Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SERBIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SERBIA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 września 2024

MOGLIŚMY TO WYGRAĆ! - Cz. III

CZYLI, CZY RZECZYWIŚCIE WOJNA ROKU 1939 BYŁA Z GÓRY SKAZANA NA KLĘSKĘ?





"SOWIECI NIE WCHODZĄ"
(TYMOTEUSZ PAWŁOWSKI)






DOŚWIADCZENIA I INSPIRACJE 
Cz. II


 Rumunia weszła do walki dopiero w trzecim roku wielkiej wojny, w którym ententa spodziewała się odnieść zwycięstwo (wcześniej Rumunii byli "molestowani" przez obie strony konfliktu koniecznością wejścia do wojny, na co długo nie zamierzali się zgadzać. Niemcy i Austro-Węgry nalegały na wejście Rumunii do konfliktu zbrojnego ze względu na zabezpieczenie swych dróg komunikacji z Imperium Osmańskim, gdyż jak mówiono w Berlinie: "Rumunia to klucz do wschodu", a podstawą tych planów był traktat sojuszniczy zawarty przez Rumunię z Austro-Węgrami - 30 października 1883 r. i skierowany był wyraźnie przeciwko Rosji. Układ ten - odnawiany cyklicznie co 5 lat, ostatni raz 5 lutego 1913 r. - przez cały ten czas pozostawał tajny. Król Rumunii - który przechowywał traktat w swej własnej skrytce - pokazywał go jedynie mianowanemu przez siebie premierowi na okres jego kadencji, tak więc do wybuchu I Wojny Światowej o owym traktacie w Rumunii wiedziało tylko kilkanaście osób. Gdy więc w 1913 r. Austro-Węgierski poseł w Bukareszcie zaproponował aby traktat ten poddać pod głosowanie parlamentom w Wiedniu, Budapeszcie i Bukareszcie, król Rumunii Karol I (z niemieckiego rodu Hohenzollern-Sigmaringen) wpadł w panikę. Poseł Ottokar Czernin zanotował potem: "Przerażenie jakie ogarnęło króla na samą myśl, że tak surowo strzeżona tajemnica (...) mogłaby wyjść na światło dzienne, pokazało mi, że przywrócić do życia martwy traktat byłoby niemożliwością". Rzeczywiście, na początku I Wojny Światowej traktat ten był już martwy, powstał bowiem w innych czasach i w innych okolicznościach które się zestarzały. Społeczeństwo Rumunii było zaś bardzo prozachodnie, a król Karol, chociaż wolałby stanąć po stronie Państw Centralnych, nie mógł postąpić wbrew woli narodu. Podstawą przyłączenia się Rumunii do I Wojny Światowej było pewność uzyskania nabytków terytorialnych, jakie mogłyby im ofiarować strony tego konfliktu. Niemcy, w zamian za przystąpienie Rumunii do wojny ofiarowały jej Besarabię (zajętą przez Rosję na Turcji w 1812 i potem w 1878 r. a utraconą na rzecz Rumunii w 1856 r.) i należący do Serbii okręg Negotin, leżący na prawym brzegu Dunaju. Rosja, w zamian za życzliwą neutralność, ofiarowała Rumunii Siedmiogród i Bukowinę (wchodzące w skład Monarchii Austro-Węgierskiej). Jak już wspomniałem nastroje społeczeństwa rumuńskiego były pro-zachodnie (a w szczególności pro-francuskie), oraz anty-astriackie, a z całą pewnością anty-węgierskie. Tym bardziej zdobycie Siedmiogrodu i Bukowiny było znacznie korzystniejsze niż opanowanie Besarabii, chociaż za przyłączeniem się do ententy przemawiała również obawa o powojennej dominacji Słowian na Bałkanach. Mimo to Rumunii postanowili podążać drogą Włoch, tak jak Włochy uczynią, tak zrobi również Rumunia i gdy Włochy ogłosiły neutralność, neutralność ogłosiła Rumunia (na początku wojny), ale gdy 23 maja 1915 r. Włochy wypowiedziały wojnę Austro-Węgrom, Rumunia pozostała neutralna. Trudno się temu dziwić, Włochy mogły sobie na to pozwolić gdyż realnie nie miały śmiertelnego wroga (chociaż pragnęły opanować zarówno Trydent, Tyrol i Istrię należące do Austro-Węgier, jak i Korsykę, Niceę, Sabaudię a być może również Tulon i Marsylię, nie mówiąc już o Tunezji - na Francji). Rumunia była otoczona śmiertelnymi wrogami z trzech stron, od północy Rosją, od północnego-zachodu Monarchią Austro-Węgierską (szczególnie zaś Węgrami) i od południa Bułgarią. Każdy krok musiałby być więc przemyślany, jeśli nie chciano zniszczyć kraju (tym bardziej że po październiku 1915 r. i w wejściu do wojny Bułgarii, tragiczny los Serbii był tutaj szczególnie dobitnym memento). Politycy rumuńscy domagali się zarówno od jednej jak i drugiej strony jasnej deklaracji na piśmie, że dane terytoria przypadną Rumunii po zakończeniu wojny, na co większość państw nie chciała się zgodzić. Ostatecznie państwa ententy zgodziły się nie zakończyć wojny, dopóki cele Rumunii nie zostaną spełnione, a gdy 4 czerwca 1916 r. ruszyła rosyjska ofensywa gen. Brusiłowa (wydaje mi się że był to bodajże najlepszy generał rosyjski I Wojny Światowej, choć otoczony bandą niekompetentnych durniów i ludzi celowo rzucających mu kłody pod nogi), przeważyło to szalę na korzyść ententy i 27 sierpnia 1916 r. (o 20:30) Rumunia wypowiedziała wojnę Austro-Węgrom. Dnia następnego wojnę Rumunii wypowiedziały Niemcy, Imperium Osmańskie wypowiedziało wojnę Rumunii 30 sierpnia, a Bułgaria 1 września i tak to się zaczęło).

Jeszcze lepiej - chociażby na bliskie związki rumuńsko-polskie - znano w Polsce losy Królestwa Rumunii. Francuzi walczyli pod Verdun, Brytyjczycy nad Sommą, Włosi o Gorycję, a Rosjanie przeprowadzili na południowym odcinku frontu wschodniego ofensywę pod dowództwem generała Aleksieja Brusiłowa (wówczas to m.in. w krwawej bitwie pod Kostiuchnówką zatrzymały marsz Moskali trzy brygady Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego, a ostatecznie ofensywa Brusiłowa zakończyła się zdobyciem jedynie Łucka, części Galicji Wschodniej i Bukowiny. Pewnie ofensywa ta osiągnęłaby więcej gdyby nie fakt, że zazdrośni o sukces Brusłowa inni rosyjscy oficerowie donosili na niego do cara że oszczędza ludzi - nie rzucając ich do huraganowych ataków - i marnuje (a raczej rozkrada) sprzęt, którego wciąż mu brakuje. Tak naprawdę jednak za brakiem sprzętu stały ogromne zapóźnienia rosyjskiego Imperium i trudności w dostawach sprzętu na front, oczywiście nie licząc celowych działań, mających na celu udowodnienie niekompetencji Brusłowa).




(...) Rumuńska armia była dość silna, po mobilizacji liczyła 23 dywizje, a więc więcej niż serbskie i bułgarskie wojska razem wzięte - jednak lekceważona przez przeciwników. Carscy generałowie złośliwie mówili, że jeśli Rumunii ruszyliby przeciwko nim, to potrzeba by było 40 rosyjskich dywizji do zatrzymania ataku; jeśli jednak Rumunii uderzyliby na Austro-Węgry, to i tak trzeba by rosyjskich 40 dywizji - dla uratowania rządu w Bukareszcie przed spodziewanym kontratakiem. Siedmiogrodu broniła świeżo zorganizowana austro-węgierska 1 armia. 27 sierpnia 1916 roku uderzyła na nią od południa (a właściwie to był już 28 sierpnia o godzinie 9:00 rano) 1 Armia rumuńska, od południowego wschodu - 2 Armia, a od północnego wschodu - Armia Północna (przemianowana następnie na 4). Wojska te sforsowały wysokie Karpaty - co samo w sobie było wyczynem - i powoli spychały na zachód wojska Habsburgów.


