Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TEATR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TEATR. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 listopada 2020

HISTORIA NIE KOŃCZY SIĘ NIGDY!

 CZYLI TEATR TELEWIZJI pt.:

"MARSZAŁEK"

 
 
 
 
 
PRZYGOTOWANIA DO ROZPOCZĘCIA WOJNY PREWENCYJNEJ Z HITLEROWSKIMI NIEMCAMI 
1933 r.
 
 
Ciekawy spektakl Teatru Telewizji pt.: "Marszałek", ukazujący plan Józefa Piłsudskiego rozpoczęcia wojny prewencyjnej z Hitlerem, póki jeszcze nie jest za późno. Co prawda początkowo Marszałek próbował (przewidując dojście nazistów do władzy w Niemczech) w jakiś sposób porozumieć się z Hitlerem i w latach 1929-1930 wysyłał do niego swych pełnomocników (zaufanych ludzi), którzy mieli nawiązać kontakty z narodowymi socjalistami i wypracować jakiś modus vivendi, a być może nawet wspólny sojusz, obejmujący i inne państwa Europy Środkowej. Szybko jednak do niego dotarło że flirt z nazistami nic nie da i słuchając wystąpień führera z jego parteitagów, uświadomił sobie skalę wiszącego nad Polską i Europą zagrożenia (a może od początku to wiedział i po prostu liczył że uda się w jakiś sposób zneutralizować nazistów, wciągając ich do jakichś wspólnych sojuszy. Ale z chwilą dojścia Hitlera do władzy w Niemczech (30 stycznia 1933 r.) stało się jasne że nic takiego nie może się udać, a Niemcy będą jedynie grać na czas, aby odbudować armię i podjąć walkę o dominację w Europie i Świecie.Hitler co prawda mówił o wojnie z bolszewizmem, wojnie ze Związkiem Sowieckim, ale Piłsudski wiedział że jeśli już dojdzie do takiej wojny, to stanie się to po trupie Polski i Polaków (w spektaklu, Marszałek - grany przez Mariusza Bonaszewskiego - wypowiada słowa: "Jeśli dojdzie do wojny niemiecko-sowieckiej, to żaden Polak już tego nie zobaczy"). Dlatego też rozpoczął zakrojone na dużą skalę (choć tajne) przygotowania do rozpoczęcia wojny prewencyjnej z niemieckim narodowym socjalizmem i ich wodzem Adolfem Hitlerem. Jednak sprzeciw Francji wobec rozpoczęcia takiej wojny (Marszałek wysłał tam zarówno gen. Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego jak i swego byłego adiutanta - senatora Jerzego Potockiego) , doprowadził do utrwalenia się władzy Hitlera w Niemczech i w konsekwencji do wybuchu II Wojny Światowej i milionów ofiar niemieckiego (jak i sowieckiego) ludobójstwa. Jak jednak do tego doszło, opowiem w serii: "PIŁSUDSKI & HITLER - CZYLI WOJNA PREWENCYJNA Z NIEMCAMI 1933 r.". Tymczasem zapraszam na  spektakl.  
 
 
 
 "KIEDY SIĘ CZŁOWIEK TOPI, TO CHOĆBY BYŁ NAJWIĘKSZYM MOCARZEM, 
TO WŁASNĄ SIŁĄ ZA WŁOSY SIĘ NIE WYCIĄGNIE"
 
 
 
17:35 - "HITLER NAWET Z POCZĄTKU PODOBAŁ MI SIĘ, BO POMYŚLAŁEM SOBIE - PROSTY CHŁOPAK, Z LUDU, NIE PRUSAK, BO TE JUNKRY SĄ NAJGORSI, ONI NAS NIENAWIDZĄ"
 
"NAS?"
 
"NAS, POLAKÓW! BO ONI SIĘ CZUJĄ OD NAS LEPSI. A POZA TYM TŁUŚCI SĄ, GRUBI JAK TEN ICH PREMIER - JAK ON SIĘ NAZYWA - GOERING. JAK MOŻNA SIĘ TAK UTUCZYĆ PANOWIE? NA DWÓCH KRZESŁACH MUSIAŁ SIEDZIEĆ, A JESZCZE MU SIĘ PO BOKACH WYLEWAŁA TA JEGO WIELKA DUPA... A TEN HITLER TO JEST NOWOCZESNY CZŁOWIEK. CHUDY JEST, MIĘSA NIE JE, PIWA NIE ŻŁOPIE, NOWOCZESNY CZŁOWIEK - A JEDNAK SZUBRAWIEC! JESZCZE MU TYMI ŁAPAMI MACHAJĄ "HAIL!", "HAIL!"
 
