Mali chłopcy zawsze chcą być żołnierzami,Indianami,
policjantami, strażakami albo prezydentami - rosną, starzeją się, bywają żołnierzami, Indianami, strażakami, policjantami, prezydentami. Miewają już swoje komże, psy i okręty - a jednak tak naprawdę chcą jedynie być kimś innym i zadręczają się tym do śmierci.
Nieszczęśliwy kto nie jest takim małym chłopcem, dorosłym małym chłopcem, który gdzieś w zakamarku duszy hołubi wielkie marzenie, tęsknotę za czymś innym, odległym, lepszym...
Od dłuższego już czasu chciałem zacząć temat początków Rzymu, czyli miasta które stworzyło jedno z największych imperiów w dziejach ludzkości. Czy mit o dwóch braciach Romulusie i Remusie jest prawdziwy? kto tak naprawdę założył Rzym? kto wspierał te pierwotne osady lokalnych latyńskich barbarzyńców? oraz dlaczego Rzym stał się realnie kolonią etruską? Te pytania zawsze mnie ciekawiły i przez kilkanaście ostatnich lat zbierałem na ten temat różne materiały historyczne, ale nie tylko ta kwestia mocno mnie interesowała. Przede wszystkim chciałbym tutaj również odpowiedzieć na pytanie (a przynajmniej postarać się to uczynić) skąd w ogóle w Italii wzięli się Etruskowie? jaki to był lud? skąd się wywodził i gdzie właściwie były jego początki? Myślę że odpowiedzi na te pytania będą ciekawe i interesujące, chodź oczywiście prócz najbardziej według mnie oczywistych faktów - jeśli chodzi o pochodzenie Etrusków, wymienię również i te, które także brane są pod uwagę przez historyków, tak aby każdy mógł ewentualnie wyrobić sobie własne zdanie na ten temat. Przede wszystkim jednak w tej serii (oprócz wyżej wymienionych tematów) chciałbym także opisać początki rzymskiej monarchii (a na ten temat mam dosyć sporo - tak mi się wydaje - materiałów) i pokazać, jak z wioski która niczym nie różniła się od setek tysięcy jej podobnych drewnianych osad - stał się w I i II wieku naszej ery najludniejszym i największym miastem ówczesnego świata, zamieszkałem przez ponad 1 200 000 ludzi, którzy realnie nie musieli nawet nigdzie wyjeżdżać, gdyż miasto to zapewniało im praktyczny komfort życia niepodobny do niczego później - aż do początków XX wieku.
Rzym miał wspaniałe biblioteki (na przykład na Forum Trajana był szeroki taras przy tamtejszej bibliotece,gdzie można było przeglądać księgi i jednocześnie podziwiać widok wychodzący na Forum), bardzo liczne termy (niektóre tak ekskluzywne, że dosłownie za niewielką opłatą można było w nich nie tylko odświeżyć się, biorąc kąpiel zarówno zimną, letnią jak i gorącą, ale także zjeść tam posiłek, od ok. lat 20 i 30-tych II wieku można tam było również zjeść coś, co przypominało dzisiejsze lody - ponoć przepis na ich produkcję przyszedł do Rzymu z Chin). Były też oczywiście ogromne centra handlowe ulokowane w budynkach, znajdujących się bezpośrednio przy forach. Oczywiście Rzymianie nie znali szkła, więc nie mieli w oknach szyb, ale pomimo tego mnóstwo było przykładów nowoczesności w ich codziennym życiu, szczególnie jeśli właśnie chodzi o samą stolicę (Rzym bowiem z czasów świetności Cesarstwa, a Rzym późniejszy z okresu V a nawet X czy choćby XV wieku, to zupełnie inne miasta. Powiem więcej, Rzymianin z II wieku gdyby przeniósł się do czasów Rzymu Borgiów, byłby wybitnie zniesmaczony stanem sanitarnym miasta (gdzie wszelkie nieczystości wylewano bezpośrednio na ulicę, a higiena mieszkańców mimo wszystko pozostawiała wiele do życzenia - piszę "mimo wszystko", ponieważ w okresie średniowiecza ta higiena i tak była znacznie lepsza niż w XVII czy XVIII wieku). Rzym I i II wieku był prawdziwą stolicą świata, Rzym zaś papieski był miejscem brudnym i bardzo niebezpiecznym. Widać więc wyraźnie że nastąpił zdecydowany regres w rozwoju nie tylko miasta ale i całych ówczesnych społeczeństw, które wraz z nastaniem średniowiecza zaczęły się cofać w rozwoju zarówno politycznym i kulturowym jak i społecznym - a z nastaniem epoki Odrodzenia (czyli powrotu do antyku), paradoksalnie ten etap zapóźnienia... jeszcze przyspieszył.
