Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MONGOLIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MONGOLIA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 marca 2025

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XLIX

HAREMY WYBRANYCH WŁADCÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ SULEJMANA WSPANIAŁEGO

Cz. XXXVIII







ŻONA
SERAJ POD RZĄDAMI
ROKSOLANY/HURREM
(1534-1558)
Cz. XXII



"WIATR, KTÓRY PCHA DO WOJNY Z PERSJĄ - WIEJE Z HAREMU!"
Cz. II


Z początkiem 1544 r. do szacha Tahmaspa do Tebrizu przybył obalony muzułmański władca północnych Indii - Humajun. Przybył tam wraz ze swą małżonką Baga Begum i ok. czterdziestoma zwolennikami, aby prosić władcę Persji o wsparcie w odzyskaniu władzy, a na pewno o tymczasowe schronienie w jego kraju. Postać Humajuna jest dosyć ciekawa (a do tego kompletnie nie znana) dlatego postanowiłem parę słów poświęcić zarówno jego osobie, jak również osobie jego ojca - Babura, który niegdyś, gdy Humajun poważnie się rozchorował, w modlitwie do Allaha oddał za niego swoje "bezwartościowe życie". Zresztą Babura należałoby określić po prostu poszukiwaczem przygód. Przyszedł on na świat dnia 14 lutego 1483 r. (w walentynki, a raczej w chrześcijańskie święto św. Walentego), w domu władcy Fergany - Umara Szajcha Mirzy II, wywodzącego się z rodu Timurydów (którego to założycielem był Timur Kulawe, jeden z największych ludobójców w dziejach świata, który z głów pomordowanych na swój rozkaz ludzi, budował piramidy). Babur był też autorem ciekawego pamiętnika opisującego jego żywot, a w nim jest zapisane pod datą 1494 (oczywiście przekładając muzułmańską rachubę czasu na naszą, chrześcijańską): "W roku 1494, w dwunastym roku mojego życia, zostałem królem Fergany". 100 lat wcześniej jego przodek Timur Kulawy siał postrach na znacznych obszarach leżących od Indii na Wschodzie, po Anatolię i Syrię na Zachodzie, dochodząc nawet do Moskwy na Północy. Jednak gdy umierał na febrę w roku 1405 i pochowany został we wspaniałej świątyni, wzniesionej specjalnie dla niego w Samarkandzie - stolicy Imperium które sam zbudował na krwi setek tysięcy swoich ofiar (ojciec Timura był zwykłym, ubogim kupcem, a jego dziadek uczonym i pierwszym w rodzie konwertytą na islam), Imperium które zbudował chyliło się ku upadkowi (należy tutaj też dodać, że w roku 1402 Timur ocalił od upadku Konstantynopol, pokonując w bitwie pod Ankarą Turków Osmańskich, a sułtan Bajazyd I trafił do jego niewoli. Wyrok na Konstantynopol został więc odroczony o pół wieku). Szybko zaczęły odrywać się poszczególne prowincje, aż ostatecznie potomkowie Timura władali jedynie doliną fergańską (daleko na wschód od Samarkandy).


IMPERIUM TIMURA KULAWEGO 



Rok w którym Babur obejmował władzę w Ferganie po śmierci swego ojca - 1494 - był rokiem ciekawym i obfitującym w różne wydarzenia. W tym czasie Krzysztof Kolumb po raz drugi już eksplorował wybrzeża Haiti (Hispanioli - jak wyspa ta została nazwana), dla katolickich królów Kastylii i Aragonii - Izabelli I i Ferdynanda II. W Rzymie papieżem był Aleksander VI (czyli Rodrigo Borgia), który właśnie w tym roku wystawiał w Tordesillas traktat, dzielący wpływy na nowo odkrytych kontynentach amerykańskich, pomiędzy Kastylię (ojczyznę Rodrigo Borgii) a Portugalię. Poza tym król Francji Karol VIII rozpoczynał wojny włoskie swoją inwazją na Mediolan i Neapol (jego żołnierze głównie walczyli w burdelach, gdzie pozarażali się chorobą, która potem otrzymała nazwę "franca" 😉). W Anglii panował Henryk VII, natomiast w Polsce Jan I Albrecht (Olbracht), któremu w sprawach polityki (ku niezadowoleniu szlachty i możnowładztwa) doradzał włoski humanista Filip Kallimach, zaś jego brat, wielki książę litewski Aleksander, właśnie zakończył wojnę z Moskwą stratami terytorialnymi (co też już pokazywało dobitnie, że bez wsparcia Koroniarzy, Litwini nie są już w stanie oprzeć się Moskalom, nie mówiąc już o bezpośredniej agresji na Moskwę, jak to miało miejsce chociażby za czasów Witolda). Poza tym Leonardo da Vinci kończył właśnie malować "Ostatnią Wieczerzę", rewolucjonizując świat sztuki i nauki (jako że jego wynalazki prześcigały epokę w której żył, o co najmniej 300 lat), Michał anioł zaś dopiero rozpoczynał swoją karierę, podobnie jak Mikołaj Kopernik. Rok 1494 był również rokiem narodzin sułtana Sulejmana, jak również drugiej żony króla Zygmunta I Jagiellończyka - Bony Sforzy. Tak oto wyglądał świat głównie chrześcijańskiej proweniencji w chwili, gdy królem (emirem) Fergany zostawał 11-letni Babur.




Babur nie był jednak dumny ze swego mongolsko-tatarskiego pochodzenia, a postać jego przodka, założyciela dynastii Timura Kulawego napawała go lękiem. Wolał nazywać się Turkiem, natomiast o Mongołach swym pamiętniku pisał tak: "Gdyby rasa Mongołów miała swego anioła, i tak byłaby zrobiona z najpodlejszej ziemi; gdyby imię Mongołów było wypisane trzykrotnie wypalonym złotem, brzmiałoby równie fałszywie, jak dawniej. Z plonów Mongołów nie siej nigdy nasienia, bo nasienie Mongołów jest zaiste fałszywe". Oczywiście określenie Babur nie było imieniem właściwym nowego władcy Fergany, a jedynie przezwiskiem, które nadał mu (wkrótce po narodzinach) jego dziadek od strony matki - Junas i znaczyło ono tyle co "Tygrys". Właściwe zaś imię "Tygrysa" brzmiało Zahir ud-Din Muhammad (czyli "Dowód wiary"). Dziadek który nadał Baburowi jego przydomek, był dostojnym staruszkiem, aczkolwiek Mongołem, więc łamał sobie język jego arabskim imieniem i wolał po prostu nazywać go tygrysem. Jego babcia zaś - Isa-Begum - zasłynęła ze swej wierności mężowi, gdy pewnego razu szejk Dżimul (któremu podlegały ziemie należące do dziadka Babura) porwał ją i oddał innemu mężczyźnie (jednemu ze swych oficerów). Ta oczywiście powitała go w swej komnacie dostojnie, ale był to tylko pozór, gdyż jej służące czekały w ukryciu ze sztyletami w dłoniach i gdy dała im znak, zabiły owego mężczyznę, a ciało wyrzuciły na ulicę. Napisała ona zaraz też list do Dżimula, w którym kategorycznie stwierdzała: "Jestem żoną Junasa! Wbrew prawu oddałeś mnie innemu mężczyźnie, więc go zabiłam! Jeśli chcesz mnie za to ukarać, to przyjdź i mnie zabij, lecz należę do Junasa". Dżimul - będąc pod wrażeniem jej odwagi - zwrócił ją mężowi. 




Babur w wieku 5 lat został zaręczony ze swoją kuzynką Aiszą, a gdy miał lat 11, jego ojciec zginął w wypadku, który tak opisuje "Tygrys" swym pamiętniku: "Rzeka przepływa pod murami zamku, który jest położony na samym skraju wysokiej przepaści, tak, że służy jako fosa. (...) w całej Ferganie nie ma silniejszej twierdzy. Tak więc jeden z murów zapadł się, mój ojciec, karmiąc swoje gołębie, był z gołębiami i gołębnikiem strącony ze szczytu urwiska, i tak sam wzbił się w powietrze do innego świata". Następnie Babur opisuje swego ojca: "Mój ojciec był niskiego wzrostu, miał krótką, krzaczastą brodę i był gruby. Nosił tunikę bardzo ciasno, a gdy ją zakładał, to gdy ją puszczał, sznurki często pękały. Zaplatał turban bez fałd i pozwalał, by koniec zwisał. Średnio strzelał z łuku, ale miał tak niezwykłą siłę w pięściach, że nigdy nie trafił człowieka nie powalając go. Jego hojność była wielka, podobnie jak cała jego natura. Był dobrym władcą i dużo grał w traktaka". Następnie "Tygrys" przechodzi do opisu swego nowego królestwa, które przejął w dość młodym wieku: "Fergana leży na skrajnej granicy zamieszkałego świata. Jest to dolina otoczona ośnieżonymi górami ze wszystkich stron, z wyjątkiem z zachodu, dokąd płynie rzeka i tylko z tej strony mogą wejść wrogowie. Fergana jest niewielka, ale obfituje w zboże i owoce. Jej melony są liczne i doskonałe. Nie ma lepszych gruszek na świecie. Jej bażanty są tak tłuste, że cztery osoby mogą zjeść gulasz z jednego i nie skończyć go. Jej fiołki są szczególnie eleganckie i obfituje w strumienie czystej wody. Wiosną jej tulipany i róże kwitną w wielkiej obfitości, a w górach znajdują się kopalnie turkusu, podczas gdy w dolinie ludzie tworzą aksamit w kolorze karmazynowym". Tak wyglądał kraj oczami 11-letniego chłopca, w spisanej przez niego relacji (spisanej oczywiście znacznie później). 