"PODOBNO W "MAIN KAMPF" NAPISAŁ ŻE WIEDEŃ GO ODMIENIŁ. BYŁ SZARYM OBYWATELEM, ALE WYJECHAŁ Z WIEDNIA JAKO FANATYCZNY ANTYSEMITA"
 
"I DO TEGO IDIOTA!... KANCLERZ RZESZY NIEMIECKIEJ JEST IMBECYL! ALE PANOWIE, TO JEST PEWNA SZANSA DLA NAS. ZDMUCHNIEMY GO JAK ŚWIECZKĘ I ZA ROK NIKT NIE BĘDZIE O NIM PAMIĘTAŁ"
 
 

 

poniedziałek, 27 marca 2017

ŻEBY POLSKA BYŁA POLSKĄ - CZYLI POLSKA WOJENNA I POWOJENNA EMIGRACJA POLITYCZNA - Cz. II

JAK RÓWNIEŻ NAJWIĘKSZE AKCJE

ŻOŁNIERZY NIEZŁOMNYCH

W OKUPOWANYM 

PRZEZ SOWIETÓW KRAJU


EMIGRACJA WOJENNA 

POLSKIE SIŁY ZBROJNE NA ZACHODZIE

I PAŃSTWO PODZIEMNE W POLSCE

Cz. II


I
OSTATNIE LATA NIEPODLEGŁEJ POLSKI
(OD ŚMIERCI MARSZAŁKA)
GOSPODARKA, KULTURA I SZTUKA
1935-1939





 "I WTEDY CHŁÓD ŚMIERTELNY ROZUMIEM TEJ PÓŁNOCY, CO ONIG TU NA WSZYSTKICH UPARTYCH PADŁA LUDZI, JAK CIEMNOŚĆ SIĘ PODNIEŚLI I PEŁNI CIEMNEJ MOCY KRZYKNĘLI CZARNĄ WARGĄ DO ŚWIATA: NIECH SIĘ ZBUDZI"

KAZIMIERZ WIERZYŃSKI
"WOLNOŚĆ TRAGICZNA"


 Dnia 12 maja 1935 r. o godzinie 20:45 po długiej chorobie, Marszałek Józef Piłsudski zakończył swą ziemską wędrówkę w wieku 67 lat (urodzony 5 grudnia 1867 r.). Państwo które budował (oczywiście nie sam jeden) z takim poświęceniem od listopada 1918 r. liczyło sobie 389 tys. km. kw. oraz 33,5 mln. ludności w 1933 r. (w 1939 r. 35 mln. ludności). Swym potencjałem, zarówno terytorialnym, jak i ludnościowym ówczesna Polska dorównywała Włochom (odpowiednio Włochy liczyły sobie 310 tys. km. kw. i w 1935 r. 42 mln. mieszkańców), i Francji (41,5 mln. mieszkańców w 1938 r.) oraz aspirowała do poziomu Niemiec (67 mln. mieszkańców w 1937 r.). Było to państwo co prawda młode (nastoletnie), ale już z ugruntowaną, silną gospodarką (choć wiele jeszcze pozostawało do zrobienia, biorąc pod uwagę ogromne zniszczenia czasów I Wojny Światowej i światowe kryzysy gospodarcze), oraz armią (w czasie pokoju utrzymywano 30 dywizji piechoty - w czasie wojny można było wystawić nawet do 60 dywizji piechoty, choć w 1939 r. nie starczyło czasu na taką mobilizację - i 12 brygad kawalerii oraz w 1938-1939 dwie brygady pancerno-motorowe). Dodatkowo po 1935 r. znacznie wzrosła liczba okrętów (zarówno wojennych, jak i floty handlowej i pasażerskiej), oraz samolotów bojowych (6 pułków lotniczych). Polska posiadała silną własną walutę - złotego - wprowadzoną reformą monetarną ministra Władysława Grabskiego w kwietniu 1924 r. (wcześniej obowiązywała głównie marka polska, a zaraz po odzyskaniu niepodległości w obiegu było aż trzy systemy monetarne państw zaborczych, nie licząc monet wydawanych w czasie I Wojny). Grabski również w kwietniu 1924 r. powołał do życia Bank Polski, który otrzymał wyłączne prawo emisji nowych banknotów, których wartość pokrywała się w złocie (przechowywanym w skarbcu) oraz walutami zagranicznymi, mającymi pokrycie w złocie. Była to silna i stabilna waluta, mająca mocną pozycję nie tylko w Europie (w Niemczech w latach 1924-1926 niemieccy chłopi woleli płacić w swoim kraju polską złotówką, niż nową niemiecką marką, którą uważali za: "żydowskie konfetti z Berlina"), ale również na innych kontynentach (jak choćby w Azji czy Afryce).

Wewnętrzna stabilność, zjednoczenie kraju i ujednolicenie prawno-polityczne wszystkich ziem polskich (jako ostatnie było to - 18 kwietnia 1922 r. wcielenie do Polski, istniejącej od 12 października 1920 r. tzw.: Litwy Środkowej z Wilnem jako stolicą, oraz 20 czerwca 1922 r. zajęcie przez Wojsko Polskie części Górnego Śląska), silna waluta i rozwijająca się gospodarka, powodowały napływ obcego kapitału (powstawało wspólnych wiele inwestycji), ale najważniejsze bodajże z nich, to była budowa portu w Gdyni (1923 r.), która to rybacka osada (w 1926 r. Gdynia otrzymała prawa miejskie) w przeciągu piętnastu lat zyskała największy i najnowocześniejszy port morski na Morzu Bałtyckim (1938 r.), oraz Centralnego Okręgu Przemysłowego (1937-1939). Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać nowe zakłady przemysłowe (w tym wiele fabryk broni i amunicji), co spowodowało że znacznie wzrosła liczba osób zawodowo czynnych i nastąpił duży spadek bezrobocia. Zakłady mechaniczne, huty, kopalnie, fabryki, przemysł okrętowy, samolotowy, artykułów gospodarstwa domowego (np. lodówki, radia, samochody w 1939 r. zaczęto projektować pierwsze odbiorniki telewizyjne), zaczęto też projektować nowy port morski we Władysławowie (1938 r.). Był to niesamowity skok cywilizacyjny, dokonany w przeciągu zaledwie dwudziestu lat istnienia niepodległego państwa, a należy pamiętać że startowano z poziomu bardzo niskiego, wręcz niekiedy beznadziejnego. Spowodowało to że Polska bardzo mocno zakorzeniła się w polityczno-prawnej świadomości Europy.


