Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HOŁD RUSKI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HOŁD RUSKI. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 maja 2020

GDY MOSKWA MÓWIŁA PO POLSKU - Cz. I

"EQUES POLONUS SUM OMNIBUS PAR"





 Już od pewnego czasu zastanawiałem się nad tematem, w którym mógłbym opisać i pokazać w jaki sposób Polska opanowała Rosję. Nie mam jednak na myśli działań militarnych (a przynajmniej nie tylko), a raczej ekspansję kulturową i językową, która w XVI a szczególnie XVII wieku całkowicie opanowała Moskwę (w rozumieniu politycznych i religijnych elit rosyjskich). Odkładałem jednak ten temat z różnych przyczyn na czas nieokreślony, ale ostatnio tak jakoś się złożyło, że "wpadłem" na kanał na YouTube, na którym ponownie "produkuje" się pan Aleksander Jabłonowski vel Wojciech Olszański (z jeszcze jakimś panem z Moskwy o nazwisku Poręba - chyba Polakiem - ale zapewne tylko z urodzenia - mniejsza z tym) i tak sobie pomyślałem że w dzisiejszym świecie, ze względu na codzienny natłok informacji, większość z nas całkowicie ulega pięknym manipulacjom, podanym nam w ładnym opakowaniu i nie wymagającym dalszej weryfikacji. Trudno się temu zresztą dziwić, gdyż nie każdy ma zarówno czas jak i ochotę, aby bawić się w weryfikację informacji które codziennie wtłacza się nam do głów. A niestety idą takie czasy, że rzetelna informacja będzie dobrem bardzo trudno dostępnym i wielce kosztownym. Kto będzie chciał poznać prawdę, będzie musiał sporo za to zapłacić (i to niestety nie zawsze pieniędzmi - dużo gorzej gdy płaci się własnymi przekonaniami lub życiem). Dlatego uważam że weryfikacja informacji jest niezwykle ważna, bo tylko poznawszy pełne spektrum motywów - jesteśmy w stanie wyrobić sobie własne zdanie na każdy istotny pogląd. Oczywiście nie jest to łatwe, gdyż, aby spróbować wyrobić sobie dany pogląd, należy mieć dostęp do kilku lub kilkunastu (często wzajemnie sprzecznych) źródeł i dopiero wówczas można (np. za pomocą dedukcji), podjąć się tego trudnego zadania posiadania nie tylko własnego poglądu na dany temat, ale przede wszystkim wiedzy - która jest niezbędna do dalszego intelektualnego rozwoju nas, jako ludzkości. 

I właśnie słuchając ostatnio wypowiedzi pana Jabłonowskiego vel. Olszańskiego i pana Poręby, miałem nieodparte wrażenie wciskania mi na siłę kitu, który co prawda podany został dość znośnie (na podstawie wydarzeń historycznych), tak, iż w zasadzie nie było się do czego doczepić na pierwszy rzut oka. Problem polega jednak na tym, że owi panowie nie mówią całej prawdy (mam tutaj na myśli ich film z rocznicy 9 maja - jako "dnia wyzwolenia", w którym choćby znalazło się stwierdzenie że polska flaga, jako jedyna prócz sowieckiej, powiewała nad gmachem zdobytego Reichstagu. To prawda, należy jednak pamiętać że biało-czerwony sztandar powiewał tam zaledwie przez chwilę, gdyż Sowieci nie zamierzali dzielić się zwycięstwem zdobycia Berlina i nakazali usunąć polską flagę. Polska flaga powiewała zaś na Kolumnie Zwycięstwa w parku Tiergarten) I takich przykładów jest całe mnóstwo w ich wypowiedziach. Ale mniejsza z tym, bowiem to nie pan Jabłonowski/Olszański ani też pan Poręba (też zapewne jakiś lepszy cwaniak), są bohaterami dzisiejszego tematu. Ci panowie (a raczej ich kliniczna rusofilia, którą należałoby raczej nazwać "moskofilią" - a która działa na mnie jak przysłowiowa płachta na byka, choć może to nieco przesadzone porównanie - i to nie dlatego że nie lubię Rosji czy Rosjan, wręcz przeciwnie. Rosjan uważam za wspaniałych ludzi - choć ciężko mi zrozumieć rosyjską naturę - którym jednak przyszło żyć w parszywym systemie, w parszywym kraju. Tak - parszywym kraju, ponieważ Rosja jest anomalią, która istnieje tylko po to, aby żerować na innych krajach i narodach, w tym także - a może nawet przede wszystkim - na zwykłych Rosjanach, na własnych obywatelach. Nie jestem antyrosyjski i nigdy takowym się nie stanę, jestem za to  zdecydowanie antymoskiewski - co oczywiście też nie tyczy się Moskwy jako miasta, a kultury politycznej i ideologii sprawowania władzy - i uważam że JEDYNYM antidotum na moskiewską anomalię jest... rozpad Rosji na jak najmniejsze ośrodki, całkowicie od siebie niezależne. Jak ogromną korzyść przyniosłoby to zwykłym Rosjanom - zapewne nie muszę dodawać, a cały świat nareszcie odetchnął by z ulgą), tak więc, ci panowie jedynie zainspirowali mnie do jego napisania.

A w temacie tym - jak wyżej - pragnę zaprezentować triumf kultury polskiej i polskiego języka, który aż do czasów cara Piotra I, panował w ówczesnej Rosji. Dziś bowiem o tej tradycji nie ma pojęcia nie tylko zwykły Rosjanin, Niemiec, Francuz, Włoch, Brytyjczyk czy Amerykanin, ale nawet zwykły Polak. Lata komuny i wtłaczania w mózgi naszych rodziców i dziadków jedynie słusznej idei Marksa i Lenina, podlanej skwaśniałym sosem topornej (choć powtarzanej do znudzenia, więc i z czasem skutecznej) ruskiej propagandy - zrobiły swoje. Znam osoby które po dziś dzień nie potrafią się wyzwolić ze strachu przed Rosją, tak jakby rzeczywiście było czego się bać. Dzisiejsza Rosja jest bankrutem, a będzie tam tylko gorzej. Ropa tanieje, aktywy spadają, a ujemny bilans w rosyjskim budżecie sięga już ponad 20 miliardów (a są to prognozy najbardziej optymistyczne dla Rosji), tak więc doprawdy nie ma się czym ekscytować czy obawiać. Rosja dziś, to państwo stojące nad przepaścią, pytanie tylko który z tamtejszych polityków ostatecznie wykona ten "wielki krok naprzód" i doprowadzi do likwidacji tej anomalii. Ale wróćmy do tematu. Początkowo nie miałem koncepcji jak to w sposób logiczny i uporządkowany pokazać, choć już pewne zarysy koncepcji układają się w mojej głowie, gdyż nie chciałbym się skupiać na działaniach militarnych, które raczej nie przyczyniają się do dominacji kulturowej państwa z którym toczy się wojnę - choć mogą stymulować pewne procesy na przyszłość (i tak właśnie było po interwencji Rzeczpospolitej w Moskwie w latach 1610-1612 i 1617-1618). Ale pewne procesy dominacji kulturowej (i językowej) ówczesnego państwa polsko-litewskiego w Rosji, zaczęły się znacznie wcześniej, bowiem już w XVI wieku (a częściowo nawet w XV). Zatem przejdźmy do tematu i spójrzmy w jaki sposób doszło do kulturowej dominacji Polski nad Rosją.         