Oczywiście chłopiec na tronie nie wszystkim się podobał. Jedni chcieli go usunąć, aby samemu objąć władzę, inni zaś chcieli wynieść na tron jego młodszego brata Dżihangira. Ogromnym problemem i niebezpieczeństwem byli jego dwaj wujowie (emirowie Samarkandy i Taszkientu), już wcześniej skonfliktowani z jego ojcem, którzy teraz postanowili obalić młodego Babura. Nie udało im się to - jak opisuje Babur - tylko "dzięki odwadze moich młodych żołnierzy". W tym też czasie "Tygrys" nawiązał przyjaźń z niejakim Hassanem-Jakubem "najlepszym graczem w skakanie żab, jakiego znałem". Okazało się jednak że ów młodzieniec był podstawionym figurantem (zapewne przez wujów młodego władcy), który miał na celu tak kierować emirem, aby ten popełniał błąd za błędem, co w konsekwencji doprowadzić miało do jego usunięcia. Namawiał go również - wbrew religii muzułmańskiej - do spożywania zakazanych mięs. I tutaj wkroczyła babcia Babura, przytoczona wyżej Isa-Begum, która usunęła tamtego chłopaka z otoczenia swego wnuka. Potem ów pisał: "Była niezwykle dalekowzroczna, niewielu przedstawicieli jej płci dorównywało jej w przenikliwości". W roku 1497, po śmierci jednego ze swych wujów (a głównego bodajże antagonistę) i przyjęciu władzy w Samarkandzie przez jego syna, Babur wyruszył zbrojnie na to miasto i po sześciu miesiącach oblężenia zdobył je w listopadzie. Nie miał jeszcze 15 lat, a już zdobył miasto, stolicę Timura Kulawego. Samarkanda była ładnym miastem, centrum kulturowym całego regionu dzisiejszego Kazachstanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu. Miasto było bogate, ludne, pełne pięknych domów, świątyń i "domów mądrości" (bibliotek). Jak pisał o Samarkandzie Babur: "W całym zamieszkałym świecie jest niewiele miejsc tak przyjemnie położonych". Ponoć "Tygrys" przez pierwsze tygodnie swoich rządów w Samarkandzie dobrze się bawił, urządzając częste uczty i zabawy (był w końcu nastolatkiem), na których nie brakowało również skąpo odzianych dziewcząt. Te przyjęcia jednak doprowadziły go do bardzo poważnej choroby, która złożyła go w łożu wówczas, gdy z Fergany przyszły złe wieści.




Oto bowiem jego matka - Nigar Hatun pisała w liście, że w Ferganie wybuchł bunt i prosi syna aby czym prędzej wracał. Babur czuł się jednak bardzo źle, a mimo to postanowił wrócić do ojczyzny na wezwanie matki i to był błąd. Babur nie był w stanie usiedzieć na koniu, zemdlał i spadł z niego w taki sposób, że jego najbliżsi towarzysze myśleli że nie żyje. Przeniesiono go jeszcze do pałacu w Samarkandzie, ale jego stan wydawał się krytyczny. Posłano do Fergany jednego z posłów o imieniu Kwaja Kazi, aby zakomunikował matce, że jej syn zmarł. Gdy jednak w Ferganie jego wrogowie dowiedzieli się o tym, najpierw schwytali Kwaja Kazi i powiesili go nad bramą cytadeli (potem Babur napisał w swym pamiętniku: "Bez wątpienia Kwaja Kazi był świętym, był cudownie odważnym człowiekiem"). Następnie przejęli oni władzę w Ferganie, gdyż przyjaciele i stronnicy Babura na wieści o jego śmierci poddali się (1498). Jego matka, babka i siostra - Chanzada zostały wygnane, ale pojawił się inny problem. Otóż Babur stracił również Samarkandę (panował tam jakieś 100 dni). Gdy odzyskał przytomność i wyzdrowiał, okazało się że nie ma ani jednego ani drugiego królestwa... i stał się nikim. Przez dwa kolejne lata wędrował po górach wraz z matką, babką i siostrą i żył nieomal jak pustelnik. Oczywiście jako były emir Fergany, był w stanie przekonać miejscową ludność do tego, aby garnęła się pod jego sztandary, starając się odbudować wojsko i ponownie odzyskać utracone miasta - nie było to jednak łatwe zadanie. Jednak Babur nigdy - przez ten czas swego upadku - nie tracił nadziei na sukces. Gdy matka lub babka traciły ją i płakały, żaląc się nad swym losem, ten pocieszał je, mówiąc że przynajmniej "mamy co jeść, mamy melony, a to już coś". Najtrudniejszym dla nich okresem były pierwsze miesiące po upadku, gdy rzeczywiście stali się wyrzutkami i żebrakami. Mieszkali w górskich grotach, a Babur osobiście szykował swojej matce i babce najlepsze posłania jakie tylko mógł zdobyć, aby nie musiały spać na ziemi, gdyż twierdził że jako żony i matki emira zasługują na najlepsze, choć były to zwykłe stare łachy rozłożone jedynie na ziemi. Sam zasypiał byle gdzie, a poza tym - jak twierdzą źródła - zawsze był pogodny w tych dniach (może dlatego żeby natchnąć swoje kobiety optymizmem, natomiast co myślał prywatnie i jak bardzo był przerażony tą sytuację - bo w końcu jeszcze wciąż był nastolatkiem - tego oczywiście nie wiemy).

Jednak ludność miejsc do których przebywał, wspierała go i pomagała, a mężczyźni często chętnie garnęli się pod jego sztandary, jako że Babur był człowiekiem bardzo otwartym, przyjaznym innym ludziom i łatwo nawiązującym znajomości. Prawie nigdy się nie gniewał, rzadko też można go było widzieć smutnym, co przyciągało doń innych ludzi (powtarzał bowiem, co zresztą zapisał w swym pamiętniku: "Nic się nie dzieje, jak tylko z woli Boga"). W końcu roku 1500 Babur ponownie miał licznych żołnierzy pod swoimi rozkazami, ale byli oni po pierwsze niezbyt zdyscyplinowani, a po drugie nie aż tak liczni jak wojska jego wrogów. Mimo to wiosną roku 1501 z tymi wojskami obległ i ponownie zdobył Samarkandę. Tak oto w tym samym czasie, w którym w północno-zachodniej Persji przywódca zakonu kyzyłbaszy - Ismail (ojciec Tahmaspa), został ogłoszony szachem, a w Imperium Osmańskim sułtan Bajazyd II żył w błogiej nieświadomości tego, co za jakiś czas zaplanuje jego syn - Selim (ojciec Sulejmana), Babur znów był emirem. Niestety na krótko, gdyż samarkandę obległy wojska jego wroga chana Buchary - Muhammada Szajbaniego. Sytuacja była krytyczna, i babór w zamian za bezpieczne opuszczenie miasta wraz ze swoimi wojskami, musiał przystać na żądanie Szajbaniego, wydania za niego za mąż swojej siostry Chanzady. Musiał na to przystać, po czym opuścił Samarkandę i teraz skierował się do Fergany, po ojcowiznę. Miasto, którym władał jego ojciec, wpadło w jego ręce dosyć łatwo jeszcze w 1501 r., ale szybko znów zaczęły się problemy. Tutaj bo wiem ukazał się łagodny i ludzki stosunek Babura do innych, szczególnie tych najsłabszych i najbiedniejszych, którzy nie byli w stanie sami się obronić. Otóż jego żołnierze, którzy zajęli dlań Ferganę (praktycznie bez walki), łupili okolicznych chłopów tak bardzo, że praktycznie zabierali im wszystko. Babur nakazał im oddać zrabowane rzeczy, co doprowadziło do buntu i przez co utracił Ferganę, gdy żołnierze odmówili dalszej służby pod jego rozkazami (w sym pamiętniku opisuje to tak, przyznając się do błędu jaki popełnił: "To było bezsensowne, by drażnić tylu mężczyzn z bronią w ręku. Na wojnie i w sztuce rządzenia rzecz może wydawać się rozsądna na pierwszy rzut oka, ale powinna zostać ponownie rozważona przy stu zapalonych latarniach, nim zostanie ostatecznie podjęta. Ten mój źle oceniony rozkaz, był w rzeczywistości ostateczną przyczyną mojego drugiego wydalenia" (1502).




Wydawałoby się że ponowny upadek załamie ostatecznie Babura, ale nie. Nie tracił pogody ducha przez kilka kolejnych miesięcy swego drugiego wygnania i to nawet wówczas, gdy udając się do Taszkientu (którym władał jeden z jego wujów, a prywatnie osobisty wróg jego ojca) musiał znosić tam wiele upokorzeń. Powtarzał sobie jednak że wszystko jest wolą Boga i każdy dzień w którym ma co zjeść i może oddychać powietrzem oraz cieszyć się blaskiem słońca, nie jest dniem straconym, dlatego też nie powinien się smucić. Często wybierał się więc na konne przejażdżki, polował, słuchał śpiewu ptaków i czasem coś pisał w swoim pamiętniku (umiłowanie do piękna otaczającego go krajobrazu zapewne posiadł od swego dziadka od strony matki -Junasa, a miłość do książek od dziadka ze strony ojca - emira Abu Saida Mirzy). W swym pamiętniku Babur dziękuje Allahowi za każdy dzień, który może spędzić w blasku słońca (ja stosuję taką zasadę, że przed pójściem spać pod koniec dnia w swych myślach wypowiadam trzy słowa: "Dziękuję!" za każdą godzinę przeżytego dnia, "Wybaczam!" - wszystkim którzy w jakikolwiek sposób mogli źle o mnie pomyśleć, lub powiedzieli coś nie tak, oraz powtarzam sobie, że kolejnego dnia będę jeszcze lepszym człowiekiem, a jednocześnie że dopnę tego, czego pragnę). Druga tułaczka Babura trwała dosyć długo, bo aż do 1504 r. Wówczas to dowiedział się o śmierci jednego ze swych wujów - Ulug Bega II emira Kabulu, który zmarł, pozostawiając na tronie swego synka, który był jeszcze niemowlęciem. Dziecko to obalił, a następnie przejął władzę w Kabulu niejaki Mukin Beg. Babur postanowił interweniować wobec tej jawnej niesprawiedliwości, a ponieważ ponownie zgromadził wokół siebie licznych chłopów - z których robił żołnierzy - ruszył do Kabulu. Jego trasa przebiegała przez bardzo wąską przełęcz Sir-i-Tuk, leżącą wśród wysokich i stromych skał. Jak opisuje to w swym pamiętniku: "Na stromych i wąskich przejściach i wąwozach, które musieliśmy pokonać, wiele koni i wielbłądów upadło i wypadło. (...) Nigdy nie widziałem tak wąskiej i stromej przełączy, ani nie podążałem ścieżkami tak uciążliwymi. Mimo to parliśmy naprzód z niewiarygodnym trudem przez przerażające wąwozy i przez ogromne przepaście". Wreszcie dotarli do celu. 