PRZELOT PIERWSZEGO POLSKIEGO SAMOLOTU 
DO BRAZYLII W FILMIE:
"DZIEWCZYNA SZUKA MIŁOŚCI"


To samo dotyczy kwestii kultury, filmów, kin i teatrów. W 1927 r. zorganizowano (odbywający się odtąd co pięć lat) pierwszy Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny imienia Fryderyka Chopina, w 1921 r. otwarto pierwsze Międzynarodowe Targi Poznańskie, w tymże samym roku zorganizowano pierwsze Międzynarodowe Targi Wschodnie we Lwowie, zaś 1928 r. Międzynarodowe Targi Północne, odbywające się w Wilnie. Wystawcy mogli tam pokazać wszystkie najnowsze wynalazki z najróżniejszych dziedzin. W 1929 r. w Poznaniu prezydent Rzeczypospolitej - Ignacy Mościcki, otworzył Powszechną Wystawę Krajową (16 maja-30 września), mającą dokumentować dorobek dziesięciu lat Niepodległości Polski. 18 sierpnia 1925 r. założono spółkę Polskie Radio, które nadawało programy (codziennie od 18 kwietnia 1926 r.) I Stacji Polskiego Radia. Prócz tej warszawskiej stacji o zasięgu długofalowym, zaczęły powstawać także i lokalne stacje radiowe: Kraków (15 lutego 1927 r.), Poznań (24 kwietnia 1927 r.), Katowice (4 grudnia 1927 r.), Wilno (15 stycznia 1928 r.), Lwów (15 stycznia 1930 r.), Łódź (2 lutego 1930 r.), Toruń (15 stycznia 1935 r.), druga lokalna stacja warszawska (1 marca 1937 r.), Baranowicze (1 lipca 1938 r.), Niepokalanów (8 grudnia 1938 r.), we wrześniu 1939 r. planowano uruchomienie jeszcze stacji w Łucku, nie doszło to do skutku z powodu wybuchu wojny. Zaczęły powstawać lokalne programy artystyczne i humorystyczne, jak np. "Wesoła lwowska fala" (od lipca 1933 r.), z udziałem Henryka Vogelfangera (Tońko) i Kazimierza Wajdy (Szczepcio). Stali się oni bardzo popularni nie tylko w województwie lwowskim, ale i całym kraju, a wielu powtarzało sobie ich żarty, jak choćby to: "Będziesz widział Tońciu się będzie działo, będziesz widział! Ty mnie jeszcze Tońciu nie znasz", "Ty mnie też nie", "My się jeszcze oba nie znamy", czy "Ja jestem raptus-nerwus", albo "Szczepciu po jakiemu on gada?", "Tońciu, ja w ty Warszawie nic nie rozumiem" i wiele innych zabawnych powiedzonek. 


SZCZEPCIO I TOŃCIO


Programy radiowe były tak popularne, że instalowano je także w przedziałach pociągów. Warszawskimi spikerami radiowymi byli: Joanna Poraska, Tadeusz Bocheński, Józef Opieński i Zbigniew Świętochowski, zaś swoje prywatne audycje w radiu miały takie osoby jak: Jerzy Szaniawski (pisarz, autor serii opowiadań o profesorze Tutce), Jarosław Iwaszkiewicz (tłumacz, pisarz, felietonista), Karol Irzykowski (krytyk literacki, poeta, dramaturg, tłumacz, znawca filmu i szachista), Zofia Nałkowska (pisarka i publicystka), Maria Jasnorzewska-Pawlikowska (poetka i dramatopisarka), Jan Parandowski (pisarz, tłumacz i znawca kultury antyku: twórca "Mitologii"), Lucjan Szenwald (komunizujący poeta) i Julian Tuwim (pisarz, autor wodewili, skeczy, librett operetkowych, założyciel "Skamandra" i kabaretu "Pod Picadorem"), Witold Hulewicz (poeta, krytyk literacki i tłumacz), Janusz Korczak (pisarz, lekarz, pedagog, opiekun dzieci i młodzieży, który w sierpniu 1942 e. został zamordowany przez Niemców w obozie w Treblince, wraz ze swymi dziećmi z żydowskiego sierocińca, których nie chciał zostawić, aby się ratować), Ewa Szelburg-Zarembina (pisarka, autorka programów dla dzieci i młodzieży) i Hanna Januszewska (poetka, tłumaczka, autorka sztuk teatralnych). Prócz "Wesołej lwowskiej fali", postały inne sagi radiowe, jak: "Dni powszednie państwa Kowalskich", "Anielcia i życie", były też programy dla dzieci i młodzieży. Największą jednak popularnością cieszyło się oczywiście kino (od 1936 r. pracowano również nad uruchomieniem telewizji, i choć pierwszy przekaz telewizyjny przeprowadzono 5 października 1938 r. a po raz drugi 26 sierpnia 1939 r. wyemitowano film: "Barbara Radziwiłłówna" i relację z prac polskiego sejmu. Uruchomienie stałego programu telewizyjnego planowano rozpocząć w połowie 1940 r. co oczywiście nie doszło do skutku, ze względu na wybuch wojny i niemiecko-sowiecką okupację naszego kraju). Dlatego też właśnie kinu w Polsce pragnę poświęcić trochę miejsca.


