Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IMPERIUM OSMAŃSKIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IMPERIUM OSMAŃSKIE. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 maja 2025

SUŁTANAT KOBIET - Cz. L

HAREMY WYBRANYCH WŁADCÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ SULEJMANA WSPANIAŁEGO

Cz. XXXIX







ŻONA
SERAJ POD RZĄDAMI
ROKSOLANY/HURREM
(1534-1558)
Cz. XXIII



"WIATR, KTÓRY PCHA DO WOJNY Z PERSJĄ - WIEJE Z HAREMU!"
Cz. III


 Co prawda osoba Babura, a szczególnie jego syna Humajuna - który schronił się na dworze szacha perskiego Tahmaspa  w 1544 r. - niewiele wnosi do wzajemnej osmańsko-safawidzkiej konfrontacji militarnej (do której bez wątpienia dążyła sułtanka Hurrem, mając ku temu swoje własne powody związane oczywiście z wysunięciem na tron - po śmierci Sulejmana - jednego ze swoich synów, kosztem najstarszego potomka sułtana, czyli księcia Mustafy. Jeszcze do tego powrócę), jednak - tak jak wspomniałem poprzednio - wydaje mi się, że postać Babura oraz jego syna (praktycznie kompletnie nieznana) może zaciekawić, a poza tym w końcu stworzyli oni muzułmańskie Imperium Wielkich Mogołów, które panowało nad Indiami przez ponad dwa stulecia, i dlatego postanowiłem przytoczyć ich historię i kontynuować ją w dzisiejszej części






 Kampania Babura zmierzająca do zdobycia Kabulu (którym wcześniej rządził jego stryj Ulug Beg II, a po jego śmierci władzę tam przejął uzurpator - Mukin Beg, odsuwając niemowlęcego synka poprzedniego władcy) była jedną z najgorzej przygotowanych w dziejach. Młody, 21-letni Zahir ud-Din Mahomet Babur prowadził ze sobą 200 obdarciuchów, którzy często nie mieli nawet butów na nogach i musieli iść boso. Pozbawiony swojej ojcowizny - Królestwa Fergany, zmuszony był Babur (z krótką przerwą) tułać się po górach Hindukuszu już od siedmiu lat, nieprzerwanie zaś od lat dwóch. Na tej drodze musiał opuścić zarówno swoją matkę (której zostawił jedyną cenną rzecz jaką posiadał - swój własny namiot), oraz siostrę, którą wydał za mąż za swego wroga Muhammada Szajbaniego, aby zyskać jego przychylność. Ów młody potomek Timura Kulawego i Czyngis-chana (który notabene gardził Mongołami i Tatarami i wolał być nazwany Turkiem) właśnie w tym okresie swego wygnania przeżywał bodajże najciekawsze przygody. W sym pamiętniku opisywał, jak kąpał się w zamarzniętym tuż przy brzegu strumieniu, który jednak (ze względu na wartki nurt) nie był zamarznięty na środku, i jak przeszywało go zimno ("zanurzam się i nurkuję szesnaście razy, ale gryzący chłód wody przecina mnie"). W tych spartańskich iście warunkach, sypiając pod gołym niebem i mając u boku jedynie trzech przyjaciół, dzięki którym udało mu się zebrać kilkudziesięciu, a następnie kilkuset okolicznych chłopów (którzy jednak nie znali takiego pojęcia jak dyscyplina i w swych pamiętnikach Babur opisuje jak trudno było ich przekonać chociażby do tego, aby stanęli prosto w jednym szeregu, lub też aby maszerowali jak żołnierze). Babur był jednym z tych osób, którzy optymistycznie patrzyli w przyszłość i nawet gdy inni załamywali ręce (jak choćby jego matka), on pocieszał ich nawet w sytuacji gdy nie mieli niczego tracąc Ferganę i Samarkandę, mówiąc że przynajmniej mają melony do jedzenia, więc nie jest jeszcze tak źle. Ale i on miał słabsze dni. Widząc swoje wojsko złożone z chłopów - praktycznie niezdolnych do walki, o dyscyplinie nie wspominając - będąc w Tabal udał się do tamtejszego ogrodu, gdzie położył się na ziemi i poprosił Boga (ponieważ był muzułmaninem to Allaha) o śmierć. Leżał tam prawie cały dzień, a gdy zaczęło się ściemniać, zachodzące słońce oświetliło mu twarz, a tuż koło niego usiadł ptaszek, który nie bojąc się go, zaczął mu się przypatrywać. Babur zrozumiał - jak zanotował w swym pamiętniku - że przyszedł tu po śmierć, a odnalazł życie i nadzieję. Był też młody i zwinny, umiał się dobrze wspinać po górach i ukrywać tam przed strzałami swych wrogów. 

Tak więc teraz (ze swymi chłopami przemianowanymi na żołnierzy), maszerował na Kabul, będąc diabelnie zdeterminowanym aby zająć to miasto (a ten jego entuzjazm udzielał się również innym). Stwierdził że albo zdobędzie Kabul, albo tam zginie, nie ma innej drogi, na pewno już nie będzie uciekał. Problem co prawda stanowiło jego wojsko, które przypominało raczej bandę żebraków uzbrojonych w co popadnie, ale i tak był dobrej myśli, nie miał już nic do stracenia, a nie chciał do końca życia tułać się po górach. Atak na Kabul z garstką słabo uzbrojonych chłopów wydawał się szaleństwem, ale okazało się że niechęć okolicznych mieszkańców do Mukin Bega była znacznie większa i po drodze zaczęli oni przyłączać się do armii Barbura, a gdy rozpoczęło się oblężenie Kabulu, również w samym mieście wybuchło powstanie przeciwko Mukinowi. Musiał więc zgodzić się na pertraktacje z Baburem i w zamian za bezpieczne wyjście z miasta dla siebie, swej rodziny oraz sprzymierzeńców, pozostawiał miasto młodemu księciu. Teraz (1504 r.), po raz pierwszy od dłuższego czasu Babur stał się władcą dużego miasta i był z tego powodu tak szczęśliwy, że nauczył się nie tylko nazw wszystkich klanów jakie były w mieście, ale również znał na pamięć imiona poszczególnych osób, a także ich historię. Uczył się również jakie zwierzęta żyją w okolicy, a także założył ogród złożony z tulipanów, w którym były aż 33 różne ich gatunki i osobiście się nim zajmował. Posłał też natychmiast po swą matkę Nigar, aby przybyła i ponownie - jak niegdyś - została królową na jaką zasługiwała. Tak się stało, ale ku jego rozpaczy Nigar bardzo szybko zmarła po przyjeździe do Kabulu (1505 r.). Jej trumnę pomagał dźwigać osobiście na szczyt wzgórza, gdzie założył piękny ogród, nazwany "Ogrodem Nowego Roku", o którym pisał że jest to "najsłodsze miejsce w całej okolicy". Wkrótce potem udał się w odwiedziny do Heratu, do swoich kuzynów, gdzie został pięknie powitany, a jednocześnie po raz pierwszy w życiu spotkał się tam z niespotykanym wcześniej zbytkiem, o którym w swych pamiętnikach pisze że cały ten luksus był sprzeczny "z zasadami stworzonymi przez Czyngis-chana". Ale chyba mu się spodobało, bo dodaje zaraz że synowie mają prawo korygować błędne decyzje swoich ojców -  jakkolwiek by tego nie tłumaczyć. W drodze powrotnej z Heratu on, jego towarzysze i żołnierze którzy go ochraniali, przeżyli prawdziwe piekło. Spotkała ich bowiem taka zamieć śnieżna, że przez tydzień brodzili w śniegu po pas, nie mogą znaleźć drogi do Kabulu. Babur zanotował w swym pamiętniku: "Przez około tydzień dreptaliśmy w śniegu. Pomagałem Kasimowi Begowi, jego synom i kilku służącym. Z każdym krokiem zapadaliśmy się do pasa lub piersi; ale mimo to szliśmy dalej. (...) Po  trzech lub czterech dniach dotarliśmy do jaskini u podnóża przełęczy Yerrin. Tego dnia burza była straszna, a śnieg padał tak obficie, że wszyscy baliśmy się że tam razem pomżemy. Kiedy dotarliśmy do jaskini (...) wydawała się mała, więc wziąłem motykę i odgarniając śnieg zrobiłem sobie miejsce odpoczynku wielkości dywanu modlitewnego i znalazłem w nim schronienie przed wiatrem. (...) Uważałem, że dla mnie przebywanie w środku w względnym komforcie, podczas gdy moi żołnierze byli w śniegu i zaspie, byłoby sprzeczne z tym braterstwem i cierpieniem, które im się należały. Tak więc pamiętając przysłowie: "Śmierć w towarzystwie przyjaciół to uczta", dalej siedziałem w zaspie".




Sytuacja wyglądała tak, że nie chcąc sam schronić się w małej jaskini, Babur - podobnie jak reszta jego towarzyszy - przypominała mroźne bałwany, gdyż śnieg i lód były praktycznie wszędzie na ich uszach, ustach, nosie i powiekach. Babur pisze w pamiętniku że w tym czasie poważnie przeziębił sobie uszy. Gdy wreszcie dotarli do Kabulu, byli ledwo żywi. Tak oto zakończyła się podróż do Heratu, który olśnił ich blaskiem luksusu, a zakończyła się prawie ich śmiercią w śnieżnej zamieci. Wkrótce potem, w roku 1507 Babur - który do tej pory stronił od kobiet (wydaje się być osobą aseksualną), zadurzył się w pewnej dziewczynie, noszącej imię Maham Begum. Będzie ona matką Humajuna i jego trzech córek, które nazwie: "Różana twarz", "Różany rumieniec" i "Różane ciało". Jednak rok 1507 jest też specyficzny pod jednym jeszcze względem, a mianowicie w tym właśnie roku Babur przerywa pisanie swojego pamiętnika na dokładnie... 12 lat. Nie wiadomo co było podyktowane ową przerwą, wiadomo jednak że przez to realnie tracimy wiele (zapewne ciekawych) przygód, które się w tym czasie działy, a o których nie mamy pojęcia. Wiadomo wszakże że w roku następnym, czyli 1508 urodził się syn i następca Babura - Humajun - ten, który jakże łaskawie zostanie powitany na dworze szacha Tahmaspa w Isfahanie w 1544 r. Tak więc żegnamy 24-letniego młodzieńca popijającego wino na przyjęciu w ogrodzie w Kabulu (bo ten właśnie opis jest ostatnim opisem w pamiętniku Babura z roku 1507) i ponownie witamy go jako 36-letniego mężczyznę w roku 1519, (prawie nałogowego) pijaka - jak sam przyznaje. Swoją drogą ciekawe czy owa 12-letnia przerwa w opisywaniu swojego życia wzięła się stąd, że Babur uznał, iż jest ono tak już monotonne i nudne - w porównaniu z tym co przeżył w młodości - że nie warte jest odnotowania? Można taką okoliczność również założyć. Jak na muzułmańskiego władcę przystało, założył też swój własny harem i poślubił (oprócz Maham Begum) jeszcze trzy swoje kuzynki (ostatnią właśnie w 1519 r.), ale najwidoczniej nie uznał za właściwe aby o tym napisać. Spokojne i ustabilizowane życie jakie teraz wiódł, zapewne mocno mu doskwierało i pragnął wrócić do dawnych przygód, ucieczek i górskich kryjówek, przez co swe smutki topił w winie. Nie był już jednak chłopcem, tylko mężczyzną, miał też syna i musiał pomyśleć o jego dziedzictwie. Już w roku 1519 pisał tak w swym pamiętniku: "Patrząc w dół z mojego namiotu na dolinę poniżej, ogniska strażnicze były cudownie piękne; myślę że to może być główny powód, dla którego wypiłem za dużo wina podczas kolacji tego wieczoru". Tak więc (jak widać) Babur fascynował się nawet rozpalanymi przez żołnierzy ogniskami które rozświetlały noc, tęskniąc do dawnych czasów. W innym zaś miejscu bez ogródek pisze: "Byłem żałośnie pijany!", komentując nocne hulanki w gronie swych przyjaciół, spędzone gdzieś za murami Kabulu.