Należy od razu dodać, że od roku 1499 gdy ukrywał się w górach, poślubił przeznaczoną mu wcześniej i zaręczoną z nim swoją kuzynkę Aiszę Begum. Urodziła ona córkę, która otrzymała imię Nissa, a Babur był w niej po uszy zakochany gdy tylko miał taką sposobność, wszystkim pokazywał swoją córeczkę, nazywając ją "Chwałą kobiecości". Niestety jednak, dziewczynka zmarła w jakiś czas po swym urodzeniu jeszcze w 1501 r. Ojciec nie potrafił ukryć swego żalu po stracie córeczki, a jednocześnie od tego momentu jego relacje z Aiszą zaczęły się psuć. Chociaż wydaje się, że stosunki te nigdy nie były dobre, jako że Babur niezbyt interesował się kobietami (co oczywiście nie znaczy że interesował się mężczyznami, wręcz przeciwnie, był raczej człowiekiem którego nazwalibyśmy dzisiaj aseksualnym. Będąc jeszcze chłopcem w gronie swych przyjaciół przebywał oczywiście w otoczeniu nagich kobiet, ale nigdy go to nie pociągało, raczej dostrzegał w człowieku jego duchową naturę niż cielesność). W 1503 r. gdy on miał 20 lat, doszło do ich rozwodu. Kolejne jego relacje z kobietami były trudne, jako że sam napisał w pamiętniku: "Nigdy nie poczułem namiętności do żadnej kobiety", a jednocześnie - jak sam przyznaje - wraz z wiekiem (co wydaje się dziwne) wzrastała w nim nieśmiałość do płci pięknej. Po prostu będąc w otoczeniu kobiet czuł się nieswojo, był nieco zażenowany, czasem plątał mu się język i nie wiedział jak i o czym z nimi rozmawiać, twierdząc że skupiają się one na rzeczach, których on nie pojmuje. Jak sam przyznaje, jeśli przebywał w towarzystwie kobiet, to rozmawiał z nimi o sztuce, literaturze lub pięknie otaczającej go przyrody, ale takie relacje przypominały stosunki pomiędzy przyjaciółmi, a nie kochankami. Natomiast jak wiemy przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną (raczej) nie istnieje, bo wcześniej czy później musi zamienić się w jakieś głębsze uczucie, albo zwykłe cielesne pożądanie (😚🥴🥰). I dlatego kontakty z kobietami tak bardzo przerażały Babura. Jednocześnie w pamiętnikach często pojawia się jego żal w stosunku do tych kobiet ze swojej rodziny, którym - czy to z jego winy, czy też z winy losu - powiodło się źle. Wraca tam bo wiem do swej siostry Chanzady, którą musiał oddać za mąż, za swego wroga Muhammada Szajbaniego. Jej ciężki los, który musiała spędzić w haremie Szajbaniego, leżał mu zawsze na sercu, a w swych pamiętnikach wielokrotnie prosił ją za to o wybaczenie, nazywając ją "Najdroższą Damą". Poświęca też trochę miejsca w swym pamiętniku matce oraz babce, kobietom które musiał zostawić podczas swojego drugiego wygnania i których już nie spotkał. Matce dziękował że wydała go na świat, babce zaś że była tak dzielną i mądrą kobietą. 




A tymczasem Babur - na czele swego nowo sformowanego wojska - zbliżał się do Kabulu.


CDN.

czwartek, 9 lutego 2023

WŁADCZYNIE - Cz. I

KOBIETY U WŁADZY W WYBRANYCH 
KRAJACH EUROPY





I

św. KINGA 

Cz. I






Nim bezpośrednio przyjdę do dziejów Jadwigi Kaliskiej małżonki Władysława I Łokietka i matki Kazimierza III Wielkiego, warto słów parę napisać również o jej matce  i ciotce - czyli Jolencie i Kindze. Wszystkie one bowiem były węgierskimi księżniczkami pochodzącymi z rodu Arpadów, a poza tym były to sławne kobiety swoich czasów, których nie sposób pominąć i wszystkie one zostały żonami polskich książąt z rodu Piastów. Postać Jolenty i jej córki Jadwigi jest mniej znana, Kinga zaś - która została świętą - jest nieco bardziej popularna, ale też tylko z nazwy, o jej życiu niewielu jednak wie więcej, niż to, co można wyczytać w oficjalnej biografii (np. na Wikipedii). 

Św. Kinga pochodziła z rodziny w której mnóstwo kobiet oddawało się Bogu i uznawane były za święte lub błogosławione. Takie to były wówczas czasy, gdy wielu wędrownych kaznodziejów nawoływało ludzi do odnowy moralnej i żalu za grzechy. Te nawoływania przede wszystkim kierowane były do mężczyzn, gdyż kobiety uważano za co najwyżej dodatek do mężczyzny i ich zbawienie nie było aż tak istotne - przynajmniej dla wielu ówczesnych kapłanów. Jednym z niewielu kaznodziei, którzy wówczas na równi traktowali kobiety i mężczyzn, był chociażby Robert z Arbrissel. Nawoływał on do porzucenia wszelkich dóbr doczesnych i podążania drogą Chrystusa oraz Jego uczniów, przy czym nie stosował on tutaj żadnej różnicy pomiędzy mężczyznami i kobietami, a ludzie podążali za nim, porzucając własne domostwa i żyjąc życiem pustelników. Ruch pustelniczy i chrześcijański mistycyzm był bardzo silny w ówczesnej Europie, również na węgierskim dworze w Królewskim Białogrodzie, gdzie od 1235 r. panował ojciec św. Kingi - król Bela IV. Ten energiczny monarcha przejął pełnię władzy w wieku 29 lat po śmierci swego ojca - Andrzeja II (choć Bela został koronowany jeszcze za życia swego ojca w 1214 r. będąc jeszcze dzieckiem). Król Andrzej miał wielkie ambicje (chciał np. zostać władcą Konstantynopola), ale brakowało mu ku temu siły i determinacji, a poza tym nie radził sobie z wewnętrzną opozycją, jaką miał we własnym kraju, a złożoną zarówno z wielkich możnowładców jak i serwientów (drobnej szlachty węgierskiej, wcześniej złożonej z wolnych jeźdźców stacjonujących w nadgranicznych komitatach). Królowi brak też było konsekwencji gdyż raz przyznawał pewne prawa a następnie je odbierał (np. w 1222 r. wydał tak zwaną Złotą Bullę, w której zrównywał prawa serwiantów z władzą wielkich możnowładców węgierskich, a tym ostatnim przyznawał również prawo do wypowiedzenia posłuszeństwa władzy królewskiej. Jednak pod wpływem silnej opozycji węgierskiego kleru z prymasem Węgier na czele, król Andrzej cofnął postanowienia Złotej Bulli, wydając w 1231 r. drugą Złotą Bullę, w której odbierał szlachcie prawo do buntu wobec władzy królewskiej. Nie uchroniło go to wcale przed klątwą, jaką w 1232 r. rzucił nań i na całe Węgry prymas Robert, a powodem tego było dzierżawienie przez Żydów dochodów królewskich. Na mocy więc ugody zawartej w Bergu w 1233 r., król Andrzej zobowiązał się wygnać z kraju Żydów, oraz poczynić pewne ustępstwa podatkowe dla węgierskiego kleru). Miał też ów król spore problemy z żyjącymi w południowym Siedmiogrodzie Niemcami (Sasami) którym w 1224 roku przyznał autonomię. W tym też mniej więcej czasie (1226 r.) zmusił Zakon Najświętszej Maryi Panny domu niemieckiego w Jerozolimie (czyli Krzyżaków) do opuszczenia południowego Siedmiogrodu, gdy tylko zrozumiał że ich celem było stworzenie własnego państwa na własnej jego ziemi (a tak się akurat złożyło, że w tym czasie książę mazowiecki - Konrad poszukiwał rycerzy, którzy by mu dopomogli w walce z pogańskimi Prusami, notorycznie najeżdżającymi Księstwo mazowieckie i postanowił sprowadzić Zakon Krzyżacki na ziemie polskie (pierwsi trzej rycerze zakonni przybyli do ziemi chełmińskiej w roku 1228) i tak oto rozpoczęła się 300-letnia epopeja krzyżacka, która ostatecznie zakończyła się hołdem lennym ostatniego wielkiego mistrza Zakonu - Albrechta Hohenzollerna przed królem Zygmuntem I Jagiellończykiem w Krakowie w kwietniu 1525 roku).




Król Bela IV rozpoczął zaś swoje panowanie ( 1235 r.) od aresztowania lub wypędzenia dawnych doradców swojego ojca, a dążąc do wzmocnienia władzy królewskiej ustanowił specjalną kancelarię, do której zwracać mieli się pisemnie wszyscy możnowładcy oraz cała szlachta węgierska. Napotkał jednak silny opór wielkich panów węgierskich, którzy przyzwyczajeni do słabej władzy królewskiej jaka była za czasów Andrzeja II, nie zamierzali podporządkowywać  się królewskim przykazaniom, a ponieważ ich prywatne armie były często liczniejsze od sił królewskich - byli pewni swego (tym bardziej że serwianci nie wsparli wówczas króla). W takiej to atmosferze politycznej przyszła na świat (ok. roku 1234 - choć węgierskie źródła podają rok jej narodzin 1224, ale zapewne nie są one dokładne) córka Beli IV która otrzymała na imię Kinga (prawdopodobnie urodziła się ona ok. roku 1230, jako że spotkałem się ze stwierdzeniem iż była zaledwie o trzy lata młodsza od swego małżonka, księcia sandomierskiego - Bolesława Wstydliwego, urodzonego w 1226 r.). Istnieje legenda (nie wiadomo na ile prawdziwa) że autorką małżeństwa młodej Kingi i swego młodszego brata Bolesława, była córka księcia siedmiogrodzkiego Leszka Białego - Salomea, żona króla halickiego - Kolomana. Widziała ona bowiem w Kindze swą bratanicę, lecz problemem była niechęć jej matki królowej Węgier - Marii Laskariny do wydania za mąż młodej dziewczyny za jednego z Piastów. Mijało już prawie 100 lat od ogłoszenia testamentu Bolesława III Krzywoustego i rozpadu terytorialnego dawnego państwa polskiego. Teraz poszczególnymi ziemiami władali lokalni książęta niezależni jeden od drugiego, a siła i pozycja państwa polskiego dawno minęła. Salomea postanowiła jednak nie dać za wygraną i prowadzić swój cel do końca a ponieważ mieszkała ona (wraz z mężem) na Węgrzech od końca 1221 r. (ponoć w wieku trzech lat Salomea przyrzekła Bogu że pozostanie dziewicą, a Koloman - choć z trudem - szanował jej wybór. Ona jednak, aby go nie prowokować nosiła tylko czarne suknie, aż pewnego razu Koloman rzekł do niej: "Na Boga przecież ja jeszcze nie umarłem, zrzuć więc ten strój wdowi". Gdy więc wyjechał on na polowanie, ona ubrała się w kolorową suknię aby zrobić mu niespodziankę, a gdy wrócił i ujrzał ją takową, tak go ona podnieciła, że porwał ją z miejsca i zaniósł na łoże. Nim jednak doszło do stosunku oprzytomniał i przypomniawszy sobie dane jej słowo, rzekł: "O Jezu Chryste, jakże wielkich rzeczy wyrzekam się dla ciebie").

