Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FANTASTYKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FANTASTYKA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 lutego 2023

POST-ATOMOWA RZECZYWISTOŚĆ

CZYLI MIKROŚWIAT PO ATOMOWEJ APOKALIPSIE





Ponieważ ostatnio czytałem że rosyjskie bomby jądrowe po raz ostatni wymieniano jakieś trzydzieści lat temu (i wtedy też przeprowadzono ostatnie testy tej broni), a to oznacza, że broń ta w rosyjskich realiach jest już mocno przestarzała i nie nadająca się do użytku (gdyż żywotność głowic nuklearnych wynosi mniej więcej jakieś dwadzieścia lat). Cóż, nawet jeśli to prawda i broń ta jest już nie nadającą się do użytku, to jednak warto by się zastanowić, jak wyglądałby świat po atomowej apokalipsie. Nie chodzi mi jednak o świat rozumiany w kategoriach globalnych czy kontynentalnych, ale o ten nasz najbliższy mikroświat. Jak wyglądałyby domy, które uniknęłyby bezpośredniego zniszczenia, ale jednak zostałyby opuszczone ze względu na wysokie promieniowanie jądrowe i jak wyglądałaby najbliższa okolica po takim właśnie ataku? Proponuję więc małą podróż po już istniejących w rzeczywistości podobnych miejscach-widmach, opuszczonych przez ludzi i pozostawionych na łaskę warunków atmosferycznych i nieubłaganego czasu. 

Oto kilka z takich obrazków:
































A TO JUŻ WIZJA ARTYSTYCZNA 






















sobota, 11 lutego 2023

KRONIKI OSHARA - Cz. III

 OPOWIADANIE FANTASY 

Z SILNYMI ELEMENTAMI EROTYKI I BDSM 





NEMEA, ZAKON I WIELKA BOGINI

Cz.II






 Po krwawej wojnie domowej - zwanej "Czasem Chaosu" - królowa-kapłanka Isilena II próbowała odbudować dawne królestwo swej matki, lecz nie było to wcale takie łatwe. Autorytet i poważanie kapłanek Wielkiej Bogini zostały mocno nadwątlone a Nemea spadła do roli jednego z prowincjonalnych królestw Masywu Centralnego. Kraj potrzebował przede wszystkim odrodzenia gospodarczego gdyż pola uprawne leżały odłogiem, ogrody świątynne porosły chwastami, gdyż większość niewolników zbiegła i nie miał kto się nimi zajmować, zaś handel w czasie wojny ustał zupełnie. Świątynia Wielkiej Bogini została zaś ogołocona z tajemniczych artefaktów, które złożono tam w czasach pierwszej kapłanki Azali, a to oznaczało, że lud Nemei przestał traktować kapłanki jako predestynowane do władzy nad krajem. Jedynym plusem w tych trudnych latach odbudowy był fakt, iż sąsiednie kraje nie dążyły wcale do podporządkowania sobie Królestwa Nemei a niektóre, jak górzysta Romeria wciąż podzielone były na szereg drobnych plemion. 

Najważniejszym zadaniem było teraz ponowne odnowienie handlu, lecz kupcy ze świątynnego miasta Antarii zaczęli domagać się praw politycznych a co za tym idzie stworzenia własnej reprezentacji miejskiej z którą wielka kapłanka musiałaby się liczyć. Isilena nie mają z innego wyjścia, musiała zgodzić się na żądania bogatych kupców Antarii i powołała do życia Radę miejską która decydowała odtąd o pieniądzach jakie trafiały do Świątyni. Królowa-kapłanka nie mogła odtąd bez zgody Rady miejskiej przeprowadzić żadnej kampanii, ani też przedsięwziąć jakiejkolwiek wyprawy morskiej. Kupcy z Rady miejskiej dali też pieniądze na stworzenie w Antarii pierwszej uczelni, która kształciłaby przyszłe elity kraju, a wraz z uczelnią powstała Wielka Biblioteka do której Isilena sprowadzała najróżniejsze księgi z różnych zakątków świata. Zakon jednak utrzymał swoją dawną strukturę i pomimo zmian, jakie następowały, uporczywie strzegł swej pierwotnej form. Nadal tylko dziewczęta mogły zostać kapłankami Świątyni, a mężczyźni mogli tam przebywać tylko jako niewolnicy. W czwartym roku "Odrodzenia Świątyni" (jak zwano okres zdobycia władzy przez Isilenę), otwarto w Antarii ponownie rynek niewolniczy - który stał pusty od dziesięciu lat (czyli od wybuchu wojny domowej). Zaczęli tam przybywać handlarze niewolników z odległego Kashiru, prezentując na nich schwytane przez siebie niewiasty oraz młodych mężczyzn. Ponieważ jednak na targu niewolników mógł się zjawić każdy, kto tylko tego pragnął i kogo było stać na zakup niewolnika, przeto niektórym kapłanom, które wciąż żyły dawną chwałą Zakonu, nie było to w smak. Niejaka Nikareta -kapłanka zarządzająca Wielką Biblioteką, zorganizowała więc specjalny targ niewolników przy wejściu do wielkiej sali, który był przeznaczony tylko i wyłącznie dla samych kapłanek.




Przed wejściem do wielkiej sali siedziała kapłanka która kontrolowała, aby żaden mężczyzna nie wszedł do tego miejsca i jak mówiła: "Żadnych mężczyzn, chyba że są towarem lub kupcami". W wielkiej sali Biblioteki handlowano głównie młodymi mężczyznami, dziewcząt i kobiet prawie tam nie sprzedawano gdyż wystawiano je na targu niewolniczym w mieście, a kapłankom przede wszystkim zależało na mężczyznach i chłopcach którzy zajęliby się ponownie świątynnymi ogrodami jak i prywatnymi "ogrodami" samych kapłanek. Realnie jednak owi mężczyźni nie należeli do tych kapłanek, które ich kupiły, gdyż powrócono do systemu sprzed wojny domowej w wyniku którego każda kapłanka miała prawo skorzystać ze wszystkich niewolników będących w Świątyni, a jedyną różnicą był fakt, że ta kapłanka, która zakupiła danego niewolnika, miała prawo spędzenia z nim pierwszych pięciu nocy. Isilena pragnęła przywrócić dawne prawo, w którym zabraniano mężczyznom dotykać ciał kapłanek podczas stosunku, ale przeciwko niej wystąpiła właśnie Nikareta, która stwierdziła że kapłanki jedynie służą Wielkiej Bogini a nie są jej emanacją, jak uważano wcześniej dlatego też - jak twierdziła - niewolnicy powinni móc dotykać ciała swych kapłanek. I tak też ostatecznie się stało. Nikareta zresztą coraz częściej rzucała wezwanie Isilenie, a ponieważ królowa-kapłanka nie miała córek tylko dwóch synów przeto kapłanka Wielkiej Biblioteki widziałaś siebie w roli nowej wielkiej kapłanki. Oczywiście nie było to takie łatwe, gdyż wielką kapłanką mogła zostać tylko potomkini Azali, co jednak zrobić gdy nie było legalnej następczyni tronu (może poza córką kapłanki Enory, ale ta zniknęła i nie wiadomo było czy w ogóle żyje). Coraz bardziej stawało się jasnym, że ród Azali przeminie, a przed kapłankami  stanął teraz problem wyboru nowej władczyni.

