życia. Pamiętajmy jednak że ciało to nie jesteśmy my, to jest po prostu pojazd o który trzeba dbać żeby służył, żeby można nim było jeździć sprawnie i szybko. Ale jest to pojazd, który wcześniej czy później ulegnie zniszczeniu, bez względu na nasze starania... i tyle, nie będę się więcej wymądrzał w tym temacie), to jednak wydaje mi się że spora część zakazów które były tam uskuteczniane, była po prostu... głupia (ale to jest tylko moje zdanie). Pitagoras bowiem z zabraniał swoim uczniom np noszenia wełnianych szat (?), a także łamania chleba, rozniecania ognia mieczami, a także zbierania okruchów (😯). Nakazywał też Pitagoras aby zawsze po wstaniu z łóżka wkładano najpierw prawy sandał, a dopiero potem lewy (ta tradycja do dzisiaj przetrwała chociażby w przekonaniu że lepiej wstać prawą nogą niż lewą, bo wtedy dzień będzie dla nas szczęśliwszy, notabene ja zawsze wstaję prawą nogą, bo akurat... śpię z tej strony łóżka 😂. Chyba że "przejdę" przez moją Panią 🤭 ❤️). Zalecał też Pitagoras aby nie nosić wizerunków bogów na pierścieniach, gdyż wbrew pozorom to wcale szczęścia nie przynosi. Twierdził też że ludzie nie powinni podążać za głosem tłumu, gdyż bywa on wadliwy (i często prowadzi na manowce), a raczej za głosem nielicznych, którzy dzięki swej wiedzy, mądrości i doświadczeniu potrafią wskazać właściwą drogę. Bogów zalecał czcić przede wszystkim muzyką, gdyż to ona jedyna dociera do uszu i raduje serca (a więc niektóre pomysły Pitagorasa nie były wcale takie nierozsądne).




CDN.