RZYM kontra BIZANCJUM






 Polacy i Rosjanie wywodzą się z tego samego, słowiańskiego korzenia genetycznego. Tak mówi oficjalna nauka i genetyka (choć według mnie nie jest to do końca prawda i bardzo łatwo jest odróżnić Polaka od Rosjanina, a taki Feliks Dzierżyński - twórca sowieckiej bezpieki - potrafił odróżnić te dwie nacje bez większego problemu i co ciekawe tych pierwszych puszczał z reguły wolno, a tych drugich... A dziś Rosjanie uważają go za jednego ze swoich bohaterów narodowych i to człowieka, który na pytanie: "Dlaczego w Rosji zabiliście tyle tysięcy ludzi", odparł: "Ja nie zabijam ludzi, ja zabijam Ruskich" - pisałem już o tym w temacie: "Wspaniałym kumplem był dla nas Felek..."). Ale jeśli chodzi o kulturę polityczną i tradycję historyczną, to przepaść pomiędzy narodem polskim a rosyjskim jest przeogromna. Wynika to z odmiennych dziejowych doświadczeń. Już rosyjski filozof i pisarz - Piotr Czaadajew stwierdził że Rosja jest: "krajem bez historii", o czym pisałem już w innym temacie: "Czaadajew przeanalizował historię Rosji w trzech wymiarach czasu: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wnioski do których doszedł, wprawiły autora w stan zupełnego pesymizmu, stwierdził wręcz że zupełnie niepotrzebne jest istnienie nie tylko państwa rosyjskiego, ale wręcz kwestionował jakąkolwiek wartość rosyjskiej cywilizacji. Rosję uważał za kraj opuszczony przez Opatrzność, kraj w którym zabrakło idei "obowiązku, sprawiedliwości i porządku. Pisał: "Rośniemy, ale nie dojrzewamy, idziemy naprzód, ale po linii krzywej, czyli takiej, która nie prowadzi do celu". Czaadajew, jako jeden z niewielu XIX-wiecznych pisarzy i myślicieli rosyjskich, krytykował rosyjską Cerkiew prawosławną, w niej to właśnie upatrując zacofania cywilizacyjnego i moralnego Rosjan. Kolejnym przykładem, który jest podbudową jego tezy o "Rosji, jako kraju bez historii", jest stwierdzenie że w Rosji nigdy nie było baroku, nigdy nie było epoki "odrodzenia", nigdy też nie pojawiła się epoka średniowiecza. Rosja "zatrzymała się" w czasach podboju mongolskiego i taki stan w niezmienionym kształcie przetrwał co najmniej do początków XVIII wieku, a i wówczas nastąpiła jedynie powolna i cząstkowa "europeizacja elit" - naród pozostał wciąż w "okresie wojen mongolskich z XII i XIII wieku". Czaadajew Pisał: "Gdy cały świat przebudowywał się od podstaw myśmy nie wznieśli nic nowego, po dawnemu siedzieliśmy skuleni w dawnych chałupach z bierwion i słomy. Jednym słowem losy ludzkości wykuwały się bez nas".

I oto właśnie chodzi, najazd mongolski nie tylko zatrzymał wschodniosłowiańskie plemiona ruskie na etapie kształtowania wspólnot państwowych, ale wręcz cofnął Rosję w rozwoju, i tam gdzie na Zachodzie ekscytowano się turniejami, rycerskością, galanterią wobec dam, subtelną grą miłosną, (utrwalaną choćby w takich dziełach jak: "Tristan i Izolda" czy "Powieść o Róży"), oraz całym dorobkiem antyku - w Rosji panowała ideologia "Trzeciego Rzymu" i swoistego "błogolepije" - czyli pokory wobec władzy i nieuzewnętrzniania własnych uczuć. Dlatego też porównanie tradycji kulturowej Polski (Litwy lub nawet Rusi) z tradycją Moskwy, aż nadto rzuca się w oczy i przypomina spotkanie dwóch zupełnie obcych sobie cywilizacji. Różnice były widoczne nie tylko w kulturze czy języku, ale i w tradycji politycznej. Rosja (Moskwa) uważała się za "Trzeci Rzym", ale w jego despotycznym, bizantyjskim wydaniu, podczas go Polska (Rzeczpospolita) miała się za następcę tradycji rzymskiej republiki z jej zgromadzeniami ludowymi - czyli sejmami i sejmikami - i wolnością ludu. Nie mogło być zatem zgody, póki jedna ze stron nie zostałaby zdominowana przez drugą stronę i póki nie przyjęłaby obcej sobie kultury, kształtując się przy tym od nowa. Taka dominacja kulturowa została w ciągu wieków przeprowadzona zarówno przez jedno jak i drugie państwo i w obu przypadkach poniosła ona klęskę. Należy bowiem pamiętać, że w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów, Polska miała dość skuteczną służbę informacyjno-propagandową, która całkowicie zdominowała obraz Rosji na dworach Zachodniej Europy, przedstawiając ten kraj (może nie do końca, ale w dużej mierze prawdziwie), jako "Wschodnią Barbarię" - kraj dzikich ludzi. O skuteczności polskiej polityki informacyjnej świadczą chociażby noty, wysyłane na zachodnie dwory (i do Rzymu), prezentujące wojnę z Rosją (z lat 1579-1582) jako kampanię przeciwko barbarzyńcom, a ponieważ oręż polski wszędzie wówczas święcił triumfy, przeto cała Europa mówiła w tej sprawie głosem Polaków (podobnie było i w konfrontacji ze Szwecją, gdy po zwycięstwie pod Kircholmem z 1605 r. - choć zwycięstwo to rzeczywiście było ogromne, to jednak zostało dodatkowo "sprzedane" w Europie jako największa dziejowa wiktoria i to do tego stopnia, że listy gratulacyjne płynęły nie tylko od papieża, króla Francji, Anglii czy Hiszpanii, ale nawet od sułtana tureckiego i szacha perskiego - co świadczy dobitnie o skuteczności ówczesnej służby propagandowo-informacyjnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów).

Rosjan pokazywano w Europie jako barbarzyńców. W wydanym (w latach 1600-1602) w Augsburgu dziele Dominika Custosa, pt.: "Atrium heroicum ceasarum", Rosjanie są ukazani - obok Turków i Persów - jako barbarzyńcy i odszczepieńcy, przed którymi Europa powinna się bronić. Nie trzeba zapewne dodawać, że informacje czerpał Custos od Polaków (np. z kręgów zbliżonych do kanclerza Zamojskiego). Mimo to, Polacy byli otwarci i cierpliwi, oczekując pojednania z Moskalami. Polityka jedno, a wzajemne kontakty drugie i powoli, ale konsekwentnie coraz częściej do Rosji zaczęły przenikać prądy kultury europejskiej (czyli tradycji grecko-rzymskiego antyku), ale nie tylko. To właśnie w Polsce (w krakowskiej drukarni Sebalda Fioła) w 1491 r. wydrukowano pierwszą na świecie książkę pisaną cyrylicą. W 1586 r. w Wilnie wyszła drukiem pierwsza gramatyka cerkiewnosłowiańska (wznowione wydanie wyszło we Lwowie w 1591 r.), jak i wiele innych dzieł literatury i kultury bizantyjskiego Wschodu. W 1600 r. Polacy zaproponowali Rosjanom zawarcie wspólnej unii politycznej, na kształt Unii Lubelskiej z 1569 r., która tworzyła jeden kraj z dwóch państw i co najmniej trzech narodów (polskiego-litewskiego i ruskiego). Mało tego, chcieli się podzielić z moskiewską szlachtą (bojarami) swymi przywilejami i swą wolnością, aby tym samym umożliwić Rosjanom szybszą nie tylko europeizację, ale przede wszystkim polonizację (należy bowiem pamiętać, że wolność słowa, wyznania i poglądów, panująca w ówczesnej Rzeczpospolitej, była utożsamiana właśnie z polskością. I nie miało żadnego znaczenia czy był to polski czy litewski szlachcic, lub ruski czy moskiewski bojar - jeśli tylko przyjmowali kulturę polityczną Rzeczpospolitej i akceptowali swobodę wyznawania własnych poglądów - byle tylko nie obrażało to Boga i króla - to byli nazywani właśnie Polakami, a ich narodowość nie miała wówczas żadnego znaczenia. Polski szlachcic co prawda szanował swego króla - i prawo tworzone na sejmach - ale w żadnym razie nie uważał się za gorszego od niego. Król nie był wcale żadnym "bożym pomazańcem" jak to miało miejsce w monarchiach Europy, a jedynie swoistym: "Primus inter pares" - "Pierwszym wśród równych". Stąd też wzięła się owa słynna łacińska sentencja, określająca polskiego szlachcica - "Eques Polonus sum omnibus par" - czyli "Jestem szlachcicem polskim, równym wszystkim").