FRONT SIERPIEŃ 1916



3 Armia rumuńska miała osłaniać królestwo od południa - przed spodziewanym uderzeniem Bułgarów. I to właśnie ona zawiodła, bo już 1 września spadło na nią uderzenie bułgarskiej 3 Armii - czego spodziewali się rumuńscy generałowie - oraz VI Korpus tureckiej i niemieckiej brygady - co było dla Bukaresztu zaskoczeniem. Zawiedli też Rosjanie, bowiem generał Andriej Zajonczkowski - dowodzący XXX Korpusem Armijnym, mającym stanowić zabezpieczenie południowej granicy Rumunii - nie tylko maszerował zbyt wolno, aby dotrzeć na czas, ale niezbyt chciał podporządkować się rozkazom Rumunów. Już 6 września Bułgarzy odcięli i zmusili do kapitulacji dwie rumuńskie dywizje, osamotnione w twierdzy Tutrakan - co okazało się później mieć decydujące znaczenie dla całej kampanii.


FRONT WRZESIEŃ-PAŹDZIERNIK 1916 



15 września rumuński sztab generalny postanowił wstrzymać ofensywę w Siedmiogrodzie, a zwolnione w ten sposób siły i środki przeznaczyć na powstrzymanie Bułgarów i Turków. Plan się nie powiódł, w dodatku siły austro-węgierskie broniące Siedmiogrodu zostały wzmocnione przez dywizje ściągnięte z innych frontów. W walkach wziął udział także elitarny bawarski Alpenkorps, który podporządkowano 9 Armii dowodzonej przez Ericha von Falkenhayna. 10 listopada uderzył on na karpackie przełęcze, wszedł na równiny i jeszcze przed końcem roku opanował całą Wołoszczyznę wraz z Bukaresztem.


FRONT LISTOPAD 1916 - STYCZEŃ 1917



Pomimo klęsk poniesionych jesienią 1916 roku zrąb rumuńskich sił zbrojnych udało się ewakuować na wschód, do Mołdawii, gdzie - dzięki pomocy sojuszników - zostały zreorganizowane i odbudowane. (Szczególnie zasłużył się szef francuskiej misji wojskowej generał Henri Barthelot). 22 czerwca 1917 roku formacje rumuńskie były zdolne - wspólnie z Rosjanami - do podjęcia ofensywy przeciwko austro-węgierskiej 1 Armii nad dolnym Seretem, a nawet odniesienia lokalnego sukcesu w bitwie pod Mârâsti. Ważniejsze było jednak samodzielne zatrzymanie kontrataku państw centralnych, znane jako bitwa pod Mârâsesti, we wrześniu 1917 roku. Uratowało to niepodległość Rumunii.

Nie na długo jednak, bowiem 7 listopada 1917 roku w Rosji wybuchła rewolucja październikowa, a jej skutkiem był rozpad armii carskiej. Pozbawiona wsparcia Rumunia musiała podpisać w grudniu zawieszenie broni, a 7 maja 1918 roku została zmuszona do zawarcia upokarzającego pokoju bukareszteńskiego. W zamian za zwrot Besarabii (...) Rumunia "zgodziła się" na "korektury graniczne", oddanie administracji wybrzeża Morza Czarnego w kondominium czterech państw centralnych (ziemie te miały jednak pozostać rumuńskie), oraz bardzo niekorzystne układy gospodarcze. Traktat bukareszteński został ratyfikowany przez parlament, ale król Rumunii nie podpisał go, co po kilku miesiącach okazało się bardzo istotne. 

W listopadzie 1918 roku do Bukaresztu dotarł bowiem - na czele symbolicznej armii składającej się z kilkunastu batalionów, szwadronów i baterii - generał Henri Barthelot. Miał on namówić Rumunów do antyniemieckiego wystąpienia. Nie było to trudne zadanie, Rumunii chętnie stanęli po stronie ententy, oficjalnie przywracając stan wojny z Niemcami 10 listopada. Jako że król nie podpisał traktatu pokojowego z Niemcami, Rumunia wciąż mogła być uznawana za jedno z państw ententy. Znalazło to odbicie w ustaleniach kończących wojnę: naddunajskie królestwo powiększyło się dwukrotnie - o Besarabię i Siedmiogród - stając się najsilniejszym państwem bałkanów (bez wątpienia Rumunia i poniekąd Serbia były największymi beneficjentami I Wojny Światowej. Oczywiście nie mówiąc o nas, gdyby bowiem nie ta wojna, nie byłoby naszej niepodległości).




Paradoksalnie najczęściej przytaczanym w powojennej Polsce przykładem politycznym, są losy Belgii. Państwo to zostało najechane przez Niemców w 1914 roku. W rękach Belgów pozostał skrawek ich ojczyzny, a rząd i armia funkcjonowały na terenie Francji. Przykład ten był bardzo wygodny, pokazywał bowiem że możliwe jest funkcjonowanie rządu na terenie obcego państwa, jednocześnie sugerując, że możliwość ta związana jest z geograficzną bliskością i uzyskaniem bezpośredniego wsparcia. Dlaczego w PRL-u przypominano Belgię, a nie Serbię? Przypominanie losów Serbii było bowiem dla krytyków II Rzeczpospolitej bardzo niewygodne. Serbia walczyła osamotniona i w pierwszych dniach wojny poniosła porażki, utraciła nawet stolicę - ale odzyskała ją i przez wiele kolejnych miesięcy była w stanie trwać, pomimo zniszczonej armii, rozbitego przemysłu i dostaw prowadzonych tranzytem przez neutralne państwo. Skoro udało się to Serbii w latach 1914-1915, dlaczego nie miało się udać Polsce w 1939 roku? Polska też walczyła osamotniona i w pierwszych dniach wojny poniosła porażki, utraciła nawet stolicę - ale mogłaby ją odzyskać i przez wiele kolejnych miesięcy trwać, pomimo zniszczonej armii, rozbitego przemysłu i dostaw prowadzonych tranzytem przez neutralne państwo.




Równie niewygodny był przykład Rumunii, najechanej i rozbitej przez wrogów, która przez wiele miesięcy kontynuowała opór na skrawku swego terytorium. Na czymś w rodzaju przedmościa rumuńskiego. Pierwszowojenne losy Rumunii sugerowały także i inne możliwości rozwiązania konfliktu wojennego: podpisanie separatystycznego pokoju i ponowne wkroczenie do wojny, gdy ta zbliżała się do zwycięskiego dla jej sojuszników końca. Wreszcie trzeba zwrócić uwagę, że decydująca ofensywa ententy była przeprowadzona na Bałkanach, i chociaż nie przyniosła rozbicia armii żadnego z przeciwników, to wszystkie państwa centralne zostały pokonane. Gniew społeczeństwa obalił stare władze, a nowe natychmiast podpisały zawieszenie broni. (I uczyniły to nawet Niemcy, które w chwili zakończenia wojny okupowały ziemie swoich wrogów). "Bezwarunkowa kapitulacja wrogów" która zakończyła II wojnę światową, była zjawiskiem bez precedensu na kontynencie europejskim. Był to bowiem pomysł administracji Stanów Zjednoczonych, które do tej pory w taki właśnie sposób kończyły większość wojen. Wojna między III Rzeszą a Rzeczpospolitą - która zamieniła się w II wojnę światową - nie musiałaby zakończyć się rozbiciem Wehrmachtu i podbiciem Niemiec. Mogłaby zakończyć się rozwiązaniem politycznym - najprawdopodobniej wymuszonym - jak ćwierć wieku wcześniej. 