Isilena II panowała przez 30 lat i zmarła w wieku 54 lat. Nikareta była jej rówieśnicą i teraz wybrana została przez ogół kapłanek na nową wielką kapłankę świątyni. Była pierwszą królową która nie była spokrewniona z rodem Azali, ale ponieważ jej władza nie opierała się teraz ani na boskim prawie dziedziczenia, ani też na utożsamieniu kapłanki jako żywej bogini, przeto traktowana była bardziej jako władczyni świecka niż kapłanka. Starała się ona utrzymać jedność Zakonu, ale nie szło to jej zbyt dobrze, tym bardziej że we wschodniej Nemei pojawiła się osoba, która zaczęła głosić odnowę moralną Zakonu i twierdziła że upadek znaczenia dawnej potęgi kapłanek brał się przede wszystkim z tego, iż nie przestrzegały one zasad pierwszej kapłanki Azali. Tymczasem Nikareta otoczyła się dworem i władała niczym świecka królowa. Zamierza też założyć własną dynastię i aby uniknąć błędów Isileny postanowiła wyjść za mąż. To znaczy nie ona sama gdyż miała już córkę o imieniu - Ivikara, a zamierzała ją wydać za jednego z książek okolicznych królestw, tak, aby połączyć swą rodzinę więzami krwi i zabezpieczyć swojej dynastii przyszłość. Niestety, przeszkadzała jej w tym rosnąca popularność mistycznej kapłanki, która ujawniła się we wschodniej Nemei i która przyciągała do siebie coraz więcej zwolenników. Nawoływała ona do odnowy moralnej kapłanek, do zaprzestania świeckiego życia i oddania się ponownie przykazaniom Wielkiej Bogini. Nosiła ona imię Safira i twierdziła, iż została zesłana, aby odrodzić ród Azali i odnowić Zakon. Nikareta początkowo ją lekceważyła, ale z czasem zdała sobie sprawę że ruch odnowy Safiry stanowi poważne niebezpieczeństwo dla jej władzy. Wysłała więc swoje straże aby te sprowadziły ją do Antarii, jednak na miejscu okazało się, że owa Safira dysponuje zaginionym artefaktem ze Świątyni, obręczą zakładaną na nadgarstek, która poddana promieniom słonecznym świeciła różnobarwnym blaskiem i dzięki której można było komunikować się na odległość.

Dzięki owej obręczy można też było tworzyć dźwięki o bardzo wysokiej i bardzo niskiej tonacji, większość zaś z nich nie przypominała żadnych z tych, które wydawałby człowiek. To wszystko razem wzięte spowodowało duży niepokój wśród kapłanek Zakonu, zastanawiały się one kim jest owa Safira, skąd pochodzi i dlaczego  posiada zaginiony artefakt Świątyni. Uznano że tak się stało ponieważ go skradła w latach wojny domowej, ale nikt nie mógł sobie jej przypomnieć wśród kapłanek Zakonu, a poza tym była ona stosunkowo młoda, mogła mieć jakieś trzydzieści kilka lat. Nikareta postanowiła więc zaprosić Safirę do stolicy, aby dowiedzieć się kim ona jest, skąd pochodzi i dlaczego próbuje podważać jej pozycję i władzę. I tak też się stało, Safira przybyła do Antarii, po czym stanęła przed obliczem Nikarety i stwierdziła że wysłała ją tutaj sama Wielka Bogini która niezadowolona z upadku moralnego swoich kapłanek, nawołuje je do opamiętania i zmiany sposobu życia. Safira twierdziła też, iż Zakon musi powrócić do czystości moralnej z czasów Azali bo jeśli tego nie uczyni, to upadnie, a wraz z nim upadnie i popadnie w niewolę cała Nemea. Taka przemowa wzbudziła gniew w nikarecie. Stwierdziła ona iż Safira jest oszustką i złodziejką i poleciła odebrać jej przedziwną obręcz. Tak też się stało a Nikareta kazała Safirę wtrącić do lochu, jednak nie potrafiła uruchomić owej obręczy. Safira stwierdziła zaś że coś jej się stanie, nie minie rok a władza Nikarety upadnie, lud zbuntuje się, a Zakon, jeśli nie powróci do odnowy moralnej i nie zacznie prawdziwie czcić Wielkiej Bogini - również przestanie istnieć. Te słowa były już jawnym podważeniem pozycji królowej-kapłanki i Nikareta musiała coś uczynić, aby nie stracić twarzy.




Postanowiła więc skompromitować Safirę, wśród kapłanek, ale nie było to wcale takie proste, tym bardziej że część kapłanek Świątyni zaczęła już jawnie sprzyjać uwięzionej mistyczce. Ponieważ nie potrafiła uruchomić obręczy, nie wiedziała Nikareta jak jej użyć przeciwko Safirze, więc pozostawały teraz tylko dwa wyjścia - albo mogła ją wypuścić, albo zgładzić. W obu przypadkach mogła napytać sobie jeszcze większych problemów, ale trzymanie jej w lochu też nie wchodziło w rachubę - należało coś więc wymyślić. Ostatecznie nic kareta postanowiła wypuścić Zafirę i pozwolić jej wyjechać z Antarii, a jednocześnie szykowała zasadzkę w którą miała wpaść Safira i w której miała stracić życie. Ta jednak nie zamierzała opuszczać stolicy, stwierdziła też że wysłała ją tu Wielka Bogini i będzie tu tak długo, jak owa Bogini nie wezwie ją z powrotem do siebie. Taka hardość w głosie wprawiła w gniew Nikaretę i chwyciwszy włócznię cisnęła nią w kierunku Safiry. Ta jednak uniknęła śmiertelnego ciosu, odskakując w porę, ale odtąd było już jasne że jedna z tych kobiet musi zginąć, aby ta druga mogła panować. Safira została ponownie wrzucona do lochu, ale ruch jej obrońców wśród kapłanek rósł z każdym miesiącem, przybywało też jej zwolenników wśród ludu Nemei. Pomysły Nikarety zamiany Zakonu w świecki przybytek z kapłankami jako wojowniczkami, które mogły odtąd wychodzić za mąż - nie uzyskał większego poparcia wśród kapłanek, a wręcz przeciwnie - większość była zdania że należy powrócić do czasów odnowy moralnej z lat panowania królowej-kapłanki Azali, tym bardziej że odnaleziona została cudowna obręcz z tamtych czasów,której to nie potrafiła uruchomić Nikareta a jedynie Safira. Niektóre z kapłanek zaczęły nawet między sobą szeptać, iż to Safira powinna sprawować władzę najwyższą a nie Nikareta która tak naprawdę była uzurpatorką.

Ostatecznie, gdy wśród kapłanek gruchnęła wieść że Nikareta pragnie zamordować Safirę, wybuchł jawny bunt, który zmusił Nikaretę nie tylko do uwolnienia Safiry ale także do zrzeczenia się władzy i opuszczenia Nemei. Nie minął rok od czasu gdy Safira została uwięziona po raz pierwszy a Nikareta straciła władzę (łącznie panowała zaledwie pięć lat). Teraz kapłanki wybrały na swoją nową królową Safirę, a ta, wstępując na tron, uruchomiła świetlistą obręcz, po czym przyznała się iż jest zaginioną córką Enory i jedyną pozostałą przy życiu przedstawicielką świętej dynastii Azali. Jej rządy miały teraz przynieść odnowę moralną i powrót do dawnych, dobrych czasów Pierwszej Ery Świątyni. Niestety, nie wszystko układało się tak, jak tego pragnęły kapłanki...




CDN.

piątek, 20 stycznia 2023

KRONIKI OSHARA - Cz. II

OPOWIADANIE FANTASY 
Z SILNYMI ELEMENTAMI EROTYKI I BDSM





NEMEA, ZAKON I WIELKA BOGINI





Kraina o nazwie Nemea, była niegdyś zasiedlona przez szczepy okolicznych rybaków, zajmujących się połowem i handlem owocami morza. Co prawda ziemi uprawnej w Nemei było sporo, to jednak rolnictwo nie było tak rozpowszechnione jak rybołówstwo, a kraina ta żyła głównie z handlu. Ludy Nemei były podzielone, ale żyły ze sobą w większości w zgodzie i do wzajemnych walk dochodziło sporadycznie. Życie tu biegło spokojnie i monotonnie, aż do czasu, gdy krainę tę nawiedziła okrutna zaraza, która że zwierząt przeniosła się na ludzi. Przyniosła ona mnóstwo ofiar a ludzie nie wiedzieli jak uchronić się przed tym nieszczęściem, starzy, rodzimi bogowie nie pomagali a ludność popadała w coraz większe przygnębienie i rozpacz. I wówczas, gdzieś, w jakiejś nemejskiej wiosce, pojawiła się młoda dziewczyna, która twierdziła że nawiedziła ją Wielka Bogini i przykazała co czynić, aby uniknąć zakażenia, bolesnej choroby i śmierci. Początkowo nikt nie chciał jej wierzyć, twierdzono że jest szalona, z czasem jednak, gdy jej rady okazywały się skuteczne, wokół niej zaczął gromadzić się krąg wyznawców Wielkiej Bogini, który rósł adekwatnie do tempa wygaszania epidemii. Owa dziewczyna zaś - której nikt wcześniej nie znał, a ona sama twierdziła że osobiście widziała Wielką Boginię, choć niektórzy opowiadali, że przybyła tutaj z innego świata, a potem nie potrafiła lub nie chciała tam powrócić - została pierwszą wielką kapłanką swojej bogini. Zwała się ona Azala (Azalia) i dobrawszy sobie krąg sióstr - stworzyła pierwszy Zakon kapłanek, który z czasem przerodził się w Zakon kapłanek-wojowniczek.