O pozycji polskiego szlachcica względem króla, niech świadczą słowa hetmana wielkiego koronnego - Jana Zamojskiego, wypowiedziane na sejmie (styczeń-marzec 1605 r.): "Na imię Boga, zaklinamy cię więc królu! Nie zapominaj, że Szwecyja cię zrodziła, Polska przyjęła i karmi; Polska twoją matką i blaskiem twoim; kochaj ją, kochaj twoich poddanych, jeżeli chcesz zestarzeć się pomiędzy nami", a gdy wzburzony król poderwał się z tronu i chwycił za rękojeść szabli, Zamojski wówczas rzekł: "Królu! Nie rwij się do oręża aby potomność ciebie Cezarem, nas nie nazwała Brutusami. Jesteśmy wyborcami królów, a pognębicielami tyranów; króluj nam, nie panuj!". Nie muszę chyba pisać czym dla moskiewskiego cara był rosyjski bojar, bo to zapewne jest jasne. Dodam jedynie że traktowany był niczym niewolnik będący na służbie u swego pana, który do woli mógł w każdej chwili uczynić z nim co tylko chciał - zabić, zgwałcić mu żonę i córki, czy wtrącić do lochu bez wyroku sądowego do końca jego życia. Nie jest też zapewne wielce niezrozumiałym stwierdzenie, że wolność, jaka panowała w Rzeczpospolitej, musiała nęcąco oddziaływać na wielu rosyjskich wielmożów - niestety, car (zapewne w obawie o swoją pozycję) nie zgodził się wówczas na unię i nie doszło do stworzenia wspólnego państwa, które bez wątpienia byłoby wówczas największe na świecie. Oczywiście potem, gdy Rzeczpospolita znacznie osłabła - owa wolność została ukazana jako anarchia i warcholstwo polityczne, co jednak - do czasów rozplenienia się liberum veto - nie było prawdą. Ustrój polityczny Rzeczpospolitej Obojga Narodów opierał się na konsensusie i "ucieraniu" i nie przypominał anarchii, gdyż posłowie tak długo radzili, póki wszyscy nie przyjęli wspólnego stanowiska. Ustawy bowiem przechodziły jednomyślnie a nie większością głosów, stąd też tak wielkie spustoszenie wyrządzali w drugiej połowie XVII i w XVIII wieku swym wetem, opłacani przez obce dwory - warchołowie. Swoją drogą sam fakt, że w Rzeczpospolitej, w której żyło kilka nacji i dwa główne narody polityczne - przez kilka wieków skutecznie udawało się "ucierać panów braci" w taki sposób, że ostatecznie zawsze dochodziło do wspólnej zgody. To był ogromny wkład naszych przodków (ja także pozwalam sobie tak mówić, choć moja rodzina od strony ojca w tym czasie żyła gdzieś w północno-zachodnich Niemczech, a może nawet we Flandrii? Ale ratuje mnie jeszcze rodzina od strony mamy 😉) w kształtowanie się europejskiej kultury politycznej. 

W latach 1604-1609 polscy magnaci i szlachta, zaangażowali się we wprowadzenie na rosyjski tron, dwóch samozwańców (I i II Dymitra), celem podporządkowania Rosji Polsce na drodze politycznej. Ostatecznie plany te zakończyły się porażką, ale jednocześnie spowodowały wybuch wojny polsko-rosyjskiej, prowadzonej w latach 1609-1618. Po zwycięstwie nad połączonymi siłami moskiewsko-szwedzkimi w bitwie pod Kłuszynem - 4 lipca 1610 r. (przy czym siły rosyjsko-szwedzkie miały ponad pięciokrotną przewagę liczebną), Polacy zajęli Moskwę i obsadzili Kreml (gdzie stał ze swoimi chorągwiami hetman Żółkiewski i Gosiewski - który pełnił funkcję gubernatora Moskwy, Zborowski stał w Kitajgrodzie - kontrolując wszystkie baszty i bramy Moskwy, zaś chorągwie Kazanowskiego i Wejhera zajęły Białogród. Prócz tego Chluski, Oszański, Kotowski i Hreczynin stali ze swymi chorągwiami pod Moskwą w klasztorze Nowodziewiczym). Do polskiej niewoli dostał się rosyjski car - Wasyl IV Szujski. Poza tym w 1610 r. poddały się Polakom takie miasta jak: Włodzimierz, Rżew, Wiaźma, Zubcow i Możajsk, Wielkie Łuki, Toropiec, Czaranda, Perejesław Riazański, Jarosław, Niżny Nowogród, Wołogda, Kołomna, Tuła i jeszcze kilka innych. W czerwcu 1611 r. zdobyto Smoleńsk (utracony przez Litwę w 1514 r.), a w październiku 1611 r. car Wasyl IV, jego żona i bracia, zostali przewiezieni do Warszawy, gdzie na sejmie złożyli hołd królowi Rzeczpospolitej - Zygmuntowi III. Ów hołd ruski, był cierniem w oku Moskali, którzy starali się zatrzeć wszelkie jego ślady, tak aby pamięć o tym fakcie nie przetrwała (wczasach zaborów czy komuny, nie wolno było o tym nawet wspominać, bowiem świadczyło to o upadku Rosji i złożeniu przez nią hołdu lennego Polsce). Ostatecznie prawosławny patriarcha Moskwy i Rusi (przebywający w polskiej niewoli) - Hermogenes zaczął nawoływać do zbrojnego oporu przeciwko "litewskim ludziom" (co ciekawe - nie mówiono wówczas o wojskach polsko-litewskich, a właśnie o "litewskich", co było niewątpliwie pozostałością po czasach walk Moskwy z Wielkim Księstwem Litewskim w XV i XVI wieku) i w styczniu 1611 r. wybuchł bunt w Riazaniu tamtejszego wojewody - Prokopa Lapunowa (do którego potem przyłączyli się: książę Wasyl Masalski z Włodzimierza, Iwan Zarucki z Kaługi, Jurij Prosowiecki z Suzdala, Iwan Wołyński z Jarosławla, Fedor Wołkoński z Kostromy, a także Dymitr Trubecki i Fedor Kozłowski. Dowództwo zaś nad nimi objął ostatecznie książę Dymitr Pożarski, wsparty przez kupca - Kuźmę Minina - ci dwaj ostatni stali się właśnie symbolami walki Moskali z "polską inwazją", a ich pomnik stoi dziś na Placu Czerwonym w Moskwie, zaś od 2005 r. dzień "wypędzenia polskich okupantów z Moskwy" - jest największym świętem państwowym Federacji Rosyjskiej, które zastąpiło święto Rewolucji Październikowej). W marcu 1611 r. w Moskwie wybuchło powstanie, które co prawda zostało stłumione, ale okrucieństwo, jakim wykazali się wówczas Polacy i Litwini, doprowadziło do odpadnięcia ostatnich rosyjskich zwolenników panowania 16-letniego królewicza Władysława (syna króla Zygmunta III) jako kolejnego rosyjskiego cara.




Gdy Moskale pod Pożarskim i Mininem podeszli pod Moskwę, wojska polsko-rosyjskie spaliły dużą część miasta, dzięki czemu uniemożliwiono Rosjanom zablokowanie Moskwy i wyparto ich siły za Skorodom (na dalekie przedpola). Polacy utrzymali się na Kremlu, w Kitajgrodzie i Białygrodzie. W czerwcu 1611 r. pod Moskwę podeszły chorągwie starosty uświckiego - Jana Piotra Sapiehy, rozkładając się obozem w pobliżu traktu twerskiego i próbując przedrzeć się z prowiantem dla oblężonych, ale aż do sierpnia mu się to nie udało. Ostatecznie w sierpniu Sapieha i Gosiewski, przeprowadzili połączony atak na siły rosyjskie blokujące Moskwę i udało im się wyprzeć Moskali z kilku wcześniej zajętych terenów, oraz wprowadzić posiłki i prowiant do Moskwy. Jesienią 1611 r. Moskale wyraźnie osłabli i zaczęło im brakować sił do dalszej walki, ale wówczas zdarzyło się coś, co zupełnie odwróciło sytuację pod Moskwą. W październiku w Moskwie zmarł Sapieha, a jego żołnierze postanowili w takiej sytuacji powrócić do Rzeczpospolitej. Potem jeszcze do Moskwy przebijał się hetman wielki litewski - Jan Karol Chodkiewicz, Franciszek Nikodem Kossakowski i Samuel Korecki, ale sytuacja oblężonych pogarszała się w zatrważającym tempie (dochodziło nawet do przypadków kanibalizmu). Po długich walkach (oraz ponownym gromadzeniu żywności dla oblężonych przez hetmana Chodkiewicza w Homlu) i po zjedzeniu wszystkich "koni, psów, kotów, szczurów i rzemieni" obrońcy Moskwy musieli skapitulować - 6 listopada 1612 r., po dwóch latach i trzech miesiącach polskiego panowania na Kremlu. W 1613 r. rosyjski Sobór Ziemski wybrał nowego cara, którym został syn uwięzionego przez Polaków, nowego patriarchy Moskwy Filareta - Michał Romanow, założyciel dynastii Romanowów. W 1617 r. doszło do kolejnej polskiej wyprawy na Moskwę, tym razem pod osobistym dowództwem królewicza Władysława (choć prawdziwym wodzem był hetman Jan Karol Chodkiewicz - którego jako znanego choleryka - często prowokował młody Władysław, co znów powodowało że tamten się oburzał, a nawet chwytał za szablę - tak, jak to było wówczas, gdy rozpędzony Władysław, jadąc galopem, klepnął hetmana w plecy i ruszył dalej, a wielce oburzony Chodkiewicz,, rzucił się za nim w pogoń z szablą w dłoni 😄. Swoją drogą to też pokazuje stosunek jaki panował w Rzeczpospolitej wobec rodziny królewskiej, której członkowie - jeśli nie sprawowali oficjalnych stanowisk - jak król i królowa, byli traktowani na równi z innymi magnatami i szlachtą jako osoby prywatne i tak właśnie postrzegano synów króla - czyli książąt i ewentualnych - choć wcale nie oczywistych - następców tronu. Władysław po śmierci ojca jednak wstąpił na tron w 1632 r. jako Władysław IV - o nim to właśnie pisałem w serii: "Władysław IV i plany wielkiej wojny z Imperium Osmańskim" ). 