Jego pijaństwo trwało przez kilka kolejnych lat, chociaż Babur sam przyznaje że zamierza rzucić ten nałóg w wieku lat 40 (czyli gdzieś w roku 1523), aczkolwiek jeszcze w 1521 wciąż pisze że pije na umór. Najwidoczniej alkohol stał się substytutem topienia jego żali za skończoną młodością i za ustabilizowanym życiem, które go najwidoczniej męczyło, wręcz można powiedzieć że usychał, tęskniąc do przygód i pragnąc raz jeszcze przeżyć coś takiego, czego doświadczał w młodości. Wydaje się jednak że mówienie o tym, że był alkoholikiem być może jest nieco na wyrost, tym bardziej że Babur prowadził dosyć intensywny tryb życia. Wstawał rano - jeszcze przed świtem - by doglądać kwiatów w swym ogrodzie, potem odbywał przejażdżkę konną w towarzystwie swych przyjaciół lub samemu i dopiero przy śniadaniu wypijał pierwsze hausty wina (jak to mówił Nikoś Dyzma: "Dżentelmen nie pije przed 12:00" 😂). Ale nawet pijąc wino potrafił pięknie rozprawiać o otaczającej przyrodzie (szczególnie kwiatach) i zwierzętach, jakie widywał, pamiętał też imiona wielu ludzi którzy nie należeli do jego dworu. Widać jednak było że spokojny i ustabilizowany świat w jakim żył obecnie, bardzo go męczył. Portrety z tego okresu przedstawiają go jako wysokiego, silnego mężczyznę z długim prostym nosem i wysokim czołem, zaś rok 1519 jest pierwszym, w którym rozpoczął on swoje kampanie wojenne w celu podbicia Pendżabu i odzyskania ojcowizny - czyli Fergany. Zainteresował się też bronią palną, coraz bardziej popularną w Europie (chociaż w tamtym czasie wszelkiego typu prymitywne arkabuzy i różnice powodowały więcej hałasu płosząc konie, niż szkód w szeregach przeciwnika). Mimo to ich celność i znaczenie szybko rosły (już 1519 r. gdy Hernan Cortez po raz pierwszy starł się z wojownikami Azteków w Nowym Świecie, to właśnie broń palna i konie były powodem tego, że garstka Hiszpanów {zaledwie 200 osób} zdołała pokonać setki tysięcy dobrze przygotowanych do walki {choć oczywiście nieznających europejskiego systemu walki, bo tamten system był inny, Indianie mezoamerykańscy walczyli nie po to, żeby zabić, tylko po to, żeby wziąć przeciwnika do niewoli, a następnie złożyć go w ofierze swemu krwawemu bogu Huitzilipochtli - było to bowiem związane z ich religią: krew jeńców i tyc,h którzy dobrowolnie godzili się na taką śmierć, miała zapobiec światowej katastrofie, zagładzie Słońca, a tym samym Ziemi i ludzi. Należy pamiętać że Indianie byli potomkami osiedleńców z kontynentu Mu, który doznał takiej właśnie katastrofy po wojnie z Atlantami, jeżeli więc w mitach azteckich coś takiego przetrwało, to nie należy się dziwić że bardzo się obawiali podobnej katastrofy i uznali że tylko krew jeńców może wystarczająco nasycić bogów, aby nie niszczyli tego świata} wojowników ze szkół wojskowych orła i jaguara. Ponieważ na kontynencie amerykańskim konie wymarły bardzo dawno temu - jeszcze w okresie zlodowacenia - tamtejsi Indianie nie znali takich zwierząt i widząc je z przerażeniem uciekali, traktując jako potwory. Mawiano że "biali, brodaci bogowie, którzy przybyli na wielkich łodziach zza Wielkiego Morza, dosiadają okrakiem potwory, które plują i kąsają". Oczywiście broń palna również budziła w nich przerażenie).




Babur zainteresował się szczególnie armatami i kazał odlewać takie działa sprowadzonemu z Turcji rusznikarzowi. Gdy ruszył ze swoją armią (zaopatrzoną w działa) przeciwko miastu Bajaur i wystawił swoje armaty do walki, przeciwnik szydził z nich i z samego babura nazywając go szaleńcem. Ale po pierwszych wystrzałach zmienili zdanie, nikt już się nie wychylał zzamurów i bano się, że latające kule mogą ich dosięgnąć. Bajaur zostało zdobyte przez Babura (1519) i tutaj odezwał się w nim jego przodek Timur Kulawy, którym - co sam wielokrotnie podkreślał - gardził, ze względu na jego okrucieństwo (ten potrafił bowiem budować piramidy z głów pomordowanych przez siebie żołnierzy i mieszkańców zdobytych miast). W Bajaur wymordowani zostali wszyscy mężczyźni, kobiety i dzieci zaś poszły w niewolę. Ale taki przykład okrucieństwa wydaje się opętał Babura bodajże raz (no, może dwa razy) w jego życiu. Po zdobyciu bowiem Bajaur ogłosił on wszem i wobec że cały Pendżab już należy do niego i z tego powodu: "nie pozwoliłem na żadne grabieże ani rabunki". Po zdobyciu Bajaur powrócił Babur w glorii zwycięzcy do Kabulu. W ciągu kolejnych pięciu lat podejmował jeszcze trzy kolejne wyprawy do Pendżabu, ale jego pamiętniki na ten temat milczą, aż do roku 1524. W tym właśnie roku do Kabulu przybył wygnany prawowity dziedzic dynastii Lodi z Królestwa Delhi, który został pozbawiony tronu przez swego bratanka, nowego króla Ibrahima. Prosił teraz Babura o wsparcie w odzyskaniu korony. Jednocześnie gubernator Babura w Pendżabie pisał o rosnących buntach i prosił go o wsparcie. Babur najpierw ruszył na miasto Lahore które zdobył, następnie zaś poinformowany że jego gubernator (nie mogąc doczekać się posiłków) po prostu się zbuntował i przywdział u pasa dwa miecze (tak jakby był królem). Ruszył więc na niego, ale do bitwy nie doszło, gdyż wojsko przeszło na stronę Babura, a gubernator (stary Afgańczyk), przyprowadzony został przed jego oblicze z dwoma mieczami wiszącymi teraz u jego szyi. Ze względu na jego sędziwy wiek Babur darował mu winę (1525 r.). Teraz skierował się na Delhi. Ostatni atak na to miasto z północnego zachodu miał miejsce w roku 1398 i dokonał tego przodek Babura Timur Kulawy,  zdobywając Delhi. Wcześniej takie ataki prowadzili z tego kierunku Mahomet Szahab ud-din Gori i Mahmud z Gazni. Do decydującego starcia armii Babura z armią sułtana Ibrahima z Delhi doszło 21 kwietnia 1526 r. na równinach Panipatu. Oba wojska zresztą stały naprzeciwko siebie już od tygodnia, przypatrując się sobie nawzajem. Armia Delhi liczyła jakieś 70 000 żołnierzy i kilkadziesiąt (do nawet kilkuset) słoni bojowych. Wojsko Babura zaś stawiło się w liczbie 12 000, przeto posiadał on coś, czego nie posiadał sułtan Ibrahim - armaty i to w znacznej liczbie 70 dział (Babur pisze o 700, co jest zwykłą według mnie przechwałką).



BITWA POD PANIPATEM 
(21 kwietnia 1526)



Bitwa rozpoczęła się rankiem 21 kwietnia i przez kilka kolejnych godzin toczyła się za zmiennym szczęściem (przy czym Mongołowie Babura mieli lepszą konnicę, choć Hindusów było za to znacznie więcej). Dopiero po południu przewagę zaczęli odnosić wojownicy Babura, a kilka minut po 12:00 w południe sułtan Ibrahim otrzymał śmiertelną strzałę i legł na placu boju, a obok niego 15 000 jego wojowników. Reszta zaczęła się nieskładnie wycofywać z bitwy. Zwycięstwo było więc całkowite, cała indyjska armia poszła w rozsypkę, a Babur idąc za ciosem zajął Delhi i Agrę. Następnie podzielił zdobyte skarby sułtana Ibrahima pomiędzy swoich żołnierzy, część jednak rezerwując dla siebie (w znaczeniu że dla państwa, natomiast osobiście Babur nie wziął stamtąd niczego, gdyż złoto samo w sobie go nie cieszyło, a poza tym Delhi nie miało nic takiego, co mogłoby mu się spodobać), a część wysyłając do Kabulu, tak aby wybić z tego złota monetę, którą otrzyma każdy mieszkaniec Kabulu - bez względu na to czy wolny, czy niewolnik. W swym pamiętniku pisał Babur o byłym już sułtanacie Delhi: "To kraj, który ma niewiele przyjemności, które można by polecić. Jest niezwykle brzydki. Wszystkie jego wieże i ziemie mają jednolity wygląd. Jego ogrody nie mają murów; większa część jest płaska. A ludzie nie są przystojni. Nie mają pojęcia o urokach przyjaznego społeczeństwa. Nie mają dobrych koni, dobrego mięsa, dobrych winogron ani melonów, lodu ani zimnej wody, dobrego jedzenia ani chleba na swoich bazarach, łaźni ani szkół, świec ani pochodni - nigdzie nawet świecznika!" Dla Babura szczególnie brak łaźni był niezwykle uciążliwy, tym bardziej że lato roku 1526 było niezwykle upalne na tych terenach. Mimo to denerwowały go głosy jego doradców i żołnierzy, postulujących aby jak najszybciej wycofać się z Delhi i wrócić do Kabulu, gdyż ten upał jest nie do zniesienia a ci, którzy tu żyją "jak wolą, niech się gotują". Ponieważ celem Babura było teraz ogłoszenie się sułtanem Indii, napisał w swym pamiętniku o tych właśnie malkontentach: "Gdzie jest poczucie przyzwoitości? (...) Czy mamy się wycofać ze wszystkiego, co żeśmy osiągnęli i lecieć do Kabulu jak ludzie zdezorientowani?! Niech żaden człowiek, który nazywa się być moim przyjacielem, nigdy nie wypowiada takich słów!" Na murach miasta Delhi Babur kazał wyryć takie oto słowa: "Babur dziękuje Allahowi, który dał mu Sind i Ind, upał równin i chłód gór. Czyż upał Delhi nie przywodzi mu na myśl gorzkiego ukąszenia mrozu w dawnym Ghuzni?" Do swoich towarzyszy zaś rzekł, mówiąc zarówno o tym wpisie na murach, jak również o słowach poezji, które układał po zdobyciu miasta: "Na miłość boską, nie myślcie o mnie źle z ich powodu!" Teraz był panem dawnego sułtanatu Delhi, ale aby utrzymać swoje pozycje, musiał jeszcze zawalczyć z kilkoma innymi pretendentami w podzielonych wówczas na szereg mniejszych państewek Indiach. Celem było bowiem stworzenie sułtanatu Indii i przekazanie tego tytułu w dziedzictwie 18-letniemu już wówczas Humajunowi.