Tak rozpoczęła się Pierwsza Era Świątyni, gdy przybytek ten został wzniesiony w nowo założonym przez Azalę mieście - Antarii. Elitą rządzącą Nemei stał się teraz Zakon kapłanek-wojowniczek i tylko one miały prawo wejść do Świątyni, a do jej najbardziej świętego i tajemniczego miejsca - tylko trzy osoby: wielka kapłanka, wybrana przez nią następczyni oraz niewolnik pozbawiony języka (aby nie opowiedział o tym, co tam ujrzał) potrzebny do kultowych posług. Mimo to, pojawiło się wiele plotek na temat tego, co tam się znajduje. Niektórzy opowiadali, że znajdowały się tam dziwne i tajemnicze przedmioty służące do odprawiania kultu ku czci Bogini. Były tam  przyrządy zarówno do ratowania życia jak i do jego odbierania, dziwne mikstury, tajemne urządzenia i inne dziwy, które nie przetrwały do naszych czasów. Wielka kapłanka bardzo o nie dbała i każda jej następczyni miała przykazane, aby ich tajemnicę zachować do grobu. Po śmierci pierwszej wielkiej kapłanki (której rządy trwały 22 lata Pierwszej Ery Świątyni, a ona sama zmarła nie mając lat 50), jej następczynią została córka (były to bowiem czasy, gdy stanowisko wielkiej kapłanki dziedziczone było bezpośrednio w rodzie Azali) - Isilena. To właśnie ona zamieniła Świątynię w Zakon kapłanek-wojowniczek, choć objęła władzę, mając zaledwie dziesięć lat. Przez pierwsze lata wspierały ją najbardziej doświadczone i najstarsze kapłanki, lecz gdy skończyła lat 19, przejęła Isilena pełną władzę nad Zakonem i Nemeą.




Cała ziemia uprawna należała do Zakonu Wielkiej Bogini, a uprawiali ją niewolnicy, pozyskiwani dzięki zasobom srebra zgromadzonym w Świątyni, a pochodzącym ze sprzedaży płodów rolnych i z danin nałożonych na rodzimych kupców morskich. Isilena założyła również świątynne ogrody, dokąd sprowadziła do pracy najprzystojniejszych niewolników. Ona to też zmieniła dotychczasowe, przygodne kontakty seksualne kapłanek z niewolnikami, w coś bardziej urozmaiconego. Każda kapłanka mogła bowiem wybrać sobie na noc tego niewolnika, który jej się spodobał (przy czym ten sam niewolnik dwie noce z rzędu nie mógł przebywać u jednej kapłanki) i w ramach tzw. "aktu oddania" musiał zadowolić ją seksualnie. Jeśli tego nie uczynił, kapłanka miała prawo ukarać go według własnej woli (ale tak, aby go trwale nie okaleczyć). Niewolnik nie mógł też dotykać ciała kapłanki swymi rękoma, gdyż ona była emanacją bogini i dotknięcie jej ciała przez niewolnika było uważane za świętokradztwo i karane śmiercią. Dlatego też często kapłanki przed stosunkiem wiązały ręce swym niewolnikom, aby nawet przez przypadek ich nie dotknęli. Część jednak kapłanek Zakonu zakochiwała się w niewolnikach i w wielkiej tajemnicy pozwalała im się dotykać (w przypadku, gdyby wyszło to na jaw, niewolnik ukarany zostałby śmiercią, a kapłanka musiałaby opuścić Zakon w niesławie).

Kapłanka Isilena zmarła w wieku 60 lat, z czego panowała nad Zakonem lat 50. Jej następczynią została córka - Reiza. Objęła rządy mając lat 24. Miała ona jeszcze dwóch starszych braci. Jeden z nich był zarządcą niewolników pracujących na polach należących do Świątyni, drugi zajmował się handlem. Wolnym mężczyznom Nemei wolno było żenić się z innymi kobietami lub pozostać stanu wolnego. Mogli też posiadać własnych niewolników i współżyć z niewolnicami, jednak w przypadku synów wielkiej kapłanki ich małżeństwa były wcześniej specjalnie dobierane. Oczywiście kapłanki nie mogły wychodzić za mąż, dlatego też męskim potomkom wielkich kapłanek dobierano jako kandydatki na żony, córki majetnych lub slawnych Nemejczyków i rzadko kiedy żeniono ich z kobietami z innych krajów. Kapłanka Reiza znacznie rozbudowała Świątynię, dodając do niej wysoką wieżę, z której widok roztaczał się nie tylko na całe miasto Antarię, ale i na okoliczne regiony. Panowała przez 34 lata. Miała dwie córki, starszą Harimę i młodszą Enorę. Harima była wojowniczką, Enora bardziej nadawała się na kapłankę, ale matka swą następczynią uczyniła najstarszą córkę i Harima objęła władzę nad Zakonem w wieku lat 24, podobnie jak wcześniej Reiza. W tym czasie Enora miała dopiero sześć lat. Harima była pierwszą kapłanką Wielkiej Bogini, która zorganizowała ataki na sąsiednie kraje: Liwonię - piękną, skąpaną w słońcu krainę wielu rzek, jezior i urodzajnych pól; Redanię - krainę koni i jeźdźców czy Argolidę - krainę wielu miast i bogatych kupców. W tym celu utworzyła spośród niewolników tzw. korpus posiłkowy.




Jej panowanie trwało przez 27 lat i choć sama miała dwie córki: Atlantę i Isilenę, to teraz ich ciotka - Enora upomniała się o władzę. Tak oto rozpoczął się konflikt, zakończony wybuchem wojny domowej między kapłankami i po 133 latach zakończyła się Pierwsza Era Świątyni a rozpoczął okres upadku, zwany Czasem Chaosu. Spowodował on nie tylko znaczne zubożenie przychodów Świątyni, rebelię i ucieczkę wielu niewolników, ale przede wszystkim utratę świętych narzędzi Wielkiej Bogini z czasów pierwszej kapłanki Azali. Przedmioty te bowiem zostały zabrane ze Świątyni przez kapłanki wierne córkom Harimy, aby nie wpadły w ręce Enory, a potem zaginęły. Enora zdobyła Antarię i zajęła Świątynię, gdzie ogłosiła się nową wielką kapłanką. Zebrała wokół siebie niewolników z korpusu posiłkowego, stworzonego przez Harimę i obiecała im wolność w zamian za poparcie. Niektórzy twierdzą, że Enora przestała czcić Wielką Boginię, cofnęła wiele zakazów - w tym zakaz dotyku ciała kapłanki przez niewolników - i dlatego przezwano ją Enorą Uzurpatorką lub Enorą Niewierną. Tak oto w Nemei rozpoczęła się krwawa wojna domowa, która trwała sześć lat i pochłonęła wiele ofiar a kraj doprowadziła do ruiny. W pierwszym etapie Enora odniosła spore sukcesy, nie tylko wypędziła swe siostrzenice z miasta i Świątyni, ale zdobyła uznanie dla ogłoszenia siebie samej wielką kapłanką (w chwili śmierci matki Atlanta miała 22 lata a Isilena 18 i były uważane za zbyt młode do objęcia władzy najwyższej). W trzecim roku wojny, gdy wiele kapłanek zbulwersowały nowe prawa ogłaszane przez Enorę, całkowicie zmieniające te, ustanowione jeszcze przez pierwszą wielką kapłankę (ponoć nakazała wyzwolenie wszystkich męskich niewolników i poślubiła w tajnej ceremonii dowódcę korpusu posiłkowego złożonego z niewolników-wojowników) zaczęły one dołączać do obozu córek Harimy, które to stały się teraz obrończyniami prawdziwej wiary. 