Wyprawa ta jednak, mimo zajęcia wielu nowych twierdz, ostatecznie zakończyła się podpisaniem rozejmu w miejscowości Dywilino pod Moskwą (grudzień 1618 r.), na mocy którego Rosjanie co prawda utrzymali Moskwę, ale musieli zrzec się Smoleńska i całej ziemi smoleńskiej (Smoleńsk, Biała, Dorohobuż), ziemi czernichowsko-siewierskiej (Sierpiejsk, Starodub, Czernihów, Nowogród Siewierski, Achtyrka, Trubeck), a także twierdz: Siebież i Newel. Car Michał I zrzekał się także praw do tych ziem na przyszłość, choć królewicz Władysław nie zrzekł się tytułu cara Rosji (jaki zdobył w 1610 r.). Poza tym, wszelkie łupy zdobyte w tej wojnie (w tym carską koronę z Kremla) nie zostały już zwrócone Rosji. W Warszawie zaś ustawiono kaplicę carów Szujskich (na pamiątkę hołdu ruskiego z października 1611 r.), na której znalazły się takie oto słowa (które potem Rosjanie starali się zatrzeć i wyplenić z ludzkiej pamięci): "Jezusowi Chrystusowi Synowi Bożemu, Królowi Królów, Bogu zastępów, Chwała. Zygmunt Trzeci Król Polski i Szwecji zwyciężywszy wojska moskiewskie pod Kłuszynem, przyjął kapitulację stołecznej Moskwy, przywracając Smoleńsk Rzeczypospolitej. Wasyl Szujski, Wielki Książę Moskiewski, i jego brat Dymitr, dowódca, ujęci prawem wojennym i przyjęci. Mieszkając pod strażą w Zamku Gostynińskim, tamże dokonali żywota, pomny na los ludzki, składa tu ich szczątki. I choć ci wrogowie bezprawnie władali i bezprawnie berła dzierżyli, nie zostali pozbawieni pogrzebu. Na tym wzniesionym pomniku dla powszechnej pamięci potomnych rozkazuje umieścić swoje imię". Podobna sentencja, znalazła się na Kolumnie Zygmunta III - wzniesionej przez jego syna Władysława IV w Warszawie w latach 1643-1644, a brzmiała ona: "Zygmunt III z mocy wolnej elekcji król Polski, z tytułu dziedziczenia, następstwa i prawa - król Szwecji, w umiłowaniu pokoju i w sławie pierwszy pomiędzy królami, w wojnie i zwycięstwach nie ustępujący nikomu, wziął do niewoli wodzów (moskiewskich), stolicę i ziemie moskiewskie zdobył, wojska rozgromił, odzyskał Smoleńsk, złamał pod Chocimiem potęgę Turcji, panował przez czterdzieści cztery lata, w szeregu czterdziesty czwarty król, dorównał w chwale wszystkim i przyjął ją całą".

Paradoksalnie jednak, dominacja kulturowa Polski w Rosji, rozpoczęła się dopiero po zakończeniu tych walk, o czym pisał chociażby rosyjski badacz Aleksander Lipatow: "Polskość przesiąknęła zarówno kulturę popularną, jak i wysoką państwa moskiewskiego", a "przeniknięcie pieśni polskich w codzienny byt Rosji, potwierdza dość pokaźna liczba zachowanych rękopisów". Język polski stał się oficjalnym językiem dworu rosyjskiego w drugiej połowie XVII wieku, a polonizowali się nawet przedstawiciele cerkwi prawosławnej, o bojarach nie wspominając. Język polski, polska moda i obyczaje - wdarły się nie tylko na rosyjskie dwory bojarskie, ale również do rosyjskich miast i wsi. Zaczęły powstawać pierwsze rosyjskie eposy rycerskie, wzorowane na polskich powieściach rycerskich (lecz pozbawione tego wszystkiego, co było naturalne dla przedstawicieli kultury europejskiej, a zupełnie niezrozumiałe i nieznane w Rosji, czyli dworskiej kurtuazji wobec dam oraz tradycji rycerskich turniejów i rycerskości jako takiej). Polski barok i związany z nim sarmatyzm, również bardzo silnie oddziaływał na kształtowanie się rosyjskiej kultury (w tym muzyki i architektury), to właśnie z Polski przyszły prądy, które pozwalały na przedstawianie portretów władców rosyjskich (wcześniej bowiem na ikonach można było umieszczać jedynie postaci Jezusa, Maryi i świętych), jak również bohaterów antyku: króla Persów - Dariusza III, Aleksandra Wielkiego czy Juliusza Cezara. Wielu rosyjskich bojarów budowało swoje "dacze" na polską modłę, a byli wśród nich: Sylwester Miedwiediew, Symeon Połocki, Wasilij Golicyn - ojciec i syn (o tym samym imieniu - ten pierwszy przebywał w Malborku, gdzie wręcz "zaraził się" polskością i stał się typem nowego Rosjanina - wykształconego i znającego języki). Car Aleksy I Romanow (syn i następca Michała I) i jego rodzina, wychowywani byli w duchu kultury polskiej, czego efektem był fakt, że za panowania jego syna - Fiodora III, dwór rosyjski miał wręcz obowiązek mówienia po polsku i po łacinie, a siostra Fiodora - Zofia, jako pierwsza kobieta w Rosji zerwała z dotychczasową moskiewską tradycją, zamykania kobiet w teremach (takich rosyjskich haremach) i objęła regencję po śmierci Fiodora w imieniu swych małoletnich braci - Iwana V i Piotra I (zwanego potem Wielkim). Ta zmiana była spowodowana właśnie odmiennym wychowaniem rodziny carskiej, która czerpała pełnymi garściami ze źródeł kultury polskiej, a szczególnie polskiej galanterii i kurtuazji wobec kobiet (w Polsce kobieta była bowiem równa mężczyźnie na każdym polu - choć oczywiście kobiety głosować nie mogły, ale było to akceptowane przez płeć piękną, uważającą że wojna i polityka to jest domena mężczyzn).




Pozycja żony i matki w polskiej rodzinie była przemożna. O żonie pisano: "mój drogi klejnot", "towarzysz miły", "najdroższy skarb", a często po prostu mawiano "Mój przyjaciel" (np. Franciszek Sapieha - koniuszy wielki litewski, w swym testamencie z 1683 r. pisał, że dziękuje Panu Bogu za to, że obdarzył go w życiu "najmilszym przyjacielem" - jakim była dla niego droga małżonka - Anna z Lubomirskich. Podobnie pisał Krzysztof Zawisza - wojewoda miński, dziękując Bogu że otrzymał przyjaciela w postaci swej żony - Teresy Tyszkiewiczówny). A pod nazwą "przyjaciel" krył się wyraz najpiękniejszej emancypacji kobiet w Rzeczpospolitej, bowiem widząc w żonie swego druha i przyjaciela - dawano jej tym samym pozycję równą mężowi. Zresztą od dobrej żony wymagano nie tylko urody, ale również "serca, rozumu i czynu" - czyli innymi słowy: wierności, mądrości i męstwa.

To tyle, jeśli idzie o konfrontację kultury republikańskiego "Rzymu" w uosobieniu Rzeczpospolitej Obojga Narodów, oraz despotyzmu "Bizancjum" w odniesieniu do Moskwy. W kolejnej części pokażę zaś, jak widziano Rosję w Rzeczpospolitej i Europie Zachodniej na początku XVII wieku, oraz jak w Moskwie odbierano docierające tam zachodnie wpływy dominującej kultury polskiej.                         





CDN. 
 

środa, 23 stycznia 2019

PRIORYTETY...