CDN.

sobota, 8 marca 2025

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XLIX

HAREMY WYBRANYCH WŁADCÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ SULEJMANA WSPANIAŁEGO

Cz. XXXVIII







ŻONA
SERAJ POD RZĄDAMI
ROKSOLANY/HURREM
(1534-1558)
Cz. XXII



"WIATR, KTÓRY PCHA DO WOJNY Z PERSJĄ - WIEJE Z HAREMU!"
Cz. II


Z początkiem 1544 r. do szacha Tahmaspa do Tebrizu przybył obalony muzułmański władca północnych Indii - Humajun. Przybył tam wraz ze swą małżonką Baga Begum i ok. czterdziestoma zwolennikami, aby prosić władcę Persji o wsparcie w odzyskaniu władzy, a na pewno o tymczasowe schronienie w jego kraju. Postać Humajuna jest dosyć ciekawa (a do tego kompletnie nie znana) dlatego postanowiłem parę słów poświęcić zarówno jego osobie, jak również osobie jego ojca - Babura, który niegdyś, gdy Humajun poważnie się rozchorował, w modlitwie do Allaha oddał za niego swoje "bezwartościowe życie". Zresztą Babura należałoby określić po prostu poszukiwaczem przygód. Przyszedł on na świat dnia 14 lutego 1483 r. (w walentynki, a raczej w chrześcijańskie święto św. Walentego), w domu władcy Fergany - Umara Szajcha Mirzy II, wywodzącego się z rodu Timurydów (którego to założycielem był Timur Kulawe, jeden z największych ludobójców w dziejach świata, który z głów pomordowanych na swój rozkaz ludzi, budował piramidy). Babur był też autorem ciekawego pamiętnika opisującego jego żywot, a w nim jest zapisane pod datą 1494 (oczywiście przekładając muzułmańską rachubę czasu na naszą, chrześcijańską): "W roku 1494, w dwunastym roku mojego życia, zostałem królem Fergany". 100 lat wcześniej jego przodek Timur Kulawy siał postrach na znacznych obszarach leżących od Indii na Wschodzie, po Anatolię i Syrię na Zachodzie, dochodząc nawet do Moskwy na Północy. Jednak gdy umierał na febrę w roku 1405 i pochowany został we wspaniałej świątyni, wzniesionej specjalnie dla niego w Samarkandzie - stolicy Imperium które sam zbudował na krwi setek tysięcy swoich ofiar (ojciec Timura był zwykłym, ubogim kupcem, a jego dziadek uczonym i pierwszym w rodzie konwertytą na islam), Imperium które zbudował chyliło się ku upadkowi (należy tutaj też dodać, że w roku 1402 Timur ocalił od upadku Konstantynopol, pokonując w bitwie pod Ankarą Turków Osmańskich, a sułtan Bajazyd I trafił do jego niewoli. Wyrok na Konstantynopol został więc odroczony o pół wieku). Szybko zaczęły odrywać się poszczególne prowincje, aż ostatecznie potomkowie Timura władali jedynie doliną fergańską (daleko na wschód od Samarkandy).


IMPERIUM TIMURA KULAWEGO 



Rok w którym Babur obejmował władzę w Ferganie po śmierci swego ojca - 1494 - był rokiem ciekawym i obfitującym w różne wydarzenia. W tym czasie Krzysztof Kolumb po raz drugi już eksplorował wybrzeża Haiti (Hispanioli - jak wyspa ta została nazwana), dla katolickich królów Kastylii i Aragonii - Izabelli I i Ferdynanda II. W Rzymie papieżem był Aleksander VI (czyli Rodrigo Borgia), który właśnie w tym roku wystawiał w Tordesillas traktat, dzielący wpływy na nowo odkrytych kontynentach amerykańskich, pomiędzy Kastylię (ojczyznę Rodrigo Borgii) a Portugalię. Poza tym król Francji Karol VIII rozpoczynał wojny włoskie swoją inwazją na Mediolan i Neapol (jego żołnierze głównie walczyli w burdelach, gdzie pozarażali się chorobą, która potem otrzymała nazwę "franca" 😉). W Anglii panował Henryk VII, natomiast w Polsce Jan I Albrecht (Olbracht), któremu w sprawach polityki (ku niezadowoleniu szlachty i możnowładztwa) doradzał włoski humanista Filip Kallimach, zaś jego brat, wielki książę litewski Aleksander, właśnie zakończył wojnę z Moskwą stratami terytorialnymi (co też już pokazywało dobitnie, że bez wsparcia Koroniarzy, Litwini nie są już w stanie oprzeć się Moskalom, nie mówiąc już o bezpośredniej agresji na Moskwę, jak to miało miejsce chociażby za czasów Witolda). Poza tym Leonardo da Vinci kończył właśnie malować "Ostatnią Wieczerzę", rewolucjonizując świat sztuki i nauki (jako że jego wynalazki prześcigały epokę w której żył, o co najmniej 300 lat), Michał anioł zaś dopiero rozpoczynał swoją karierę, podobnie jak Mikołaj Kopernik. Rok 1494 był również rokiem narodzin sułtana Sulejmana, jak również drugiej żony króla Zygmunta I Jagiellończyka - Bony Sforzy. Tak oto wyglądał świat głównie chrześcijańskiej proweniencji w chwili, gdy królem (emirem) Fergany zostawał 11-letni Babur.




Babur nie był jednak dumny ze swego mongolsko-tatarskiego pochodzenia, a postać jego przodka, założyciela dynastii Timura Kulawego napawała go lękiem. Wolał nazywać się Turkiem, natomiast o Mongołach swym pamiętniku pisał tak: "Gdyby rasa Mongołów miała swego anioła, i tak byłaby zrobiona z najpodlejszej ziemi; gdyby imię Mongołów było wypisane trzykrotnie wypalonym złotem, brzmiałoby równie fałszywie, jak dawniej. Z plonów Mongołów nie siej nigdy nasienia, bo nasienie Mongołów jest zaiste fałszywe". Oczywiście określenie Babur nie było imieniem właściwym nowego władcy Fergany, a jedynie przezwiskiem, które nadał mu (wkrótce po narodzinach) jego dziadek od strony matki - Junas i znaczyło ono tyle co "Tygrys". Właściwe zaś imię "Tygrysa" brzmiało Zahir ud-Din Muhammad (czyli "Dowód wiary"). Dziadek który nadał Baburowi jego przydomek, był dostojnym staruszkiem, aczkolwiek Mongołem, więc łamał sobie język jego arabskim imieniem i wolał po prostu nazywać go tygrysem. Jego babcia zaś - Isa-Begum - zasłynęła ze swej wierności mężowi, gdy pewnego razu szejk Dżimul (któremu podlegały ziemie należące do dziadka Babura) porwał ją i oddał innemu mężczyźnie (jednemu ze swych oficerów). Ta oczywiście powitała go w swej komnacie dostojnie, ale był to tylko pozór, gdyż jej służące czekały w ukryciu ze sztyletami w dłoniach i gdy dała im znak, zabiły owego mężczyznę, a ciało wyrzuciły na ulicę. Napisała ona zaraz też list do Dżimula, w którym kategorycznie stwierdzała: "Jestem żoną Junasa! Wbrew prawu oddałeś mnie innemu mężczyźnie, więc go zabiłam! Jeśli chcesz mnie za to ukarać, to przyjdź i mnie zabij, lecz należę do Junasa". Dżimul - będąc pod wrażeniem jej odwagi - zwrócił ją mężowi. 




Babur w wieku 5 lat został zaręczony ze swoją kuzynką Aiszą, a gdy miał lat 11, jego ojciec zginął w wypadku, który tak opisuje "Tygrys" swym pamiętniku: "Rzeka przepływa pod murami zamku, który jest położony na samym skraju wysokiej przepaści, tak, że służy jako fosa. (...) w całej Ferganie nie ma silniejszej twierdzy. Tak więc jeden z murów zapadł się, mój ojciec, karmiąc swoje gołębie, był z gołębiami i gołębnikiem strącony ze szczytu urwiska, i tak sam wzbił się w powietrze do innego świata". Następnie Babur opisuje swego ojca: "Mój ojciec był niskiego wzrostu, miał krótką, krzaczastą brodę i był gruby. Nosił tunikę bardzo ciasno, a gdy ją zakładał, to gdy ją puszczał, sznurki często pękały. Zaplatał turban bez fałd i pozwalał, by koniec zwisał. Średnio strzelał z łuku, ale miał tak niezwykłą siłę w pięściach, że nigdy nie trafił człowieka nie powalając go. Jego hojność była wielka, podobnie jak cała jego natura. Był dobrym władcą i dużo grał w traktaka". Następnie "Tygrys" przechodzi do opisu swego nowego królestwa, które przejął w dość młodym wieku: "Fergana leży na skrajnej granicy zamieszkałego świata. Jest to dolina otoczona ośnieżonymi górami ze wszystkich stron, z wyjątkiem z zachodu, dokąd płynie rzeka i tylko z tej strony mogą wejść wrogowie. Fergana jest niewielka, ale obfituje w zboże i owoce. Jej melony są liczne i doskonałe. Nie ma lepszych gruszek na świecie. Jej bażanty są tak tłuste, że cztery osoby mogą zjeść gulasz z jednego i nie skończyć go. Jej fiołki są szczególnie eleganckie i obfituje w strumienie czystej wody. Wiosną jej tulipany i róże kwitną w wielkiej obfitości, a w górach znajdują się kopalnie turkusu, podczas gdy w dolinie ludzie tworzą aksamit w kolorze karmazynowym". Tak wyglądał kraj oczami 11-letniego chłopca, w spisanej przez niego relacji (spisanej oczywiście znacznie później). 