Salomea zaprzyjaźniła się z młodą Kingą i starała się namówić ją do małżeństwa z jej bratem Bolesławem. Jednocześnie Salomea słała listy do swej matki Grzymisławy do Skały (gdzie ta wówczas przebywała, usiłując utrzymać dziedzictwo swego syna) aby wysłała poselstwo do Budy z prośbą o rękę Kingi dla Bolesława. Gdy takie poselstwo przybyło, Salomea namówiła Kingę aby ta schowała się w skrzyni, która następnie miała zostać przewieziona do Polski (Kinga zgodziła się na to, ciesząc się iż spotka ją ciekawa przygoda). Tak też się stało, młoda Kinga odbyła swą podróż w skrzyni i po przybyciu do Skały została powitana przez księżną Grzymisławę i panów z jej otoczenia (1239 r.) jako przyszła małżonka księcia Bolesława Wstydliwego. Tymczasem w budzie wybuchła ogromna afera. Królowa Maria - gdy dowiedziała się o zniknięciu córki - nie była w stanie pohamować swej złości, a gdy poinformowano ją, że to Salomea stała za przewiezieniem Kingi do Polski, postanowiła ją zgładzić. Salomea musiała ratować się ucieczką i pod osłoną nocy - opłaciwszy ludzi którzy jej w tym pomogli - przedostała się do Polski. Królowa Maria ogłosiła, że w przypadku powrotu Salomei na Węgry każdy kto udzieli jej schronienia lub choćby się do niej odezwie, zostanie surowo ukarany.




Tymczasem w Wojniczu doszło do zaślubin (a raczej do zrękowin, gdyż oboje byli jeszcze za młodzi na ślub) 13-letniego księcia Bolesława i (zapewne trzy lata od niego młodszej) Kingi (1239 r.). W czasie tej uroczystości młoda dziewczyna tymi oto słowy zwróciła się do swego przyszłego małżonka: "Błagam cię gorąco, prześwietny młodzieńcze, ażebyś dzięki twej władzy i troskliwości stał się obrońcą mojego dziewictwa, które nietknięte uchowałam". Tym samym Kinga poszła w ślady Salomei i postąpiła dokładnie jak ona. Salomea zaś dobrze zdawała sobie sprawę, że na dłuższą metę nie może utrzymywać konfliktu z królową Marią i że w jej osobistym interesie jest pogodzenie się z matką Kingi. Dlatego też postanowiła powrócić na Węgry wraz z Kingą i Bolesławem a wsparta przez swego małżonka Kolomana (brata króla Węgier Beli IV) stanęła przed obliczem królowej Marii i padła jej do stóp prosząc o wybaczenie. Podała jej również rózgę, mówiąc, że jeśli tego pragnie, aby wymierzyła jej karę chłosty. Królowa Maria ujęta jej uległością i pokorą - zrezygnowała z kary, wybaczyła Salomei i zgodziła się na małżeństwo Kingi z Bolesławem, po czym oboje hojnie obdarowała. Młoda para zamieszkała teraz na Węgrzech a Salomea wróciła do męża do księstwa Kroacji (którym Koloman zarządzał).




Ale nadszedł rok 1241 i nad Węgrami, Polską a także na całą Europą zawisła groza mongolskiego najazdu. O to bowiem Batu-chan wnuk Czyngis-chana zarządzający Niebieską Ordą postanowił wyprawić się na podbój Europy. Zaczęło się jeszcze w 1237 r. Gdy padł riazań. W roku następnym Batu-chan podporządkował sobie całą Ruś, zdobył Władimir, Rostów, Jarosławl, Twer, pod Kozielskiem rozgromił w bitwie księcia czernichowskiego, a w dwa lata później (1240 r.) ruszył na Perejesław, Kijów i Włodzimierz i Halicz po drodze paląc i niszcząc wszystko, gdziekolwiek tylko napotykał opór. Rok 1241 był więc rokiem tragicznym dla Europy i w wielu krajach wizja mongolskiego najazdu była równa końcowi świata i narodzin antychrysta (np. król Anglii - Henryk III Plantagenet pisał tak w swym liście do matki). Na feudalną, kościelną i heretycką Europę w której ścierali się zarówno święci, inkwizytorzy jak i wolnomyśliciele, oraz rzemieślnicy cechowi i uczenie uniwersyteccy, spadła teraz nawała zdyscyplinowanych hord mongolskich, krusząc jeden po drugim feudalne rycerstwo miniaturowych królestw i księstw europejskich. Główne uderzenie pod wodzą Batu-chana Mongołowie skierowali na Węgry, natomiast uderzenie osłaniające pod wodzą Ordy i Bajdara (również wnuków Czyngis-chana) wyprowadzone zostało na ziemie polskie. W tym czasie najpotężniejszym polskim księciem był Henryk II Pobożny, który zjednoczył cały Śląsk, Wielkopolskę, ziemię opolsko-raciborską oraz Małopolskę z Krakowem i Sandomierzem. Pod Turskiem i Chmielnikiem rycerstwo małopolskie próbowało zatrzymać Mongołów - bezskutecznie. W ogniu stanął Lublin i Sandomierz a ludność uprowadzona została w niewolę. Obronił się Kraków (prawdopodobnie to wtedy miejski trębacz, który ujrzał nieprzyjaciela i zaczął trąbić na alarm został przyszyty strzałą, a na pamiątkę tego wydarzenia do dziś dzień w Kościoła Mariackiego rozbrzmiewa hejnał który zawsze kończy się w połowie). Ostatecznie książę Henryk II poległ w bitwie pod Legnicą i choć bitwa ta była przegrana, to jednak Mongołowie zawrócili ze względu na zbyt duże straty i skierowali się na Węgry.




A tymczasem na Węgrzech tamtejsi magnaci nie spieszyli się z obroną kraju. Niektórzy z nich nawet życzyli Beli IV klęski, a także zamordowali króla plemienia Kumanów - Kotenya, których węgierski władca dwa lata wcześniej sprowadził do swego kraju i osiedlił ich między Dunajem a Cisą, z zamiarem wyzyskania ich pomocy w obronie przed Mongołami. Kumanowie byli dość specyficznym i raczej niechętnie przyjętym sojusznikiem. Po pierwsze - Kumanowie byli poganami - co już budziło sprzeciw, a po drugie - nie tolerowali oni własności prywatnej, uważając że wszystko jest wspólne i nie respektowali węgierskiego prawa. Skargi, jakie w latach 1240-1241 składali węgierscy poddani na postępowanie Kumanów, król Bela bagatelizował i nic z tym nie robił, spodziewając się iż wesprą go oni w walce z Mongołami. Jednak gdy węgierscy magnaci zamordowali ich króla, Kumanowie opuścili nadane im ziemie i odeszli na wschód, grabiąc i paląc wszystko na wzór Mongołów. Węgrzy byli praktycznie osamotnieni w tej walce, jedyne wsparcie udzielił im książę austriacki - Fryderyk Babenberg który jednak przybył z tak nielicznym oddziałem, że nadawał się on bardziej na paradę niż do walki. 
 Książę ten wycofał się jednak jeszcze przed walną bitwą na polach Mochi (po drodze zagarnął trzy węgierskie komitaty nad Litawą), do której doszło w kwietniu 1241 r. Po kilkugodzinnej bitwie węgierskie rycerstwo przestało istnieć, król ledwo uszedł z życiem a cały kraj praktycznie wpadł w ręce Mongołów (rejon Dalmacji zdobyli oni w 1242 r.). Co prawda Ostrzychom i Białogród oparły się najazdowi, ale Węgry ocaliła dopiero wiadomość o śmierci chana Ogotaja (zmarł w grudniu 1241 r.) a Batu-chan pragnął zająć jego miejsce, co ocaliło Europę przed mongolskim zniewoleniem.




Węgry jednak jak pisał pewien niemiecki kronikarz pod datą 1241: "W tym roku państwo węgierskie po trzystu pięćdziesięciu latach istnienia zostało zniszczone przez Tatarów". Król Bela uciekł na jedną z dalmatyńskich wysp i dopiero wycofanie się Mongołów z Węgier spowodowało, iż wrócił do kraju i podjął się szybkiej pracy odbudowy (nie na darmo Bela IV nazywany jest w węgierskiej historiografii "drugim założycielem Węgier"). A tymczasem Kinga, Bolesław i Salomea (której mąż poległ w walce z Mongołami) w 1243 roku wrócili do Krakowa. Młody, ale już dojrzewający 17-letni książę coraz bardziej pragnął skonsumować zawarte małżeństwo, a ponieważ Kinga chciała dotrzymać złożonej przysięgi dochowania swej cnoty, Bolesław wpadał w coraz większy gniew. Od tej chwili na Wawelu działy się rzeczy zarówno zabawne jak i przedziwne.




CDN.

wtorek, 9 lipca 2019

GDYNIA - OKNO NA ŚWIAT - Cz. I

CZYLI JAK W NIESPEŁNA

SIEDEMNAŚCIE LAT 

RYBACKA WIOSKA 

STAŁA SIĘ NAJWIĘKSZYM 

PORTEM BAŁTYKU




WSTĘP


Właśnie wróciłem z krótkiego rodzinnego wypoczynku, jaki spędziłem (z moją Panią) nad polskim Bałtykiem, w Trójmieście, a konkretnie właśnie w Gdyni - które to miasto będzie głównym przedmiotem tego tematu. Ponieważ obowiązki zawodowe nie pozwalają mi na jakieś dłuższe urlopy, stąd trochę z przyzwyczajenia, a trochę z wygody jeżdżę głównie nad polskie morze, najczęściej zaś właśnie do Trójmiasta, gdzie (nie chwaląc się) posiadam swój dom, który co prawda przez dłuższy czas w roku stoi pusty. Zawsze jednak gdy tam się zjawiam, opanowuje mnie swoista atmosfera Pomorza (można to tak nazwać - a pamiętam to jeszcze z dzieciństwa), taka chęć wypoczynku, oderwania się od pracy i tych wszystkich spraw które nas otaczają - a zagłębienia się w pięknie okolicy - nieodległego lasu, okolicznej rzeczki i pary dzików z warchlakami które przechadzają się tamtejszymi uliczkami w poszukiwaniu pożywienia. Poza tym oczywiście morze, którego w żaden sposób nie podobna zastąpić żadne jezioro, żadna rzeka, ni żaden inny akwen wodny. Lubię Międzyzdroje, lubię plaże wokół Kołobrzegu, ale jednak okolice między Gdańskiem, Sopotem a Gdynią bez wątpienia uważam za najlepsze. Mam też kilka swoich wybranych (odludnych) miejsc, gdzie można fajnie spędzić czas. Pomorze zawsze też należało do moich ulubionych wakacyjnych miejsc z przepięknym starym Gdańskiem - swoistym ekonomicznym oknem Rzeczpospolitej Obojga (Trojga) Narodów na świat, z którego to portu płynęło najwięcej zboża do krajów Europy w XVI i pierwszej połowie XVII wieku (w 1608 r. niejaki Izaak van den Blocke - gdański malarz, namalował obraz zwany "Apoteoza Gdańska", zwany również "Alegorią łączności Gdańska z Polską", przedstawiający miasto jako łuk triumfalny, wiodący ku światu) z słonecznym Sopotem i oczywiście malowniczą Gdynią. Nim przejdę bezpośrednio do tematu, kilka słów wstępu o dziejach Pomorza. 