"PAPA SIĘ ŻENI"
(1936)


W epoce kina niemego (1918-1930) polska kinematografia nie wytworzyła żadnych większych dzieł, raczej dominowały ckliwe dramaty, o tym jak to guwernantki lub pokojówki ratują bogatych paniczów z rąk bandytów i same za nich giną. Powstało też kilka produkcji historycznych i patriotycznych, jednak o niewielkim znaczeniu artystycznym. Niestety, w tym czasie nie postało żadne większe arcydzieło, na miarę sowieckich filmów "Pancernik Potiomkin" (1925 r.), "Matka" (1926 r.), francuskich: "Męczeństwo Joanny d'Arc" (1928 r.) czy "Pies Andaluzyjski" (1929 r.), oraz kina amerykańskiego: "Gorączka złota" (1925 r. z Charlie Chaplinem), "Syn szejka" (1926 r. z Rudolfem Valentino i Vilmą Banky), czy "Życie zaczyna się jutro" (1928 r. z Betty Compson i George'em Bancroftem), nawet mizernie zrobione, zupełnie nieadekwatne do epoki kreacje do filmów "Ben Hur" (1925 r. w którym to aktorki nosiły uczesanie wprost z salonów lat 20-tych a nie starożytnego Rzymu, lub Egiptu) czy "Król królów" (1927 r.), jak również zabawne kowbojskie bijatyki Douglasa Fairbanksa w poważniejszych produkcjach, były ciekawsze od ckliwych historyjek polskich reżyserów. 


"MIŁOŚĆ CI WSZYSTKO WYBACZY"
HANKA ORDONÓWNA


Lata 30-te (czyli epoka filmu dźwiękowego), nie przyniosły tutaj pewne zmiany, choć nie były one kolosalne. Najpopularniejsze filmy z tego okresu (biorąc pod uwagę zarówno kwestie artystyczne jak i kunszt aktorski), to niewątpliwie: "Legion ulicy" (1932 r. z Tadeuszem Fijewskim i Marią Korską w rolach głównych), "Znachor" (1937 r. z Elżbietą Barszczewską i Kazimierzem Junoszą-Stępowskim), "Dziewczęta z Nowolipek" (1937 r. z Elżbietą Barszczewską i Mieczysławą Ćwiklińską i Jadwigą Andrzejewską), "Ludzie Wisły" (1938 r. z Iną Benitą, Stanisławą Wysocką i Aleksandrem Zelwerowiczem), "Granica" (1938 r. z Elżbietą Barszczewską i Jerzym Pichelskim), "Strachy" (1938 r. z Hanną Karwowską i Eugeniuszem Bodo) czy historyczna ekranizacja: "Barbara Radziwiłłówna" (1936 r. z Jadwigą Smosarską i Witoldem Zacharewiczem). Głównie dominowały jednak komedie (uważam że polskie komedie z II Rzeczpospolitej i Polski Ludowej są jednymi z najlepszych na świecie), takie jak: "Antek Policmajster" (1935 r. z Adolfem Dymszą), "Dodek na froncie" (1936 r. również z Dymszą), "Niedorajda" (1937 r. także z Dymszą), "Paweł i Gaweł" (1938 r. z Eugeniuszem Bodo i Adolfem Dymszą), "Będzie lepiej" (1936 r. ze Szczepciem i Tońciem), "Włóczęgi" (1939 r. również ze Szczepciem i Tońciem) oraz "Sportowiec mimo woli" (1939 r. z Adolfem Dymszą, Aleksandrem Żabczyńskim, Iną Benitą i Heleną Buczyńską). Głównie jednak w twórczości filmowej wciąż przewijał się obraz bogatego polskiego dworku, połozonego gdzieś w przepięknej okolicy, otoczonego biedniejszą ludnością polską, ukraińską czy białoruską.