Oczywiście chłopiec na tronie nie wszystkim się podobał. Jedni chcieli go usunąć, aby samemu objąć władzę, inni zaś chcieli wynieść na tron jego młodszego brata Dżihangira. Ogromnym problemem i niebezpieczeństwem byli jego dwaj wujowie (emirowie Samarkandy i Taszkientu), już wcześniej skonfliktowani z jego ojcem, którzy teraz postanowili obalić młodego Babura. Nie udało im się to - jak opisuje Babur - tylko "dzięki odwadze moich młodych żołnierzy". W tym też czasie "Tygrys" nawiązał przyjaźń z niejakim Hassanem-Jakubem "najlepszym graczem w skakanie żab, jakiego znałem". Okazało się jednak że ów młodzieniec był podstawionym figurantem (zapewne przez wujów młodego władcy), który miał na celu tak kierować emirem, aby ten popełniał błąd za błędem, co w konsekwencji doprowadzić miało do jego usunięcia. Namawiał go również - wbrew religii muzułmańskiej - do spożywania zakazanych mięs. I tutaj wkroczyła babcia Babura, przytoczona wyżej Isa-Begum, która usunęła tamtego chłopaka z otoczenia swego wnuka. Potem ów pisał: "Była niezwykle dalekowzroczna, niewielu przedstawicieli jej płci dorównywało jej w przenikliwości". W roku 1497, po śmierci jednego ze swych wujów (a głównego bodajże antagonistę) i przyjęciu władzy w Samarkandzie przez jego syna, Babur wyruszył zbrojnie na to miasto i po sześciu miesiącach oblężenia zdobył je w listopadzie. Nie miał jeszcze 15 lat, a już zdobył miasto, stolicę Timura Kulawego. Samarkanda była ładnym miastem, centrum kulturowym całego regionu dzisiejszego Kazachstanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu. Miasto było bogate, ludne, pełne pięknych domów, świątyń i "domów mądrości" (bibliotek). Jak pisał o Samarkandzie Babur: "W całym zamieszkałym świecie jest niewiele miejsc tak przyjemnie położonych". Ponoć "Tygrys" przez pierwsze tygodnie swoich rządów w Samarkandzie dobrze się bawił, urządzając częste uczty i zabawy (był w końcu nastolatkiem), na których nie brakowało również skąpo odzianych dziewcząt. Te przyjęcia jednak doprowadziły go do bardzo poważnej choroby, która złożyła go w łożu wówczas, gdy z Fergany przyszły złe wieści.




Oto bowiem jego matka - Nigar Hatun pisała w liście, że w Ferganie wybuchł bunt i prosi syna aby czym prędzej wracał. Babur czuł się jednak bardzo źle, a mimo to postanowił wrócić do ojczyzny na wezwanie matki i to był błąd. Babur nie był w stanie usiedzieć na koniu, zemdlał i spadł z niego w taki sposób, że jego najbliżsi towarzysze myśleli że nie żyje. Przeniesiono go jeszcze do pałacu w Samarkandzie, ale jego stan wydawał się krytyczny. Posłano do Fergany jednego z posłów o imieniu Kwaja Kazi, aby zakomunikował matce, że jej syn zmarł. Gdy jednak w Ferganie jego wrogowie dowiedzieli się o tym, najpierw schwytali Kwaja Kazi i powiesili go nad bramą cytadeli (potem Babur napisał w swym pamiętniku: "Bez wątpienia Kwaja Kazi był świętym, był cudownie odważnym człowiekiem"). Następnie przejęli oni władzę w Ferganie, gdyż przyjaciele i stronnicy Babura na wieści o jego śmierci poddali się (1498). Jego matka, babka i siostra - Chanzada zostały wygnane, ale pojawił się inny problem. Otóż Babur stracił również Samarkandę (panował tam jakieś 100 dni). Gdy odzyskał przytomność i wyzdrowiał, okazało się że nie ma ani jednego ani drugiego królestwa... i stał się nikim. Przez dwa kolejne lata wędrował po górach wraz z matką, babką i siostrą i żył nieomal jak pustelnik. Oczywiście jako były emir Fergany, był w stanie przekonać miejscową ludność do tego, aby garnęła się pod jego sztandary, starając się odbudować wojsko i ponownie odzyskać utracone miasta - nie było to jednak łatwe zadanie. Jednak Babur nigdy - przez ten czas swego upadku - nie tracił nadziei na sukces. Gdy matka lub babka traciły ją i płakały, żaląc się nad swym losem, ten pocieszał je, mówiąc że przynajmniej "mamy co jeść, mamy melony, a to już coś". Najtrudniejszym dla nich okresem były pierwsze miesiące po upadku, gdy rzeczywiście stali się wyrzutkami i żebrakami. Mieszkali w górskich grotach, a Babur osobiście szykował swojej matce i babce najlepsze posłania jakie tylko mógł zdobyć, aby nie musiały spać na ziemi, gdyż twierdził że jako żony i matki emira zasługują na najlepsze, choć były to zwykłe stare łachy rozłożone jedynie na ziemi. Sam zasypiał byle gdzie, a poza tym - jak twierdzą źródła - zawsze był pogodny w tych dniach (może dlatego żeby natchnąć swoje kobiety optymizmem, natomiast co myślał prywatnie i jak bardzo był przerażony tą sytuację - bo w końcu jeszcze wciąż był nastolatkiem - tego oczywiście nie wiemy).

Jednak ludność miejsc do których przebywał, wspierała go i pomagała, a mężczyźni często chętnie garnęli się pod jego sztandary, jako że Babur był człowiekiem bardzo otwartym, przyjaznym innym ludziom i łatwo nawiązującym znajomości. Prawie nigdy się nie gniewał, rzadko też można go było widzieć smutnym, co przyciągało doń innych ludzi (powtarzał bowiem, co zresztą zapisał w swym pamiętniku: "Nic się nie dzieje, jak tylko z woli Boga"). W końcu roku 1500 Babur ponownie miał licznych żołnierzy pod swoimi rozkazami, ale byli oni po pierwsze niezbyt zdyscyplinowani, a po drugie nie aż tak liczni jak wojska jego wrogów. Mimo to wiosną roku 1501 z tymi wojskami obległ i ponownie zdobył Samarkandę. Tak oto w tym samym czasie, w którym w północno-zachodniej Persji przywódca zakonu kyzyłbaszy - Ismail (ojciec Tahmaspa), został ogłoszony szachem, a w Imperium Osmańskim sułtan Bajazyd II żył w błogiej nieświadomości tego, co za jakiś czas zaplanuje jego syn - Selim (ojciec Sulejmana), Babur znów był emirem. Niestety na krótko, gdyż samarkandę obległy wojska jego wroga chana Buchary - Muhammada Szajbaniego. Sytuacja była krytyczna, i babór w zamian za bezpieczne opuszczenie miasta wraz ze swoimi wojskami, musiał przystać na żądanie Szajbaniego, wydania za niego za mąż swojej siostry Chanzady. Musiał na to przystać, po czym opuścił Samarkandę i teraz skierował się do Fergany, po ojcowiznę. Miasto, którym władał jego ojciec, wpadło w jego ręce dosyć łatwo jeszcze w 1501 r., ale szybko znów zaczęły się problemy. Tutaj bo wiem ukazał się łagodny i ludzki stosunek Babura do innych, szczególnie tych najsłabszych i najbiedniejszych, którzy nie byli w stanie sami się obronić. Otóż jego żołnierze, którzy zajęli dlań Ferganę (praktycznie bez walki), łupili okolicznych chłopów tak bardzo, że praktycznie zabierali im wszystko. Babur nakazał im oddać zrabowane rzeczy, co doprowadziło do buntu i przez co utracił Ferganę, gdy żołnierze odmówili dalszej służby pod jego rozkazami (w sym pamiętniku opisuje to tak, przyznając się do błędu jaki popełnił: "To było bezsensowne, by drażnić tylu mężczyzn z bronią w ręku. Na wojnie i w sztuce rządzenia rzecz może wydawać się rozsądna na pierwszy rzut oka, ale powinna zostać ponownie rozważona przy stu zapalonych latarniach, nim zostanie ostatecznie podjęta. Ten mój źle oceniony rozkaz, był w rzeczywistości ostateczną przyczyną mojego drugiego wydalenia" (1502).




Wydawałoby się że ponowny upadek załamie ostatecznie Babura, ale nie. Nie tracił pogody ducha przez kilka kolejnych miesięcy swego drugiego wygnania i to nawet wówczas, gdy udając się do Taszkientu (którym władał jeden z jego wujów, a prywatnie osobisty wróg jego ojca) musiał znosić tam wiele upokorzeń. Powtarzał sobie jednak że wszystko jest wolą Boga i każdy dzień w którym ma co zjeść i może oddychać powietrzem oraz cieszyć się blaskiem słońca, nie jest dniem straconym, dlatego też nie powinien się smucić. Często wybierał się więc na konne przejażdżki, polował, słuchał śpiewu ptaków i czasem coś pisał w swoim pamiętniku (umiłowanie do piękna otaczającego go krajobrazu zapewne posiadł od swego dziadka od strony matki -Junasa, a miłość do książek od dziadka ze strony ojca - emira Abu Saida Mirzy). W swym pamiętniku Babur dziękuje Allahowi za każdy dzień, który może spędzić w blasku słońca (ja stosuję taką zasadę, że przed pójściem spać pod koniec dnia w swych myślach wypowiadam trzy słowa: "Dziękuję!" za każdą godzinę przeżytego dnia, "Wybaczam!" - wszystkim którzy w jakikolwiek sposób mogli źle o mnie pomyśleć, lub powiedzieli coś nie tak, oraz powtarzam sobie, że kolejnego dnia będę jeszcze lepszym człowiekiem, a jednocześnie że dopnę tego, czego pragnę). Druga tułaczka Babura trwała dosyć długo, bo aż do 1504 r. Wówczas to dowiedział się o śmierci jednego ze swych wujów - Ulug Bega II emira Kabulu, który zmarł, pozostawiając na tronie swego synka, który był jeszcze niemowlęciem. Dziecko to obalił, a następnie przejął władzę w Kabulu niejaki Mukin Beg. Babur postanowił interweniować wobec tej jawnej niesprawiedliwości, a ponieważ ponownie zgromadził wokół siebie licznych chłopów - z których robił żołnierzy - ruszył do Kabulu. Jego trasa przebiegała przez bardzo wąską przełęcz Sir-i-Tuk, leżącą wśród wysokich i stromych skał. Jak opisuje to w swym pamiętniku: "Na stromych i wąskich przejściach i wąwozach, które musieliśmy pokonać, wiele koni i wielbłądów upadło i wypadło. (...) Nigdy nie widziałem tak wąskiej i stromej przełączy, ani nie podążałem ścieżkami tak uciążliwymi. Mimo to parliśmy naprzód z niewiarygodnym trudem przez przerażające wąwozy i przez ogromne przepaście". Wreszcie dotarli do celu. 