Otóż zarówno Gdańsk jak i całe Pomorze, było niegdyś zasiedlone przez słowiańskie plemiona Pomorzan (w tym Słowińców, Pyrzyczan, Wieleńczan (zwanych również Wolinianami), Wkrzan, Redarów, Dołężan, Czerezpienian, Chyżan, Ranów i innych. Duża część z nich weszła jednak w skład Związku Wieleckiego i podzieliła jego los, gdy Słowian Połabskich podporządkowali sobie Wschodni Frankowie (zwani dziś potocznie Niemcami), tworząc tam Marchię Wschodnią (937 r.), która podzieliła się następnie na Marchię Północną i Marchię Billungów (966 r.). Oczywiście walki Franków ze Słowianami trwały długo i toczyły się sporadycznie jeszcze od połowy VI wieku (555 r.), a konsekwentnie od czasów Karola Wielkiego. Jego wojna ze słowiańskimi Sasami (o których Tacyt pisze iż są to ludzie: "spokojni i żyjący na uboczu, nie prowokują wojen, nie powodują żadnych spustoszeń wyprawami grabieżczymi czy łupieżczymi"), których tereny obejmowały ziemie całych dzisiejszych północno-zachodnich Niemiec (Helmold, kanonik z Buzu pisze zaś: "Liczne są plemiona słowiańskie, które brzegi morza bałtyckiego zamieszkują. Jedna odnoga tego morza ciągnie się od oceanu zachodniego ku wschodowi"), trwała w latach 772-804 i była jedną wielką rzeźnią ("karolińska misja miecza"). Aby ustrzec się przed mordami niewiast i dzieci, część szlachty saskiej przyjęła chrzest podczas zgromadzenia w Paderbornie w 777 r. dając się ochrzcić i wyrzekając swych bogów - Donara, Wotana i Saxnota, walki jednak trwały jeszcze do 804 r. czyli do całkowitego podporządkowania Frankom ziem saskich. "Misję miecza" wobec ludów słowiańskich przejęli następnie synowie Karola Wielkiego, ale aż do czasów Arnulfa z Karyntii (887-899) - cesarza wschodnio-frankijskiego, nie była ona już tak planowa. To właśnie on zapoczątkował późniejszą niemiecką politykę "Drang nach Osten", która militarnie zakończyła się co prawda po II Wojnie Światowej, a politycznie i ekonomicznie trwa po dziś dzień.

Trwała przy tym ciągła propagandowa nagonka na Słowian i Węgrów, mająca przedstawić ich w jak najgorszym świetle. Według biskupa Liutpranda z Cremony (a także opata Regino) były to istoty z piekła rodem, które nie tylko zabijają ale i piją krew poległych, żyją jak dzikie zwierzęta i jedzą serca swych jeńców. Nic więc dziwnego że frankońska "misja cywilizacyjna" wśród tych podludzi, musiała być prowadzona (tym bardziej że wciąż trwał niezwykle dochodowy handel słowiańskimi niewolnikami - tzw.: "Bakt" z 641 r. zawarty pierwotnie między Arabami z Egiptu i chrześcijanami z Makuri i potem rozszerzany na inne kraje chrześcijańskie, które dzięki temu zarabiały na muzułmanach, dostarczając im niewolników - oczywiście słowiańskich niewolników. Kolejnym rynkiem handlu Słowianami był Chanat Chazarski - stworzony z ludów tureckich które przyjęły judaizm. Chazarowie również skupowali Słowian i sprzedawali ich Arabom - Kalifat nawiązał stosunki dyplomatyczne z Chazarią w 758 r. Ostatnim był zaś rynek zachodni, gdzie dominowali Frankowie, porywający i pędzący Słowian do muzułmańskich haremów. Kalifat nawiązał stosunki z Królestwem Franków w 765 r. Kres zarówno handlowi niewolników, jak i frankońskiej "Drang nach Osten", położyło dopiero powstanie zjednoczonego państwa polskiego. Sami Arabowie pisali, iż źródła napływu słowiańskich niewolników zaczęły się wyczerpywać w ostatnich dziesięcioleciach X wieku (tutaj link do artykułu na ten temat), Polska zaś zaczęła się powoli jednoczyć począwszy od lat 60-tych VIII wieku.


 POPIEL II GNUŚNY

"STARA BAŚŃ - KIEDY SŁOŃCE BYŁO BOGIEM"




Pierwszym polskim (lechickim) władcą, który opanował Pomorze, miał być książę Lech IX zwany Walecznym z dynastii Popielidów. Opanował nie tylko Gdańsk i Bremę, ale całe Czechy, Morawy, Słowację i Ruś Kijowską - miał panować w latach 800-824. Jego wnuk - Popiel II Gnuśny, został obalony w 840, po dziesięciu latach panowania. Według legendy miał ulegać wpływom swej żony - Ryksy saksońskiej, która całkowicie zdominowała wszystkie jego pozostałe żony. Przekonała go wreszcie aby pozbył się swych bratanków i stryjów, trując ich podczas biesiady winem. Gdy zbrodnia się wydała, lud powstał przeciwko księciu, a ten osamotniony, znalazł schronienie w twierdzy w Kruszwicy (Ryksa została zabita wraz z jej dwoma synami przez wzburzony lud). Tam według legendy Popiela miały zjeść myszy. Potem według niektórych kronikarzy (Prokosz, Bielski) po krótkim okresie bezkrólewia, na wiecu w 842 r. władcą wybrano starego - prawie 70-letniego kmiecia o imieniu Piast, który ponoć następnie panował przez kolejne 20 lat. Za jego rządów część możnych miała przyjąć chrzest w obrządku rzymskim (1 stycznia 845 r.) - byłby to więc pierwszy chrzest jeszcze co prawda nie całej Polski, ale już dużej grupy możnych książąt. Jego następcą został syn - książę Ziemowit, który z kolei miał panować kolejne 30 lat. Podczas swych rządów stracił Księstwo Wiślan wraz z Krakowem, zdobyte przez Świętopełka I Wielkomorawskiego (874) i Śląsk (879). Pomorze odpadło już wcześniej, po upadku Popiela II w czasie bezkrólewia. Odzyskania Pomorza podjął się dopiero po roku 897 syn Ziemowita - książę Lech X (zwany też Lestkiem), który zajął Gdańsk i Szczecin. W 904 r. miał odzyskać Kraków i całą Małopolskę (Księstwo Wiślan).

 ZIEMOWIT SYN PIASTA 

"STARA BAŚŃ - KIEDY SŁOŃCE BYŁO BOGIEM"



Lestek był już jednak chrześcijaninem, został ochrzczony (zapewne jeszcze za życia ojca) w obrządku bizantyjsko-słowiańskim (prawosławnym), choć nadal praktykował niektóre pogańskie zwyczaje, jak choćby wielożeństwo, a w kraju nadal oddawano cześć dawnym bogom w cieniu starych dębów. Wnukiem Lestka był zaś książę Mieszko I, panujący w latach 957-992. Był on pierwszym historycznym władcą Polski i pierwszym księciem, który przyjął chrzest w obrządku rzymskim (katolickim) w 966 r. i schrystianizował cały kraj wycinając święte dęby i obalając drewniane posągi bogów - Peruna, Swarożyca, Trzygłowa i innych. Jego syn - Bolesław I Wielki, (zwany też Chrobrym), toczył wiele zwycięskich wojen, trzy wojny o Milsko i Łużyce z Cesarstwem Wschodnio-frankońskim (Wschodni Frankowie zwani byli już wówczas w Polsce "Niemami" czyli Niemcami od słowa "Niemy" - nie znający ludzkiej, słowiańskiej mowy) w latach 1002-1018 i walki z Rusią Kijowską (1018-1019), zakończoną zdobyciem Kijowa i gwałtem na księżniczce Przecławie (córce księcia kijowskiego Włodzimierza I Wielkiego, którą potem uczynił swą nałożnicą i zabrał do Gniezna), nawet groził zdobyciem Konstantynopola cesarzowi bizantyjskiemu - jeśli ten nie uzna jego władzy jako równej cesarskiej. Bolesław Chrobry, choć był władcą chrześcijańskim, zachowywał się jeszcze pod pewnymi względami jak poganin, np. utrzymywał nieoficjalny harem nałożnic (lub też zmieniał żony jak rękawiczki, gdy mu się jedna znudziła, po prostu brał sobie inną), ale przestrzegał też surowo kościelnych przykazań i kazał wybijać zęby każdemu, kto w piątek - dzień postny - zje mięso. Lubił też chłostać rzemiennym biczem swych wielmożów, sędziów i komorników w łaźni, gdy nie był zadowolony z ich dokonań czy wydawanych wyroków. W 1000 r. podczas zjazdu w Gnieźnie, cesarz rzymski - Otton III (z dynastii sasko-słowiańskich Ludolfingów), koronował Bolesława na króla i uznał go za równoprawnego cesarzowi władcę całego Wschodu (ponoć podczas swej wizyty w Gnieźnie, cesarz mógł ujrzeć iż w skład przybocznego orszaku Bolesława, wchodzi też oddział kobiet/wojowniczek, swoistych amazonek).