(...) W Polsce po 1945 roku nie poświęcano wiele uwagi wydarzeniom wielkiej wojny (...) Najważniejsze dla Polaków były wojny toczone przez Rosję bolszewicką: zarówno wojna domowa z białymi, wojna przeciwko "obcym interwentom" - w tym wojny z Japonią - jak i późniejszy zabór państw zakaukaskich. Zmagania te trwały od 1918 do 1922 roku, a były prowadzone przez państwo wyczerpane wcześniejszą wojną i rewolucją, armiami bardzo źle wyekwipowanymi i jeszcze gorzej zaopatrywanymi w amunicję, paliwo i żywność. 




Podobne były zresztą i własne doświadczenia polskie z lat 1918-1920. Władze II Rzeczpospolitej zdecydowały, że pierwszeństwo przed doraźnymi działaniami zbrojnymi będzie miało zorganizowanie, wyszkolenie i wyekwipowanie Wojska Polskiego. Obrona granic była prowadzona siłami prowizorycznymi. Co prawda decyzja taka skutkowała na początku porażkami - najbardziej dotkliwa to utrata Zaolzia na rzecz Czechów - jednak była decyzją słuszną. Jeszcze wiosną 1919 roku udało się rozbić armie ukraińskie. (...) Następnie prowadzono zakrojone na szeroką skalę, choć ze zmiennym szczęściem, działania wojenne przeciwko Rosji. Podczas nich Wojsko Polskie utraciło wiele jednostek i znaczną część wyposażenia. Latem 1920 roku gros polskich sił udało się jednak wycofać na zachód, odbudować siły, zmobilizować nowe formacje i przeprowadzić nową kampanię. O wyniku wojny 1920 roku zdecydował nie tyle wynik Bitwy Warszawskiej, ile większy od rosyjskiego polski potencjał organizacyjny.






CDN.

środa, 18 września 2024

MOGLIŚMY TO WYGRAĆ! - Cz. II

CZYLI, CZY RZECZYWIŚCIE WOJNA ROKU 1939 BYŁA Z GÓRY SKAZANA NA KLĘSKĘ?





"SOWIECI NIE WCHODZĄ
(TYMOTEUSZ PAWŁOWSKI)



DOŚWIADCZENIA I INSPIRACJE


 Zwykliśmy patrzeć na wydarzenia roku 1939 ze współczesnej perspektywy, wiedząc dokładnie, jak przebiegała II wojna światowa, jakiej broni użyto i jakie były jej skutki. (...) Nasi przodkowie mieli zupełnie inne doświadczenia, a jeszcze bardziej odmienne były ich inspiracje. Niemal wszyscy pamiętali wielką wojnę - wówczas nikt nie nazywał jej "pierwszą wojną światową", bo przecież nie było "drugiej". Wojskowi studiowali natomiast ostatnie wojny - wojny, które dziś zostały już zapomniane. Warto je sobie przypomnieć.

Największy rozgłos w Europie zdobyła oczywiście wojna domowa w Hiszpanii. Rozpoczęła się w lipcu 1936 roku, gdy wojsko zbuntowało się przeciwko rządowi. Rząd Hiszpanii - utworzony przez partie Frontu Ludowego - zaczął realizować politykę Związku Sowieckiego. W pierwszych dniach wojny strona rządowa - zwana również republikańską - zdołała zdusić spisek w większości garnizonów i utrzymać kontrolę nad większością Hiszpanii. Strona wojskowa - zwana również jako rebelianci, narodowcy, frankiści od nazwiska generała Francisco Franco - szybko zmobilizowała siły i ruszyła do ataku na stolicę państwa - Madryt.




Wojska generała Franco wyruszyły na Madryt w lipcu, a już w listopadzie rozpoczął się szturm na stolicę. Przez obserwatorów manewry te zostały uznane za błyskawiczne. Szturm na Madryt nie powiódł się, a wojska obu stron utknęły w okopach. Kilkukrotnie próbowano przywrócić wojnie charakter manewrowy, ale rzadko kiedy przynosiło to rezultaty. Strona republikańska otrzymała olbrzymią pomoc od Związku Sowieckiego. Strona narodowa wspierana była przez Włochów i - w mniejszym stopniu - przez Niemców. Wojna zakończyła się wiosną 1939 roku, gdy - niemal dosłownie - rozpadło się państwo republikanów. (...)

Wojna domowa w Hiszpanii przyniosła jej obserwatorom wiele materiału do przemyśleń, z tym że wnioski, jakie na ich podstawie wyciągnięto, były wzajemnie sprzeczne. Zgadzano się tylko z jednym -  wojna domowa w Hiszpanii była klęską w Związku Sowieckiego. Klęską na każdym szczeblu: militarnym, technicznym, ekonomicznym, ideologicznym i politycznym. Okazało się, że sowiecka sztuka wojenna - szczególnie jakość i styl dowodzenia - stoi na dużo niższym poziomie, niż sztuka wojenna Zachodu. (...) Uwagi obserwatorów nie umknął również fakt, że najbardziej zaawansowane systemy uzbrojenia sowieckiego są kopiami - licencyjnymi bądź bezlicencyjnymi - rozwiązań zachodnich. Artyleria pochodziła z czasów carskich (a właściwie z licencji zakupionych za cara), czołgi z Wielkiej Brytanii lub Stanów Zjednoczonych, a silniki lotnicze z Francji, Niemiec bądź Ameryki.

Fatalne wrażenie - szczególnie na lewicy -  sprawiał fakt, że pomoc sowiecka była całkowicie odpłatna. Republika wysłała do Związku Sowieckiego 2/3 swoich olbrzymich - czwartych na świecie - rezerw walutowych: 176 ton złota przez Francję i 510 ton drogą morską. Według dzisiejszych cen wartość tego złota wyniosłaby około 30 miliardów dolarów. Gdy jesienią 1938 roku hiszpańskie zapasy złota się skończyły - skończyła się również pomoc sowiecka. (...) Moskwa nie miała skutecznych rozwiązań dyplomatycznych - republikański rząd Hiszpanii stawał się coraz bardziej izolowany, izolowany był również Związek Sowiecki. Pod koniec 1938 roku prestiż Sowietów sięgnął dna: nie tylko rozpadły się fronty ludowe w innych państwach, ale powstała nawet -  konkurencyjna dla stalinowskiej -  trockistowska międzynarodówka komunistyczna.

Czysto militarne wnioski z hiszpańskiej wojny domowej były, jak wspomniano, wzajemnie sprzeczne, a przez to mylące. Okazało się, że uderzenia kolumn zmechanizowanych są w warunkach europejskich niemożliwe do przeprowadzenia. Również czołgi okazały się mniej warte, niż się spodziewano. Co więcej, małe włoskie czołgi zwane tankietkami wydawały się dobrym
rozwiązaniem: choć miały małą siłę ofensywną, to były niewielkie i względnie trudne do zniszczenia. Czołgi większe - których reprezentantami były sowieckie T-26 oraz BT - były podatne na ogień przeciwpancerny tak samo jak tankietki. Uznano, że w roli broni przeciwpancernej doskonale sprawdza się broń uniwersalna: najcięższe karabiny maszynowe (działka) kaliber 20 mm, ciężkie rusznice przeciwpancerne oraz działa piechoty. Wyspecjalizowane armaty przeciwpancerne zdawały się nadmiernym luksusem i należało skierować je do odwodów dywizyjnych.

Przewidywano, że przyszła wojna będzie podobna do wielkiej wojny - potwierdzał to również przebieg wojny hiszpańskiej. Walki miały charakter pozycyjny, nawet w kluczowych dla losów wojny miejscach. Ciężkie walki o Madryt trwały przez blisko pół roku, nie dały żadnego rozstrzygnięcia, a następnie front stał w miejscu - na przedpolach stolicy - przez równe dwa lata. Wojnę manewrową można było prowadzić jedynie wobec zdemoralizowanego przeciwnika, jak latem 1936 roku, gdy frankiści opanowali zachodnią Hiszpanię, jak latem 1937 roku, gdy uderzono na osłabionych wewnętrznymi sporami Baskijczyków i Asturyjczyków, czy tak jak latem 1938 roku, gdy republika chwiała się w posadach. Inne wielkie bitwy - Brunete, Teruel, Ebro, były zbliżone charakterem do bitwy pod Verdun z 1916 roku: trwały tygodniami a nawet miesiącami i polegały na zamiennym ostrzale artyleryjskim oraz szturmach piechoty. Były to bitwy materiałowe, wygrywała w nich ta strona, która miała lepiej rozwiniętą służbę kwatermistrzowską zapewniejącą amunicję, oraz służbę uzupełnień zapewniającą mięso armatnie. 