NA LATA STULETNICH ROCZNIC

 


Kilka lat temu popuściłem wodze fantazji, próbując wcielić się w rolę architekta. W mojej głowie powstawały projekty najróżniejszych budowli - z uwzględnieniem jednak tych, które służyć miałyby użyteczności publicznej. Były to jeszcze lata gdy fantazjować było bezpiecznie, nie było aż takiej polaryzacji w polityce (a może po prostu ja tego wówczas nie dostrzegałem), nie było tak ewidentnego zagrożenia ideologicznym totalitaryzmem (w formie zinstytucjonalizowanej i scentralizowanej Unii Europejskiej, realizującej plan uczynienia z marksizmu nowej ideologii polityczno-religijnej, której pierwszym i najważniejszym elementem składowym jest Manifest z Ventotene - włoskiego trockisty - Altiero Spinelliego), nie było tego całego szajsu politycznej poprawności, która zabija nie tylko wolność słowa, ale i zdrowy rozsądek oraz niczym nieskrępowaną myśl logiczną. Wtedy to wszystko dopiero się wykluwało, i właśnie w tamtych czasach (podczas jednego ze spacerów po lesie), w mojej głowie powstał plan - jak by to nazwać - Łuku Triumfalnego. Tak, takiego samego jaki powinniśmy wznieść na 100 rocznicę ocalenia Europy od bolszewickiej mordowni, od tych wszystkich nieszczęść, jakich najpierw doświadczyła Rosja, Ukraina, Białoruś, Gruzja i inne narody Wschodu, a następnie my - Polacy i inne narody Europy Środkowej. Jestem gorącym zwolennikiem stworzenia takiego łuku w Warszawie, na pamiątkę sierpniowego zwycięstwa roku 1920.

Ów Łuk Triumfalny - żywy pomnik chwały polskiego oręża, w tamtych latach wyobrażałem sobie jako większą całość, nieograniczającą się jedynie do owego triumfu nad bolszewikami. Tenże Łuk miałby pierwotnie powstać na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego - a wzorem dla niego miałby być Łuk Triumfalny w Paryżu (którego wznoszenie rozpoczął w 1806 r. Cesarz Napoleon Wielki na Placu Gwiazdy - dziś jest to Plac Charlesa de Gaulle'a). Podczas spaceru dopracowywałem więc w głowie ostateczne plany owej budowli, a po powrocie do domu zrobiłem szkic. Oto co mi wyszło: Łuk miałby zostać zbudowany w stylu klasycystycznym. Na nim po obu stronach kolumn wypisane miałyby zostać wszystkie bitwy i potyczki toczone przez Polaków od początku państwowości. Na szczycie (fryzie) i bokach Łuku umieściłbym natomiast pięć największych zwycięstw Rzeczpospolitej i sukcesów Narodu Polskiego w dziejach. Po lewej stronie Łuku znalazłaby się więc rzeźba przedstawiająca Hołd Pruski z roku 1525, złożony przez wielkiego mistrza Zakonu Najświętszej Marii Panny (czyli Krzyżaków) - Albrechta Hohenzollerna, przed królem Rzeczpospolitej - Zygmuntem I Jagiellonem. Po prawej zaś stronie Łuku Triumfalnego umieściłbym Hołd Moskiewski (zwany też Hołdem Ruskim), gdzie klęczący car Wasyl IV Szujski składa pokłon królowi Zygmuntowi III Jagiellonowi (Wazą był ów monarcha tytułowany tylko w Szwecji - u nas był po prostu potomkiem Jagiellonów), na sejmie warszawskim roku 1611. 




 Na samym wierzchołku Łuku (w centralnym miejscu) umieściłbym zaś ogromnego orła z rozpostartymi skrzydłami, szykującego się do lotu. Orzeł miałby rozwarty dziób a na jego głowie znajdowałaby się korona. W swych szponach trzymałby - w prawej: rozwinięty rulon, symbolizujący Konstytucję 3 Maja (pierwszą nowożytną konstytucję w Europie i drugą na świecie po Konstytucji Stanów Zjednoczonych), z wygrawerowaną datą 1791. W lewym szponie ów orzeł miałby trzymać pęknięty na dwie części sierp i młot - symbol zniewolenia ludów, z wyrytym napisem 1920 - Triumf i Zbawienie. Poniżej wizerunku Orła (bezpośrednio na fryzie od strony frontalnej) znalazłyby się zaś wydarzenia dziejące się od chwili upadku państwowości w 1795 r. do 1920 r., czyli byłby tam Książę Pepi pod Raszynem (1809), Napoleon na przełęczy Samosierry, pozdrawiający uniesionym kapeluszem szwoleżerów Kozietulskiego (1808), byłaby scena z Powstania Listopadowego 1830/31 i Powstania Styczniowego 1863/64, bitwa Legunów z Rosjanami pod Kostiuchnówką (1916) i śmierć pułkownika Leopolda Lisa-Kuli w 1919 r. (22-letniego chłopaka, który stał się symbolem bohaterstwa i oporu). Ostatnim elementem fryzu byłoby Zwycięstwo Wojska Polskiego nad Armią Czerwoną w Bitwie Warszawskiej 1920 r. Natomiast z tylnej strony Łuku, umieściłbym wydarzenia dziejące się od 1939 r. do 1989 r. Czyli niemiecko-sowiecką agresję na nasz kraj we wrześniu 1939 r. triumfy oręża polskiego w czasie II Wojny Światowej (w tym głównie złamanie szyfrów Enigmy, Bitwa o Anglię, zatopienie Bismarcka, zdobycie Monte Cassino). 


 







 Pokazałbym także cierpienia ludności podczas okupacji niemieckiej (obrazy Żyda - Janusza Korczaka - i Polaka - ojca Maksymiliana Marię Kolbe - mordowanych w niemieckich obozach zagłady), i sowieckiej (Katyń i zamordowanie 22 000 polskich oficerów, wywózki na Sybir i do Kazachstanu). Następnie Wielką Konspirację i Żołnierzy Wyklętych (na przykładzie rotmistrza Witolda Pileckiego i majora Hieronima Dekutowskiego "Zapory"). Ostatnim elementem byłby rozpad bloku sowieckiego pod wielkim napisem "Solidarność". To tyle. Tak ja bym widział ten Łuk Triumfalny, który bez wątpienia MUSI powstać na rocznicę stuletniego triumfu nad bolszewizmem, marksizmem i wszelkiego typu totalitaryzmem. Oczywiście moje plany nie dotyczyły tylko samego Łuku, myślałem też nad odbudową dawnego Pałacu Saskiego (i przebudowy Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego z tym związanej). Pałacu odbudowanego również w stylu klasycystycznym (z pewnymi elementami postmodernizmu - choć ograniczyłbym je do minimum), w którym ponownie swoją siedzibę miałby Sztab Główny (odbudowanego) Wojska Polskiego. Tutaj również zastanawiałem się nad wykończeniem krużganków i kolumnad mieszczących się dawniej (przed zniszczeniem Pałacu w czasie Powstania Warszawskiego 1944r.), nad Grobem Nieznanego Żołnierza. Być może właśnie należałoby wkomponować w nie ów Łuk Triumfalny (można by się nad tym zastanowić). Oczywiście plan ten wciąż dojrzewa w moim umyśle, wciąż dokładam tu nowe elementy a inne odejmuję. Jednak uważam że sam Pałac Saski powinien się stać czymś na kształt środkowoeuropejskiego Pentagonu. Zarówno sam Plac jak i budynek Pałacu, Łuk Triumfalny i odnowiony Grób Nieznanego Żołnierza - mógłby się stać godnym reprezentantem nowo powstałej Unii Międzymorza. 












Odbudowane Wojsko Polskie powinno być na tyle liczne i silne, by zapewnić integralność terytorialną nie tylko samej Polski, lecz także wszystkich krajów Międzymorza (w przypadku ewentualnego najazdu państwa trzeciego). Polska Marynarka Wojenna ma zapewnić bezpieczeństwo nie tylko polskich wód terytorialnych, lecz także krajów bałtyckich i powinna operować na całym terytorium Bałtyku. Polska Flota Powietrzna zapewnić będzie musiała bezpieczeństwo nad litewskim, łotewskim i estońskim niebem (kilka skrzydeł myśliwskich, stacjonujących m.in.: w Wilnie, Dyneburgu, Rzeczycy, Tartu i Tallinie). Poza tym (co uważam za niezwykle ważne) należy odbudować w społeczeństwie polskim przywiązanie do Wojska, takie, jakie było w I a szczególnie w II Rzeczpospolitej. Pierwszym ku temu krokiem powinno być natychmiastowe zwolnienie z wszelkich opłat (przejazdy komunikacją miejską, zakupy leków do odpowiedniej kwoty, wszelakie inne ulgi lub darmowe wstępy), dla żyjących wciąż Żołnierzy Września 1939 r., Armii Polskiej na Zachodzie, Armii Polskiej na Wschodzie, "Kościuszkowców", Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, Narodowych Sił Zbrojnych i Żołnierzy Wyklętych (oczywiście z pominięciem wszystkich tych sprzedawczyków z Armii Ludowej, pragnących podporządkować Polskę sowieckiemu mocarstwu).