Najpopularniejszymi aktorami lat 30-tych byli bez wątpienia: Eugeniusz Bodo (amant i bawidamek, którego romansami żyła cała Warszawa i większość Polski - został zamordowany przez Sowietów w październiku 1943 r.), Adolf Dymsza (głównie grał w komediach), Aleksander Żabczyński, Kazimierz Junosza-Stępowski, ale prawdziwym amantem, na którego widok dziewczyny miały "mokre majtki", był Igo Sym (który po wybuchu wojny okazał się niemieckim agentem, przyjął niemieckie obywatelstwo i zadenuncjował wiele ukrywających się osób. Za zdradę został skazany na śmierć wyrokiem sądu Polskiego Państwa Podziemnego - wyrok wykonano 7 marca 1941 r. Za jego śmierć Niemcy aresztowali w ulicznych łapankach 100 przypadkowych osób i 21 z nich rozstrzelali w Palmirach). Wśród aktorek do najpopularniejszych należały: Jadwiga Smosarska (1932 r. odrzuciła ona kontrakt z Hollywood, bo... nie chciała wyjeżdżać z Polski), Hanka Ordonówna, moja ulubiona aktorka międzywojenna - Ina Benita (zginęła z maleńkim dzieckiem na rękach w kanałach podczas Powstania Warszawskiego w pierwszych dniach sierpnia 1944 r.), Mieczysława Ćwiklińska i Tola Mankiewiczówna (piękna kobieta). Do tego grona należy dodać całą paletę ludzi, którzy może nie występowali w filmach bezpośrednio, ale bez nich nie byłoby całej tej filmowej produkcji. Mam tutaj na myśli przede wszystkim Jerzego Petersburskiego (autora takich przebojów, jak m.in.: "To ostatnia niedziela" 1935 r. czy "Tango Milonga" (na Zachodzie znane bardziej jako: "Oh Donna Clara") 1929 r. czy Michała Waszyńskiego, genialnego reżysera, który nakręcił w samych latach 30-tych 37 filmów (w czasie wojny przedostał się na Zachód, gdzie potem kręcił kolejne filmy. Co ciekawe, to właśnie on odkrył talent w młodziutkiej brytyjskiej aktorce - Audrey Hepburn, jak również włoską aktorkę, którą ujrzał jako statystkę w amerykańskim filmie "Quo Vadis" z 1951 r. przy którym był obecny, nazywała się wówczas Sophia Scicolone, ale wkrótce zmieniła je na Sophia Loren. Te dwie aktorki "odkrył" dla świata filmu, właśnie Michał Wyszyński).


"TANGO MILONGA"
wykonanie: MIECZYSŁAW FOGG




"OH DONNA CLARA"
("TANGO MILONGA" W WERSJI ANGLOJĘZYCZNEJ)




"OH DONNA CLARA"
("TANGO MILONGA" W WERSJI NIEMIECKIEJ)




"TO OSTATNIA NIEDZIELA" 



Ale przejdźmy i do teatru. W 1936 r. w Polsce działały 103 teatry (w tym 67 polskich i 36 należących do mniejszości narodowych) i choć Jerzy Wasowski stwierdził że: "Normalny świat umarł wraz z wybuchem I Wojny Światowej", to jeśli chodzi o teatry, nie miało to wiele wspólnego z prawdą, bowiem polskie teatry naprawdę odżyły dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Pojawiały się więc sztuki: "W małym domku", "Fircyk w zalotach", "Uciekła mi przepióreczka", "Tumor Mózgowicz", "Wielki człowiek do małych interesów", oraz oczywiście: "Dziady" Mickiewicza, "Kordian" czy "Sen srebrny Salomei" Słowackiego, dzieła Szekspira i wiele innych. Bardzo popularne były też opery, operetki i kabarety, serwujące lekką i przyjemną, odprężającą sztukę. W tamtych czasach sztuka była wciąż jeszcze prawdziwą sztuką (choć też produkowano trochę szmiry, ale to był margines), a nie jak dziś lewackimi "fekaliami" na scenie. Nie powiedziałem jeszcze nic o architekturze, malarstwie II Rzeczypospolitej, ale sądzę że wyczerpująco streściłem ową epokę z tego tematu. W następnym przejdę już do polityki wewnętrznej oraz zewnętrznej ostatnich lat Niepodległości Polski (1935-1939), aby naświetlić całościowy obraz państwa i społeczeństwa, które we wrześniu 1939 r. przyjęło na siebie połączony atak dwóch totalitarnych morderczych systemów zniewolenia ludzkości - niemieckiego nazizmu i rosyjskiego komunizmu. 






CDN.
   

niedziela, 18 października 2015

HERREN VEREIN - ZNACZY DINTOJRA - CZYLI PRAWDZIWA HISTORIA SZPICBRÓDKI

STANISŁAW CICHOCKI

("SZPICBRÓDKA")

NAJSŁAWNIEJSZY POLSKI 

PRZESTĘPCA-PLAYBOY MIĘDZYWOJNIA




Kim był Stanisław Cichocki (zwany "Szpicbródką" od charakterystycznej bródki którą nosił, czesaną w szpic), najsławniejszy bodajże polski kasiarz lat 20-tych i 30-tych ubiegłego wieku? Nie mam zamiaru tutaj rozpisywać się o jego dzieciństwie i młodości, a raczej pragnę skupić się na okresie jego dość aktywnej już wówczas "pracy zawodowej", czyli otwierania kas pancernych w ograbianych przez niego bankach (od razu należy tutaj zaznaczyć, że zarówno sam Cichocki, jak i podobni mu kasiarze międzywojnia, nie napadali na banki z bronią w ręku i nie zmuszali pracowników do wydania im pieniędzy i depozytów zgromadzonych w kasach, a działali bardziej inteligentnie i ... subtelnie. Przede wszystkim starali się wejść do banków w charakterze pracowników, czy to remontowych, sprzątających, czy też samej kadry pracowniczej banku, wyrabiając przedtem odpowiednie papiery. Ostatecznie stosowano też podkopy. Pracowano zaś nocą, gdy bank by już zamknięty). Dlatego też skupmy się np. na roku 1926. 