W chwili śmierci Bolesława Chrobrego w 1025 r. (w tymże roku koronował się też oficjalnie na pierwszego króla Polski - koronę miał już od Ottona, ale nie miał jeszcze namaszczenia papieskiego), państwo pozostawił zjednoczone i potężne. Wiele też reform wprowadził, usunął np. stare, pogańskie zwyczaje palenia żon na stosie pogrzebowym mężów (każda żona, po śmierci swego męża - a często kobiety były dużo młodsze od swych mężów, przynajmniej o kilkanaście lat - musiała podążyć za nim i dać się spalić na jego stosie pogrzebowym, bez względu na to czy chciała czy nie. Co prawda kobietom przed spaleniem ścinano głowy, ale do czasów Bolesława żona która odmówiłaby poświęcenia się dla męża, byłaby okryta powszechną hańbą i nikt nie zamieniłby z nią nawet słowa). Granice oparł Bolesław o rzeki Ossa, Łaba, Solawa, Dniestr i na krótko Dniepr. Około 1022 r. uniezależniło się też Pomorze Szczecińskie, Kołobrzeg i Sławno, przy Polsce pozostało jednak Pomorze Gdańskie. Uniezależniło się ono ostatecznie dopiero w 1038 r. w wyniku upadku władzy zwierzchniej i najazdu księcia czeskiego Brzetysława I. Do tego doszła tzw.: "reakcja pogańska", czyli bunt kmieci przeciwko szlachcie, który przeobraził się w wojnę religijną pogaństwa z chrześcijaństwem (1037-1038 r.), gdyż pomimo przyjęcia chrztu w 966 r. i chrystianizacji kraju (której ulegali głównie panujący, możni i szlachta), tak naprawdę prosty lud pozostał pogański i wciąż oddawał cześć dawnym bogom. Obchodzono też dawne święta, jak choćby święto Kupały (przesilenia letniego), które potem zostało przyjęte do chrześcijaństwa pod nazwą Zielonych Świątek. Kilka lat trwało ponowne jednoczenie kraju, ale Pomorze Gdańskie pozostało niezależne do 1119 r. gdy ponownie przyłączył je do Polski książę (korona królewska została po raz pierwszy utracona w 1031 r. - królestwo istniało w latach 1025-1031 - po raz drugi zaś w 1079 r. - królestwo istniało w latach 1076-1079), Bolesław III Krzywousty, zaś w 1122 r. odzyskał całe Pomorze Szczecińskie i Pomorze Dymińskie (z grodami Dymin, Radogoszcz, Wołogoszcz i Uznam w dzisiejszych Niemczech - Meklemburgia-Pomorze Przednie). 

Jednak pomny swej walki z bratem Zbigniewem o władzę, pragnął uchronić od tego swych synów i przed śmiercią w testamencie wprowadził zasadę senioratu (1138 r.) - polegającą na dziedziczeniu tronu przez najstarszego z męskich członków dynastii Piastów - pozostali synowie mieli otrzymać swoje dzielnice, którymi mogli zarządzać do swej śmierci, ale nie mogli ich przekazać w spadku swym potomkom. Zasada senioratu nie utrzymała się długo, najstarszy syn Bolesława III - Władysław II został wygnany z kraju (1146 r.) przez pozostałych dwóch braci Bolesława IV (który teraz aż do swej śmierci w 1173 r. kontrolował krakowską dzielnicę senioralną z przyległymi i podporządkowanymi jej ziemiami - w tym Pomorzem Gdańskim i Szczecińskim, zwanym też Zachodnim) i Mieszka III (który pełnił władzę seniora w latach 1173-1177). Potem w 1177 r. Mieszko III został obalony przez możnych, którzy ofiarowali władzę senioralną jego najmłodszemu bratu (urodzonemu już po śmierci ojca w 1138 r.) Kazimierzowi II zwanemu Sprawiedliwym (ten przydomek został mu nadany długo po śmierci i nie był używany za jego życia). Aby uprawomocnić swą władzę, Kazimierz zwołał do Łęczycy w 1180 r. pierwszy polski sejm. W tym czasie kolejni książęta, najpierw Władysław II zwany Wygnańcem (który za wstawiennictwem żony - Agnieszki z austriackich Babenbergów - starał się zyskać poparcie i pomoc króla Teutonów - jak wówczas zwano na Zachodzie Niemców - Konrada III. Dopiero jego następca - Fryderyk I Barbarossa przedsięwziął zbrojną wyprawę do Polski w 1157 r. i zmusił Bolesława IV do złożenia mu - 30 sierpnia - hołdu lennego w Krzyszkowie. W zamian za zapłatę Barbarossie 2 000 grzywien złota, 1 000 grzywien książętom teutońskim, 200 grzywien dworowi, 20 grzywien cesarzowej Beatrycze, oraz dostarczenia 300 rycerzy na planowaną przez Fryderyka wojnę włoską - z Ligą Lombardzką - mógł Kazimierz IV zatrzymać władzę senioralną w Polsce - sprawa Władysława nie została nawet podjęta, jedynie w tym aspekcie że cesarz życzy sobie aby bracia doszli do zgody. Władysław wraz z żoną i dziećmi zamieszkał w Altenburgu frankońskim), a następnie Mieszko III szukali wsparcia u cesarza.


 FRYDERYK I BARBAROSSA 

CESARZ RZYMSKI I KRÓL TEUTONÓW




W tym samym roku (1157) powstała Marchia Brandenburska, a na zjeździe Rzeszy w Ratyzbonie, władca Czech - Władysław II Przemyślida otrzymał z rąk cesarza Barbarossy koronę królewską (1158 r. - pierwszą koronę w dziejach Czech), oraz potwierdzenie trybutu za Śląsk (płaconego przez Kazimierza IV). Książęta słowiańscy wciąż władali wówczas ziemiami Pomorza Szczecińskiego i Meklemburskiego, ale w 1181 r. musieli złożyć hołd lenny cesarzowi rzymskiemu, czyli od tej daty całe Pomorze Zachodnie przechodzi pod zwierzchność lenną Rzeszy Niemieckiej. Książęta szczecińscy nie mieli innego wyjścia, gdyż od dawna na Pomorzu trwała ekspansja duńska (zdobycie przez króla Danii - Waldemara I Wielkiego - słowiańskiej Arkony na wyspie Rugii w 1168 r., a w 1173 i 1174 r. Waldemar oblegał Julin i Szczecin). Przebywający wówczas w Gnieźnie książę Bolesław (syn Bolesława I Szczecińskiego), szukał pomocy polskiej przeciwko Duńczykom i Teutonom, ale jej nie uzyskał. Osamotnieni książęta szczeciński i dymiński, złożyli wówczas w Lubece hołd lenny cesarzowi Fryderykowi Barbarossie. Odtąd następuje powolna, ale konsekwentna germanizacja nie tylko ziem Pomorza, ale w ogóle ziem polskich, oraz zasiedlanie niemieckimi kolonistami polskich miast. Będzie to szczególnie widoczne po 1241 r. czyli po najeździe na Europę Środkową (Polska i Węgry) armii mongolskiej pod wodzą chana Złotej (H)Ordy - Batu-chana (wnuka Dżyngis-chana) i jego brata Bajdara (zwanego też Petą). Mongołowie już od dziecka przysposabiali się w wojaczce, jeździe konnej i strzelaniu z łuku, oraz w całkowitej karności i posłuszeństwu swemu chanowi ("Moje słowo jest mieczem" - jak mawiał Dżyngis-chan). Atakowali wspólnie na komendę i na komendę się wycofywali, zawsze w szyku, a jeśli któryś dostałby się do niewoli wroga lub jeśliby pozostał z tyłu, wówczas za karę cała sotnia była dziesiątkowana. Mongołom nie trzeba było ani aprowizacji, ani dobrych dróg, ani nawet namiotów, wszystko bowiem mieli pod ręką, a żywili się rabując ludność podbitą, natomiast droga nie miała dla nich znaczenia gdyż ma swych kucach przepływali nawet jeziora i rzeki. Atakowali w sotniach, zasypując nieprzyjaciół strzałami a potem atakując orężnie i jeśli nie przełamali od razu szyku, wycofywali się (częstokroć pozorując ucieczkę) aby wyrwać nieprzyjaciela z szeregu i wówczas okrążyć go i zniszczyć. Dżyngis-chan mawiał że posłuszeństwo pokonanych zapewnia tylko surowość rządów (innymi słowy powtórzył zdanie Lucjusza Akcjusza żyjącego w II wieku p.n.e. rzymskiego poety, który stwierdził: "Niech nienawidzą, byle się bali").

Tam gdzie przeszli Mongołowie (i Tatarzy), tam pozostawały zgliszcza, trupy pomordowanych i wyludnione ziemie - bowiem całą lokalną ludność uprowadzali w niewolę. Rycerstwo europejskie okute w ciężką zbroję i mało mobilne, nie miało szans w starcu z niezwykle szybkimi zagonami, które bardzo szybko mogły się rozproszyć jak potem ponownie zjednoczyć i znów atakować. Tak też  uderzyli na ziemie polskie i na trasie swego przemarszu pozostawiali zgliszcza. Padły Lublin, Zawichost, Sandomierz, Kraków (24 marca 1241 r. ocaleni zostali jedynie ci spośród mieszkańców, którzy schronili się w kościele św. Andrzeja, gdyż posiadał on silne umocnienia i Wawel), ludność uprowadzono w niewolę i pędzono tabunami ku pohańbieniu. Rycerstwo małopolskie próbowało zatrzymać pochód Mongołów pod Turskiem i Chmielnikiem - bezskutecznie (Pod Turskiem rycerzom udało się przegonić Mongołów, ale potem rzucili się rabować tabory które im Mongołowie podstawili i zostali przez nich wybici. Pod Chmielnikiem zginęli wszyscy wodzowie małopolscy). Następnie łupem Mongołów padały kolejne miasta i grody Radom, Skrzynno, Wolbórz, Łęczyca, Uniejów, Siewierz, Olkusz, Tyniec, Oświęcim, Racibórz, Opole. Straszliwe niebezpieczeństwo zagroziło całej chrześcijańskiej Europie gdyż Mongołów nie sposób było zatrzymać, nie przeszkadzały im przeszkody terenowe ani pogoda, byli uodpornieni na upalne lata i mroźne zimy, a miasta zdobywali (m.in.) odcinając wodę pitną. Prośby o pomoc płynęły do wszystkich dworów Europy - bezskutecznie, trwoga okrutna przejęła wszystkich. W Londynie podrożały ryby - gdyż nawet w Anglii obawiano się ataku mongolskich hord, w Paryżu zdarzały się rabunki prowiantu, gdyż ceny chleba i mięsa tak bardzo poszły w górę. Kościoły zostały oblegane w całej Europie, a ludzie modlili się o ratunek od "piekielnych istot z Azji" (opowiadano sobie bowiem legendy o ich brzydocie i przyrównywano ich do diabłów z piekła rodem). Niemieckie i czeskie wsie się wyludniły, gdyż ludność masowo uciekała do miast warownych.