(...) Do czasów wojny domowej w Hiszpanii duże znaczenie dla rozwoju lotnictwa wojskowego miała doktryna Giulia Dougheta, włoskiego generała, który zakładał że masowe bombardowania miast doprowadzą do kapitulacji całego państwa (jednak, co ciekawe, to paradoksalnie wcale nie niemieckie lotnictwo czy czołgi były siłą przełamującą pozycje wroga, a właśnie artyleria, która była prawdziwą pancerną pięścią Wehrmachtu). Gdy 26 kwietnia 1937 roku samoloty włoskie i niemieckie zbombardowały historyczną stolicę Basków - Guernicę - postronnym obserwatorom mogło się zdawać że Doughet miał rację: republikanie ogłosili że zginęło 1700 cywilów a 3/4 miasta zostało doszczętnie spalone. W kręgach specjalistów szybko pojawiły się wątpliwości, a neutralni obserwatorzy - w tym brytyjscy i polscy - zauważyli, że charakter zniszczeń przypomina raczej planowe wyburzenia niż efekt bombardowania (np. zniszczone zostały trzy dzielnice mieszkaniowe, czwarta dzielnica o charakterze symbolicznym zachowała się w zadziwiająco dobrej kondycji). Dziś wiemy też, że ofiar nie było 1700 tylko ponad 10 razy mniej (zachowane dokumenty ze szpitali mówią o 120 zabitych, choć mogło ich być więcej).




Ataki powietrzne na inne miasta republikańskie potwierdzają niewielką skuteczność bombardowań. Madryt - leżący tuż za frontem, w zasięgu nie tylko bombowców, lecz także ognia artylerii - był bombardowany regularnie i systematycznie. Ataki te nie wpłynęły w znaczący sposób na sytuację militarną ani na morale mieszkańców (chociaż rząd opuścił miasto). (...) Teoria Dougheta nie została potwierdzona w praktyce. Rozbudowa sił bombowych jako rdzenia sił powietrznych okazała się nietrafionym rozwiązaniem.

Uznano natomiast, że bardzo duży wpływ na działania wojenne mają ataki szturmowe na wojska walczące w polu. Najlepszym dowodem na to było zatrzymanie ataku włoskiej kolumny zmechanizowanej na Madryt pod Guadalajarą. Nie zwrócono uwagi, że było to związane ze specyficzną sytuacją pogodową (lotniska włoskie tonęły w deszczu i błocie, czołgi włoskie tonęły w błocie, ale niebo nad nimi było błękitne i republikanie mieli suche lotniska i wspaniałą pogodę). (...) Po 1939 roku - nawet w kampanii polskiej - Piechota strzelała do wszystkiego, co latało, nie patrząc na przynależność państwową (ewenementem pod tym względem był amerykański 10 Pułk Piechoty, który podczas II Wojny Światowej masowo strzelał również do własnych samolotów, a żołnierze tego pułku powtarzali że w powietrzu mają dwóch wrogów: Luftwaffe i US Air Force. Było to spowodowane tym, że pułk ten ponosił znaczne straty w czasie tak zwanego "friendly fire" - który nadchodził właśnie z powietrza).

Wojna domowa w Hiszpanii sprawiła, że nieco inaczej niż dziś postrzegano Włochy. Być może jeszcze większe znaczenie miała wojna abisyńska, która wprowadziła Italię Mussoliniego do pierwszej ligi światowych mocarstw, będącym w stanie prowadzić długotrwałą wojnę na innym kontynencie, nie zważając na opinie - i sprzeciw - innych potęg (II Wojna Światowa bardzo szybko podważyła tę opinię, jako że Włochy stojąc po stronie Niemców były dla nich obciążeniem, a nie sojusznikiem. Dlaczego bowiem jesienią 1943 załamał się front wschodni? Dlatego że dywizje które miały pójść do walki z Sowietami, zostały skierowane przez Hitlera na front włoski {i częściowo do Francji}, gdzie po upadku Mussoliniego i kapitulacji Włoch przed Aliantami - 3 września 1943 r. - tamtejsze "miękkie podbrzusze Europy" mogło spowodować, że Alianci wdarli by się z południa do Niemiec, a ze wschodu do Francji. Włochy zresztą trzeba było wspierać militarnie już wcześniej w północnej Afryce i dla III Rzeszy w tych warunkach znacznie lepszym wyjściem było, aby Włochy nie przystępowały do wojny, a zachowały wobec Niemiec życzliwą neutralność, to by było znacznie bardziej korzystne, niż żałosna wojna jaką toczyli Italiańcy. Co ciekawe, latem 1940 r. Hitler chciał namówić gen. Francisco Franco - dyktatora Hiszpanii, aby również Hiszpania przyłączyła się do wojny. Ten jednak przedstawił Hitlerowi tak długą listę życzeń, których spełnienie doprowadziłoby niemiecki przemysł zbrojeniowy do upadku, a przynajmniej potwornej niewydolności, gdyż Franco - być może blefował, być może nie - twierdził, Hiszpania potrzebuje praktycznie wszystkiego i obecnie nie jest zdolna aby włączyć się do wojny. I rzeczywiście, chociaż początkowo Hitler złorzeczył na Franco, twierdząc że "wolałby dać sobie wyrwać wszystkie zęby, niż jeszcze raz z nim rozmawiać", to jednak, paradoksalnie nie włączenie się Hiszpanii do wojny po stronie III Rzeszy było dla Niemiec korzystne, podobnie zresztą jak dla Hiszpanii, i tak samo mogło być w przypadku Włoch. Zresztą ostatnich dniach swego życia, w bunkrze kancelarii Rzeszy w Berlinie, Hitler twierdził, że największym błędem jego życia było wsparcie, jakie udzielił Włochom Mussoliniego).




(...) Wojna w Abisynii, wojna domowa w Hiszpanii, oraz odległa wojna japońsko-chińska zdawały się potwierdzać przewidywania teoretyków wojskowych: dopóki przeciwnicy są dobrze przygotowani do walki, działania wojenne przypominają walki pozycyjne, toczone jak w wielkiej wojnie z lat 1914-1918. (...) Szybkie manewry i błyskawiczne rozstrzygnięcia są możliwe tylko wówczas, gdy przełamie się morale jednej z armii. (...) Wrzesień 1939 roku był więc dla wszystkich dowodem na to, że Rzeczpospolita Polska była państwem kalekim. Przekonanie to - wzmocnione sowiecko-fińską wojną zimową - trwało do maja 1940 roku, czyli do upadku Europy Zachodniej. 

Wojna w Hiszpanii była toczona w państwie o podobnym stopniu rozwoju gospodarczego i militarnego co Polska. Była to jednak wojna domowa, Polska natomiast przygotowywała się do wojny koalicyjnej. Dlatego też badano doświadczenia państw średniej wielkości, oddalonych od swych potężnych sojuszników, państw zmuszonych do walki z silniejszym przeciwnikiem i pokładających nadzieję, że wojna koalicyjna zakończy się ostatecznym zwycięstwem. 

Takimi państwami były w czasie wielkiej wojny Serbia i Rumunia. (...) Austro-Węgry miały dwóch potencjalnych wrogów: Serbię na południu i Rosję - sojuszniczkę Serbii - na północy. Latem 1914 roku siły zbrojne Austro-Węgier podzielono na trzy rzuty: trzy armie strzegły granicy z Rosją, dwie armie szykowały się do ataku na Serbię, a jedna armia stanowiła rezerwę, która mogła być wykorzystana do obrony na północy, albo do ataku na południu.