Stanisław Cichocki vel "Szpicbródka", był wtedy ok. 40-letnim, wysokim blondynem z ładnie przystrzyżoną bródką. Mówił płynnie po francusku, włosku, angielsku, niemiecku i rosyjsku a jego maniery były nienaganne. Był prawdziwym przykładem dżentelmena, o typowo arystokratycznym usposobieniu i ujmujących manierach (szczególnie w odniesieniu do kobiet).


FRAGMENT FILMU 
"HALLO SZPICBRÓDKA - CZYLI OSTATNI WYSTĘP KRÓLA KASIARZY" z 1978 r.
Z PIOTREM FRONCZEWSKIM i GABRIELĄ KOWNACKĄ W ROLACH GŁÓWNYCH


W tym właśnie czasie (1926 r.) Stanisław Cichocki brylował na artystycznych salonach Warszawy. Ok. 1924 r. nabył on też podupadający teatr - "Czarny Kot" (co zostało również pokazane w filmie Janusza Rzeszewskiego i Mieczysława Jahody pt.: "Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ Króla Kasiarzy", z tym tylko że w filmie, teatr ten nosi nazwę: "Czerwony Młyn").




Tak więc Stanisław Cichocki w owych latach, był duszą towarzystwa warszawskich salonów. Garnęła więc do niego ówczesna kulturalna śmietanka Warszawy, a on - imponował nie tylko swymi  nienagannymi manierami i obyciem, godnym wielkiego pana, lecz także ciągłym posiadaniem gotówki (w restauracjach znany był na przykład z tego, że stawiał kolejki wszystkim obecnym na sali). To przyciągało do niego przede wszystkim kobiety, które niewątpliwie potrafił czarująco wykorzystywać (mam tutaj na myśli fakt, że z żadną z nich nie utrzymywał dłuższych znajomości  - przynajmniej nic o tym nie wiadomo - i wkrótce porzucał je dla innych). 



W roku 1926 natomiast, Cichocki dokonał jednego ze swoich najbardziej spektakularnych włamań w swej historii. Mianowicie wtedy właśnie otworzył i obrabował kasę Banku Dyskontowego, który to skok został właśnie (choć w nieco komediowej formie), przedstawiony w "Hallo Szpicbródka". Cichocki wykorzystał w tym celu, znajdujący się naprzeciwko banku dom (suterenę), przy ulicy Niecałej 7 (w filmie Cichocki vel "Szpicbródka" w tym celu dostania się do banku, kupuje znajdujący się naprzeciwko teatr "Czerwony Młyn", który jest w stanie upadłości - co naprawdę uczynił kilka lat wcześniej).




Skok na Bank Dyskontowy, był prawdziwym majstersztykiem "kasiarskiej roboty". Oto relacja kierownika Urzędu Śledczego m.st. Warszawy - Henryka Lange, który był na miejscu kradzieży następnego dnia rano: "Przez otwór w podłodze można było wejść do jamy, znajdującej się pod betonową, jedno-metrowej (!) grubości podłogą skarbca. W jamie leżał metrowy blok cementu, wycięty z podłogi, obok cztery lewary samochodowe do podnoszenia ciężarów oraz sześć rurek metalowych, służących do przebijania muru. Podłogę betonową skarbca podstemplowano podkładami kolejowymi, jak widać w tym celu, żeby nie zapadła się wskutek wybicia tak dużego otworu. W jednej ze ścian piwnicy natrafiliśmy na wejście do tunelu o wymiarach 75 na 75 cm. Tunel był oszalowany deskami jak korytarz kopalni". 

Z samej pobieżnej relacji oficera policji Henryka Lange, można wywnioskować jak niesamowicie wielką i trudną wykonano robotę, by dostać się do kasy bankowej. Tunel do banku miał długość 80 metrów i wykonany był z pełną znajomością sztuki górniczej, o czym świadczą sztolnie, umieszczone co parę metrów, w której kopiący mógł wyprostować kości i nabrać powietrza specjalną rurką. Ziemię z tunelu wywożono specjalnym wózkiem i wysypywano do skrzyń w piwnicy sutereny znajdującej się naprzeciw banku. Lokal ten wcześniej wynajęto, właśnie w celu dokonania włamania, lecz tego, kto ów budynek wynajął, policja nigdy nie znalazła. Oczywiście Cichocki vel Szpicbródka, nie działał tam sam i zapewne miał do pomocy kilku kompanów, ale jemu samemu nigdy nie udowodniono udziało w owym tak błyskotliwym skoku (było to już jego trzecie, tak kosztowne i wymagające tyle pracy - włamanie. Pierwsze miało miejsce w 1907 r. w Berlinie, drugi ok. 1914 r. w rosyjskim Rostowie (włamanie do Banku Azjatyckiego). 