Atlanta i Isilena wzmocnione w ten sposób, pokonały wojska wierne Enorze w bitwie nad potokiem nieopodal Antarii, ale nie były w stanie odbić stolicy (trzeci rok Czasu Chaosu). Próba oblężenia i zdobycia Antarii podjęta w czwartym roku, też zakończyła się fiaskiem i dużymi stratami, a dodatkowo w czasie walk śmiertelną ranę odniosła Atlanta. Teraz z córek Harimy jedynie Isilena pozostała kandydatką do tronu Wielkiej Bogini. A tymczasem Enora powiła własne dzieci. W drugim roku wojny urodziła syna - Sigberta, a w czwartym roku córkę - Nemirę. Poślubiła swego niewolnika, dowódcę korpusu posiłkowego - Eryka i z nim miała owe dzieci. Ich relacja była jednak dość dziwna, a mianowicie publicznie on okazywał jej szacunek jako kapłance Wielkiej Bogini, ale prywatnie, za zamkniętymi drzwiami ich sypialni ponoć robił z nią co chciał. Nie tylko było słychać że wydaje jej polecenia, ale miał nawet założyć jej na szyję żelazną obrożę i kazał jej chodzić przy swej nodze, jak suce. Jej ciało nosiło też liczne ślady uderzeń bicza (szczególnie pośladków), skrupulatnie ukrywane przez Enorę pod ciężkimi sukniami. Erykowi najwidoczniej sprawiało radość obserwowanie, jak jego wybranka z obolałą pupą, musi godzinami siedzieć na swym tronie i wysłuchiwać skarg mieszkańców Antarii. Czasem jak byli sami, sam siadał na tym tronie, a ją sadzał sobie na kolanach i traktował jak małą dziewczynkę. Nikt tego nie potwierdza, ale istnieją plotki, że często ona klęczała przed nim siedzącym na tronie, modląc się do niego, jak do Boga. Eryk zresztą miał zamiar koronować się na pierwszego króla Nemei, likwidując Zakon i wiarę w Wielką Boginię. Sam bowiem pochodził z krainy hybernejskiej, leżącej daleko na północy, gdzie lato trwa tak krótko że praktycznie jest to kraina wiecznego śniegu i lodu. Tam wyznawano wiarę w boga Mitrę i ten kult Eryk pragnął przenieść do Nemei.




A tymczasem nadszedł piąty rok wojny i Isilena ponownie pokonała wojska swej ciotki, lecz wciąż nie była w stanie zdobyć miasta. Wydawało się że ponowna próba oblężenia skończy się kolejną klęską i jeszcze większymi stratami. Jej nadzieja tym razem opierała się o wierne jej kapłanki, które przebywały w mieście. Miały one otworzyć bramy, gdy wojsko Isileny ukryje się w okolicznych lasach i będzie mogło pod osłoną nocy wejść do miasta. Nawiązanie kontaktów z wiernymi kapłankami zajęło Isilenie trochę czasu, ale ostatecznie w szóstym roku wojny udało się ponownie podejść pod Antarię i wierne Isilenie oddziały weszły do miasta wcześniej otwartą bramą. Nim informacje o tym dotarły do Enory, śpiącej słodko w ramionach Eryka, było już za późno aby podjąć walkę w mieście, można było tylko zabarykadować się w Świątyni, co też uczyniono. Szturm nie wchodził w grę, możliwość podpalenia także (wiązałoby się to bowiem z upadkiem całego dziedzictwa Wielkiej Bogini). Można było tylko głodem wziąć broniących się w Świątyni zwolenników Enory. Nim jednak do tego doszło, Eryk postanowił przebić się i sprowadzić odsiecz wyzwalając niewolników z terenów zajętych przez Isilenę. Niestety nie udał mu się ten manewr, zginął trafiony kilkanaście razy strzałami wypuszczonymi z łuków kapłanek wiernych Isilenie, a jego odciętą głowę pokazano Enorze. Ta, w rozpaczy, kazała zabrać dzieci i tajnymi korytarzami wyprowadzić je ze Świątyni i z miasta, a sama rzuciła się z murów w dół, ponosząc śmierć na miejscu. Tak oto po sześciu latach wojny, Isilena odzyskała dziedzictwo swej matki i objęła władzę nad miastem i Nemeą jako nowa kapłanka Wielkiej Bogini - Isilena II. Nie były to już jednak takie rządy, jak wcześniej, a okres ten zwany jest Drugą Erą Świątyni.




CDN.

niedziela, 15 stycznia 2023

KRONIKI OSHARA - Cz. I

 OPOWIADANIE FANTASY 

Z SILNYMI ELEMENTAMI EROTYKI I BDSM





ROMERIA I WELIMIR 





Witajcie szlachetni mężowie i niewiasty, którym przyjdzie czytać spisane przez mnie dzieje i opowieści z czasów sprzed Zjednoczenia. Zwą mnie Oshar i jestem kronikarzem i doradca wielkiego króla Timura - władcy Północnych Plemion, oraz szczęśliwego małżonka królowej Zemfiry - najwyższej kapłanki Wielkiej Bogini z miasta Antaria, leżącego w krainie zwanej Nemea. Piszę te słowa w czternastym roku Zjednoczenia, w siódmym dniu miesiąca Lwa. Choć wydaje się to dziś oczywiste, to że udało się doprowadzić w końcu do zjednoczenia obu tak różnych ze sobą światów, zakrawa wręcz na cud. Tylko nie wiadomo któremu z bogów należałoby za to podziękować. Jak już bowiem wspomniałem, pan mój - Timur i królowa Zemfira to ogień i woda, dzieliło ich wszystko, łączyło niewiele. Obaj żyli w innych światach - On w krainie Północnych Plemion, zwanej Romeria; Ona na Wschodzie, w królestwie Nemea, którą władał Zakon kapłanek-wojowniczek Wielkiej Bogini. Romeria to kraina północnych gór, gdzie żyją twardzi górale, wyznający kult Boga wojny - Gunnara. Zamieszkiwali oni osady nielicznych dolin, wyciśniętych pomiędzy liczne góry pokrywające Romerię. Żyli oni głównie z najazdów i rabunków okolicznych krain, w tym również Nemei. Każdy romeryjski chłopiec od najmłodszych lat doskonalił się w sztuce władania bronią (łukiem, włócznią, mieczem i oczywiście toporem - który jest symbolem Gunnara). Śmierć na polu walki jest najwyższą chwałą i oznacza dołączenie do Świętego Kręgu Gunnara, tam, w Zaświatach.

Północne Plemiona Romerii nie zjednoczyły się i nie utworzyły miast, do czasu objęcia wodzostwa nad jednym z tychże plemion - Cymrów - przez ojca króla Timura - Welimira Mężnego lub Okrutnego (zwanego też przez niektórych Welimirem Heretykiem, jako że pierwszy dopuszczał kult innych bogów - i ponoć się nawet do nich modlił). Welimir podbił lub podporządkował swej władzy wszystkie góralskie plemiona Romerii i koronował się na pierwszego króla tej ziemi. Utworzył też silną, stała armię, którą była zdolna do rozpoczęcia podboju sąsiednich krain. Romeryjscy górale pod jego panowaniem zamienili się z hordy barbarzyńskich najeźdźców w zorganizowaną i zdyscyplinowaną armię zagrażającą wszystkim okolicznym ludom. Welimir najeżdżał też królestwo Nemei, szczególnie jeden z takich najazdów prawie zakończył się zdobyciem Antarii i likwidacją tego królestwa. Nemejczyków ocaliło tylko złożenie bogatej daniny w złocie i srebrze (ponoć na ten cel ograbiono świątynię Wielkiej Bogini z wszelkich kosztowności) oraz poświęcenia się Wielkiej kapłanki Zakonu - Tahminy, która w zamian za życie swego ludu, zgodziła się zostać żoną Welimira - przynajmniej tak to właśnie miało wyglądać. Nie na darmo jednak zwano Welimira okrutnym. Miast bowiem ja poślubić, zamknął ja w klatce w swym pałacu, w nowo zbudowanym przez siebie mieście o nazwie - Gunnaria (na cześć Boga Gunnara) i trzymał ją tam nagą, zawieszona w klatce kilka metrów nad podłogą i wypuszczał ją tylko wówczas, by zadowoliła jego pożądanie. Z czasem Tahmina (nie mają innego wyjścia) przyzwyczaiła się do życia w klatce, a raczej do tego, że mogła przebywać poza nią tylko wówczas, gdy była potrzebna Welimirowi - odtąd swemu panu życia i śmierci. Starała się więc zwrócić nań swą uwagę, chciała być potrzebna, nawet jeśli oznaczało to klęczenie u jego stóp przez kilka godzin dziennie. Robiła wszystko, aby tylko jak najmniej czasu spędzać sama w klatce.