Gdy Austro-Węgry zaatakowały Serbię 28 lipca 1914 roku, do wojny włączyła się Rosja. Konieczność przerzucenia na północ armii rezerwowej, opóźniła habsburskie działania wojenne. Główne uderzenie na Serbię ruszyło dopiero 12 sierpnia i to siłami jedynie dwóch armii. Na Bałkanach panowała niemal idealna równowaga sił: austriacki dowódca Feldzugmeister Oskar Potiorek miał 275 batalionów piechoty i 510 dział, a serbski wojewoda Radomir Putnik - 270 batalionów piechoty i 528 dział. Serbowie mieli jednak istotną przewagę, ponieważ znali plany inwazji armii austro-węgierskiej, wydane im przez zdrajcę pułkownika Alfreda Riedla. Serbom udało się zatrzymać pierwsze uderzenie wroga, a nawet - wraz z Czarnogórcami - przeprowadzić niezbyt udaną ofensywę w Bośni. We wrześniu jednak wojska Potiorka sforsowały rzekę Drinę, pobiły obrońców i - po trwających kilka tygodni walkach pozycyjnych - w początkach grudnia zajęły opuszczony Belgrad.




Do jesiennych porażek armii serbskiej przyczyniła się techniczna przewaga wroga oraz brak właściwego uzbrojenia, a zwłaszcza amunicji, której nie produkowano na miejscu, lecz sprowadzano ją z zagranicy. Brak bezpośredniego połączenia morskiego z sojusznikami zmuszał Serbów do korzystania z tranzytu przez państwo neutralne. Grecy zgodzili się udostępnić port w Salonikach dla francuskich statków z pomocą dla Serbii, jednak bardzo niechętnie. Greccy - a szczególnie ich król - mieli ochotę na Macedonię, pozostającą wówczas w granicach Serbii. Gdyby nie interwencja Paryża, Grecja stałaby się wrogiem Serbii. Materiałowa pomoc aliantów dotarła do Serbii - via Saloniki - po dwóch miesiącach, niemal w tym samym czasie, gdy Serbowie zmuszeni byli oddać swoją stolicę. Pomoc wykorzystano niemal natychmiast do przeprowadzenia rozpaczliwej ofensywy i 15 grudnia 1914 roku odzyskano Belgrad. Wówczas to na froncie bałkańskim zapadła cisza - podobna do opisanej przez Remarque'a w "Na zachodzie bez zmian" na 10 długich miesięcy.




7 października 1915 roku armia austro-węgierska - wzmocniona posiłkami niemieckimi - uderzyła ponownie i po dwóch dniach zajęła Belgrad. Serbowie wycofali się w jako takim porządku na południe, utrzymując linie komunikacyjne z Salonikami. Połączenie zostało przerwane przez uderzenie bułgarskie. 11 października 1915 roku Bułgaria opowiedziała się przeciwko entencie i zaatakowała - aż ciśnie się na usta słowo: zdradziecko - Serbię. Wojewoda Putnik próbował - bez powodzenia - zorganizować odwrót przez Macedonię do Grecji, ostatecznie jednak został zmuszony do wydania 25 listopada rozkazu sauve qui peut ("ratuj się kto może"). Nakazywał on całej armii opuszczenie terytorium państwa i połączenie się z wojskami sojuszniczymi. Wraz z armią Serbię mieli opuścić także urzędnicy państwowi oraz... chłopcy do 12 roku życia, by ewakuować także przyszłych poborowych. Serbska armia została rozproszona. Jedyna droga ucieczki wiodła przez górzystą Albanię. 12 grudnia pierwsi szczęśliwcy weszli na pokłady alianckich okrętów. "Szczęśliwcy", bowiem zimowe warunki w albańskich górach były zabójcze i jedynie 155 000 Serbów dotarło do wybrzeży Adriatyku. Ponoć dwa razy tyle zginęło z głodu i chłodu, a wśród ofiar były też tysiące austro-węgierskich jeńców. Spośród 30 000 chłopców w wieku 12 - 18 lat ewakuowanych z Serbii jedynie 7 000 dotarło na Korfu: 15 000 zginęło jeszcze w górach, 6 000 w Albanii, oczekując na zaopatrzenie (...) a 2 000 podczas krótkiej podróży morskiej.

Króla Piotra, wojsko oraz rząd - w którym poczyniono pewne zmiany zgodnie z francuskimi sugestiami - ulokowano na greckich wyspach, przede wszystkim na wspomnianej Korfu. Armię - ze względu na śmiertelną chorobę Putnika dowodził nią teraz Petar Bojowić, a następnie Żiwoin Miszić - zreorganizowano i dozbrojono, a następnie wysłano na front. W tym czasie siły ententy w Grecji stawały się coraz większe (...) Na froncie macedońskim - oprócz sześciu dywizji serbskich - walczyli Brytyjczycy, Włosi, Grecy, Rosjanie i właśnie Francuzi. Do pierwszej ofensywy wojsk ententy doszło jesienią 1916 roku. Nie osiągnęła ona większych sukcesów i przez wiele kolejnych miesięcy wojna na tym froncie miała charakter pozycyjny. Dopiero 15 września 1918 roku ruszyła operacja, która miała zakończyć się sukcesem. Serbskie i francuskie dywizje zdołały przełamać front, a po dwóch tygodniach walk Bułgaria poprosiła o zawieszenie broni. Dywizje brytyjskie i greckie ruszyły na wschód, w stronę Stambułu, a Francuzi i Serbowie na północ, w stronę Belgradu. 5 listopada miasto było wolne, a 10 listopada siły aliantów sforsowały Dunaj. To właśnie błyskawiczne uderzenie na Bałkanach zadecydowało o militarnym wyniku wielkiej wojny: w przeciągu sześciu tygodni wszyscy sojusznicy Austro-Węgier i Niemiec musieli prosić o zawieszenie broni. Autorem zwycięstwa był dowódca sił ententy na Bałkanach: Louis Franchet dEsperey. W uznaniu jego zasług tuż po wojnie nadano mu tytuł marszałka dwóch państw - Francji i Serbii. 




(...) Wiedza o losie Serbii i o wydarzeniach walk na Bałkanach - choć dziś zapomniana - była doskonale znana oficerom i politykom II Rzeczypospolitej.


CDN.

czwartek, 27 lipca 2017

SERBIA POD WŁADZĄ TAJNYCH SŁUŻB SPECJALNYCH - Cz. I

O TYM, JAK TO SERBIA

KONTROLOWANA BYŁA PRZEZ

PRZESTĘPCZĄ, TAJNĄ ORGANIZACJĘ,

KTÓRA CAŁKOWICIE

PODPORZĄDKOWAŁA SOBIE KRAJ






Oglądając wygłupy "Ubywateli RP" i wielu innych ludzi, całkowicie zwiedzionych przez byłe tajne służby Polski Ludowej, na myśl mi przyszła Serbia, sprzed wybuchu I Wojny Światowej. Zdałem sobie oto sprawę, że podobnie jak było u nas za komuny (i postkomuny, w tzw.: III RP, w zasadzie aż po dziś dzień), tak i wówczas państwo serbskie było całkowicie kontrolowane przez tajną służbę specjalną, mającą ewidentne znamiona organizacji przestępczej (podobnie jak nasze UB, SB czy WSI). Tajna, zakonspirowana organizacja polityczno-mafijna trzęsła całym tamtejszym państwem, dokonując mordów politycznych, zamachów stanu i realnie kształtując serbską politykę (tak wewnętrzną jak i zagraniczną). Mam tutaj oczywiście na myśli tzw.: "Czarną Rękę". W tym oto temacie pragnę zaprezentować najbardziej spektakularne jej akcje, aby ukazać stopień podległości państwa serbskiego klice kilku oficerów (i kontrolowanych przez nich żołnierzy), którzy w konsekwencji doprowadzili do wybuchu I Wojny Światowej. Nim jednak przejdę do samej organizacji i jej działań, najpierw słowo wstępu na temat samych dziejów Serbii.