Etap narodzin, powstania Monarchii a także pierwszych stuleci Republiki, to czasy bardzo prymitywnego Rzymu, który w większości wciąż był jeszcze miastem drewnianym (nie licząc kilku murowanych świątyń i oczywiście wzgórza kapitolińskiego). Pierwszy kamienny most w Rzymie powstał dopiero w roku 166 p.n.e., (po tym jak rzymska delegacja powróciła z Chin - a była to pierwsza w historii wizyta Rzymian w Państwie Środka i panującej tam wówczas dynastii Han). Było to więc trzydzieści sześć lat po zwycięstwie pod Zamą i pokonaniu tam Hannibala, siedemnaście lat po jego śmierci i na dwadzieścia lat przed zdobyciem samej Kartaginy. Rzym rozwijał rozwijał się więc bardzo powoli i jeszcze w czasach Cezara w większości przypominał dużą wieś niż miasto (szczególnie miasto typu hellenistycznego). Sama Kleopatra przebywając tam w latach 45-44 p.n.e. nie mogła znaleźć dla siebie miejsca i źle się czuła w mieście, w którym do domu z ulicy wchodziły kury lub świnie, a widok psów obgryzających ludzkie dłonie wcale nie należał do rzadkości (oczywiście jej to nie groziło, ona mieszkała w przygotowanej dla niej willi Cezara, ale sam taki widok był dla niej niemiły i wyrabiał w niej przekonanie że Rzymianie rzeczywiście wciąż są barbarzyńcami (bowiem nie tylko w samej Aleksandrii - która wówczas realnie pretendowała do roli stolicy świata, ale i w Atenach, w Antiochii, w Babilonie, w Seleucji, w Koryncie i w wielu innych miastach greckiego Wschodu, coś takiego było już nie do pomyślenia).
Taki wjazd Kleopatry do Rzymu powstał tylko w wyobraźni reżysera i nigdy się nie wydarzył - nie było to możliwe przede wszystkim z przyczyn technicznych (nie mówiąc już o aspekcie politycznym, byłaby to bowiem demonstracja podległości Rzymu wobec królowej Egiptu)
Znaczna rozbudowa i modernizacja Rzymu nastąpiła więc dopiero w czasach Oktawiana Augusta i jego następców. To za Augusta wzniesiono na Forum Romanum pierwszy zegar który odmierzał czas (oczywiście był to zegar słoneczny), rozbudowano akwedukty i wzniesiono wiele nowych budynków użyteczności publicznej. To również za Augusta na forum wzniesiono pierwszą mapę miasta. Od tej chwili praktycznie aż do końca IV wieku Rzym rozwijał się dynamicznie (czego np. nie można było powiedzieć o reszcie miast oraz prowincji w III i IV wieku, często atakowanych i łupionych przez barbarzyńskie plemiona z Północy). V zaś wiek przyniósł całkowity upadek miasta (dwukrotnie przecież Rzym był zdobyty, najpierw w 410 r. przez plemię Wizygotów Alaryka, a po raz drugi w 455 r. przez Wandalów Gejzeryka - od których to nazwy wzięła się nazwa łupieżców i niszczycieli, gdyż rabowali dosłownie wszystko, zrywając nawet dachówki ze świątyń i domostw).