Welimirowi podobała się jej delikatna skóra, jej kruczoczarne włosy opadające na jej krągłe, piękne piersi i nieziemskie zielone oczy, w których można było się utopić. Welimir lubił przyglądać się jej nagiemu ciału, potrafił godzinami zmuszać ją do klęczenia przed jego tronem i pozostawania w bezruchu. Szybko się do tego przyzwyczaiła, zresztą wolała to, niż przebywanie w małej klatce, w której nie mogła ani się wyprostować, ani nawet położyć. Przyzwyczaiła się że należy teraz do niego i może on z nią zrobić co tylko mu się spodoba. Sama wcześniej była wielką kapłanka i sama miała swoich niewolników i choć początkowo trudno było jej się odnaleźć w nowej roli, nie miała innego wyjścia jak szybko to zaakceptować i podporządkować się losowi. Teraz jej ciało było placem zabaw dla Welimira i nie należało już do niej. Ponieważ lubił ją oglądać w pełnej krasie jej uległości i całkowicie odsłoniętej kobiecości, karał ją chłostą bardzo rzadko, zresztą znacznie skuteczniejszym elementem dyscypliny, była obawa przed ponownym zamknięciem jej do klatki i aby tego uniknąć, gotowa była uczynić wszystko czego tylko od niej wymagał. Nie mogła patrzeć mu prosto w oczy a jedynie wzrok jej mógł sięgać do wysokości jego genitaliów.

Piersi miała jędrne choć niezbyt duże, Welimir lubił bawić się jej różowymi, nabrzmiałymi sutkami, gdy zaś miał ochotę na seks, układał ja na brzuchu na wysokim stole, tak że miał ją przed sobą ze wszystkimi jej atutami. Najbardziej lubił stosunek analny a z jej przedniej szparki korzystał bardzo rzadko, wręcz się chełpił że nie jest mu potrzebna i możnaby ją... zaszyć. Dał jej wybór, jeśli będzie mu niemiła lub opierać się będzie jego władzy, sprzeda ja handlarzom niewolników z dalekiego Kashiru - krainy położonej na Południu i zamieszkałej przez czarnoskórych koczowników, w których społeczeństwie stosuje się okaleczanie narządów rodnych kobiet. Nic dziwnego że Welimir zwany był okrutnym, a nawet on nie był pozbawiony uczuć. Z biegiem czasu, gdy uległość Tahminy stała się naturalna i przestała być wymuszana, nabrał do tej kobiety uczucia sympatii która z czasem zmieniła się w miłość. Oczywiście było to specyficzne uczucie miłości i polegało na całkowitej dyscyplinie i podporządkowaniu, ale bez wątpienia coraz bardziej zaczęło mu na niej zależeć. Spędzał z nią więcej czasu, brali wspólne kąpiele a nawet sypiali w jednym łożu (choć ona po stosunku musiała udać się do przygotowanego dla niej kojca i spała tam przy jego łożu na podłodze. Mimo to wiele się zmieniło, zniknęła klatka w której ją zamykał i pozwalał jej nosić stroje okrywające ciało, a nawet sam takowe jej sprowadzał (ale były to suknie w których zawsze miał do niej łatwy dostęp). 

Gdy zaszła w ciążę poślubił ja, a ona urodziła mu syna, któremu nadał imię Timur. To właśnie on zjednoczył oba królestwa, poślubiając kapłankę Wielkiej Bogini - Zemfirę. Nim do tego jednak doszło, warto przedstawić społeczeństwo Nemei, zarządzanej przez Zakon kapłanek-wojowniczek Wielkiej Bogini.




CDN.

poniedziałek, 6 grudnia 2021

BESTIA Z GÉVAUDAN

CZYLI PRÓBA ODPOWIEDZI NA PYTANIE

CO TEŻ WYDARZYŁO SIĘ 

W LANGWEDOCJI 

W LATACH 60-tych XVIII WIEKU?

 



 Wszystko zaczęło się latem roku 1764 w Langwedocji, w rejonie Gévaudan (południowa Francja). Wtedy to też po raz pierwszy pojawić się miała owa sławna później na całą Europę - "Bestia z Gévaudan", w której wytropienie i zastrzelenie włączyła się spora część okolicznej ludności, nie wyłączając wojska (potem obróciło się to przeciwko owym wysiłkom, gdyż gazety w Europie pisały, że Francuzi zbłaźnili się wystawiając do walki z bestią całą armię łowców, chłopów i okolicznych żołnierzy - a mimo to nie byli w stanie jej zabić). Rok 1764 nie był zbyt dobry dla Francji. Dopiero co "Królestwo Złotych Lilii" pozbawione zostało kolonii w Ameryce na korzyść Brytyjczyków i Hiszpanów (pokój paryski z 10 lutego 1763 r., kończący długą i krwawą Wojnę Siedmioletnią). A poza tym osobistą tragedią króla Ludwika XV, była wówczas śmierć (15 kwietnia 1764 r.) jego wieloletniej metresy i przyjaciółki - madame de Pompadour, która zmarła w Wersalu, w wieku zaledwie 42 lat (choroby i ciągła walka z królewskim otoczeniem oraz rodziną - szczególnie zaś córkami króla, które nie przepuściły żadnej okazji aby ubliżyć lub pognębić de Pompadour - niechybnie odcisnęły swoje piętno i w ogromnym stopniu przyczyniły się do jej przedwczesnej śmierci). Król pożegnał kondukt żałobny swej ukochanej, stojąc w strugach deszczu na tarasie swego pałacu i jedynie wzrokiem odprowadzając ją na miejsce wiecznego spoczynku. Lata po zakończeniu Wojny Siedmioletniej, to okres stopniowego, ale nieuchronnego kryzysu, który dwadzieścia pięć lat później doprowadził do wybuchu Rewolucji Francuskiej. Na domiar złego w Langwedocji zjawiła się wówczas dziwna bestia, zbierająca śmiertelne żniwo wśród okolicznych chłopów (a szczególnie chłopek, gdyż przeważnie atakowała kobiety i dzieci).

Ponoć po raz pierwszy owa bestia miała uderzyć 30 czerwca 1764 r. zabijając Jeanne Boulet, mieszkającą we wsi Ubas, z parafii św. Stefana de Lugdarès. Jednak byli tacy, którzy twierdzili, że nie był to pierwszy atak tego potwora, gdyż jako pierwsza zaatakowana miała być nieznana z imienia kobieta w rejonie Langogne, którą jednak ocalić od śmierci miały wypasane przez nią krowy, atakując napastnika swymi rogami. Na ile to była prawda, a na ile wymysł - tego nie wiadomo, lecz można powiedzieć iż owa ocalona kobieta nie starała się robić z tego faktu większego zamieszania i nawet nie określała zwierza, który ją napadł mianem "bestii", a mówiła jedynie iż był to: "jakby wilk, lecz to nie był wilk". W kolejnych tygodniach i miesiącach pojawiały się nowe informacje o atakach, których ofiarami padały głównie kobiety i dzieci. W grudniu 1764 r. ataki znacznie się zwiększyły i spowodowały one w tym miesiącu aż sześć ofiar śmiertelnych. W styczniu 1765 r. było ich już jedenaście, a w kolejnych miesiącach skala ta albo nieco opadała, albo też się zwiększała. Najwięcej ataków zanotowano zimą i wiosną 1764/1765 r., potem ta skala nieco opadała, aczkolwiek ataki trwały aż do jesieni 1767 r. gdy nagle "BestiaGévaudan" zniknęła i wszelki słuch po niej zaginął. Jednak przez te trzy lata prawdziwa psychoza ogarnęła nie tylko całą Langwedocję, ale i sporą część Francji, powodując napływ do Gévaudan (i okolic w których dochodziło do ataków), wielu śmiałków oraz żądnych przygód łowców, mających nadzieję upolować ową bestię. Różnie też ją przedstawiano, wielu twierdziło że przypomina ona wilka, pokryta jest czerwonawą sierścią, potrafi bardzo szybko biegać, szczęka jej opatrzona jest w ostre kły, na łbie posiada rogi niczym byk, lecz jej wielkość, zbliżona miała być do wielkości cielęcia.