Czy można się jednak dziwić ludowi, że tracił ducha, skoro panujący również zachowywali się tak, jakby już utracili swoje królestwa i znajdowali się w mongolskiej niewoli. Fryderyk II - cesarz rzymski i król Teutonów - kazał bić w dzwony i mawiał że oto nadeszła ostatnia godzina dla chrześcijaństwa, a król Francji - Ludwik IX zwany Świętym, pisał do matki że Mongoły kroczą by powieść ich ku Niebu. A tymczasem mongolsko-tatarska nawała dotarła na Śląsk, którym władał Henryk II zwany Pobożnym. W starciu pod Chrapicami książę raciborski - Mieczysław zniósł nieduży tatarski zagon, co jednak wlało w serca nieco otuchy i nadziei. Potem Wrocław obronił się przed Mongołami, którzy ruszyli dalej na zachód - ku Legnicy. Tam 9 kwietnia na czele rycerstwa (wśród którego w korpusie posiłkowym znaleźli się też i rycerze krzyżaccy) drogę zastąpił im właśnie książę Henryk II Pobożny. Bitwa trwała długo i mimo znacznie mniejszych sił, opór chrześcijański trwał aż do chwili gdy dał się słyszeć okrzyk: "Biegajcie, Biegajcie!" (uciekajcie), który podnieśli będący na usługach Mongołów hołdownicy. Powstało zamieszanie i rycerstwo zaczęło ustępować pola. Pierwszy uciekł książę Mieczysław. Henryk II wciąż walczył na czele rycerstwa, póki nie padł martwy pośród swoich żołnierzy. Poległo ponad 2 000 rycerzy, ale straty Mongołów też były liczne i Bajdar zarządził zmianę trasy. Zrezygnowano z marszu na Zachód, a ruszono od północy przez Czechy na Węgry, a następnie zawrócono (1242 r.) z powrotem na Ruś, która pozostawała pod lennem mongolskim od 1238 r. a dalej powrócono do Złotej (H)Ordy. W ten sposób dzięki poświęceniu rycerstwa śląskiego i księcia Henryka II (którego odnaleziono w stosach poległych po stopach, jako że Mongołowie odcięli mu głowę i zabrali ze sobą - Henryk posiadał bowiem u lewej stopy sześć palców), ocalono Europę.




Ale miasta w Polsce legły w gruzach i należało je na nowo odbudować. Skorzystano więc z gotowego prawa miasta Magdeburg (wydanego w 1188 r.), na mocy którego lokowano to miasto. Potem i inne miasta w Rzeszy zaczęły lokować się na prawie magdeburskim, aż prawo to dotarło do Polski i innych krajów. Pierwsze miasto na prawie magdeburskim - Płock, lokowano w Polsce jeszcze przed inwazją mongolską w 1237 r. Potem poszły inne miasta, jak choćby Wrocław (1242 r.), Szczecin (1243 r.) czy Kraków (1257 r.). Poza tym książęta piastowscy żenili się z niemieckimi (teutońskimi) księżniczkami a dzieci wychowywano "po cesarsku", ucząc prócz łaciny również języka niemieckiego. Mnisi niemieccy zasiedlali klasztory w Polsce, a niemieccy koloniści (chłopi i mieszczanie) byli ściągani przez polskich książąt dzielnicowych, by zasiedlali miasta lokowane na prawie magdeburskim. Nastąpił okres wytężonej niemieckiej kolonizacji ziem polskich (głównie na Zachodzie) w wieku XII, XIII i XIV. Przykładem tak postępującej germanizacji, było ściągnięcie do Polski teutońskiego zakonu rycerskiego z Ziemi Świętej - Rycerzy Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, czyli potocznie - Krzyżaków (rycerzy z czarnymi krzyżami na białych płaszczach. Templariusze nosili bowiem czerwone krzyże na białych płaszczach, Joannici czerwone krzyże na czarnych płaszczach, a Lazareci zielone krzyże na białych płaszczach). Zakon Krzyżacki założony w 1190 r. w Akrze, jako zakon szpitalny mający udzielać pomocy medycznej. Został  zamieniony w zakon rycerski już w 1198 r. przez dziewięciu książąt i jedenastu biskupów teutońskich (Templariusze i Joannici nie wyrazili sprzeciwu), aby chronić pielgrzymów udających się do Grogu Świętego przed atakami muzułmanów. Prawo noszenia krzyża na płaszczu, otrzymali jednak dopiero w 1219 r. od króla jerozolimskiego - Jana de Brienne po zdobyciu przez krzyżowców twierdzy Damietty w Egipcie (w bitwie tej Krzyżacy przeszkodzili flocie muzułmańskiej połączyć się z oblężonymi w Damietcie). Otrzymali wówczas również (1218 r.) Zamek Syna Bożego stojący pomiędzy miastami Ptolemaida a Cezarea nieopodal góry Karmel w Palestynie, który oni przemienili następnie na Zamek Pielgrzymów. Mimo to wielki mistrz Zakonu - Hermann von Salza, zamyślał przenieść Zakon na tereny Europy i szukał dogodnego miejsca do osiedlenia się. 

W 1211 r. Zakon Krzyżacki otrzymał od króla Węgier - Andrzeja II ziemie w Siedmiogrodzie nad Dunajem w tzw.: krainie Burza. Była to wyludniona kraina leżąca na szlaku najazdów Połowców (koczowniczego plemienia tureckiego). Krzyżacy mieli chronić tę ziemię a w zamian uzyskali prawo budowania tam zamków i miast warownych. Pierwsi rycerze zakonni zjawili się w ziemi Burza pod przewodnictwem brata Tedryka w 1212 r. Zbudowali tam pięć zamków i zaczęli ściągać z Rzeszy licznych osadników teutońskich (przodków późniejszych Niemców węgierskich). W 1217 r. król Andrzej II udał się na wyprawę krzyżową do Egiptu, a po powrocie z niej w 1222 r. okazało się że Krzyżacy bezprawnie zagarnęli część ziem, nie będących częścią ich nadania. Wysłał więc wojsko i oświadczył im że mają opuścić jego ziemie, ale wkrótce (częściowo pod wpływem papieża) zmienił zdanie i pozwolił Krzyżakom nadal mieszkać w ziemi Burza. Nadał im też nowe przywileje gospodarcze (1223 r.) i możliwość wznoszenia dalszych zamków, przyznał im także zamek Kreuzburg, leżący poza terenami ich władzy. W tym czasie Krzyżacy mieczem nawracali Połowców i zmusili większość z nich do przyjęcia chrztu (1223 r.). Potem wystosowali prośbę do papieża o nadanie im ziemi Burza jako patrymonium św. Piotra. Papież się zgodził i (1224 r.) wydał stosowny przywilej. Tego już król Andrzej nie mógł ścierpieć, w 1225 r. wkroczył zbrojnie na tereny krzyżackie i spustoszył te ziemie, zdobywając zamki i zabijając wielu braci zakonnych. Niemieccy koloniści przysięgli wierność królowi Węgier i mogli pozostać w swych siedzibach, ale Krzyżacy musieli odejść. 

Pozbawieni ziemi, znaleźli się Krzyżacy w ciężkim położeniu i liczyli aby przejść do Rzeszy i tam się jakoś osiedlić, bowiem powrót do Ziemi Świętej też już raczej był niemożliwy, jako że wzrastał tam napór muzułmanów i nie warto było ciągle "spać z mieczem w łożu". Wówczas to przyszło dla nich wybawienie. Oto książę mazowiecki - Konrad I (syn Kazimierza II Sprawiedliwego), zaprosił ich (za radą biskupów i księcia śląskiego Henryka I Brodatego - ojca Henryka II Pobożnego - poległego pod Legnicą) do siebie na rozmowy (1225 r.). Na zamku w Płocku przyjęła braci: Konrada z Landsbergu i Ottona ze Szlajdy (w towarzystwie 18 giermków), żona księcia Konrada Mazowieckiego - księżna Agafia - córka księcia wołyńskiego. 29 maja 1226 r. w obecności księcia Konrada I podpisana została umowa nadania Krzyżakom ziemi chełmińskiej i lubawskiej w celu powstrzymania rabunkowych najazdów pogańskich Prusów i podboju ich ziem (wówczas, co było zawarte w umowie, Krzyżacy mieli zwrócić księciu mazowieckiemu ziemię chełmińską i Lubawę - nigdy tego jednak nie uczynili). Sprowadzenie Krzyżaków do Polski było swoistym kamieniem milowym naszych dziejów. Konfrontacja z nimi trwała teraz przez 300 lat, aż do 1525 r. gdy ostatni wielki mistrz Zakonu - Albrecht Hohenzollern, złożył na krakowskim rynku hołd lenny królowi polskiemu - Zygmuntowi I Jagiellończykowi i stał się świeckim księciem Prus (które po śmierci jego męskich następców, miały zostać włączone do Polski). Wiele złego uczynili rycerze zakonni zarówno podczas podboju ziem Prusów, jak i w kontaktach z Polakami, stało się to wręcz symbolem niemieckiej kultury. Płonące domostwa i pomordowani mieszkańcy miast i osad - oto przykłady zaprowadzania "niemieckiej kultury" na Wschodzie. Potem zostało to planowo oczywiście rozwinięte w czasie I i II Wojny Światowej, na znacznie większą skalę.




Rozbicie dzielnicowe w Polsce trwało aż do 1320 r. kiedy książę Władysław I Łokietek koronował się na pierwszego (od 1079 r., nie licząc krótkiego okresu panowania Przemysła II w latach 1295-1296) króla Polski. Jego syn - Kazimierz III Wielki (panujący w latach 1333-1370) zjednoczył kraj politycznie, ekonomicznie i kulturowo, oraz uczynił z niego gospodarczą potęgę Europy (Polskę ominęła wówczas także zbierająca śmiertelne żniwo tzw.: "Czarna Śmierć", która rozlała się od Południa, poprzez Zachód aż na Wschód Europy). Był on ostatnim władcą Polski z dynastii Piastów, panującej niepodzielnie przez ponad pięćset lat. Teraz (po krótkich, choć niezwykle ważnych rządach Andegawenów - Ludwika I Węgierskiego i jego córki królowej Jadwigi), przyszła epoka Jagiellonów - litewskiej dynastii, która uczyniła Polskę najpotężniejszym mocarstwem XVI-wiecznej Europy. W 1410 r. w bitwie pod Grunwaldem został rozgromiony Zakon Krzyżacki, który urósł przez dziesięciolecia w taką siłę, że stał się największą potęgą militarną chrześcijańskiego świata. Pod Grunwaldem (jak śpiewa Lech Makowiecki) "odprawiono kilka mszy, tam Krzyżakom wyrwaliśmy kły" (notabene w tej bitwie wielu rycerzy zachodniej Europy wzięło udział po stronie Zakonu, nawet sam król Anglii - Henryk IV deklarował że osobiście wziąłby udział w tej "wyprawie krzyżowej", gdyby nie stałe zagrożenie ze strony Francuzów). Goście Zakonu zostali po bitwie odesłani do domów (po uprzednim złożeniu przysięgi że już więcej nie podniosą miecza na rycerstwo Korony Polskiej). Król Władysław II Jagiełło wydał dla nich nawet ucztę pożegnalną. Po tej bitwie Zakon Krzyżacki już kroczył po równi pochyłej ku swemu upadkowi.