Między zaś oficjalnym założeniem Rzymu (splecionym z siedmiu osad leżących na wzgórzach Kapitol, Palatyn, Awentyn, Celius, Eskwilin, Wiminał i Kwirynał) a pierwszym zdobyciem tego miasta przez Wizygotów, upłynęło ponad jedenaście i pół wieku. Jest to więc dłuższy okres niż liczy sobie historia Polski liczona od 966 r. czyli od przyjęcia chrztu przez Mieszka I. I właśnie o tym pierwotnym okresie dziejów Rzymu, tym najbardziej barbarzyńskim i zasypanym przez piaski historii pragnę opowiedzieć w tej serii.
Na Forum Romanum, wśród okazałych gmachów publicznych, świątyń i bazylik, stała mała drewniana chatka budząc zdziwienie i kpiny przybywających do tej stolicy wielkiego Imperium ludzi. Na pytanie co robi ten drewniany, kryty słomą budynek (przypominający bardziej lepiankę) w tym właśnie miejscu, mieszkańcy Rzymu odpowiadali: "To pałac Romulusa, pierwszy budynek wzniesiony w Rzymie".
NAJWAŻNIEJSZE I (NIEKIEDY) NAJBRUTALNIEJSZE PRZYPADKI GWAŁTÓW W HISTORII
145 r. p.n.e.
GWAŁT NA WESELU
Cz. XX
BÓG Z ODLEGŁEJ KRAINY
Cz. XX
TEBAŃSKA REWOLUCJA
Cz. VII
Aby zobrazować jaka idea zawładnęła Atenami po 403/401 r. p.n.e. i jacy politycy nadawali jej ton, muszę jeszcze powrócić do opisu życia Sokratesa, gdyż właśnie na jego przykładzie widać będzie dokładnie proces formowania się demokratycznej paranoi, jaka wówczas zawładnęła Ateńczykami, którzy szybko przeszli z jednej (oligarchicznej) skrajności, do drugiej (czyli ubóstwienia demokracji).
Po śmierci tyrana Gelona (478 r. p.n.e.), jego brat i następca Hieron wyprawił mu wspaniały pogrzeb w Syrakuzach i to wbrew ostatniej woli samego Gelona, który prosił brata aby ten pochował go skromnie, tak, jak nakazywało prawo, które wcześniej sam wprowadził. Hieron jednak miał inne plany, doskonale bowiem zdawał sobie sprawę że to, iż Dejnomenidzi ogłosili się królami i panami Syrakus czy Geli, nie ma tak naprawdę większego znaczenia. Owszem lud mógł ich ogłosić swymi władcami, mógł im przyznać wiele przywilejów i tytułów ale to nie zmieniało faktu, że synowie Dejnomensa (czyli Gelon i Hieron, a także Polyzelos i Trazybulos), byli po prostu uzurpatorami, którzy władzę swoją zdobyli podstępem i siłą. Dlatego też uroczysty pogrzeb Gelona miał mieszkańcom Syrakuz uświadomić, że Dejnomenidzi to szlachetny ród władców. Dlatego też Hieron ufundował bratu bogaty grobowiec (na który zrzucili się również mieszkańcy Syrakuz) i nadał mu tytuł herosa (za zwycięstwo odniesione w bitwie z Kartagińczykami pod Himerą z 480 r. p.n.e.). Na początku swoich rządów musiał też Hieron rozwiązać kilka niezwykle istotnych spraw, związanych z rozdzieleniem obowiązków wśród pozostałych braci, oraz uporządkowaniem kwestii spadkowej. Na władcę Geli (w której sam dotąd władał) wyznaczył Hieron swego młodszego brata - Polyzelosa - którego nie znosił i którego chciał jak najszybciej pozbyć się z Syrakuz. Sam ogłosił się opiekunem małoletniego synka Gelona (o nieznanym imieniu) zaś jego matkę a żonę swego zmarłego brata - Demarete, wydał za Polyzelosa i odesłał do Geli. Polyzelos przystał na to małżeństwo, choć wielokrotnie dawał też bratu do zrozumienia, że czuje się lepszym od niego (chełpił się na przykład że jest najlepszy w powożeniu rydwanem) i to właśnie tak bardzo irytowało Hierona, szczególnie że tamten miał rację (w czasie Igrzysk Olimpijskich w 478 r. p.n.e Polyzelos odniósł zwycięstwo w wyścigach rydwanów i wówczas to ufundował w świątyni Apollina w Delfach rzeźbę woźnicy (zapewne wraz z końmi ale te się nie zachowały), która przetrwała do naszych czasów, z napisem "Polyzelos - pan Geli" (po kilku latach inskrypcja ta została usunięta i zastąpiona inną).