 DZIEJE SERBII






Pierwotnie tereny dzisiejszej Serbii (a także Bośni, Chorwacji i Słowenii) zamieszkiwał lud Ilirów. Było to Scyto-słowiańskie związek plemienny, podzielony na wiele mniejszych i większych plemion, którzy zasiedlili ziemie dawnej Jugosławii od. ok. 4000 r. p.n.e. (wcześniej na tych ziemiach żyli niesłowiańscy Ilmerowie i Wenetowie, posiadający haplogrupę I2, którzy następnie zostali wchłonięci do plemion Scyto-słowiańskich. Zachowała się nawet w dość dobrym stanie osada w Lepenskim Virze, datowana właśnie na okres 6000 - 5000 r. p.n.e., czyli jeszcze przed przybyciem na te ziemie Słowian. 85 budynków, uszeregowanych na planie trapczowym, z tajemniczymi znakami, wyrytymi w kamieniu). Migracja Słowian z rejonu Karpat, była w tym czasie dość powolna, gdyż opanowano cały teren dawnej Jugosławii dopiero ok. 1200 r. p.n.e. i dopiero wówczas można mówić o Scyto-słowiańskim ludzie Ilirów. Było to bowiem plemię (a raczej grupa wielu mniejszych plemion), które cechowało się trochę odmiennymi od reszty słowiańskich ludów zwyczajami, bowiem w przeciwieństwie do nich, Ilirowie wprowadzili system matriarchalny, w przeciwieństwie do bardzo rozbudowanego (szczególnie u Lechitów i Celtów) systemu patriarchalnego, z dominującą rolą ojca rodu. Wśród Ilirów dość dużą rolę odgrywały matki i potem królowe. Oczywiście najważniejszą grupą była arystokracja plemienna i wojowie, strzegący osad, ale kobiety odgrywały ważne role jako kapłanki i władczynie (o czym świadczy chociażby sławna królowa Teuta, władczyni pirackiego państwa Ilirów, które stanowiło duży problem dla żeglugi morskiej na Morzu Adriatyckim i Jońskim. Rzymianie toczyli z królową Teutą wojnę w latach 229-228 p.n.e. zakończoną likwidacją jej pirackiej floty i zmuszeniem Ilirów do płacenia corocznego trybutu). 

Od 219 r. p.n.e. trwa natomiast systematyczny podbój tego kraju jak i wysp iliryjskich, który kończy się oficjalnie w 167 r. p.n.e. gdy powstaje rzymska prowincja Illyricum ze stolicą w nowo wybudowanej nadmorskiej Salonie, a kraj przechodzi pod całkowite władanie Rzymu. Jak pisał Herodot o Ilirach i Trakach (również Scyto-słowiański lud): "Dziewiczości córek nie pilnują, tylko pozwalają im wdawać się, z jakim chcą mężczyzną, ale ostro strzegą żon (...) Być bezczynnym uważa się u nich za rzecz najpiękniejszą, a uprawiać ziemię za nader zniesławiającą. Żyć z wojny i rabunku - za najlepszą". Nim jednak jeszcze Rzymianie zapanowali nad Ilirią, doszło do kolejnego zmieszania ludów, gdy ok. 400 r. p.n.e. na te tereny przybyli Celtowie, którzy podporządkowali sobie wiele iliryjskich plemion, osiedli tam i złączyli się z nimi. tak oto powstali Celto-Ilirowie, to właśnie Celtowie założyli jeden z największych grodów na tym obszarze - Singidunum (czyli dzisiejszy Belgrad). Z początkiem IV wieku, na iliryjskich wybrzeżach zakładane są greckie kolonie (jak na przykład Isa na wyspie Visu, Faros na wyspie Hvar, Korkira na wyspie Koreuli, Traugurion, Heraklea, Epidamnos i Apollonia), co powoduje zwiększenie wymiany handlowej, wzbogacenia i wzrostu zaludnienia ludności iliryjskiej, a co za tym idzie zwiększenie się liczby iliryjskich grodów. Kontakt z Grekami spowodował, że Ilirowie również zapragnęli żyć tak jak oni. Ci bardziej majętni, zaczęli teraz otaczać się zbytkownymi przedmiotami, a nawet nabywać prywatnych niewolników do prac, których sami nie pragnęli już wykonywać. 

Wciąż jednak nie byli jednym, zjednoczonym ludem, lecz dzielili się na szereg mniejszych plemion (co trafnie opisał Herodot, dodając że przez to właśnie są słabi). Pierwszą próbę zjednoczenia plemion iliryjskich, podjął niejaki Bardylis, którego plemię miało swe siedziby wokół Jeziora Ochrydzkiego (w tamtym czasie zwało się ono Jeziorem Lychnitis), panujący w latach 395-358 p.n.e., który w 392 r. p.n.e. podporządkował sobie nawet Macedonię, a w 383 r. p.n.e. odebrał Macedończykom znaczne połacie kraju, ostatecznie został pokonany i zabity w 358 r. p.n.e. przez króla Macedonii - Filipa II (ojca Aleksandra Macedońskiego) i tak rozpadło się pierwsze państwo iliryjskie. W latach 250-231 p.n.e. ponownie Ilirów zjednoczył król Agron, który stworzył państwo pirackie, podbijając greckie kolonie wyspiarskie na wybrzeżu iliryjskim, a po jego śmierci władzę odziedziczyła jego żona, wspomniana wyżej Teuta, która panowała w latach 231-217 p.n.e. W 168 r. p.n.e. Rzymianie zrzucili z tronu ostatniego władcę iliryjskiego - Pleurata, i podporządkowali sobie kraj (głównie tereny nad-adriatyckie, wraz z wyspami, resztę ziemi bowiem opanują dopiero w całości w roku 33 p.n.e. za Oktawiana Augusta. Odtąd następuje już systematyczna rzymska kolonizacja i romanizacja tej prowincji. Z tej prowincji pochodziło też kilku rzymskich cesarzy, jak choćby Klaudiusz II (panujący w latach 268-270), Aurelian (270-275), Probus (276-282), Dioklecjan (284-305) i Maksymian (286-310). Iliria pozostała rzymską, a następnie bizantyjską prowincją przez kolejnych kilka wieków, aż do czasu ponownego najazdu Słowian na te tereny.




Słowianie pojawili się w Ilirii po raz pierwszy od wieków, dopiero w 545 r. pustosząc do 550 r. całe Bałkany. W 551 r. pod Adrianopolem armia bizantyjska poniosła druzgocącą klęskę z rąk najezdniczych Słowian, co spowodowało że cesarz Justynian I Wielki, zgodził się aby osiedli oni na wyludnionych i zniszczonych (przez siebie) ziemiach, w granicach cesarstwa, jako sojusznicy. W ciągu VI i VII wieku plemiona słowiańskie, napływające z terenów północnych, ponownie opanowały większą część dawniejszej Ilirii, oraz ziemie dzisiejszej Serbii, Macedonii i zachodniej części Bułgarii, wypierając stamtąd władzę Bizancjum. Dawna Iliria, w czasach rzymskich, kraj niezwykle ludny i bogaty, w VI wieku przypominał praktycznie wyludnioną pustynię. Wymarłe miasta budziły grozę (efekt ciągłych wojen i najazdów, także słowiańskich). Dawna ludność rzymska, która jeszcze pozostała na tych ziemiach, podporządkowała się władzy przybyłych Słowian. Zasięg słowiańskiego osadnictwa do VII wieku stanowił rejon jeziora Ochrydzkiego, w VIII wieku zaś słowiańska ekspansja sięgnęła Grecji, której ziemie także w dużej części opanowano (szczególnie ziemie Grecji północnej i środkowej). Doszło nawet do tego, że armia bizantyjska, stacjonująca w Grecji (na kontrolowanych jeszcze przez Bizancjum terenach), była w połowie... pochodzenia słowiańskiego. Słowianie nacierali na Bałkany od zachodu, natomiast od wschodu parli Bułgarzy, plemię pochodzenia huńskiego, którzy w 681 r. założyli swoje państwo po dwóch brzegach Dunaju (ze stolicą w Plisce, która co prawda była słabo zurbanizowana, ale terytorialnie znacznie rozleglejsza od stolicy Imperium Bizantyjskiego - Konstantynopola), z biegiem dziesięcioleci znacznie je rozszerzając.