 KAZIMIERZ III WIELKI

(panował w latach 1333-1370)  

BYŁ TEŻ WIELKIM UWODZICIELEM  

MIAŁ CZTERY ŻONY, KILKA OFICJALNYCH   

I MNÓSTWO INNYCH KOCHANEK.   

NIE DOCZEKAŁ SIĘ JEDNAK TEGO CZEGO 

PRAGNĄŁ NAJBARDZIEJ - SYNA 








 ŚMIERĆ KAZIMIERZA WIELKIEGO 

5 LISTOPADA 1370 r.




NASTĘPCĄ KAZIMIERZA ZOSTAŁ JEGO

SIOSTRZENIEC - KRÓL WĘGIER LUDWIK I WIELKI

(PANOWAŁ W POLSCE W LATACH 1370-1382)




ZAŁOŻYCIEL DYNASTII JAGIELLONÓW -

WŁADYSŁAW II JAGIEŁŁO 

(TUTAJ JAKO MŁODY CHŁOPAK - JOGAIŁA ZE SWYM

OJCEM, WIELKIM KSIĘCIEM LITWY - OLGIERDEM 

I STRYJEM - KIEJSTUTEM)




 WŁADYSŁAW II JAGIEŁŁO JAKO KRÓL POLSKI

(panował w latach 1386-1434) 

W BITWIE POD GRUNWALDEM

15 LIPCA 1410 r.




 WŁADYSŁAW II JAGIEŁŁO W WIEKU STARCZYM

WRAZ Z BRAĆMI - WITOLDEM, SYNEM KIEJSTUTA  

I ŚWIDRYGIEŁŁO - SYNEM OLGIERDA

1424 r.




 WITOLD NA ŁOŻU ŚMIERCI

1430 r.





W 1454 r. Związek Pruski oddał Gdańsk pod władzę i opiekę Korony Polskiej i króla Kazimierza IV Jagiellończyka (syna Władysława Jagiełły). Wybuchła wówczas długa, trzynastoletnia wojna z Zakonem, toczona w latach 1454-1466. Zakończyła się ona całkowitym zwycięstwem strony polskiej i odzyskaniem Pomorza Gdańskiego (utraconego w 1308 r. na rzecz Krzyżaków). Od tej chwili (1466 r.) Pomorze stało się integralną częścią Korony Polskiej a następnie (po 1569 r.) Rzeczpospolitej Obojga (Trojga) Narodów. Niemcy, którzy w wiekach wcześniejszych osiedlali się w rozbitej na poszczególne dzielnice Polsce, teraz polonizowali się w bardzo szybkim tempie. Polska kultura i idea wolności politycznej z której Polska słynęła, przyciągały wszystkie zamieszkujące ówczesną Rzeczpospolitą nacje - Niemców, Rusinów, Tatarów, Holendrów, Szkotów, Anglików czy Francuzów. Polskie misje docierały w XVII wieku aż do Persji i Chin, a język polski stał się językiem międzynarodowym i sporządzano w nim umowy międzypaństwowe (np. pomiędzy Anglią a Rosją, czy Rosją i Chinami). Po polsku mówił dwór moskiewski i dwory naddunajskie. Prusy Książęce pragnęły połączyć się z Polską jako część składowa kraju, a nie tylko lenno (nawet niemieccy chłopi i mieszczanie pragnęli opieki króla Rzeczypospolitej). Państwo było ogromne, a granice wschodnie podchodziły pod rogatki Moskwy. Moskwa została zdobyta od Zachodu tylko dwa razy - po raz pierwszy w 1610 r. przez Polaków, a po raz drugi przez armię napoleońską w 1812 r. (pierwsi do Moskwy też wkroczyli polscy huzarzy). Księstwa naddunajskie były bazą wypadową dla polskich magnatów, a polskie wpływy zagrażały władzy sułtanów tureckich. Polscy Kozacy urządzali wypady morskie pod Konstantynopol, niepokojąc sułtana. Rzeczpospolita na przełomie XVI i XVII wieku była potęgą tak wielką, że gdyby tylko udało się zaprowadzić powszechną zgodę i natchnąć szlachtę wiarą i zapałem wojennym, żadna siła nie byłaby w stanie przeszkodzić Polakom, Litwinom i Rusinom w opanowaniu dużej części Azji i większości Europy - ŻADNA! Ale polska szlachta była nastawiona pokojowo, wolała kosić kasę z eksportowanego do Europy zboża (Polska była wówczas spichlerzem Europy, a polskie zboże mogło przesądzić np. o pojawieniu się lub nie, na danym terytorium klęski głodu) i żyć bezpiecznie i spokojnie na tym świecie pod gwiazdami.






Wreszcie zaczęło być za dobrze, a bogactwo wypływało wręcz z pałaców magnatów i szlachty. Zaczęła wkraczać gnuśność i niechęć do podejmowania śmiałych decyzji (po co, skoro i tak jest dobrze?), nie chciano wojen, gdyż to powodowałoby konieczność płacenia podatków na armię. Po co to, skoro można doświadczać błogiego pokoju i spokoju. Potęga Rzeczpospolitej była wówczas tak wielka, że spokojnie można było prowadzić działania wojenne aż na... trzech frontach jednocześnie (i to przy niewielkich podatkach na wojsko). Tę Polskę jednak zniszczyła gnuśność i głupota zblazowanej i zmanierowanej szlachty w połączeniu z barbarzyństwem naszych sąsiadów (głównie Rosji i Prus), które propagowały siłę i absolutyzm, miast debaty i demokracji. W XVIII wieku Polska osłabła już tak znacznie, że nie była wstanie nawet podjąć jakichkolwiek reform ratujących kraj przed upadkiem.

 "BYŁA DEMOKRACJA,  

WIĘC KAŻDY MÓGŁ PIĆ ILE CHCIAŁ, 

O PODATKACH DECYDOWALI SOBIE SAMI  WIĘC ICH NIE PŁACILI

A POZA TYM MOGLI SOBIE 

WYBRAĆ KRÓLA NAJGORSZEGO Z MOŻLIWYCH (...)

KAŻDY CHCIAŁ MIEĆ WIĘCEJ DLA SIEBIE"



Ostatecznie udało się takie reformy wprowadzić dopiero z końcem XVIII stulecia, uchwalając w 1791 r. pierwszą w Europie (i drugą na świecie po amerykańskiej) Konstytucję, zwaną od daty powstania - Konstytucją 3 Maja. To było gruntowne przebudowanie państwa w myśl demokratyczno-parlamentarnego systemu monarchicznego. Było już jednak za późno i Rosja (która od 1717 r. miała wpływ na politykę uprawianą w Rzeczpospolitej, a od 1768 r. kontrolowała bieg spraw już całkowicie), nie mogła pogodzić się z wyrwaniem Polski spod jej wpływów. Doszło do wojny roku 1792 (tzw.: wojna w obronie Konstytucji 3 Maja), która zakończyła się zdradą króla Stanisława Augusta Poniatowskiego (notabene kochanka za młodu carycy Katarzyny II - która zresztą nim gardziła) i przejściem do obozu Targowicy - czyli zdrady na stronę Rosji. Wówczas doszło do drugiego (1793 r.) i trzeciego (1795 r.) rozbioru Polski, po którym dawna Rzeczpospolita, promieniująca na okoliczne kraje niczym latarnia morska, zgasła - wielu liczyło że już bezpowrotnie.


UCHWALENIE KONSTYTUCJI 3 MAJA

 

Podejmowane próby walk (jak choćby u boku Napoleona Wielkiego) czy powstań nic nie dawały. Ostatecznie Niepodległość została wywalczona (1918 r.) w trakcie I Wojny Światowej - głównie (choć nie tylko) dzięki Legunom Józefa Piłsudskiego. Powstała nowa, silna Polska, która swą chęć przetrwania udowodniła podczas wojny z bolszewikami w 1920 r. powstrzymując moskiewski "Drang nach Westen" i ponownie (jak w 1241, 1619 i 1683) ratując Europę przed zalewem barbarzyństwa. Powstało silne, zjednoczone państwo, które miało nawet ambicje mocarstwowe (nieco na wzór Rzeczpospolitej Obojga (Trojga) Narodów). Zamierzano np.: zdobyć kolonie zamorskie dla Polski w Afryce (Madagaskar), czy też w Ameryce Południowej (Brazylia). Organizowano "Dni Morza" oraz święta kolonialne (organizowane przez Ligę Morską i Kolonialną). W 1934 r. wielką popularność zyskała czarnoskóra piosenkarka zwana Reri, a szczególnie jej przebój - "Dla ciebie chcę być biała" z filmu "Czarna Perła". Polska rozwijała się z roku na rok coraz szybciej (do 1954 r. mieliśmy dogonić największe gospodarki światowych mocarstw). Gdynia - wioska, która jeszcze w 1921 r. była zamieszkała przez nielicznych rybaków, w 1938 r. stała się największym portem morskim Bałtyku, prześcigając takie porty jak Leningrad (Petersburg), Sztokholm, Kopenhaga, Szczecin, Gdańsk czy Kilonia). Ale znów nie dane nam było pracować w spokoju i pokoju, znów pojawiły się germańsko-ruskie hordy barbarzyńców atakując nasz kraj z zachodu i wschodu, niszcząc go a ludność mordując (jak przed wiekami, tylko) na skalę wręcz przemysłową. Znów utraciliśmy niepodległość, a po "sowieckim wyzwoleniu" staliśmy się satelitą Moskwy. Po 1989 r. stopniowo więc staramy się wychodzić z tej komunistycznej czarnej dziury i jak nasi przodkowie przed wiekami dążyć do odtworzenia polskiej siły, która będzie jeszcze wstanie w jakiś sposób ocalić umierające wartości Europy. Bez Polski Europa jest bowiem pozbawiona połowy płuc, a bez silnej Polski narażona na kolejne światowe wojny, mordy i zbrodnie. Stabilizacja zapanuje dopiero wtedy, kiedy odzyskamy potęgę z czasów dawnej Rzeczpospolitej. Wierzę jednak że taki czas kiedyś nadejdzie (choć być może ja już tego nie doczekam, ale moi siostrzeńcy i moje dzieci - będą już mogły ten proces ponownego umocarstwowienia Polski obejrzeć na własne oczy). 







A tymczasem w kolejnej części po tym "krótkim" wstępie, przejdę już bezpośrednio do samej Gdyni i rozbudowy tamtejszego miasta, portu i okolicy.            

     

CDN.