Należy od razu dodać, że od roku 1499 gdy ukrywał się w górach, poślubił przeznaczoną mu wcześniej i zaręczoną z nim swoją kuzynkę Aiszę Begum. Urodziła ona córkę, która otrzymała imię Nissa, a Babur był w niej po uszy zakochany gdy tylko miał taką sposobność, wszystkim pokazywał swoją córeczkę, nazywając ją "Chwałą kobiecości". Niestety jednak, dziewczynka zmarła w jakiś czas po swym urodzeniu jeszcze w 1501 r. Ojciec nie potrafił ukryć swego żalu po stracie córeczki, a jednocześnie od tego momentu jego relacje z Aiszą zaczęły się psuć. Chociaż wydaje się, że stosunki te nigdy nie były dobre, jako że Babur niezbyt interesował się kobietami (co oczywiście nie znaczy że interesował się mężczyznami, wręcz przeciwnie, był raczej człowiekiem którego nazwalibyśmy dzisiaj aseksualnym. Będąc jeszcze chłopcem w gronie swych przyjaciół przebywał oczywiście w otoczeniu nagich kobiet, ale nigdy go to nie pociągało, raczej dostrzegał w człowieku jego duchową naturę niż cielesność). W 1503 r. gdy on miał 20 lat, doszło do ich rozwodu. Kolejne jego relacje z kobietami były trudne, jako że sam napisał w pamiętniku: "Nigdy nie poczułem namiętności do żadnej kobiety", a jednocześnie - jak sam przyznaje - wraz z wiekiem (co wydaje się dziwne) wzrastała w nim nieśmiałość do płci pięknej. Po prostu będąc w otoczeniu kobiet czuł się nieswojo, był nieco zażenowany, czasem plątał mu się język i nie wiedział jak i o czym z nimi rozmawiać, twierdząc że skupiają się one na rzeczach, których on nie pojmuje. Jak sam przyznaje, jeśli przebywał w towarzystwie kobiet, to rozmawiał z nimi o sztuce, literaturze lub pięknie otaczającej go przyrody, ale takie relacje przypominały stosunki pomiędzy przyjaciółmi, a nie kochankami. Natomiast jak wiemy przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną (raczej) nie istnieje, bo wcześniej czy później musi zamienić się w jakieś głębsze uczucie, albo zwykłe cielesne pożądanie (😚🥴🥰). I dlatego kontakty z kobietami tak bardzo przerażały Babura. Jednocześnie w pamiętnikach często pojawia się jego żal w stosunku do tych kobiet ze swojej rodziny, którym - czy to z jego winy, czy też z winy losu - powiodło się źle. Wraca tam bo wiem do swej siostry Chanzady, którą musiał oddać za mąż, za swego wroga Muhammada Szajbaniego. Jej ciężki los, który musiała spędzić w haremie Szajbaniego, leżał mu zawsze na sercu, a w swych pamiętnikach wielokrotnie prosił ją za to o wybaczenie, nazywając ją "Najdroższą Damą". Poświęca też trochę miejsca w swym pamiętniku matce oraz babce, kobietom które musiał zostawić podczas swojego drugiego wygnania i których już nie spotkał. Matce dziękował że wydała go na świat, babce zaś że była tak dzielną i mądrą kobietą. 




A tymczasem Babur - na czele swego nowo sformowanego wojska - zbliżał się do Kabulu.


CDN.

niedziela, 16 lutego 2025

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XLVIII

HAREMY WYBRANYCH WŁADCÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ SULEJMANA WSPANIAŁEGO

Cz. XXXVII







ŻONA
SERAJ POD RZĄDAMI
ROKSOLANY/HURREM
(1534-1558)
Cz. XXI






"WIATR, KTÓRY PCHA DO WOJNY Z PERSJĄ - WIEJE Z HAREMU!"
Cz. I





 Gdy flota Hizir Hayreddina Barbarossy odpłynęła z Tulonu (początek kwietnia 1544 r.) temu osmańskiemu admirałowi również towarzyszył w podróży francuski kapitan o nazwisku Polin, baron de la Garde, który poprosił Barbarossę aby mógł nieco szybciej popłynąć do Konstantynopola (Hizir bowiem w tym czasie zajął się jeszcze plądrowaniem włoskich wysepek: Procidy, Ischii, Pozzuoli, Policastro i Lipari). Chciał bowiem osobiście przedstawić Wielkiemu Turkowi wersję wydarzeń króla Franciszka, tak, aby ten nie miał doń pretensji o niewykorzystane zwycięstwa i podjęcie pertraktacji rozejmowych z cesarzem Karolem V. I tak też się stało, kapitan Polin przybył pierwszy do Konstantynopola, a następnie uzyskał audiencję w sali obrad Dywanu u Sulejmana Wspaniałego. Towarzyszył mu wówczas niejaki Jérôme Maurand - ksiądz z Antibes, który pozostawił ciekawą notatkę z tego spotkania. A oto i ona:

"Podczas gdy mój bardzo dostojny pan szedł do drugiej bramy Pałacu, z jednej i z drugiej strony stały konie spahisów, część z jeźdźcami i bardzo bogato przystrojone. Nie dostrzegliśmy konia, który nie miałby złotych lub srebrnych wodzy i podobnych strzemion; większość miała z przodu głowy płytkę ze złota lub srebra w kształcie róży, w której osadzony był rubin, hiacynt lub turkus; i miały uzdy na modłę turecką, wyszywane złotem i karmazynowym jedwabiem, wzbogacone turkusami. (...) Miały małe siodła na modłę turecką, wszystkie złocone; na zadzie trzy palmy złotego brokatu lub haftowanego złotem aksamitu z rzędami guzików zwisającymi po obu stronach i zrobionymi ze złotej nici i karmazynowego jedwabiu. Wszystkie wierzchowce były pięknymi końmi tureckimi lub berberyjskimi, o maści skarogniadej lub karej, gniadej, siwej, jabłkowitej lub białej, a ich cena wynosiła co najmniej 200 dukatów. Doniesiono mi, że Wielki Pan trzyma zwykle w Pałacu 6 000 spahisów konnych. Kiedy mój bardzo dostojny pan przeszedł ze świtą pośrodku tych koni, na które miło było popatrzeć, dotarliśmy do wielkiej drugiej bramy rzeczonego Pałacu, przy której straż trzymają janczarzy. Janczarów jej strzegących jest 12 000 (...) noszą bukiet piór na głowie. (...) Jak tylko mój bardzo dostojny pan przeszedł przez tę drugą bramę, janczarzy, którzy byli ustawieni w pięknym szyku dokoła tego wirydarza, wszyscy wstali, skłonili się, widząc, jak przechodzi mój bardzo dostojny pan, i oddali mu wielkie honory. Pośrodku tego wirydarza, który jest cały zadaszony podobnie jak wirydarze klasztorne, znajduje się wielki plac, a na nim widać różne drzewa, zwłaszcza cyprysy, i różne zwierzęta, jak jelenie, sarny, strusie, kozy indyjskie i inne zwierzęta, które spacerują między drzewami. (...) Powrócę do mojego bardzo dostojnego pana, który dotarł do miejsca, gdzie paszowie zwykle udzielają audiencji, i został tu bardzo uprzejmie powitany przez czterech paszów, duży przedstawili go Wielkiemu Panu. (...)"




"W tej trzeciej sali Wielki Pan siedział na brokatowych poduchach odziany w białą satynę, z niedużym turbanem; na czubku turbanu widać było trochę karmazynowego aksamitu, który wystawał na trzy palce i tworzył kilka fałd; z przodu turbana znajdowała się jakby złota róża, a pośrodku tej róży bardzo błyszczący okrągły rubin, duży jak połowa orzecha laskowego; przy prawym uchu zwisała perła w kształcie gruszki wielkości orzecha laskowego i bardzo ładnie zrobiona; pod brodą, przy rozcięciu kaftana, który był z białej mory, zamiast guzików było dziesięć czy dwanaście pięknych pereł, wielkości dużej cieciorki. Po tym, jak Ambasador ucałował dłoń Wielkiego Pana, panowie paszowie zaprowadzili go do sali audiencyjnej całej wyłożonej dywanami, z małymi siedziskami wysokimi na półtorej palmy, okrytymi dywanami. Tam mój bardzo dostojny pan Ambasador zjadł posiłek z czterema panami paszami, Jego Eminencją przeorem Kapui i innymi, którzy ucałowali dłoń Wielkiego Pana; wszyscy zostali obsłużeni na modłę turecką. Inni szlachcice, którzy nie weszli, by ucałować dłoń Wielkiego Pana, zostali posadzeni do obiadu w jednej z części wirydarza Porty przy Pałacu Wielkiego Pana, gdzie przebywają janczarzy z gwardii rzeczonego Pałacu". Aby nieco skrócić tę przydługą relację, warto podkreślić iż goście sułtana otrzymali wykwintne jedzenie: baranina, jagnięcina, drób, do tego zupy ze zbóż i ziół. Na deser do wyboru bakława lub muhallebi (budyń mleczny), a do tego jako "na przegryzkę" lokum (słodka galaretka o różanym smaku). Służba pojawiała się i znikała niezwykle szybko, obecny na owym przyjęciu baron Wenceslas Wratislaw stwierdził że służących było 200. Ubrani byli w czerwone suknie i czapki na głowie z wyszywaną złotą nicią. Pojawiali się błyskawicznie, zabierali puste naczynia i podawali kolejne, z jadłem. Kłaniali się, a gdy trzeba było poczekać zamierali w ruchu niczym posągi.

Misja kapitana Polina w Konstantynopolu zakończyła się połowicznym sukcesem, gdyż jeszcze wtedy sułtan nie wiedział o zawartym 14 września 1544 r. w Crépy pokoju króla Francji Franciszka I i cesarza Karola V. Franciszek wysłał więc do sułtana kolejnego swego przedstawiciela - Jeana de Monluca, ale ten nie miał łatwego zadania. W Konstantynopolu był traktowany bardzo źle, wielokrotnie sułtan wybuchał przy nim złością, deklarując że król Francji go zdradził, zawierając pokój z Karolem V. Twierdził też, że jeżeli byli sojusznikami i jeżeli on, Sulejman ofiarował Franciszkowi swoją flotę, to dlaczego tamten z niej nie skorzystał i dlaczego nie poinformował go o planach zawarcia pokoju z Hiszpanią. Monluc dwoił się i troił aby tylko wybrnąć jakoś z tej sytuacji, ale jako wytrawny dyplomata, wygłaszał długie, płomienne mowy, deklarując w nich że jego król przystał na powszechny pokój, po to, aby Sulejman mógł rozkoszować się "zwycięstwami, które Bóg mu zesłał". Twierdził że z tego pokoju korzyści będzie czerpał przede wszystkim Sulejman, a nie Karol V, który stracił autorytet w oczach niemieckich chrześcijan i został upokorzony, samemu prosząc o pokój. Czy Sulejman uwierzył w te piękne słówka? Trudno powiedzieć, warto jednak nadmienić że zawarty pokój realnie był mu na rękę. W tym mniej więcej czasie do Konstantynopola przybył również wysłannik arcyksięcia Ferdynanda (brata Karola V - władającego ziemiami Austrii, Styrii, Karyntii, Tyrolu, Chorwacji, Czech, zachodniej części Węgier, Śląska i krajami niemieckimi jako król Rzymian) Girolamo Adorno. Niestety poseł ów, gdy tylko przybył do Konstantynopola mocno się rozchorował, a wkrótce potem zmarł, tak więc nie zdążył nawet rozpocząć negocjacji pokojowych z sułtanem. Zakończenie stanu wojny w Europie i uznanie dotychczasowych nabytków osmańskich (w tym zdobycia przez Sulejmana Budy - 2 września 1541 r.) było teraz celem sułtańskiej dyplomacji, tym bardziej że Sulejman coraz częściej rozglądał się na Wschód.