PIOTR FRONCZEWSKI 
W FILMOWEJ ROLI "SZPICBRÓDKI" 



Te włamania, pozwoliły Cichockiemu zdobyć znaczną gotówkę, tak dużą że jeszcze w 1919 r. w Odessie, wpłacał on pieniądze na polski korpus wojskowy gen. Lucjana Żeligowskiego. Zresztą Stanisław Cichocki - co należy podkreślić - był wielkim patriotą. Choć zdobył znaczny majątek i podróżował po Europie (miał kilka domów, m.in. jeden w Berlinie w jednej z tamtejszych luksusowych dzielnic stolicy Niemiec), to mimo wszystko we wrześniu 1939 r. zaraz po wyjściu z więzienia, wstąpił do Wojska Polskiego, w szeregach którego walczył z Niemcami podczas Wojny Obronnej Polski 1939 r. Potem, po inwazji sowieckiej (17 września), znalazł się w Związku Sowieckim, z którego wyszedł wraz z Armią gen. Władysława Andersa i przeszedł z nią cały szlak bojowy (Rosja, Kazachstan, Iran, Irak, Syria, Palestyna, Egipt, potem Włochy - ponoć miał brać udział w Bitwie o Monte Cassino, w której polscy żołnierze - 3 Dywizja Strzelców Karpackich i 5 Kresowa Dywizja Piechoty, zdobyły silnie umocnione niemieckie stanowiska w samym klasztorze i w przyległych do niego wzgórzach, oraz w równie zwycięskiej dla Polaków bitwie o Ankonę.




Po wojnie jego ślad się urywa i niektórzy twierdzą że powrócił do kraju, gdyż wkrótce potem dokonano na Wybrzeżu niezwykle genialnego włamania do jednego z tamtejszych banków, o co milicja podejrzewała właśnie Stanisława Cichockiego vel. Szpicbródki.



NA KONIEC JEDNA ZE ŚMIESZNIEJSZYCH SCEN TEGO FILMU
ROZMOWA HERSZTA KASIARZY (tu grany przez EMILA KAREWICZA) 
Z INSPEKTOREM POLICJI (w tej roli ANDRZEJ KRASICKI)

"TO JAKIEŚ NIEPOROZUMIENIE - PAN MNIE CHYBA BIERZE ZA KOGOŚ INNEGO?"
"JAK BIORĘ TO BIORĘ, GRUNT ŻE BIORĘ"




CAŁE ŻYCIE TO SZALEŃSTWO
A NAJWIĘKSZE SZALEŃSTWO TO
... TEATR!!! 


"JEST PAN ARESZTOWANY. IDZIEMY!"

"TO SIĘ ZARAZ SKOŃCZY. ZACZEKAJ PAN Z TYM, CHCĘ JEJ DAĆ BRAWO. 
POZWÓL PAN PO STAREJ ZNAJOMOŚCI" 




ŻYCZĘ DOBREJ NOCY! 

sobota, 21 marca 2015

SŁOŃCE TO, CZY KSIĘŻYC JEST NAD NAMI?

Chciałbym zacząć od tego, że uważam większość mężczyzn w Polsce (nie tylko zresztą w Polsce - w całej Europie, a na dobrą sprawę to na całym świecie), za tzw.: "ciapciaków", w najlepszym zaś razie - "pantoflarzy", siedzących pod pantoflem swych żon i kochanek. Mam tutaj na myśli przede wszystkim mężczyzn, rozumianych jako "grupa", "zbiorowisko", odnoszące się praktycznie jednakowo (z małymi wyjątkami), do każdego państwa na świecie.Tak, uważam że mężczyźni są "ciapciakami" i nie jest to wcale trend dzisiejszych czasów, a zjawisko znane od zarania ludzkiej egzystencji. Oczywiście (być może), piszę niesprawiedliwie, oczywiście (być może), uogólniam - jednak dobrze wiem o czym mówię, gdyż obserwuję męskie zachowania (podobnie zresztą jak i kobiece) i dostrzegam to, czego dostrzec nie pragnę - czyli "ciapciaki".

Nie oznacza to wcale że ja sam jestem od tego zjawiska jakimś szczególnym wyjątkiem - o nie. Ja również BYŁEM (co bardzo ważne), takim "ciapciakiem". Jak jednak można rozpoznać owego "ciapciaka"? Bardzo prosto - są to mężczyźni, którzy publicznie przechwalają się jacy to z nich macho i w ogóle, jak w domu to oni "rozdają karty" etc., a wystarczy jeden króciutki telefonik od żonki, by facet natychmiast stanął na baczność i bełkotał coś jedno za drugim: "Tak kochanie, oczywiście kochanie...Natychmiast? No bo wiesz, mamy tu takie...tak, tak, rozumiem Cię, ale...tak, oczywiście już wracam. Tak dobrze - kupię. Całuję". No może przesadziłem, nie wszyscy bowiem rozmawiają ze swymi "Piękniejszymi Połowicami", w taki właśnie sposób, ale czyni tak ogromna część "brzydszej" (ja wolę pisać "Silniejszej" populacji). Nawet nie dostrzegają jacy są w tym wszystkim śmieszni. No cóż, są i tacy, którzy oddają kobiecie całe swe serce, robią dla niej wszystko, spełniają jej najskrytsze marzenia, a ta i tak ma ich za przysłowiowych "ciamajdów' i "impotentów" (nierzadko owa Pani potrafi taki komplement, rzucić mężusiowi podczas przyjęcia ze znajomymi i wcale jej nie peszy fakt, że facet w tym momencie zrobił się czerwony jak burak i wolałby zapaść się pod ziemię - zresztą i tak ona decyduje, on ma tylko zarabiać pieniądze i dawać się za przeproszeniem "kopać w jaja").