W latach 60-tych VI wieku nad środkowy Dunaj przybyło z Azji mongolskie plemię Awarów, które w 567 r. (niszcząc państwo Gepidów), założyli swój własny chanat. Rozpoczęli oni zdobywanie kolejnych ziem na słowiańskich plemionach, zmuszając ich do ucieczki na inne tereny (głównie właśnie na Bałkany). Ich łupieskie zagony dosięgały zarówno Chrobację jak i Lechię. Awarowie nie założyli stolicy, a raczej obóz wojskowy w dorzeczy Dunaju i Cisy, który nazwano Ringiem, stamtąd szły łupieskie zagony awarskie na Europę Środkową. Kres istnienia państwa awarskiego położyła dopiero inwazja Franków Karola Wielkiego w latach 791 i 796 (w którym to roku Frankowie zdobyli Ring, ostatecznie niszcząc Chanat Awarski), resztą opanowanych przez nich ziem (do Cisy) zajęli Bułgarzy. W czasie tych wędrówek ludów, w początkach VII wieku, na terenach dzisiejszej Serbii pojawiło się lechickie plemię Serbów (prof. Łowmiański twierdził że Serbowie pierwotnie pochodzili z Wielkopolski i że byli częścią... plemienia Polan, podobnie jak część Polan podzieliwszy się, ruszyła nad Dniepr, gdzie założono Kijów). Pisarze bizantyjscy często zajmowali się ustrojem politycznym plemion słowiańskich (szczególnie na Bałkanach, który to teren stanowił obszar zainteresowania Konstantynopola), jak choćby Prokopiusz z Cezarei, który pisał: "Sklawinowie (...) nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie, i dlatego każde szczęście i nieszczęście w ich życiu jest dla nich wspólną sprawą (...) są rośli i niezwykle silni", czy Pseudo-Maurycjusz: "Plemiona (...) Sklawinów podobny mają sposób życia oraz postępowania i są nawykłe do wolności, nie pozwalają się w żaden sposób ujarzmić ani opanować a szczególnie na własnej ziemi. Są bardzo liczni i wytrwali, znoszą łatwo upał, zimno i słotę".




Natomiast Serbowie po przybyciu nad Dunaj, znów się podzielili na dwa plemiona Bośniaków i Raszan, rozdzielone rzeką Driną (nie mówiąc już o mniejszych plemionach słowiańskich na tych terenach, takich jak Narentanie i Zahumlanie (dzisiejsza Hercegowina) oraz Trawunanie i Duklanie (Czarnogóra), ale to właśnie Raszanie stali się przodkami dzisiejszych Serbów. To właśnie oni (jako pierwsi wśród Słowian Bałkańskich), wprowadzili w swym państwie (na początku IX wieku) władzę książęcą (początkowo wybieralną, potem dziedziczną). Założycielem pierwszej dynastii miał zostać niejaki Wyczesław, po nim zaś panowali jego synowie i wnukowie: Radosław, Prosigoj i Włastimir. Ten ostatni (panujący w latach ok. 825-855 r.), miał doprowadzić do centralizacji państwa serbskiego i dziedziczności władzy w rękach dynastii Wyczesławiczów. Za jego i jego syna (Mutimira, który panował w latach 855-891) rządów, Serbia stała się prawdziwym lokalnym mocarstwem, choć zagrożenie stanowiło potężne Carstwo Bułgarskie, z którym sąsiadowała Serbia od wschodu. Mutimir był też pierwszym chrześcijańskim władcą Serbii (ochrzcił się prawdopodobnie ok. 879 r.). Po śmierci jednak Mutimira, nastąpił rozpad państwa, pomiędzy jego synów, który doprowadził do politycznego podporządkowania podzielonego kraju Bułgarii. Skłóconych książąt pokonał (ok. 893 r.) niejaki Piotr Gojniković, który planował założyć drugą dynastię, jednak plany te pokrzyżował mu car Bułgarii - Symeon Wielki (jeden z największych władców bułgarskich w historii), pokonując armię serbską w bitwie pod Anchialem w 917 r., co spowodowało całkowite podporządkowanie Serbii Bułgarom i osadzenie na serbskim tronie posłusznego Symeonowi - Pawła Branovicia. Jednak w 920 r. cesarz bizantyjski Roman I Lekapen interweniował zbrojnie w Serbii, usunął z tronu Branovicia i osadził tam swojego lennika - Zachariasza Pribislavovicia, co spowodowało że ostatecznie Symeon ponownie najechał Serbię w 924 r. pokonał Zachariasza w bitwie, opanował cały kraj i włączył go jako swoją prowincję w granice Wielkiej Bułgarii (a wówczas granice Bułgarii sięgały Dunaju i Aluty na północy, Morza Adriatyckiego na zachodzie, Salonik i Larisy w Grecji na południu - te miasta jednak pozostawały pod władzą Bizancjum - oraz Morza Czarnego na wschodzie)






CDN.
 

wtorek, 1 grudnia 2015

POD POLSKIM PRZEWODEM ZŁĄCZYM ... KRAJE W MIĘDZYMORZE - Cz. II

"MAZUREK DĄBROWSKIEGO" JUŻ JEST

HYMNEM KILKU SŁOWIAŃSKICH

PAŃSTW W EUROPIE ORAZ ... IZRAELA



"JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA, GDY ŻMUDZINI ŻYJĄ
I ŻMUDŹ WALKĘ ROZPOCZYNA, GDY SIĘ W POLSCE BIJĄ
POLACY Z RUSIĄ, ZE ŻMUDZIĄ I LITWĄ
WYWALCZĄ SWOBODY TAKĄ ŚWIĘTĄ BITWĄ"

Tak oto "Mazurek Dąbrowskiego" (ze zmienionymi słowami), był śpiewany na Litwie i Żmudzi podczas Powstania Listopadowego 1830-1831



Po upadku Powstania Listopadowego - "Mazurek Dąbrowskiego", bardzo szybko stał się hymnem poszczególnych państw i narodów. Pierwsi przyjęli go za swój hymn narodowy w 1833 Chorwaci, śpiewając do melodii mazurka słowa: "Još Hrvatska ni propala" ("Jeszcze Chorwacja nie umarła"). Rok później, również Słowacy przyjmują pieśń Mazurka Dąbrowskiego, jako swój hymn narodowy (zmieniając oczywiście jedynie słowa): "Hej, Slováci, ešte naša slovenská reč žije" ("Hej Słowacy, jeszcze nasz słowacki język żyje"). W roku 1845 - "Mazurek" staje się oficjalną pieśnią narodową słowiańskich Serbołużyczan z Saksonii i Prus, śpiewany z praktycznie niezmienionymi polskimi słowami: "Hišće Serbstwo njezhubjene" ("Jeszcze Łużyce nie zginęły"). Rok 1848, to wspomniany już przeze mnie w poprzednim temacie, rok pierwszego Zjazdu Wszechsłowiańskiego w Pradze, na którym to melodia Mazurka Dąbrowskiego, została uznana za pieśń wszystkich Słowian, pod nazwą: "Hej Słowianie". Natomiast w 1863 r. podczas trwania na ziemiach polskich Powstania Styczniowego, Mazurek staje się narodową pieśnią Ukraińców ("Ще не вмерла Україна" - "Jeszcze nie umarła Ukraina").




A w 1878 r. Naftali Herc Imber ze Złoczowa w Galicji, pisze wiersz pt.: "Tikwatenu" ("Nasza nadzieja"), który w 1948 r. z chwilą powstania państwa Izrael, zostaje ogłoszony nieoficjalnym hymnem Izraela (oficjalnym, już pod nazwą "Hatikva" - "Nadzieja", staje się w 2004 r.), w którym również odbijają się słowa: "Jeszcze Polska nie zginęła", gdzie jedynie słowo "Polska", zamienione zostało na "Nadzieja". Natomiast cała pieśń opiera się nie tylko na melodii Mazurka, ale też jej autor napisał ją, również mając w pamięci słowa tego jeszcze wówczas nieoficjalnego polskiego hymnu narodowego.