Wciąż pojawiające się nowe ataki i niemożność ustrzelenia bestii, doprowadziły najpierw do aktywizacji władz tamtejszych prowincji: Langwedocji i Owernii, a dopiero potem sprawa doszła aż do Wersalu. Najpierw jednak postanowiono zorganizować wielkie łowy na potwora, które odbyły się w dniach 7 i 11 lutego 1765 r., a wyznaczony do tego zadania przez intendenta Langwedocji - de Guignard'a de Saint Priest'a - kapitan Duhamel, zwołał 20 tys. szlachty i chłopów z 73 parafii, ściągnął oddział dragonów z Clermont i najął "łowców wilków" z Normandii - braci d'Enneval. Ustrzelono wówczas jednak tylko kilka wilków, ale owej "bestii" nie udało się znaleźć. W kolejnych miesiącach znów było głośno o atakach i nowych ofiarach "Bestii z Gévaudan", a szczególnie okrutny i zuchwały był atak z 24 maja 1765 r. Tego bowiem dnia bestia zaatakowała w kilku miejscach i odgryzła ofiarom głowy. Zaczęto więc podejrzewać, że bestii tych jest więcej, niż jedna. W czerwcu zadanie "ubicia potwora", otrzymał sam królewski łowczy - Francois Antoine de Bauterne, który nie był już młodzieniaszkiem (miał 71 lat), a mimo to zabrał się do tego zadania z wielką werwą i odpowiedzialnością. Trzy miesiące tropił zwierza i wreszcie 21 września 1765 r. udało mu się ustrzelić (oczywiście była to zorganizowana nagonka, w której również uczestniczyło kilka tysięcy myśliwych w tym prawie cała okoliczna szlachta, chłopi i oficerowie pułku królewskiej gwardii) w lesie Pommier, nieopodal Saint-Marie-des-Chazes. Ubite wówczas zwierzę - był to wilk sporych rozmiarów - otrzymał co najmniej dwa strzały (w tym jedno w oko) a i tak nie od razu padł martwy i jeszcze próbował uciec w las. Upolowany wilk był duży, miał 1.81 m. długości i ogromne kły. Rozciągnięto go na szubienicy ustawionej na wozie, ciągniętym przez konia i zawieziono do miasteczka, gdzie też ściągnięto mieszkańców pobliskich wiosek, aby potwierdzili że to ta właśnie bestia napadała na stada i ludzi w całej okolicy. Tak też się stało - ludzie potwierdzili.

Niestety, nie oznaczało to końca ataków. 2 grudnia 1765 r. bestia znowu zaatakowała, tym razem dwóch młodych pasterzy krów. Nieskuteczność w jej ustrzeleniu i ciągłe wieści o nowych atakach, powodowały powszechne przerażenie ludności w całej okolicy, a nawet w większej części Langwedocji i Owernii. Ludzie twierdzili, że bestia jest postacią demoniczną i że kule się jej nie imają. Twierdzono też, że jej pojawienie się, to kara Boska za wypędzenie z Francji zakonu jezuitów (ludzie lubią dawać wiarę wydarzeniom niezwykłym, które tylko w bardzo ograniczony sposób są ze sobą powiązane i tak właśnie było w tym przypadku, gdyż zakon jezuitów został wygnany z Francji dopiero w listopadzie 1764, a ataki miały miejsce już z końcem czerwca tego roku). Pojawiały się też teorie (głównie wśród okolicznych chłopów) że bestia, to tak naprawdę czarownik, który potrafi przemieniać się w zwierzę, a także że dusze ludzi potępionych wcielają się w wilki i atakują ludzi (niektórzy przypominali sobie też dawne ostrzeżenia francuskich hugenotów - głównie proroka Jurieu - sprzed prawie stu lat - którzy przepowiadali pojawienie się w tych okolicach dzikiej "Bestii" i ostrzegali przed rozlew krwi niewinnej oraz prześladowaniami sprawiedliwych). Ludzie bali się więc wychodzić do lasu, a także po wsi po zmroku, gdyż bestia ta atakowała także błąkające się samotnie osoby na wsiach i w małych miasteczkach. Dlatego zbierano się w grupy i nasłuchiwano, a gdy tylko dało się słyszeć jakiś krzyk w oddali, wówczas całą grupą pędzono w to miejsce i niejednokrotnie dzięki temu ocalano życie, czy to napadniętej kobiecie, czy też dziecku. Ludzie co prawda się bali, ale jednak pomagali sobie nawzajem, wiedząc że w grupie znacznie łatwiej będzie im osaczyć i ubić owego potwora. Zdarzały się też zwycięskie pojedynki z bestią pojedynczych osób - mężczyzn, kobiet, a nawet dzieci. Przede wszystkim należało chronić szyje i okolice głowy, gdyż bestia najczęściej atakowała właśnie te miejsca, zdając sobie sprawę, że dzięki temu szybko może zadusić ofiarę. Ludzie opowiadali sobie przypadki, jak to zaatakowana matka, bohatersko i zwycięsko walczyła z bestią o swoje dzieci (tak, jak w miejscowości Rouget - 14 marca 1765 r.). Dwoje małych dzieci kobieta ta ocaliła, ale starsze, sześcioletnie, bestia porwała i uszła z nim w las. Wówczas nadbiegł pasterz z dużym psem pasterskim i ów pies poszedł w gęstwinę za bestią, dopadł ją i zmusił by puściła dziecko, choć sam odniósł poważne rany (szczególnie wokół pyska). Dziecko było wolne, ale odniesione rany (przede wszystkim głowy, którą bestia trzymała w pysku i za którą ciągnęła owe dziecko za sobą) sprawiły, że przeżyło tylko trzy kolejne dni. Takich przypadków było dość dużo (np. służąca walcząca z bestią w obronie swej pani), co też pokazywało determinację mieszkańców okolicznych ziem do wzajemnej obrony i ostatecznego rozprawienia się z niebezpieczeństwem.




Po czerwcu 1765 r. ataki były już mniejsze i obejmowały jedną lub dwie osoby w miesiącu. Tak było aż do początków listopada 1767 r. gdy bestia nagle zniknęła i już nigdy się nie pojawiła, a co za tym idzie zakończyły się też ataki na okoliczną ludność. Ludzie zastanawiali się, co też mogło być powodem pojawienia się bestii i czym ona właściwie była. Starano się powiązać tę sprawę z historią rodziny Marvejols, którzy (ojciec, matka i dwóch synów) zostali w 1762 r. oskarżeni o tresowanie wilków w celu ograbiania podróżnych i skazano ich za to na śmierć przez powieszenie. Wyrok został wykonany. Być może było w tym jakieś ziarno prawdy, a owe "Bestie z Gévaudan" (bo zapewne były co najmniej dwa, lub trzy tego typu osobniki, tym bardziej że ataki odnotowywano czasem tego samego dnia w różnych, znacznie oddalonych od siebie miejscach) może były jaką pozostałością po "stadzie" rodziny Marvejols, które to po ich śmierci musiało samo szukać pożywienia. Ale to oczywiście tylko jedna z hipotez, gdyż do dziś dokładnie nie wiadomo czym (lub... kim) była "Bestia z Gévaudan". Pozostaje nam więc jedynie gdybanina i bujna wyobraźnia, widząca w owej bestii wilkołaka, pumę, lub jakieś inne dzikie zwierzę, skrzyżowane z wilkiem.     
 

 

 
  


piątek, 28 maja 2021

ŚWIATY RÓWNOLEGŁE - Cz. I

 CZYLI ALTERNATYWNA RZECZYWISTOŚĆ

OBOK NASZEGO WSZECHŚWIATA






 Dziś chciałbym rozpocząć temat, do którego napisania przymierzałem się już od pewnego czasu, ale nie posiadałem odpowiednio dużo materiału lub też po prostu zajęty byłem innymi sprawami. Temat "Światy Równoległe" jest tak naprawdę trzecim tematem tego bloga (dwa pozostałe to oczywiście: "Historia Życia - Wszechświata - Wszelkiej Cywilizacji" oraz "Umieramy i co dalej? - czyli co się z nami dzieje po śmierci?"), w którym skupiam się na rzeczach niezdefiniowanych, nieudowodnionych i pozostających w kręgu czegoś co można nazwać "wytworem fantazji", choć oczywiście jest to tylko opinia jednej strony ludzi, którzy sądzą że świat zbudowany jest ot tak po prostu na zasadzie ewolucyjnej, a ludzkość zawsze dąży do rozwoju, od epoki prehistorycznej do czasów współczesnych. Nie biorą oni w ogóle pod uwagę faktu, że tak jak ludzkość może się rozwijać i wznosić na wyższy poziom umysłu i duchowości, tak też może się cofać w rozwoju i wracać do form bardziej prymitywnych (tak przecież było już wielokrotnie w historii, np. po wielkich wojnach, po których ludzkość musiała od nowa budować stary świat, czego dowodem jest choćby fakt, że w takiej Anglii dopiero w kilka lat po wojnie zniesiono reglamentację towarów i bony na artykuły luksusowe, a w 1948 r. podczas pierwszych powojennych Igrzysk Olimpijskich, organizowanych w Londynie - część sportowców musiała... żywić się na własną rękę, gdyż władze Wielkiej Brytanii nie były w stanie zapewnić wyżywienia dla wszystkich uczestników Igrzysk. Dziś to jest nie do pomyślenia, a wówczas była to rzeczywistość dnia codziennego). Wielokrotnie ludzkość wznosiła się i upadała na swej drodze rozwoju duchowego i cywilizacyjnego, a część tych wydarzeń zamieściłem w przytoczonych wyżej tematach. Teraz jednak pragnę otworzyć drzwi do jeszcze bardziej nieznanej rzeczywistości, ale czy możemy jednoznacznie stwierdzić że jest ona nieprawdziwa? Tego uczynić nie możemy, gdyż nie mamy dowodów ani na potwierdzenie, ani też na zaprzeczenie tym relacjom, faktom lub konfabulacjom.