Ale jest też i druga strona mojej natury, ta ukryta, choć staram się często "wydobywać" ją na światło dzienne. Jest to zakodowana głęboko we nie chęć przewodzenia w związku, dominowania i całkowitego zdominowania Mojej Pani. Oczywiście rozumiem tu nie tylko tzw.: sferę seksualną, ale także zwykłą codzienność, normalne życie. Oczywiście nie oznacza to iż jestem jakimś tyranem - ja właśnie dlatego że bardzo szanuję Płeć Piękną, pragnę by to Ona z własnej i nieprzymuszonej woli sama doszła do tego - że zdominowanie kobiety przez mężczyznę, jest właściwie wyzwoleniem jej kobiecości (gdzieś, kiedyś przeczytałem jak jakaś Pani - napisała te jakże prorocze słowa: "Z radością zauważyłam że...zniewolenie to wolność"). Ale skąd się to we mnie wzięło, ta chęć do przewodzenia, do tego by to kobieta sama oddawała mi się taką jaka jest (i nie mówię tu jedynie o seksie). To zaczęło się bardzo wcześnie - jeszcze jak byłem dzieckiem. Zawsze pragnąłem zostać wielkim wodzem, zdobywcą, władcą, wyzwolicielem narodów (lub ich pogromcą). Ale to to że kobiety naprawdę lubią trochę...zniewolenia (jeśli można to tak ująć), pojąłem dopiero później.
Tym, co było dla mnie swoistą Biblią (i jednocześnie katharsis), w tym temacie - była sztuka Williama Szekspira pt.: "Poskromienie złośnicy". I oto właśnie mi w tym trochę przydługawym temacie chodziło. Ale nie sama sztuka tak na mnie wpłynęła (i jej wiele filmowych i teatralnych ekranizacji), ale jedno, szczególne przedstawienie teatralne, w reżyserii Michała Kwiecińskiego z 1990r. Główne role w tym spektaklu Teatru Telewizji zagrali moi ulubieni polscy aktorzy: Katarzynę Minolę - zagrała niesamowita Joanna Szczepkowska, zaś rolę jej "pogromcy" - Petruchia fenomenalny (wg. mnie - jedna z Jego najlepszych ról teatralnych i filmowych) - Janusz Gajos.

I Żeby już więcej nie przedłużać, zapraszam Was wszystkich do obejrzenia tego spektaklu i zobaczenia iż męskie "ciapciaki" były zawsze i wszędzie - bez względu na historyczną epokę.



ZAPRASZAM ZATEM NA SPEKTAKL:


PETRUCHIO - Na Miłość Boską - naprzód w odwiedziny do Ojca. Boże, jak jasno lśni księżyc! 

KATARZYNA - Nie księżyc, słońce to, nie blask księżyca.

PETRUCHIO - Mówię że księżyc tak jasno przyświeca!

KATARZYNA - Ale to słońce tak jasno przyświeca.

PETRUCHIO - Na syna Matki mej - czyli na mnie, będzie to księżyc, gwiazda i co zechcę - zanim dom Ojca Twego odwiedzimy. Skocz chłopcze konia odprowadź z powrotem. Przeczy i przeczy, nic tylko przeczy.

KATARZYNA - Jedźmy, jeżeli zaszliśmy aż tutaj. Niech będzie księżyc, słońce i co zechcesz. A jeśli zechcesz nazwać to kagankiem - będzie i dla mnie kagankiem. Przysięgam!

PETRUCHIO - Księżyc powiadam!

KATARZYNA - Wiem, że to jest księżyc.

PETRUCHIO - Kłamiesz! To słońce jest błogosławione.

KATARZYNA - Błogosław Boże mu, gdyż jest to słońce. Lecz nim nie będzie - jeśli Ty nie zechcesz. A księżyc zmieni się tak jak Twój umysł, tym będzie czym Ty zechcesz go nazywać. A Katarzyna nazwie go - jak zechcesz.



:)

URODZIŁEM SIĘ BY CIĘ POSKROMIĆ I ZMIENIĆ ZWYKŁĄ KASIĘ W KASIĘ SŁODKĄ
ZOSTANIESZ KASIU OSWOJONĄ KOTKĄ!

WSTYD MI, GDY PATRZĘ NA GŁUPOTĘ KOBIET BÓJ WSZCZYNAJĄCYCH (...) LUB PRAGNĄCYCH RZĄDZIĆ, PRZEWODZIĆ, PYSZNIĆ SIĘ, CHEŁPIĆ, SĄDZIĆ - GDY WINNE KOCHAĆ!

CZEMU TAK MIĘKKIE, KRUCHE I SŁABE SĄ NASZE CIAŁA - NIEZDOLNE DO TRUDÓW?
TA MIĘKKOŚĆ SERCOM TEŻ BY SIĘ PRZYDAŁA, BY UPODOBNIĆ JE DO RESZTY CIAŁA


PYCHĘ - ODRZUĆCIE I WASZ ZYSK UBOGI

A MĘŻÓW WASZYCH UJMIJCIE POD NOGI!







ŻYCZĘ DOBREJ NOCY