Oficjalnym bowiem polskim hymnem narodowym stał się Mazurek Dąbrowskiego, dopiero w 1927 r. pokonując tak sławne polskie pieśni patriotyczne jak: "Boże coś Polskę" ("przez tak liczne wieki, otaczał blaskiem potęgi i chwały, coś ją osłaniał tarczą Twej opieki, od nieszczęść które przygnębić ją miały..."), utwór skomponowany przez Alojzego Felińskiego w 1816 r. początkowo na cześć cara i jednocześnie króla polskiego Aleksandra I, ze zmienionymi słowami "Boże, zachowaj króla", choć już w 1817 r. zaczęto śpiewać ją w takiej formie jak obecna, a stała się nią oficjalnie po wybuchu Powstania Listopadowego w 1830 r.


"Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki
Otaczał blaskiem potęgi i chwały,
Coś ją osłaniał tarczą swej opieki
Od nieszczęść, które przygnębić ją miały!

Przed Twe ołtarze zanosim błaganie:
Ojczyznę wolną pobłogosław Panie! x2

Ty, któryś potem tknięty jej upadkiem
Wspierał walczących za najświętszą sprawę,
I chcąc świat cały mieć jej męstwa świadkiem
W nieszczęściach samych pomnażał jej sławę.

Ref.: Przed Twe ołtarze...

Wróć naszej Polsce świetność starożytną,
Użyźniaj pola, spustoszałe łany,
Niech szczęście, pokój na nowo zakwitną.
Przestań nas karć, Boże zagniewany.

Ref.: Przed Twe ołtarze ...

Boże, którego ramię sprawiedliwe
Żelazne berła władców świata kruszy,
Zniwecz Twych wrogów zamiary szkodliwe,
Obudź nadzieje polskiej naszej duszy.

Ref.: Przed Twe ołtarze ...

Boże najświętszy, od którego woli
istnienie świata całego zależy,
wyrwij lud Polski z tyranów niewoli,
wspieraj zamiary wytrwałej młodzieży"





Kolejną pieśnią, z jaką konkurował Mazurek Dąbrowskiego, była "Rota" Marii Konopnickiej. Pieśń, napisana w 1908 r. w akcie sprzeciwu przeciwko germanizacji dzieci i niszczeniu polskości w zaborze pruskim. 


"Nie rzucim ziemi skąd nasz ród!
Nie damy pogrześć mowy.
Polski my naród, polski lud,
Królewski szczep Piastowy.

Nie damy, by nas gnębił wróg!
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg!

Do krwi ostatniej kropli z żył
Bronić będziemy ducha,
Aż się rozpadnie w proch i w pył
Krzyżacka zawierucha.

Twierdzą nam będzie każdy próg!
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg!

Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz
Ni dzieci nam germanił,
Orężny wstanie hufiec nasz,
Duch będzie nam hetmanił.

Pójdziem, gdy zabrzmi złoty róg!
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg!

Nie damy miana Polski zgnieść
Nie pójdziem żywo w trumnę
W Ojczyzny imię, na jej cześć
Podnosi czoła dumne.

Odzyska ziemi dziadów wnuk!
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg!"
 





 Jeszcze inną pieśnią, która stanęła w konkury o miano hymnu narodowego odrodzonego państwa, była "Bogurodzica". Najstarszy zapis tej pieśni, pochodzi z 1407 r., ale ale, jest ona znacznie starsza. Pisząc "znacznie" nie mam na myśli kilkudziesięciu czy nawet kilkuset lat, ta pieśń bowiem pierwotnie była pieśnią ... pogańską i wojowie Polan, Wiślan, Mazowszan, Wołynian, Drewlan i innych słowiańskich ludów, śpiewali ją przed każdą bitwą. Była to bowiem pierwotnie pieśń ku czci słowiańskiej bogini wojny - Marzanny. 


CZY RYCERZE ŚPIEWAJĄCY w BITWIE POD GRUNWALDEM w 1410 r. , (W KTÓREJ TO ZŁAMANO POTĘGĘ NIEMIECKIEGO RYCERSTWA i OSTATECZNIE ROZWIANO MIT NIEZWYCIĘŻONOŚCI POTĘGI ZAKONU KRZYŻACKIEGO) i w INNYCH BITWACH ŚREDNIOWIECZA - PIEŚŃ: "BOGURODZICĘ", KU CZCI MARYI, MATKI JEZUSA CHRYSTUSA, ZDAWALI SOBIE SPRAWĘ ŻE PRZED WIEKAMI ICH PRZODKOWIE, ŚPIEWALI JĄ KU CZCI POGAŃSKIEJ BOGINI WOJNY - MARZANNY?




 




Ostatnią wielką pieśnią (choć najmłodszą), która rywalizowała z Mazurkiem Dąbrowskiego, była pieśń Legionów Piłsudskiego: "My Pierwsza Brygada", o której to Józef Piłsudski powiedział kiedyś: "To najdumniejsza ze wszystkich polskich pieśni".


 "Legiony to żołnierska nuta,
Legiony to straceńców los,
Legiony to żołnierska buta,
Legiony to ofiarny stos.


Ref. : My, Pierwsza Brygada,
Strzelecka gromada,
Na stos rzuciliśmy swój życia los,
Na stos, na stos.


O ileż mąk, ileż cierpienia,
O ileż krwi,wylanych łez.
Pomimo to - nie ma zwątpienia,
Dodawał sił - wędrówki kres.


Ref. : My, Pierwsza Brygada,
Strzelecka gromada,
Na stos rzuciliśmy swój życia los,
Na stos, na stos.


Mówili,żeśmy strumieniami,
Nie wierząc nam, że chcieć to móc.
Laliśmy krew osamotnieni,
A z nami był nasz drogi wódz!


Ref. : My, Pierwsza Brygada,
Strzelecka gromada,
Na stos rzuciliśmy swój życia los,
Na stos, na stos.


Nie chcemy już od was uznania,
Ni waszych mów, ni waszych łez.
Skończyły się dni kołatania
Do waszych serc, do waszych kies.


Dzisiaj już my jednością silni
Tworzymy Polskę — przodków mit,
Że wy w tej pracy nie dość pilni,
Zostanie wam potomnych wstyd!


Ref. : My, Pierwsza Brygada,
Strzelecka gromada,
Na stos rzuciliśmy swój życia los,
Na stos, na stos.


Inaczej się dziś zapatrują
I trafić chcą do naszych dusz,
I mówią, że nas już szanują,
Lecz właśnie czas odwetu już!


Ref. : My, Pierwsza Brygada,
Strzelecka gromada,
Na stos rzuciliśmy swój życia los,
Na stos, na stos.


Dziś nadszedł czas pokwitowania
Za mękę serc i katusz dni.
Nie chciejcie więc politowania,
Zasadą jest: za krew chciej krwi.


Ref. : My, Pierwsza Brygada,
Strzelecka gromada,
Na stos rzuciliśmy swój życia los,
Na stos, na stos.


Umieliśmy w ogień zapału
Młodzieńczych wiar rozniecić skry,
Nieść życie swe dla ideału
I swoją krew i marzeń sny.


Ref. : My, Pierwsza Brygada,
Strzelecka gromada,
Na stos rzuciliśmy swój życia los,
Na stos, na stos.


Potrafim dziś dla potomności
Ostatki swych poświęcić dni,
Wśród fałszów siać siew szlachetności
Miazgą swych ciał, żarem swej krwi.


Ref. : My, Pierwsza Brygada,
Strzelecka gromada,
Na stos rzuciliśmy swój życia los,
Na stos, na stos."





W 1945 r. polski hymn narodowy staje się hymnem narodowym Jugosławii (a po jej rozpadzie, staje się hymnem Serbii) - tutaj w wersji pop:





CDN.