Bez wątpienia Polyzelos działał Hieronowi na nerwy, dlatego też gdy tylko nadarzyła się okazja postanowił w ogóle pozbyć się go z Sycylii. A taką okazją było pojawienie się w Syrakuzach posłów z italskiego miasta Kroton (477 r p.n.e.), leżącego nad Zatoką Tarencką, którzy przybyli tam, aby prosić Hierona o pomoc przy odbudowie miasta Sybaris (tego samego miasta, które Krotonidzi zniszczyli trzydzieści trzy lata wcześniej - o czym już kilkukrotnie wcześniej wspominałem). Hieron polecił więc Polyzelosowi, aby ten udał się do Krotonu na czele najemników i wziął udział w odbudowie Sybaris. I tutaj pojawiają się rozbieżne relacje co do tego jak postąpił Polyzelos. Według bowiem według Timajosa, Polyzelos udał się do Sybaris, wziął udział w odbudowie miasta a następnie - obawiając się że brat zechce pozbawić go życia - zbiegł do Akragas i władającego tym polis starego tyrana Therona (któremu notabene obiecał rękę swej nowo narodzonej z małżeństwa z Demarete córki). Druga zaś wersja (Diodora) mówi zaś, że Polyzelos w ogóle odmówił wyjazdu do Sybaris i wówczas uciekł do Akragaz - nie wiadomo która wersja jest prawdziwa, ale nie zmienia to faktu, że Polyzelos zbiegł to Therona, a to oznaczało że między Syrakuzami a Akragas (dotychczasowymi sojusznikami i beneficjentami zwycięstwa pod Himerą) mogła teraz wybuchnąć wojna. I rzeczywiście obie strony zaczęły szykować się do wojny, aż wreszcie w drugiej połowie 477 r. p.n.e. Theron zebrał swe wojsko i ruszył na Syrakuzy. Do walki jednak nie doszło gdyż zapobiegł jej poeta Simonides, nawołując obie strony do opamiętania i pogodzenia się. Dzięki jego mediacji trzej mężowie - Hieron, Theron i Polyzelos spotkali się i zawarli pokój. Hieron pozwolił Polyzelosowi wrócić do Geli i oddał cały zachód Sycylii pod władzę Therona, samemu zaś biorąc sobie cały wschód i południe.
Rok 476 p.n.e. bogaty był w wydarzenia i tak Theron zaczął umacniać swoje wpływy na zachodzie i uderzył na Kartagińczyków z Motye i wspierających ich Elymów z Segesty. W bitwie pod Motye pokonał Kartagińczyków oraz ich sprzymierzeńców i zmusił te dwa miasta do uznania jego dominacji. Bitwa ta była jednak raczej tylko "wypadkiem przy pracy" niż konsekwentną polityką pro-wojenną i nie pociągnęła za sobą większego konfliktu między Grekami i Kartagińczykami gdyż obie strony do takiego konfliktu nie dążyły. Kartagińczyków jednak niepokoił wzrost pozycji Therona na Sycylii, a szczególnie dążenie do uzależnienia od niego ich zachodnich emporiów, mimo to pozostawali bierni. Natomiast Hieron starał się utrzymać swoją strefę wpływów poprzez dyplomację i pośrednictwo. Otóż bowiem w owym 476 r. p.n.e tyran Anaksilas z Messany (główny autor dawnego przymierza północnego, obecnie zaś sojusznik Hierona) postanowił podporządkować sobie miasto Lokroy Epizefrygijskie leżące w południowej Italii. Hieron wówczas namówił Anaksilasa do poniechania tego kroku i poprzestania na kontrolowaniu samego miasta Rhegion, a co za tym idzie całej Cieśniny Messeńskiej. Sam zaś Hieron dążył do etnicznej zmiany we wschodniej Sycylii i nakazał jońskim mieszkańcom Naksos oraz Katany opuścić swoje miasta i przenieść się do Leontinoi i tam zamieszkać na stałe wraz z ludnością miejscową. Następnie sprowadził do Katany i Naksos 1000 kolonistów z miast doryckich, 5000 najemników z Peloponezu i 5000 kolonistów z Syrakuz. Przy tej okazji zmienił nazwę miasta Naksos na Etna, jako że w okolicy tego miasta znajdował się wulkan pod tą właśnie nazwą. Hieron szykował bowiem Naksos i Katanę jako dziedzictwo dla swego syna - Dejnomenesa, który był jeszcze zbyt młody aby objąć tam władzę.