Pytanie podstawowe brzmi jednak - skąd czerpię źródła do opisu poszczególnych alternatywnych światów, bo właśnie to zamierzam uczynić? Podobnie jak w przypadku "Historii Wszechświata" opierałem się głównie na channelingach, zaś w temacie "Życia po Życiu" na hipnozie regresyjnej, tak w tym przypadku źródeł mam jeszcze mniej. 😉 Gros tego co mam, pochodzi (niestety) z czeluści "mrocznej strony internetu" zwanego darknetem, do którego prawie nie zaglądam, ale niekiedy, gdy potrzebuję informacji jakiej nie sposób uzyskać w "górnych pokładach internetu", czasami schodzę do tych (niebezpiecznych) "podziemi". Ale mniejsza o to. W każdym razie udało mi się znaleźć (po też długich poszukiwaniach) dość ciekawe informacje na temat ewentualności (co bardzo ważne, gdyż nie mamy żadnej pewności, czy to co jest tam przedstawione, można uznać za prawdziwe, dlatego też tę serię tematyczną zamierzam traktować jedynie w kategoriach czysto rozrywkowych) istnienia światów równoległych. Na razie (i myślę że nic więcej chyba tu już nie dodam) zebrałem pewne informacje o zaledwie kilku światach równoległych, które przypominają naszą Ziemię, ale funkcjonują w innej rzeczywistości - czyli innym wymiarze. Raz jeszcze zaznaczam, że o ile w przypadku wcześniejszych serii tematycznych, byłem mniej sceptycznie nastawiony co do prezentowanych tam informacji, o tyle tutaj w większości traktuję to jako wytwór wyobraźni, lub zwykłą fałszywkę - co oczywiście nie znaczy że mogę się mylić, wykluczyć niestety niczego nie można w tym przypadku. Tak więc zaprezentuję przykłady alternatywnej Ziemi opierające się na założeniach (prawie) całkowitego nuklearnego zniszczenia życia na naszej planecie po zakończeniu "Zimnej Wojny", która to przerodziła się w wojnę "gorącą", świat w którym zwyciężyli niemieccy naziści, świat opanowany przez komunizm, świat zarządzany przez korporacje, w którym ludzkość również sprowadzona została do roli niewolników (np. wprowadzono tam obowiązek cyklicznych szczepień - to naprawdę nie jest mój wymysł - gdyż ludzkość notorycznie zapada na różne choroby i aby przeżyć, przynajmniej raz w miesiącu należy się poddać szczepieniu). Jest świat w którym wciąż panuje średniowiecze i świat w którym ludzie muszą ukrywać się przed ogromnymi i krwiożerczymi zwierzętami. Jednak w tym temacie zaprezentuję świat odwróconej rzeczywistości, w którym to kobiety są dominującą płcią i pełnią niepodzielną władzę nad całą (alternatywną) planetą Ziemią. Jest też świat zupełnie przeciwny, podobny do tego, przedstawionego w twórczości Johna Normana o cywilizacji Gor, w którym kobiety w większości sprowadzone zostały do roli niewolnic, zwanych kajira. Przejdźmy zatem do tematu: 






CYWILIZACJA MATRIARCHATU





 Na tej alternatywnej Ziemi kobiety nie tylko dominują w sferze polityki i ekonomii, ale są również fizycznie znacznie silniejsze od żyjących w tym świecie mężczyzn. Kobieca dominacja w tym społeczeństwie polega na tym, co jest najlepsze dla kobiet, ponieważ to, co jest najlepsze dla kobiet, jest również najlepsze dla społeczeństwa i samej ludzkości. Oznacza to że mężczyźni muszą okazywać kobietom szacunek i pokorę, zarówno na poziomie społecznym, jak i osobistym. Kobiety powinny zawsze mieć prawo do szacunku, na jaki zasługują od mężczyzn, za pomocą wszelkich środków, które kobieta uzna za stosowne. Nie powinno mieć znaczenia, czy te środki są upokarzające, czy poniżające dla mężczyzn, w rzeczywistości zwykle lepiej, jeśli tak jest. Mężczyźni nie mogą pełnić żadnych stanowisk kierowniczych, choć jednocześnie mogą być artystami, naukowcami, mechanikami, inżynierami etc. etc. tylko nie mogą sprawować żadnej władzy nad kobietami, ani też nad innymi mężczyznami, jeśli jest ich zbyt dużo. Mężczyźni nie mają też praw politycznych, gdyż cała polityka, prawo i ekonomia znajdują się całkowicie w rękach kobiet.

Rodzina jest taką samą komórką społeczną jak w naszym świecie, z tym że tam również panuje całkowita dominacja kobiet, zaś mężczyźni od najmłodszych lat uczeni są szacunku, miłości i oddania w stosunku do "płci pięknej". Najważniejsze jest posłuszeństwo, którego chłopców uczy się już od młodości. Dziewczęta uczą się odgrywać bardziej aktywną rolę w bezpośrednim przewodzeniu i rządzeniu chłopcami, a chłopcy uczą się odgrywać bardziej aktywną rolę w służbie i zapewnianiu rozrywki dziewczętom. Właściwie jest to świat skrajnie odwrócony, gdzie kontrolowana jest nawet płodność i rozmnażanie mężczyzn. Kobiety w małżeństwach są w większości pełnoprawnymi właścicielami swoich mężów i cieszą się szeregiem przywilejów w odniesieniu do ich męskiego majątku. Każda kobieta jest panią swojego związku i absolutną władczynią we własnym domu. Żony mogą dyktować mężom takie reguły zachowania, jakie im się podobają. W istocie żonaty mężczyzna jest aktywnym przedłużeniem życia i osoby swojej żony i oczekuje się od niego, że będzie działał zgodnie z jej upodobaniami, osobowością, poleceniami i życzeniami.

Mężczyźni będą mogli pracować w dowolnej dziedzinie, chociaż nie będą mogli sprawować żadnego stanowiska zarządzającego. Mężczyźni mogą nadal posiadać własne firmy lub być niezależni finansowo, jednak przedsiębiorcom płci męskiej zostaje przydzielony urzędnik z Departamentu Pracy, który będzie śledził ogólne działania, zgodność z prawem i zdrowiem oraz upewniał się, że firma jest odpowiedzialna społecznie. Mężczyźni jako słabsi fizycznie od kobiet, nie są też zatrudniani do ciężkich prac fizycznych, choć pod tym względem istnieją pewne wyjątki. W większości przypadków jednak mężowie zostają w domach i zajmują się dziećmi. I to w zasadzie na tyle, jeśli chodzi o tamtą równoległą Ziemię (nie ma tego dużo), a w następnym temacie przejdziemy do świata opanowanego przez nazistów.



PS: Jak dla mnie niezła bajka, ale przecież świat alternatywny ma to do siebie, że stanowi (znacznie lub tylko częściowo) odmienną rzeczywistość od tej, w której żyjemy. Swoją drogą może wyjdę na strasznego seksistę, ale również uważam że... kobiety nie przetrwałyby bez mężczyzn nawet roku, a cywilizacja upadłaby już w tydzień po zniknięciu męskiej części populacji, a te kobiety, które by jeszcze przetrwały, bez wątpienia cofnęłyby się do stanu prymitywnego, choć i w tych warunkach nie miałyby szansy długo przetrwać. Warto się nad tym zastanowić.