Od zakończenia ostatniej kampanii przeciw Persji Safawidów, minęło już prawie dziesięć lat, a państwo założone przez szacha Ismaila I pogrążało się coraz bardziej w wewnętrznej anarchii i wielu lokalnych buntach. Safawidzi nie byli Persami. Był to ród turecki, pochodzący z Azerbejdżanu i mówiący tamtejszą odmianą języka tureckiego. Jednak byli zdeklarowanymi, fanatycznymi szyitami i to ich różniło od Osmanów, dla których stali się śmiertelnymi wrogami (i vice versa). W roku 1544 panujący od 20 lat szach Tahmasp I (syn Ismaila) miał już 30 lat, był więc mężczyzną w sile wieku, ale władza coraz częściej wymykała mu się z rąk. Pierwsza dekada jego rządów upłynęła pod całkowitą dominacją mistrzów zakonu Kyzyłbaszy (fanatycznego szyickiego ugrupowania wojowników, które początkowo powołane zostało aby szerzyć wiarę mahometańską {oczywiście w wersji szyickiej}, oraz bronić chłopów i wszelkich ubogich przed nadużyciami feudałów. Potem jednak, gdy już mistrzowie zakonu obrośli w piórka {i w tłuszcz}, to ten postulat przestał być istotny dla zakonu). Fanatyzm Kyzyłbaszy (na których czele stał Ismail od początku swych rządów, czyli od roku 1501), został stępiony dopiero w bitwie w dolinie Czałdyranu w roku 1514 z rąk sułtana Selima I (ojca Sulejmana). Należało więc odtąd opracować nową formę władzy, która nie skupiałaby się tylko i wyłącznie na kwestiach zakonu i jego religijnej misji. Szach Ismail starał się wyrwać spod wszechwładzy kyzyłbaskich wodzów, ale nie udało mu się to do końca. Jego syn Tahmasp również pierwszą dekadę swego panowania spędził jako marionetka
kyzyłbaskich pir'ów (czyli mistrzów) i dopiero w roku 1533 zbuntował się, skazał na śmierć pir'a Hosejn-chana z plemienia Szamlu (który przewodził wówczas Kyzyłbaszom) dzięki temu wyzwolił się spod ich władzy. Hosejn-chan (a w 1530 r. Czucha-soltan z plemienia Tekkelu) został oskarżony o zdradę i spiskowanie z Osmanami, a także o chęć wyniesienia do władzy jednego z braci Tahmaspa - Sama-mirzy, choć jego jedyną winą była... pycha. Po prostu poczuł się zbyt pewny, zbyt wielki i zbyt ważny, a to go zgubiło. Sądząc że kontroluje szacha całkowicie, zabił jednego z jego ministrów, a to spowodowało, że sam stracił głowę. Mimo jednak rozprawienia się z zakonem Kyzyłbaszy, w państwie Tahmaspa nie było spokoju.




System władzy w Iranie Safawidów (za Ismaila i Tahmaspa) wyglądał następująco: na czele państwa (pierwotnie zakonu utożsamianego z terenem, ziemią na której żyli) stał szach. Niżej od niego był mistrz zakonu Kyzyłbaszy, następnie mianowani przez szacha feudałowie ziemscy, niżej członkowie zakonu, następnie przedstawiciele administracji i wyżsi dostojnicy szyickiego kleru (po roku 1533 mistrzowie Kyzyłbaszy spadli na niższe miejsca w tej piramidzie władzy, równe urzędnikom administracji szacha) Ale ta władza nie była jednostajna, można wręcz powiedzieć że były dwie władze. Drugą stanowili wodzowie nomadów, którzy uznawali władzę szacha jedynie nominalnie, natomiast na swoim terenie to oni stanowili prawa, oni nakładali podatki i oni je egzekwowali. Podatki zaś płacili przede wszystkim najubożsi, a było ich mnóstwo, gdyż państwo nieustannie potrzebowało pieniędzy. Problem polegał tylko na tym, że pieniądze te były marnotrawione, lub... "zamrażone" w skarbcu, co powodowało że nie można ich było użyć, a potrzeby były ogromne. Dochodziło nawet do tego, że wojsko szacha nie otrzymywało żołdu, bo nie było pieniędzy, którymi można było je wypłacić (część pieniędzy bowiem została - jak wspomniałem - "zamrożona", czyli przeznaczona na "trudne czasy", które tak naprawdę trwały w Iranie wówczas non stop). Trwał w kraju permanentny kryzys społeczny, finansowy i polityczny. Drogi były pełne zbójców i lepiej było podróżować morzem, albo nawet jeziorem (ale i tam rozbójnicy rzucali tamy, lub stosowali inne wybiegi, by tylko zarobić na podróżnych). Niekończące się bunty różnych plemion (1526 r. bunt ludność Azerbejdżanu, 1527-28 r. wojna domowa pomiędzy frakcjami Kyzyłbaszy, wygrana przez plemię Tekkelu, 1530 pogrom plemienia Tekkelu zarządzony przez szacha Tahmaspa, 1531 r. bunt plemienia Tekkelu którzy spalili Tebryz, 1535 r. bunt w Gilanie, Interwencja osmańska w latach 1534-1536 pod wodzą najpierw wielkiego wezyra Ibrahima Paszy, a następnie samego sułtana Sulejmana, czego efektem było zdobycie Bagdadu w grudniu 1534 r., 1538 r. bunt w Astrabadzie, 1541 r. bunt w Chozestanie), a poza tym nieustanne wręcz ataki uzbeków (w latach 1524-1540 doszło aż do pięciu takich inwazji). W takich warunkach przetrwanie państwa perskiego było wręcz cudem, tym bardziej że to nie wszystkie kłopoty, jakie spadły wówczas na Persję.




Szach Tahmasp miał bowiem trzech braci. Bahram Mirza był jedynym z nich, który nie knuł przeciwko swemu bratu i nie chciał pozbawić go władzy (w zamian otrzymał dowództwo wojskowe nad armią i nawet nieźle sobie radził jako wódz). Natomiast dwaj pozostali: Sam Mirza (wcześniej gubernator Chorasanu, za próbę buntu przeciwko bratu usunięty stamtąd), oraz Elkas Mirza (gubernator Szirwanu) nieustannie knuli i zawiązywali spiski, w celu obalenia Tahmaspa z tronu Safawidów. Właśnie ten ostatni z braci Elkas Mirza stanie się głównym bohaterem tej części naszej serii, gdyż jego dążenie do obalenia Tahmaspa przywiodło go ostatecznie (dopiero w roku 1547) do Konstantynopola, gdzie będzie błagał sułtana Sulejmana o wsparcie i interwencję przeciwko bratu (a jednocześnie przeciwko własnemu krajowi). Jednak w tym rozpadającym się państwie, gdzie nie było ani bezpieczeństwa, ani też stabilizacji politycznej, zdarzało się że szach podejmował wyprawy wojenne. Głównym obszarem inwazji były państwa Kaukazu, głównie Gruzja (królestwa Imereti, Kartli i Kaketii oraz księstwo Samczke) i Czerkiesia. Pierwsza taka wyprawa została zorganizowana pod osobistym dowództwem Tahmaspa w roku 1541 (druga 1547). Były to wyprawy głównie łupieżcze, zorganizowane w celu pozyskania niewolników (szczególnie zaś niewolnic, gdyż Gruzinki i Czerkieski były poza Europejkami, szczególnie zaś Słowiankami - najbardziej cenionym towarem w haremach Konstantynopola i Tebryzu. Otoczony więc wrogami, buntami poddanych, grasującymi po drogach członkami zakonu Kyzyłbaszy (mordującymi i rabującymi dla zysku, a niekiedy nawet dla przyjemności - co pokazuje jak niebezpieczna wówczas była Persja), niepewny swego tronu (a szczególnie swych braci), jedyne co tak naprawdę potrafił skutecznie przeprowadzić wówczas Tahmasp, to nową liczbę porwanych dziewcząt do swego haremu. 🥴 




Poza tym szach Tahmasp musiał uważać, że nie znajduje się jeszcze w tak złym położeniu, jak inni, a utwierdził go w tym przypadek Humajuna, obalonego władcy Wielkich Mogołów, kontrolującego wcześniej północne obszary Indii (Hindustan). On to właśnie w początkach roku 1544 wraz ze swą małżonką Baga Begum i czterdziestoma ludźmi (po drodze musieli żywić się gotowanym mięsem zabitych koni) przedostał się do Persji, prosząc Tahmaspa o schronienie, a także wsparcie militarne w celu odzyskania władzy. Humajun był synem Babura, emira Kabulu od roku 1504, który po zwycięstwie w bitwie pod Panipatem w roku 1526, założył islamskie Cesarstwo Wielkich Mogołów w północnych Indiach. Może to nie jest ta seria i może znów zbaczam z głównej drogi tematycznej, ale wydaje mi się że warto opisać te dwie postaci Humajuna i Babura, gdyż są one mało znane (szczególnie u nas), a niezwykle ciekawe były to osoby (chociaż można oczywiście uwzględnić fakt, że jakaś część tych opowieści powstała na potrzeby późniejszej propagandy politycznej). Ale ponieważ Tahmasp przyjął Humajuna na swój dwór i udzielił mu wsparcia militarnego aby ten odzyskał władzę w Delhi (choć nie od razu i trwało to dekadę), warto zająć się początkami tej muzułmańskiej dynastii panującej w Indiach, nim przejdziemy do kolejnej inwazji sułtana Sulejmana przeciwko Persji Safawidów (nie zapominając oczywiście o wydarzeniach dziejących się w tym czasie w Hiszpanii, w Niemczech, we Francji, w Anglii i oczywiście w "najpotężniejszym państwie na świecie" czyli w polsko-litewskiej Rzeczpospolitej 😉👍).



"MIAŁEM SZCZĘŚCIE URODZIĆ SIĘ SZLACHCICEM W POLSCE - NAJPOTĘŻNIEJSZYM PAŃSTWIE NA ŚWIECIE"



CDN.

środa, 25 września 2024

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. XIII

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO 

MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI





POWSTANIE i WOJNA
Cz. XIII





 Lato 1650 r. to nie tylko czas narodzin królewskiej córki, ale przede wszystkim intensywne działania, zmierzające do zawiązania antytureckiej koalicji złożonej z Rzeczpospolitej, Kozaków Chmielnickiego, Siedmiogrodu Rakoczego, księstwa Multańskiego (Wołoskiego), Cesarstwa, Wenecji a także Chanatu Krymskiego. Pracował nad tym intensywnie kanclerz wielki koronny Jerzy Ossoliński, ale zmarło mu się 9 sierpnia, co realnie pogrzebało wszelkie anty-tureckie plany. Ossoliński był osobistym wrogiem kniazia Jaremy Wiśniowieckiego, a poza tym był bardzo nielubiany szczególnie przez zwykłą szlachtę, jako że bardzo rzadko liczył się z jej zdaniem i potrafił tak manipulować opinią "panów braci", że ostatecznie i tak zawsze stawiał na swoim. Jedyny bodajże w tym okresie człowiek który realnie żałował Ossolińskiego, to był kanclerz wielki litewski Albrycht Stanisław Radziwiłł, który pisał o nim: "Wielki mąż w radzie, w darze wymowy i znajomości spraw nieporównany, jak i w biegłości w językach, przyjaźnią połączony z obcymi książętami, godny był dłuższego życia". Ossoliński zmarł w wieku lat 54, czego przyczyną miała być apopleksja (mówiono że spowodowana odmową króla Jana Kazimierza nadania starostwa trembowelskiego teściowi jego córki -  hetmanowi polnemu koronnemu Marcinowi Kazanowskiemu). Pochowany został w ufundowanym przez siebie klasztorze dominikanów w Klimontowie, a w samym pogrzebie wzięła udział tylko najbliższa rodzina i kilku przyjaciół. Mówiło się też, iż tego właśnie dnia król zasiadł do uczty wesoły i taka też panowała ogólna radość na dworze (choć oczywiście nie była ona powszechnie okazywana), a po kraju zaczęły krążyć chociażby tego typu wierszyki: "Śmierć twoja wielki mężu nie w smak wszystkim była - bo cię za późno zgładziła". Wraz ze śmiercią kanclerza Ossolińskiego wszelkie plany wojny przeciwko Imperium Osmańskiemu ostatecznie dobiegły kresu.