Na dzisiaj to tyle z moich "Złotych Myśli"




"Dziewięćset sześćdziesiąt sześć - to był pamiętny rok 
Inne gdzieś przepadły, okrył je historii mrok. 
Gall Anonim spisał to, co najważniejsze jest 
Mieszko - książę Polan - przyjął chrzest! 
Dziesięć i pól wieku przeminęło tak jak myśl, 
Dzisiaj - to już wczoraj, jutro się zamienia w dziś 
Tyle się tu wydarzyło, tyle zabrał czas, 
Lecz to jedno pozostało w nas! 

Ja wierzę! Mocno wierzę! Jak rycerze - ci sprzed lat. 
Wiarą świętą, jak "Orlęta", Jak żołnierzy naszych kwiat. 
Moja wiara - pieśń prastara Jest mi tarczą. To mój miecz! 
W niej Ojczyzna, krew i blizna, Pospolita Wielka Rzecz... 

Pod Legnicą Bóg nas chronił - i choć brakło szans 
Książę Henryk II wstrzymał Dżingis Chana marsz. 
Na grunwaldzkim polu odprawiono kilka mszy... 
Tam Krzyżakom wyrwaliśmy kły! 
Szwedzki potop nie zatopił Częstochowy bram; 
Ostał się Czarniecki, ale czuwał nad nim Pan. 
Z Marią na sztandarach król Sobieski Turka zmiótł! 
Klęska bolszewików to był cud! (nad Wisłą) 

Wichry wojny nas miotały, spowijała noc 
Jedne państwa stąd znikały, inne rosły w moc. 
Siła i bogactwo na nic, gdy upadnie duch; 
Wiarą silny - mocny jest za dwóch. 
Przetrwaliśmy czas rozbiorów, I brunatne zło. 
Komunistów i lewaków. Genderowe dno. 
Od dżihadu ocalimy świat kolejny raz 
Tylko Panie miej w opiece nas!"





ACT 447 IS NOT APPLICABLE 

AND NEVER WILL APPLY TO POLAND


sobota, 24 listopada 2018

SPYTKO Z MELSZTYNA - PROTOPLASTA SŁAWNEGO RODU - Cz. I

KTÓREGO OSTATNIM WIELKIM

PRZEDSTAWICIELEM BYŁ,

ZAMORDOWANY PRZEZ KOMUNISTÓW

ROTMISTRZ WITOLD PILECKI






 Kim był i skąd pochodził Spycimir z Melsztyna, zwany również Spytkiem? Nie jest znana nawet dokładna data jego narodzin. Przyjmuje się jednak że urodził się pomiędzy 1275 a 1280 r. (być może ok. 1277/78), ale jego pochodzenie już nie jest tak łatwe do stwierdzenia. Być może przybył na ziemie polskie z terenów nadreńskich, z któregoś z tamtejszych elektoratów lub miast cesarskich, ale nie ma co do tego pewności. Istnieje też możliwość że Spycimir narodził się już na terenie Polski (wówczas jeszcze podzielonej od 1138 r. na szereg mniejszych księstw dzielnicowych, zarządzanych przez niezależnych od siebie książąt z dynastii Piastów). Przemawia za tym jego imię - Spycimir, które jest imieniem słowiańskim. Nie też wiadomo kim był jego ojciec, przyjmuje się że nosił imię Jakub, ale nie ma co do tego żadnej pewności. W zasadzie początki jego losów, giną w mrokach dziejów, a do historii przechodzi Spycimir już jako zaufany dworzanin pierwszego od 1079 r. (nie licząc koronacji Przemysła II z 1295 r., który w lutym roku następnego został zamordowany przez Brandenburczyków) króla Polski - Władysława I Łokietka (koronowanego w 1320 r.) i wychowawca jego dzieci - Kazimierza, Elżbiety i Kunegundy. A na kartach historii pojawia się Spycimir dopiero w 1312 r. gdy otrzymuje stanowisko łowczego królewskiego. Był to okres dosyć burzliwy, jako że trwały jeszcze w Krakowie - stołecznym grodzie, echa niedawnego buntu wójta Alberta, wspieranego przez biskupa krakowskiego - Jana Muskatę. Był to oficjalnie bunt przeciwko władzy nad miastem księcia polskiego - Władysława Łokietka, ale przybrał on ramy buntu narodowościowego, jako że przeciwko Łokietkowi powstali zamieszkali w Krakowie Niemcy. Zarówno bowiem wójt Krakowa - Albert, jak i biskup Jan Muskata, byli z pochodzenia Niemcami (ojciec Muskaty handlował gałką muszkatołową na rynku we Wrocławiu, stąd wzięło się też jego przezwisko, które z czasem stało się nazwiskiem rodowym). 

Albert jak i Jan byli wcześniej stronnikami królów czeskich - Wacława II i Wacława III, a po śmierci tego ostatniego w 1306 r. niechętnie przystali na przejęcie Małopolski z Krakowem, przez księcia sandomierskiego - Władysława Łokietka. Niemcy, zarówno w Małopolsce jak i w Wielkopolsce posiadali w XIII i XIV wieku wiele przywilejów, co skutkowało ich stałą tutaj migracją. W Krakowie na przykład język niemiecki było słychać na ulicach równie często co język polski, Niemcy krakowscy posiadali swoje kościoły, a samym miastem zarządzali od XIII wieku dziedziczni niemieccy wójtowie. Mimo to rozwijał się proces wzajemnej koegzystencji tych dwóch nacji, co prawda nie obywało się bez pewnych zgrzytów (jak choćby list metropolity gnieźnieńskiego - Jakuba Świnki do papieża Honoriusza IV z 1285 r., w którym biskup pisze: "Kolonizacja niemiecka przynosi straty, ponieważ osadnicy odmawiają płacenia świętopietrza; napływowa ludność niemiecka pozbawia Polaków rodzimych obyczajów i języka, ośrodkami wrogiej Polakom niemczyzny są klasztory") ale ogólnie proces asymilacji ludności niemieckiej przebiegał dość sprawnie i wzmocnił się w kolejnych dziesięcioleciach, gdy państwo polskie zjednoczyło się w jedną całość i gdy od końca XIV wieku nabrało mocy, stając się ostatecznie republiką "wolnych z wolnymi i równych z równymi" na której czele stał wybieralnych monarcha i która to w wiekach XVI i XVII stała się największym chrześcijańskim mocarstwem Europy. Wiele niemieckich rodzin, które przybyły tutaj w XIII i XIV wieku, w kolejnych dziesięcioleciach całkowicie się spolonizowało, tak iż nie zostało śladu po dawnej ich niemieckiej przeszłości.

Jednak bunt mieszczan niemieckich w Krakowie z 1311 r. był poważnym politycznym ruchem, który mógł doprowadzić do utraty przez Władysława Łokietka całej Małopolski. Bunt wybuchł w maju, po czym buntownicy obrali swym władcą księcia opolskiego Bolesława, który wkrótce przybył i wkroczył do miasta (bronił się jeszcze Wawel, obsadzony polską załogą wierną Łokietkowi). Zaś zam Łokietek, wraz z żoną Jadwigą i rocznym synkiem Kazimierzem (królem, od którego rozpocznie się proces jednoczenia i umocarstwowienia Polski, którego efektem będzie w czterdzieści lat po jego śmierci, zniszczenie najpotężniejszej siły militarnej średniowiecznego świata - niemieckiego Zakonu Krzyżackiego w bitwie na polach Grunwaldu w 1410 r.), musiał uciekać z Krakowa i przez pewien czas ukrywał się nawet w klasztorze klarysek w Nowym Sączu (za co potem klasztor otrzymał prawo pobierania cła za przewóz towarów w drodze na Węgry). Jeszcze w lutym 1312 r. księżna Jadwiga dziękowała mieszczanom nowosądeckim za ich wierność, zwalniając ich miasto z opłat celnych: "My, Jadwiga (...) księżna (...) z uwagi na zasługi wielkiej uległości, którą mieli nam się przypodobać i stać miłymi mężowie opatrzni, wierni mieszczanie nasi sądeccy, w ciężkim położeniu, kiedy to mieszczanie krakowscy małżonka naszego miłego, nas i dzieci nasze wiarołomnie odstąpili (...) nie chcąc brać udziału w ich zdradach jako mężowie prawi i stale nam oddani w wierności nam należnej niewzruszonymi się okazali, z tej przyczyny w łaskawości i staraniu, jakie godności naszej przystoi, bacząc na wierne i stałe służby dajemy...". Bunt skończył się około maja 1312 r. gdy Władysław Łokietek zebrał wojsko i ruszył na Kraków, zdobył go i ukarał wszystkich buntowników, łącznie z wójtem Albertem, który utracił dla siebie i swych potomków - dziedziczne wójtostwo, mieszczanie krakowscy utracili też prawo do wyboru miejskich radnych, których odtąd powoływali wojewodowie, oraz ukrócono stosowanie prawa niemieckiego w polskich miastach. Biskup Jan Muskata ukorzył się przed Łokietkiem i otrzymał przebaczenie, ale musiał ostatecznie zrezygnować z jakiejkolwiek działalności politycznej. 