Nie można było jednak tego powiedzieć o Thrasydajosie, synu Therona z Akragas, który władał wówczas zdobytą Himerą i tak bardzo dał we znaki mieszkańcom miasta, że ci poprosili Hierona, aby ten usunął go z rządów nad miastem. Hieron jednak - będąc lojalnym wobec Therona - powiadomił go o planach mieszkańców miasta, a Theron przeprowadził tam czystkę, zabijając najbardziej aktywnych przeciwników polityki jego syna i sprowadzając do jońskiej Himery doryckich kolonistów (476 r. p.n.e.), tym samym spacyfikował sytuację - przynajmniej na razie. Ale spokoju nie było, i konflikty rodziły się jak nie z jednej to z drugiej strony. Na przykład Anakilas ufortyfikował wybrzeże Cieśniny Messeńskiej i zabronił przepływać tam okrętom etruskim, co bardzo szybko doprowadziło do ich konfliktu z Grekami. Powodem takiej decyzji Anaksilasa był napad Etrusków na greckie miasto w środkowej Italii - Kyme, leżące na północny zachód od Neapolis). Kymejczycy poprosili o pomoc Hierona, a ten wysłał im swoją flotę. W tym czasie Etruskowie zawarli sojusz z Kartagińczykami (podobnie jak to było sześćdziesiąt lat wcześniej gdy pod Alalią floty etruska i kartagińska rozbiły grecką i zmusiły Fokejczyków do ucieczki z tego korsykańskiego polis). Tym razem było jednak inaczej, flota Hierona (wsparta posiłkami Anaksilasa) rozbiła połączone floty etruską i kartagińską uwalniając miasto Kyme z oblężenia (474 r. p.n.e.). Część zdobytych wówczas łupów złożono w świątyni Apollina w Delfach. Hieron osadził też syrakuzańskich kolonistów na wyspie Pithekusaj leżącej nieopodal Kyme (Rzymianie zwali ją Enaria), lecz ci wkrótce potem uciekli, przerażeni trzęsieniem ziemi. Warto też dodać, że w tym czasie Rzymianie nie uczestniczyli w tych wielkich zmaganiach pomiędzy Grekami, Kartagińczykami czy Etruskami. Żyli swoim życiem drewnianej pipidówy, która niedawno bo zaledwie 35 lat wcześniej zrzuciła etruską dominację i wprowadziła system rządów republikańskich. W 477 r. p.n.e. Rzymianie (a raczej Fabiusze, gdyż ten ród toczył walkę), ponieśli klęskę w bitwie pod Kremerą na wojnie z etruskimi Wejami (polec miało 306 Fabiuszy, a przeżył tylko Kwintus Fabiusz Vibulanus, który jako chłopiec pozostał w Rzymie. Wydaje się jednak że była to tylko jedna z gałęzi rodu fabiuszy gdyż ród ten w późniejszych wiekach bardzo się rozrósł i jest mało prawdopodobne aby jego protoplastą był tylko Kwintus Vibulanus). W każdym razie zwycięstwo pod Kyme ocaliło wówczas Rzym, gdyż Etruskowie nie mogli wykorzystać swego zwycięstwa spod Kremery i w 474 r. p.n.e. zgodzili się na kompromisowy pokój zawarty na 40 lat.