A tymczasem na Ukrainie Chmielnicki próbował pokazać coraz otwarciej swoją podmiotowość i niezależność od króla i Rzeczypospolitej. Na początku lipca poprosił zdążającego do Moskwy Greka - Joana Tafralija, aby ten zapewnił cara Aleksego że wciąż gotów jest mu służyć, a pogłoski o jego odstępstwie są nieprawdziwe. Gdy zaś 30 lipca doszło do jego spotkania z osmańskim posłem Osmanem agą (podczas którego Turek zapewniał w imieniu sułtana, iż ten gotów jest wesprzeć Chmielnickiego nawet i 100 000 wojska - nie licząc ordy tatarskiej -  jeśli tylko Chmielnicki dalej będzie kontynuował wojnę z Polską), ten był niezwykle podekscytowany i zadowolony z tego spotkania. Już 31 lipca (czyli dnia następnego), podczas spotkania z posłami wojewody krakowskiego - Władysława Dominika Ostrogskiego-Zasławskiego i starosty kałuskiego - Jana Zamoyskiego, stwierdził otwarcie: "Mnie ani król, ani Rzeczpospolita do żadnych rzeczy zmusić nie może, bom ja wolny sobie i komu zechcę, będę służył. Mam cara tureckiego (...) posiłkiem pewnym, cara moskiewskiego także, ordy wszystkie poprzysiężone. Nie tylko Koronę Polską, ale i Państwo Rzymskie komu zechcę, w ręce dam i panom wszystkim majętności nie puszczę, póki mi Czaplińskiego nie wydadzą" (notabene to właśnie od sporu z Danielem Czaplińskim zaczął się cały ten kozacki bunt na Ukrainie, gdy podstarości czehryński najechał chutor Chmielnickiego, porwał mu żonę - którą następnie poślubił, a także okaleczył syna). Chmielnicki zresztą pił na umór (o czym pisałem już w poprzednich częściach tej serii). Gdy 3 sierpnia 1650 r. kompletnie pijany, wybrał się na przejażdżkę w towarzystwie "Horoszenki" (Piotra Doroszenko) i napotkał na swej drodze kilku szlachciców, kazał ich wszystkich potopić. Nazajutrz gdy wytrzeźwiał, ponoć tego żałował, a w liście do króla pisał, że to tylko dzięki jego osobie szybko postępuje przywracanie szlacheckich majątków -  zarówno szlachty "laskiej" jak i ruskiej - na Ukrainie.




Śmierć kanclerza Ossolińskiego była również powodem pewnej zmiany, jaka musiała zaistnieć na dworze chanów krymskich w Bakczysaraju. Chan Islam III Girej zapewne marzył o zrzuceniu osmańskiej zależności Krymu (narzuconej jeszcze w 1475 r.), ale oczywiście musiał mieć ku temu sporą koalicję międzynarodową, gdyż inaczej nie odważyłby się wystąpić przeciwko sułtanowi. Jednak wraz ze śmiercią Ossolińskiego miraże te upadły całkowicie i jedynym wyjściem było kontynuowanie planów wielkiej wojny z Moskwą, które to propozycje - przez swoich posłów - składał Islam Girej zarówno Rzeczpospolitej, jak i Szwecji (w sierpniu 1650 r do Sztokholmu w tym właśnie celu udało się poseł Mustafa bej, który na audiencji u królowej Krystyny przedstawił list od chana i dostojników krymskich, deklarując że już teraz na Moskwę ruszyło 100 000 ordy pod wodzą kałgi sułtana, a wkrótce dołączy do nich również sam chan. Proponował więc wspólną wyprawę przeciwko Moskalom, deklarując że na Krymie wiedzą o "nieprzyjaznej postawie Moskwy wobec Szwecji". Jednak wiadomość o wysłaniu 100 000 Tatarów na Moskwę nie była prawdziwa, a miała jedynie skusić Szwedów do wspólnej z chanem inwazji na Rosję). Jednak ani królowa Krystyna (córka Gustawa II Adolfa Wazy), ani wpływowy kanclerz Królestwa, hrabia Axel Oxenstierna (prywatnie zaś osobisty przyjaciel poległego w bitwie pod Lützen w listopadzie 1632 r. Gustawa II Adolfa) nie zamierzali jednak wciągnąć Szwecji w ten konflikt. Nie mogąc więc doprowadzić swych planów wojennych do pełnej realizacji, chan zajął się sprawami wewnętrznymi swego państwa. Zaczął więc stawiać liczne warownie na granicach Chanatu, szczególnie jego oczkiem w głowie była twierdza w Perekopie, która strzegła drogi na Krym. Kazał też tam wznieść wał perekopski (według ustaleń Zygmunta Abrahamowicza, liczył on od 8-23 km.). Rozbudował pięknie Bakczysaraj, Perekop i Gozlew, wznosząc tam nowe medresy, kramy kupieckie, meczety, domy dla ubogich i dla podróżnych. W ogóle pod jego rządami w połowie XVII wieku Chanat Krymski rozwijał się wyśmienicie (było to spowodowane licznymi wyprawami łupieskimi zarówno na Rzeczpospolitą jak i na Moskwę i pozyskaniem tą drogą licznych łupów oraz niewolników). W ogóle Chanat Krymski w tym okresie jaśniał blaskiem w porównaniu ze swymi sąsiadami, popadającą w kryzys Rzeczypospolitą, Moskwą - którą trapiły liczne wewnętrzne bunty i powstania (o czym wspomniałem w poprzedniej części), a także Imperium Osmańskim, które również popadało w kryzys i zmagało się z buntami ludności przeciwko coraz bardziej żądnej władzy i ziemi elicie dworu osmańskiego (ostatni w tym okresie bunt wybuchł w okolicach Karahisaru w 1648 r., a przewodził mu Kathardżi-Oglu, do którego to przyłączył się szyicki prorok - Abdulnebi. Sułtan Mehmed IV stłumił ten bunt w bitwie pod Üsküdarem jeszcze w tym samym 1648 r.).

2 sierpnia przybył do Czehrynia poseł chana Sefer Gazi aga, przywożąc Chmielnickiemu list, w którym Islam Girej nakazywał mu przygotować się do wojny z Moskwą (deklarował również, że w przypadku gdy Polacy zaatakują Ukrainę, Orda natychmiast ruszy Kozakom z odsieczą). Chmielnickiemu nie w smak były te plany, ale nie odważył się otwarcie zaprotestować i nakazał przygotowania (choć jednocześnie nie informował przeciwko komu są one skierowane). Miał też drobny problem z pułkownikiem niżyńskim - Prokopem Szumiejką, który przeszkadzał szlachcie w dotarciu i odzyskaniu ich majątków. Wezwał go do Perejasławia, zbeształ, mówiąc że nie jest rolą Kozaków decydować co poszczególni panowie robią we własnych majątkach, a jedynie stać na straży kozackich wolności, odebrał mu stopień pułkownika i oddał go setnikowi bużyńskiemu - Łukianowi Suchyni. W tym też mniej więcej czasie na Zaporoże przybył chorąży nowogrodzki - Mikołaj Kisiel, który zażądał wycofania Kozaków z dóbr prywatnych na Bracławszczyźnie (spytał się jednocześnie Chmielnickiego czy pragnie on wojny czy pokoju). Jednocześnie poinformowano Chmielnickiego o koncentracji wojsk polskich na Podolu. Polecił więc Chmielnicki aby nie czyniono przeszkód szlachcie w dotarciu do ich majątków (oczywiście nie czynił tego, bo się przestraszył, a jedynie aby zyskać na czasie, gdyż nie był jeszcze przygotowany do nowego konfliktu z Rzecząpospolitą). Jednocześnie posłał też do Konstantynopola swoich ludzi (pod przewodnictwem pułkownika kijowskiego - Antona Zdanowicza), aby wybadać czy sułtan rzeczywiście wyślę pomoc, na wypadek nowej wojny z Polską, jednocześnie deklarując oddanie się pod opiekę sułtana. Po wizycie Mikołaja Kisiela Chmielnicki ponownie spił się na umór i krzyczał (przeplatając ze sobą słowa polskie i ruskie) tak, iż słychać go było "w całym Czehryniu" (jak zanotował nieznany z imienia pisarz polskiego poselstwa) że: "Poczekajcie Lachy! Poczekaj, panie hetmanie! Już teper ne budę Potocki, ale budę Koniec-Polski! Oj Lachy, Lachy,! Chytrością i nieprawdą ze mną idziecie" (notabene hetmana Potockiego wziął do niewoli Chmielnicki pod Korsuniem w 1648 r., natomiast Koniecpolski zmarł w 1646 r. i był ostatnim z wielkich hetmanów Złotego Wieku Rzeczypospolitej, od czasów zaś hetmana Czarnieckiego rozpoczyna się okres hetmanów Srebrnego Wieku. {Ciekawostka - hetman wielki koronny Stanisław Koniecpolski zmarł w wieku zaledwie 54 lat, a wszystko za sprawą tego, że niedawno wziął ślub z młodą dziewczyną której chciał dogodzić w łożu, dlatego też brał różne preparaty wspomagające męskość, a one ostatecznie doprowadziły go do śmierci, gdyż dostał zawału serca. Na jego pogrzebie poseł sułtana tureckiego wyrzekł te oto słowa: "Polacy, wy jeszcze nie zdajecie sobie sprawy kogo straciliście, ale już wkrótce się o tym przekonacie". Bez wątpienia gdyby Koniecpolski dożył wybuchu powstania Chmielnickiego, to skończyłoby się ono pod Korsuniem klęską i śmiercią lub niewolą Chmielnickiego).