WŁADYSŁAW I ŁOKIETEK

 

Zapewne wraz z powrotem Władysława Łokietka do Krakowa, w jego szeregu znalazło się wielu możnych, wśród nich zapewne był też i Spytko z Melsztyna. W 1317 r. Spycimir otrzymał kolejne stanowisko, już znacznie ważniejsze, a mianowicie został kasztelanem sądeckim, w 1319 kasztelanem wiślickim i w 1320 objął kasztelanię krakowską. Od tego czasu stał się osobistym doradcą księcia Władysława, który 20 stycznia tego roku koronował się na pierwszego po niezwykle długim czasie (nie licząc koronacji Przemysła II z 1295 r. który panował zaledwie siedem miesięcy) króla Polski. W katedrze wawelskiej w Krakowie koronowany został Władysław I Łokietek (występujący również w starszych źródłach jako Władysław IV ze względu na kolejność wszystkich książąt i królów panujących w Polsce pod tym imieniem), wraz z żoną Jadwigą (kuzynką Przemysła II), Zgodę na koronację wydał ostatecznie papież Jan XXII w sierpniu 1319 r. w zamian za korzystniejsze naliczanie świętopietrza oraz wyznaczenie franciszkanina Mikołaja Hospodyńca, papieskim inkwizytorem w Krakowie, w celu zwalczania popularnych tam sekt begardów i beginek (były to dość radykalne stowarzyszenia głównie rzemieślnicze, które głosiły dość radykalne poglądy społeczne, a kobiety z tego stowarzyszenia hołdowały zasadzie samowystarczalności i możliwości decydowania o sobie, żyły we wspólnych komunach w pobliżu klasztorów i utrzymywały się z pracy na roli, czytały też i komentowały Pismo Święte. Choć pojawiały się też i głosy że beginki, miast pracować, wolą... żebrać), z którymi walczył papież. Koronacji zamierzali przeszkodzić Krzyżacy (łącznie z próba przechwycenia korony dla Łokietka), jednak ostatecznie im się to nie udało. Tak więc 20 stycznia 1320 r. w katedrze wawelskiej w Krakowie arcybiskup poznański Janisław, włożył na głowy Władysława i Jadwigi nowe korony (dawna korona Bolesława II Śmiałego z 1076 r. została wywieziona do Pragi i tam zaginęła, podobnie stało się z koroną Przemysła II).


SPYTKO Z MELSZTYNA BYŁ PROTOPLASTĄ WIELU POLSKICH RODÓW W TYM (m.in.): MELSZTYŃSKICH, TARNOWSKICH, JAROSŁAWSKICH i PILECKICH. TAK WIEC POTOMKIEM SPYTKA BYŁ RÓWNIEŻ ROTMISTRZ WITOLD PILECKI - ZAMORDOWANY PRZEZ KOMUNISTÓW W POWOJENNEJ POLSCE



 Jadwiga została teraz królową, choć wcześniej zażarcie konkurowała o koronę z niejaką Rychezą (zwaną Reiczką), córką Przemysła II i żoną najpierw Wacława II z dynastii Przemyślidów - króla Czech i w 1303 r. była koronowana na królową Polski po ślubie z Wacławem. Zmarł on jednak już w 1305 r. po czym młoda, zaledwie 18-letnia dziewczyna, została w 1306 r. żoną kolejnego władcy Czech - Rudolfa III Habsburga, który też zmarł szybko, już w następnym 1307 r. Po śmierci drugiego męża, Reiczka osiadła w Hradcu i tam też (ok. 1312 r.) wdała się w romans z zarządcą południowych Moraw - Henrykiem z Lipy, w którym zakochała się do szaleństwa. O małżeństwie jednak nie mogło być mowy, jako że ona była byłą królową, panią wielkiego rodu, a on był zwykłym rządcą. Gdy zmarł w 1329 r. ponoć rzuciła się za nim do trumny, co wywołało powszechne zgorszenie. Potem wstąpiła do klasztoru cystersek w Starym Brnie (który sama ufundowała) i żyła tam do swej śmierci w 1335 r. całe dnie przeznaczając na modlitwy i umartwianie, a nocami wracając do niewielkiej, ciasnej izby, która służyła jej za pokój - co zresztą było jej osobistym życzeniem (nie dbała też o własne zdrowie, np. chodziła boso po śniegu, lub po zimnych klasztornych posadzkach, chciała też pić wodę w której stopy umyły inne siostry). Z dawnej, dumnej królowej, pragnącej sławy i bogactwa i zaszczytów (to właśnie na jej życzenie, Wacław II wywiózł z Polski koronę Przemysła II), zamieniła się w ubogą mniszkę, której celem życia po śmierci Henryka z Lipy, stała się jedynie modlitwa i umartwianie ciała. Jadwiga więc ostatecznie zatriumfowała.

Pierwszą decyzją Władysława I Łokietka, już jako króla Polski był nakaz chowania korony i berła oraz regaliów królewskich (jak choćby miecza Chrobrego, który ponoć miał pochodzić z początku XI wieku) w skarbcu wawelskim (którego wejścia strzegły masywne drzwi, tak silne, że gdy w 1697 r. stronnicy Fryderyka Augusta elektora saskiego nie mogąc ani otworzyć - nie mieli bowiem klucza - ani też wyważyć drzwi wiodących do skarbca, zmuszeni byli ostatecznie... wybić dziurę w murze, aby dostać się do środka komnaty. Ostatecznie w skarbcu znalazły się następujące regalia: Korona Władysława Łokietka - szczerozłota, zdobiona liliami i wysadzana rubinami, szafirami, szmaragdami i perłami, Korona Jadwigi - zwana również koroną królowych - taka sama jak korona królewska, tylko mniejsza, lekka korona homagialna do odbierania hołdów, korona króla Stefana Batorego, znalazła się w skarbcu w 1576 r., korona szwedzka - rodowa korona Wazów, którą Zygmunt III zabrał ze Sztokholmu i korona moskiewska - korona carów Rosji, zabrana z Moskwy w 1610 r. trafiła do skarbca w 1674 r., poza tym berła i miecze koronacyjne). Spytko z Melsztyna, jako jeden z najważniejszych doradców nowego króla, musiał więc również być obecny podczas tej koronacji. Ale kraj, choć osławiony koroną, był słaby. Składał się jedynie z Małopolski (Krakowskie i Sandomierskie), części Kujaw i Wielkopolski, pozbawiony był też dostępu do morza, wraz z utratą w 1308 r. Pomorza Gdańskiego. Nastąpiło to podstępnie, gdyż w 1308 r. Pomorze najechali Brandenburczycy, którzy opanowali prawie całe Pomorze, łącznie z miastami Gdańskiem i Tczewem (bramy tych miast otworzyli Brandenburczykom mieszczanie niemieccy), bronił się jedynie na gdańskim zamku, mianowany przez Łokietka - starosta Bogusz. Widząc że odsiecz nie nadchodzi (Łokietek nie miał wojska aby posłać je na odsiecz Gdańskowi), Bogusz, za radą przeora dominikanów zdecydował się poprosić o pomoc Zakon Krzyżacki. 