CDN.

niedziela, 19 lipca 2020

FEMINISTYCZNA UTOPIA! - Cz. II

FUTURYSTYCZNA WIZJA

SPOŁECZEŃSTWA

KONTROLOWANEGO PRZEZ KOBIETY



DALSZA CZĘŚĆ OPOWIADANIA PARLEY'A J. COOPERA







"FEMINISTKI"
Cz. II






ROZDZIAŁ DRUGI


 Keith szybko przeszedł przez etapy utraty przytomności. Przebudzony do rzeczywistości, znalazł oślepiający promień światła na swojej twarzy i sznur na szyi. Oczyma, które nie były w stanie prawidłowo się skupić, zobaczył nogi kilku osób w kręgu światła latarki. Ich górne części ciała i głowy ginęły w półmroku, ale rozpoznał młodą kobietę, która stała obok budki poboru opłat po jej czarnych butach i krwistoczerwonej sukience. Albo jego rozstrojony układ nerwowy zagłuszył wszystkie dźwięki, albo cała mała grupka w ciszy obserwowała jak został uwięziony. Zacisnął się na sznurze wokół szyi, kiedy wbijał się on głęboko w jego ciało, ale nie był w stanie włożyć pod niego palców. Nie mógł złapać tchu i przerażenie pełzało po jego ciele niczym kubeł lodowatej wody. Jego płuca domagały się powietrza. Musiał oddychać, nic innego nie miało znaczenia, poza tym że reagował ślepym instynktem. Wygiął ciało w łuk i szybko uniósł nogi wbijając stopy w twarz pochylającej się nad nim ciemnej postaci. Rozległ się jęk, zimno ustąpiło, a ciemna postać cofnęła się do tyłu. Gdy wielkie podmuchy piekącego powietrza wypełniły jego płuca, Keith podniósł się do łokci a jego siła prawie całkowicie zmalała. W uszach dzwoniło, a serce waliło mu dziko w piersi.
 
- Dlaczego? - zapytał. 

Umysł podpowiedział mu jednak że nie stał się ofiarą strażników ulicznych, gdyż w owej grupie byli zarówno mężczyźni jak i kobiety, lecz nie pojmował powodów dla których chcieli go udusić. Po jego pytaniu zapanowała cisza. Mężczyzna, zakrył twarz rękami. Jego konwulsyjne ciało i krzyki agonii zwróciły na niego uwagę całej grupy. Promień światła został przesunięty tak, że leżał w słabym, zewnętrznym kręgu światła. Przez moment fragmenty z jego przeszłości przemknęły mu przez umysł. Całe jego życie przeleciało mu przed oczami tuż przed śmiercią. Widział Mariannę taką, jaka była tego dnia w magazynie w Archiwum, jej mundur był rozpięty tak, że gładkie, aksamitne sutki jej piersi były dla niego dostępne. Znowu poczuł strach po ich nielegalnym spotkaniu i na nowo przeżył ucieczkę przed strażnikami ulicznymi oraz ukrycie się w opuszczonym metrze. Wszystko to przemknęło mu przez głowę w ciągu kilku sekund, zanim udało mu się uwolnić od kata. Kobieta wyszła z kręgu obserwatorów i pochyliła się nad umęczonym napastnikiem. Jej głowa była odwrócona, więc Keith mógł dostrzec jedynie jej plecy. Uderzyła go skrajna kruchość jej ciała. Chwyciła dłonie mężczyzny i próbowała odepchnąć je od jego twarzy. 

- Pozwól że ci pomogę! - rzekła. 

"Uciekaj" - pomyślał Keith i rozejrzał się szukając drogi ucieczki. Betonowa platforma na której leżał, znajdowała się zaledwie kilka cali od czarnej dziury, którą wziął za dół pod tory kolejowe. Gdyby nagle potoczył się w jej kierunku i mógł wylądować na nogach, mógłby zaryzykować przebiegnięcie po torach w ciemności. Kimkolwiek bowiem byli napastnicy, mieli światło i przewyższali go liczebnie. Jego szansa na ucieczkę była zatem nikła, ale musiał ją podjąć. Przetoczył się szybko na lewy bok i poczuł jak jego ciało rzuca się w dół. Jego stopy opadły gotowe do biegu w kontakcie z twardą ziemią. Cała nadzieja zniknęła jednak, gdy wślizgnął się w błoto, które wessało mu stopy i kostki i pociągnął go w dół aż po kolana. Walka była bezużyteczna. Stał teraz bezradnie, gdy promień światła padał na jego twarz.

- Zabij go! - histerycznie krzyknęła kobieta. 

Jego głowa znajdowała się na poziomie platformy, a kiedy członkowie grupy ruszyli naprzód w kierunku krawędzi, zauważył, że wpatruje się na ich buty, obliczając że było ich siedmiu - dwie kobiety i pięciu mężczyzn. Jego spojrzenie spoczęło na czarnych butach które rozpoznał, gdy oczy kobiety i jego oczy ponownie razem się spotkały. W jego oczach była błagalna prośba, choć sam nic nie rzekł. 

- Zabij go - powtórzyła kobieta. 

Po cienkich nogach jak zapałki wiedział, że była kobiet, która pochyliła się nad stojącym nieopodal mężczyzną. Blask światła mignął lekko, w chwili gdy mężczyzna szukał w ubraniu jakiegoś przedmiotu. Przedmiotem był rewolwer. Gdy go wyjął, wycelował lufę w jego głowę, a wtedy blask światła latarek błysnął po metalu. Keith zamknął oczy i się nie poruszył. Jego usta drżały lekko i czuł że kolana mu się uginają. Zapewne runąłby na ziemię, gdyby nie otaczające go błoto. Był świadomy zimna i bicia swojego serca. Pomyślał sobie że oba te problemy już wkrótce całkowicie przestaną go niepokoić.

- Nie, czekaj! - był to głos kobiety w czerwieni, niski, gardłowy głos zabarwiony niewątpliwym współczuciem. - Nie zabijaj go - powiedziała. 

Keith otworzył oczy i spojrzał na nią przez słabe odbicie światła latarki. Do jego głowy zaczęła powracać nadzieja. 

- Jest silny - kontynuowała. - Możemy go wykorzystać. 

- A co, jeśli on jest szpiegiem? - zapytał jeden z mężczyzn. 

- Wysłanie mężczyzny byłoby dla nich nie do pomyślenia - odrzekła kobieta w czerwieni.

- Mogli uczynić wyjątek, aby schwytać całą naszą grupę - kontynuował mężczyzna. 

-  To prawda - zgodziła się podekscytowana starsza kobieta. - Jestem za tym żeby go zabić! 

- Nie! - kobieta w czerwieni nie ustępowała. 

 Chociaż Keith nie widział wyraźnie jej twarzy, był świadomy jej spojrzenia wpatrzonego w jego osobę.

- Zatrzymamy go do jutra - powiedziała. - Jeśli naprawdę jest poszukiwany przez feministki, otrzyma nagrodę. 

- A jeśli nie? - zapytała starsza kobieta. 

- Wtedy go zabijemy. 

Na platformie zapanowała przez kilka sekund grobowa cisza; cisza, w której Keith ponownie usłyszał dźwięk deszczu wlewającego się przez otwory wentylacyjne metra. Coś pluskało w pobliskiej wodzie, po piskach uznał że to szczur. Nie mógł jednak nic powiedzieć na swoją obronę; błaganie byłoby bezużyteczne. Musiał tylko czekać aż najważniejsza decyzja co do jego życia i śmierci zostanie podjęta przez grupę. Decyzja została ogłoszona jednym słowem. 

- Zgoda! - powiedział mężczyzna z bronią. - Gdybyśmy go teraz zabili, nie bylibyśmy lepsi od tych, z którymi walczymy. - Pistolet został wyciągnięty z kręgu światła i wrócił do jego kieszeni.

Keith poczuł ogarniającą go ulgę. Był jednak świadomy nagłego odpływu własnych sił i całkowitego wyczerpania, a jego głowa opadła na klatkę piersiową. Nie tylko zdołał uciec żołnierzom i strażniczkom ulicznym, ale także uniknął smutnego losu zaplanowanego dla niego przez tę dziwną grupę mieszkańców metra. Nim całkowicie stracił przytomność, poczuł jak silne ramiona wyciągają go z błota w którym stał.



  


A TAK SIĘ BAWIĄ W CHICAGO





CDN.