Więc Mikołaj Kisiel ponownie przybył do Czehrynia, Chmielnicki miał mu zakomunikować: "Stoję teraz jedną nogą w Polsce, jedną w Turcji. Nie chcę zdradzić króla, mego pana, ale jeśli będę zaczepiany przez Polaków, a ich obóz będzie bliżej niż koło Lwowa, jeśli nie wydacie mi Czaplińskiego i nie oddacie zagrabionych cerkwi, wówczas pokłonię się Turczynowi. Z czym więc przyjechałeś, panie starosto? Jeśli uczynicie, czego pragnę, będę służył królowi; jeśli nie - zwrócę się winną stronę". Nic nie uradzono, ale 10 sierpnia 1650 r. w Orlikowie pod Czehryniem (ponownie - bo czynił to już kilkukrotnie wcześniej - o czym pisałem) spotkał się Chmielnicki z wojewodą kijowskim - Adamem Kisielem. Niby był zmartwiony, pytał się co ma czynić, gdyż nie chce zrywać z Koroną i z królem, ale realnie nie zapadły tam też żadne ostateczne decyzje. Kisiel pisał z Orlikowa do króla 12 sierpnia żeby nie prowokować Chmielnickiego i nie ułatwiać mu opowiedzenia się po stronie sułtana. Wojsko trzymać najdalej w Glinianach pod Lwowem, oraz posłać posła na Krym, aby wytłumaczył chanowi że Rzeczpospolita nie ma zamiaru atakować Kozaków. Podważenie sojuszu kozacko-tatarskiego miało być teraz głównym celem Rzeczypospolitej, czym w pewien sposób pomagał również sam Chmielnicki. Otóż denerwował go stopień zależności, do jakiego został zmuszony w ugodzie zborowskiej (1649), stając się realnie podwykonawcą woli chana krymskiego. Ta zależność bardzo mu ciążyła, a jednocześnie wiedział że bez wsparcia Tatarów sami Kozacy nie będą mogli oprzeć się długo potędzę Rzeczpospolitej. A co gdyby sam ogłosił się księciem ruskim, albo kozackim? Co gdyby wszedł do rodzin panujących? Wówczas jego pozycja byłaby zupełnie inna niż obecnie i właśnie taka myśl zakołatała w jego głowie. Zapragnął bowiem wydać swego 18-letniego syna Timofieja (zwanego Tymoszką), za Rozandę, córkę hospodara mołdawskiego - Bazylego Lupula. Tylko że najpierw trzeba było go do tego zmusić, dlatego też Chmielnicki oskarżył Lupula o przechwytywanie jego listów do sułtana, (czym ten miał działać na korzyść Rzeczpospolitej i króla polskiego). Co ciekawe w tej wyprawie liczył Chmielnicki na wsparcie Tatarów, gdyż Lupul jeszcze w 1649 r. napadł na część ordyńców powracających z łupami i odebrał im je, a także uwolnił jeńców. Taka wojna, mająca przysłużyć się nowej dynastii Chmielnickich, byłaby znacznie lepsza niż wyprawa na Moskwę czy Turcję.

Jeszcze w sierpniu 1650 r. pod Humaniem zgromadził ataman ok. 70 000 armię (z czego Tatarów było jakieś 30 000) i kilkadziesiąt dział. 1 września to wojsko stanęło pod jampolem nad Dniestrem (będącym granicą pomiędzy Rzeczpospolitą a Mołdawią). Pierwsi przez rzekę rzucili się Tatarzy, po nich postępowali Kozacy, nie napotkawszy nigdzie oporu, wpadli prawdziwe morderczy szał. Zapłonęły wioski i miasteczka, doszło do gwałtów i mordów, a najeźdźcy doszli za Prut aż do Jass (stolicy Mołdawii), które to miasto spalili, biorąc tam licznych jeńców. Sam Lupul zbiegł wraz z rodziną do lasu, a następnie do położonego w górach klasztoru. Wyprawa ta głównie polegała na niszczeniu i mordach (Tatarzy praktycznie nie brali nawet jasyru, wyjąwszy młode, ładne dziewczyny które następnie można było z zyskiem sprzedać). Bazyli Lupul skontaktował się ze stojącym po drugiej stronie granicy (w rejonie Kołomyi i Śniatynia) hetmanem wielkim koronnym Mikołajem Potockim (tym który będąc kompletnie pijany, poniósł klęskę w bitwie pod Korsuniem i dostał się do niewoli, ale po ugodzie zborowskiej Chmielnicki uwolnił go, tak jak i resztę polskich jeńców) z prośbą o pomoc. Ten jednak nie zamierzał wdawać się w tą awanturę, tym bardziej że od Chmielnickiego odgradzały go dwa kozackie pułki, które ten ustawił na wypadek interwencji Polaków od strony Rusi Czerwonej. W tych warunkach Lupul musiał zgodzić się na narzucony mu przez Chmielnickiego traktat, na mocy którego w zamian za opuszczenie jego kraju przez Tatarów musiał im zapłacić 120 000 talarów, Kozakom co prawda tylko 10 000, ale Chmielnicki zyskał znacznie ważniejsze postanowienie małżeństwa Timofieja z Rozandą, zawarcie wiecznego sojuszu kozacko-mołdawskiego i wyrzeczenia się Lupula wszelkich związków z Polską. Dodatkowo Chmielnicki otrzymał konia z rzędem, szablę bogato oprawioną złotem i wysadzaną drogimi kamieniami, oraz sobole. Jako gwaranta do trzymania owych warunków, Chmielnicki pozostawił w Mołdawii pułkownika bracławskiego Daniłę Neczaja z jego oddziałem (który poniekąd przydał się Lupulowi gdy wkrótce potem znów powrócili Tatarzy, wówczas Neczaj "wyprowadził" ich z Mołdawii tak, aby już nie uczynili więcej szkód). W drodze powrotnej z Mołdawii, Chmielnicki wysłał dwa listy. Pierwszy do księcia Jerzego Rakoczego z Siedmiogrodu, zapewniający o chęci wsparcia Siedmiogrodzian przeciwko ich wrogom; drugi zaś do hetmana Potockiego, w którym deklarował wierność Rzeczpospolitej i tłumaczył się że wyprawę na Mołdawię przedsięwziął w celu skłonienia Lupula do wojny z Turcją, co - jak twierdził - było "Świątobliwym zamysłem Jego Królewskiej Mości".




Już jednak w październiku w swym liście do króla pisał Chmielnicki że jego interwencja w Mołdawii związana była z ochroną Lupula przed jego wrogami. Zupełnie już w tym momencie widać było, że Chmielnicki nie dba nawet o pozory prawdomówności, stawiając coraz bardziej wszystko na jedną kartę. Coraz bardziej dostrzegała to szlachta z okolic Kijowa i Czehrynia, której co prawda oficjalnie Chmielnicki pomagał w odzyskaniu ich majętności, ale (tak jak wyżej opisany przeze mnie przykład) zdarzało się że również mordował ich z zimną krwią. W tych warunkach w październiku 1650 r. szlachta kijowska i czernichowska podjęła zobowiązanie, iż gotowa jest ponownie walczyć z Chmielnickim w nowej wojnie na śmierć i życie, natomiast ci spośród współbraci z tych okolic, którzy się od tego zadania odłączą, mają zostać objęci anatemą, a ich majątki skonfiskowane i oddane królowi jako królewszczyzny. Jeszcze z końcem października hospodar Lupul wysłał list do hetmana Potockiego w którym informował go dokładnie o przebiegu kampanii kozackiej i o poczynionych układach, które zostały nań wymuszone. Jego celem było bowiem zerwanie sojuszu z Chmielnickim, a już na pewno nie chciał wydawać swej córki za mąż za Timofieja. Dlatego też dokładnie informował Potockiego nie tylko o sile Kozaków, ale również o ich planach, które pozyskał. Twierdził więc że w nadchodzącej wojnie z Polską Kozaków wspierać mają nie tylko Tatarzy, ale również Siedmiogrodzianie Rakoczego, którzy wspólnie mają ruszyć na Kraków. W tych warunkach już 7 listopada zwołano sejmiki wojewódzkie, a król na 5 grudnia 1650 r. zwołał nadzwyczajny Sejm dwuniedzielny (uznał bowiem że nie ma sensu czekać na zwołanie zwyczajnego Sejmu sześcioniedzielnego). W czasie otwarcia Sejmu król wygłosił mowę w której stwierdził że nad Rzeczpospolitą gromadzą się kolejne wrogie siły, wojsko domaga się żołdu, skarb jest prawie pusty, a powiaty nie chcą niczego przekazać z własnych zasobów, należy więc uchwalić nowe podatki tej nadzwyczajnej dla Ojczyzny chwili. Było wiele głosów i wiele opinii, m.in. wojewoda kijowski Adam Kisiel postulował ugodę z Chmielnickim "aby zachować Unię". Twierdził też że należy zwrócić te parę cerkwi których oni się domagają i obłaskawić Chmielnickiego jakimiś upominkami. Wielu poczytało tę propozycję za uwłaczającą i haniebną, a wówczas Kisiel stwierdził że w takim razie ma jeszcze inną propozycję, która nie będzie hańbiąca dla Rzeczpospolitej - stworzyć takie wojsko, żeby ani Moskwa, ani Turek, ani Chmielnicki nie był w stanie nam niczego narzucić. Tylko że na to potrzeba pieniędzy.

Wyprawiono więc ponownie poselstwo do Chmielnickiego (zresztą tam było poselstwo od chana, od sułtana, niedawno wyjechał ponownie poseł od cara Aleksego, ponoć w Czehryniu w tym czasie "posłów było jak psów" i tylko zmieniali się jeden z drugim). Przybyło ono jednak bez podarków (co spotkało się ze złośliwymi uwagami Chmielnickiego, że skoro hetman polny Kalinowski stał się teraz chudopachołkiem i nie stać go nawet na podarki, to może należy go wspomóc finansowo). Chmielnicki zakomunikował wówczas posłom, że jeśli na zwołanym przez króla Sejmie nie wydadzą mu Czaplińskiego, to: "go w Warszawie i Gdańsku szukać będę. A już nie ja jego, a on mój. (...) Mam Tatary, Wołochy, Multany, Węgry...", dalej groził (tylko już po rusku), że jeżeli nie dostanie Czaplińskiego to "skończy wszystkich Lachów". Liście do króla zaś miał jeszcze bardziej ciekawe żądania, domagając się zatwierdzenia pokoju polsko-kozackiego przez arcybiskupów: gnieźnieńskiego i lwowskiego oraz biskupa krakowskiego, hetmana wielkiego koronnego i hetmana polnego litewskiego, a także wojewodę bracławskiego i podkanclerzego koronnego (🤭). Żądał też zniesienia unii religijnej i możliwości działania prawosławia na wszystkich ziemiach Rzeczpospolitej, tak jak katolicyzmu (z tym że katolicy nie mieliby wstępu do województw kijowskiego, bracławskiego i czernichowskiego). Donoszono również zebranym na Sejmie posłom i szlachcie o brataniu się tu i ówdzie Kozaków z Tatarami (ponoć w jakiejś gospodzie wspólnie urządzili imprezę, na której przysięgali sobie wierność po grób, obcałowując się w sposób haniebny - jako że Tatarzy to przecież byli poganie, to znaczy nie wyznający wiary w Chrystusa, dlatego takie deklaracje były uważane za hańbiące i jawnie grzeszne). Mimo tych wszystkich niepokojących sygnałów na Sejmie przez pierwsze prawie dwa tygodnie zajmowano się w większości duperelami. Dopiero 17 grudnia ostatecznie uchwalono podatki na 51 000 armię (36 000 wojsk w Koronie i 15 000 na Litwie). Wiśniowiecki postulował zwiększenie wojska do 60 000 ale propozycja ta została odrzucona. Król spotkał się również z posłem weneckim - Girolamą Cavazzą na wypadek gdyby po stronie Chmielnickiego opowiedział się sułtan (Wenecja, która walczyła wówczas z Osmanami na Krecie, miała być w tej wojnie sojusznikiem). Cóż, wszystko wskazywało na to, że na wiosnę roku następnego (1651) wybuchnie kolejna krwawa wojna. I tak też się stało.




CDN.