Mistrz krajowy Henryk von Plotzke, za zgodą wielkiego mistrza Zakonu - Godfryda von Hohenlohe, udzielił wsparcia, wysyłając Wisłą posiłki, które wzmocniły załogę grodu. Krzyżacy jednak od razu objęli część zamku we władanie, oddzielając się od reszt załogi, wyparli też z miasta Brandenburczyków i pogonili ich z Pomorza. Ale miast wrócić do siebie, zażądali od Łokietka zapłaty za wyświadczone usługi, podając gigantyczną kwotę. W tym czasie do Gdańska są wprowadzane nowe komturie, wysłane przez Henryka von Plotzke, które ostatecznie rozbrajają, nieprzygotowaną do obrony polską załogę miasta, chwytają starostę Bogusza i zmuszają go do podpisania nowej umowy, na mocy której miał on "dobrowolnie" oddać im władzę nad Gdańskiem. W mieście 16 rycerzy pomorskich zorganizowało zbrojny opór, który jednak przerodził się w rzeź. Krzyżacy 14 listopada 1308 r. urządzili rzeź mieszkańców Gdańska, mężczyzn, kobiety i dzieci. Ci "rycerze" Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego zwano po prostu Krzyżakami, nie wahali się nawet przed mordowaniem kobiet i dzieci. No cóż, ktoś kiedyś powiedział że polska kultura i tradycja uczyniła z nas rycerzy i obrońców, kultura niemiecka zaś stworzyła... rakarzy. I niestety tak jest, patrząc na dzieje począwszy od Krzyżaków, poprzez pruskich żołdaków Fryderyka Wielkiego i jego następców, na Wehrmachcie kończąc. Wszędzie tylko gwałty i mordowanie niewinnych. Swoją drogą, zastanawiające jest też to, dlaczego Niemcy uważa się za naród zwycięski, posiadający (dawniej, bo nie dziś) najlepszą armię? Na jakich podstawach się to opiera, skoro Niemcy w Europie po 1871 r. nie wygrali... ani jednej wojny. Wszystkie wojny przegrywają i ktoś złośliwie stwierdził że jedyną wojnę, którą po 1871 r. wygrały Niemcy, jako zjednoczone państwo, to wojna przeciwko... afrykańskiemu plemieniu Herero w latach 1904-1907, gdzie również Niemcy dokonali ludobójstwa.

 




W Gdańsku dochodziło do dantejskich scen, ludzi modlących się w kościołach, "rycerze" krzyżaccy odrywali sprzed ołtarza i mordowali, niektórzy chronili się na wieżach kościelnych, ale stamtąd też wyganiano ich przemocą (lub ogniem, spłonął bowiem przez to klasztor dominikanów). Odrywano dzieci od matek i je mordowano, ulice spływały krwią niewinnych mieszkańców (w tym również wielu Niemców). Prokurator krzyżacki na sądzie papieskim twierdził zaś że ukarano śmiercią tylko "16 zbójów" (partisanen - banditen 😉) a miasto oszczędzono, dodawał jednak że to sami mieszkańcy "spontanicznie" spalili swoje domy i wynieśli się z miasta by osiąść gdzie indziej 😲. Taka to już jest ta odwieczna niemiecka buta. W każdym razie w 1308 r. Pomorze zostało stracone, a w roku następnym kolejny wielki mistrz Zakonu - Zygfryd von Feuchtwangen, oficjalnie przeniósł stolicę państwa zakonnego z Wenecji do Malborka (Marienburga). Wprowadzono też zaraz nowe prawa (prócz zniesienia urzędu mistrza krajowego, który to pełnił wówczas ów Henryk von Plotzke, mianowany teraz przez wielkiego mistrza wielkim komturem), zabroniono dawać przytułek Żydom, czarownikom, wróżbitom, kuglarzom i włóczęgom, których należało wypędzić z ziem zakonnych. Państwo zakonne rosło w siłę, a młode Królestwo Polskie była tak słabe, że nie pewna była przyszłość nie tylko tej korony, ale i jedności kraju. Spycimir przeszedł do historii jako sławny mówca i dyplomata, który potrafił spokojnie, lecz dobitnie wyłożyć wszystkim racje Królestwa Polskiego, jak wówczas, gdy stając na dworze króla Czech Karola IV Luksemburskiego, wyrzekł te oto słowa: "Wasz cesarz niższym jest od papieża. Składa przed nim przysięgę. Nasz król ma od Boga swoją koronę i miecz swój, a własne prawa i obyczaj przodków przenosi nad wszelkie prawa cesarskie". 

Z końcem 1320 r. doszło do sądu papieskiego w Brześciu Kujawskim, w sprawie krzyżackich zbrodni i zagarnięcia przez nich Pomorza Gdańskiego, na którym Spytek musiał być nie tylko obecny, ale i zapewne (bo nie ma na ten temat informacji) jego mowa przyczyniła się do wydania papieskiego wyroku (10 lutego 1321 r.) w którym Polska miała odzyskać Pomorze. Dodatkowo Zakon miał zapłacić 30 000 grzywien za szkody, jakie wyrządził. Krzyżacy jednak nic sobie z wyroku nie robili - byli silni, mieli dobrze zorganizowane, potężne państwo, a Królestwo Polskie wówczas było małe i słabe. Nie było więc siły zdolnej zmusić Krzyżaków do przestrzegania wyroku. Potęga krzyżacka zostanie ostatecznie złamana dopiero 90 lat później, na polach Grunwaldu, jednej z dwóch największych bitew średniowiecza (drugą miała być bitwa pod Azincourt z 1415 r.), w której ostatecznie poskromiono niemiecką butę a Zakon zaczął się cofać na każdym polu a ostatecznie ostatni wielki mistrz - Albrecht Hohenzollern stał się lennikiem Korony Polskiej, składając hołd przed tronem króla Zygmunta I Jagiellona - wnuka Władysława II Jagiełły, zwycięzcy spod Grunwaldu (wnuk zaś Zygmunta I - Zygmunt III Jagiellon przyjął w 1611 r. hołd od cara Rosji - Wasyla IV Szujskiego - w ten sposób zarówno niemiecka, jak i rosyjska buta została na pewien czas poskromiona przez polsko-litewskie mocarstwo środkowoeuropejskie).


 BITWA POD GRUNWALDEM
1410 r.




 HOŁD PRUSKI
1525 r.






 HOŁD RUSKI (MOSKIEWSKI)
1611





PS: OSTATNIO ŚMIAĆ MI SIĘ CHCIAŁO PO TYM, JAK TO W PARYŻU CHŁOPAKI DOBRZE POTRAFILI SIĘ BAWIĆ. W CZASIE TEJ ZABAWY, SPALILI BOWIEM... PÓŁ MIASTA. ZRESZTĄ WE FRANCJI NIE MA ZNACZENIA CZY TO JEST MUNDIAL, EURO CZY ŚWIĘTO Z OKAZJI ZAKOŃCZENIA I WOJNY ŚWIATOWEJ - TAM JEST DOPIERO ZABAWA, NIE TO CO U NAS. NA MARSZU NIEPODLEGŁOŚCI, W KTÓRYM WZIĘŁO UDZIAŁ PONAD 300 TYSIĘCY LUDZI, NIE ZOSTAŁ PRZEWRÓCONY... ANI JEDEN KOSZ NA ŚMIECI, NIE MÓWIĄC JUŻ O JAKICHKOLWIEK INNYCH USZKODZENIACH, A W PARYŻU CHŁOPAKI PODPALILI PÓŁ MIASTA Z OKAZJI ZAKOŃCZENIA I WOJNY 😅. WIDAĆ JUŻ TERAZ DOKŁADNIE ŻE  JESTEŚMY JESZCZE STO LAT ZA MURZYNAMI JEŚLI IDZIE O "EUROPEJSKIE ZABAWY". MAM TYLKO JEDNO PYTANIE - CZY TO, CO STAŁO SIĘ W PARYŻU, TO SĄ WŁAŚNIE TE "EUROPEJSKIE WARTOŚCI" O KTÓRE TAK WALCZĄ UNIJNI EUROKRACI? BO JEŚLI TAK, TO ZNACZY ŻE W POLSCE MIESZKAJĄ SAMI FASZYŚCI, KTÓRZY NAWET NIE POTRAFIĄ PRZEWRÓCIĆ GŁUPIEGO KOSZA NA ŚMIECI (NIEKTÓRZY Z TYCH FASZYSTÓW PRZEBRALI SIĘ DLA NIEPOZNAKI NAWET ZA DZIECI 😂), A NA ZACHODZIE PANUJE PEŁNA TOLERANCJA  I MIŁOŚĆ, PO CZYM PŁONIE MIASTO. RZECZYWIŚCIE DALEKO NAM JESZCZE DO "EUROPEJSKIEJ KULTURY" 😉.


ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND

NEVER WILL APPLY TO POLAND



CDN.