A tymczasem mijały kolejne lata. W 472 r. p.n.e. zmarł stary już tyran Akragas - Theron (notabene żonaty z kilkuletnią córką Polyzelosa z Geli). Teraz jego syn - Thrasydajos objął po nim władzę i postanowił zerwać stary sojusz z Hieronem. Obie strony zaczęły intensywnie przygotowywać się do wojny, ale pierwszy ruch wykonał Hieron, który wyprzedził atak Thrasydajosa i w 471 r. p.n.e. zaatakował Akragas. Rozbił wojska syna Therona i zajął miasto (po obu stronach poległo ok. 6000 hoplitów). Thrasydajos zbiegł zaś do Megary w Grecji, gdzie został skazany na śmierć. W tym samym mniej więcej czasie zmarł również Aneksilas z Messany (472 lub 471 r. p.n.e.). Pozostawił po sobie dwóch małoletnich synów, powierzając ich opiekę regentowi Mykythosowi, który założył kolonię w Pyksos na zachodnim wybrzeżu Italii. Po zwycięstwie nad Thrasydajosem, Hieron zdobył całkowitą dominację na Sycylii od wschodu po zachód (Akragas i Himerą otrzymały nowe ustroje i jak pisze Diodor z Halikarnasu - prawdopodobnie była to demokracja). Teraz Hieron zapragnął zdobyć również Messanę i Rhegion, a aby ten cel urzeczywistnić, wystąpił w obronie prawa do sprawowania władzy przez synów zmarłego Anaksilasa i przeciwko Mykythosowi, który ponoć dążył do przejęcia pełni władzy. W 470 r. p.n.e. obalił on Mykythosa i skazał na wygnanie, ale nie wszystko poszło po jego myśli, gdyż okazało się że synowie Anaksilasa bardzo przywiązali się do Mykythosa i mało że nie zamierzali odbierać mu regencji, ale wręcz poprosili go aby wrócił i ponownie objął władzę. Ten jednak urażony wygnaniem, odmówił powrotu i resztę życia spędził w Tegei w Grecji otoczony powszechnym szacunkiem i poważaniem. Dzięki temu pełną opiekę nad synami Anaksilasa i kontrolę nad Cieśniną Messeńską przejął Hieron. Sam też umieścił swego syna Dejnomedesa w Naksos/Etnie (470 r. p.n.e.), powierzając nad nim opiekę ojcu Demarete - Chromiosowi. Objęcie władzy w Etnie przez Dejnomedesa miało być wielkim świętem i tak też zostało przedstawione, Hieron nie szczędził pieniędzy aby uświetlić tę uroczystość. Pindar skomponował wówczas swą "I odę pytyjską" a Ajschylos wystawił tragedię "Kobiety z Etny" (niestety zaginiona), a Hieron sprowadzał na dwór swego syna jeszcze wielu innych poetów i twórców jak Simonidesa, Bakchylidesa, Epicharmosa czy Formosa. Wszystko bowiem miało uświetnić dynastię Dejnomenidów i sprawić, aby uznano ten ród za prawdziwie królewski.
Wszystko układało się doprawdy znakomicie, gdyż Hieron w ciągu zaledwie dekady po objęciu władzy w Syrakuzach zdołał realnie podporządkować sobie całą Sycylię a jego wpływy sięgały nawet po miasto Kyme w środkowej Italii. Umieścił swego syna u władzy dwóch miast Etny i Katany, jednocześnie dając do zrozumienia że widzi go jako swego następcę. I rzeczywiście problem następcy był niezwykle istotny, gdyż Hieron już od kilku lat cierpiał na poważne schorzenia które utrudniały mu sprawne poruszanie się. Bóle, na które cierpiał, stawały się z biegiem czasu nie do zniesienia a lekarze załamywali ręce. Ostatecznie 467 r. p.n.e. Hieron po raz ostatni zamknął oczy - przebywając na dworze swego syna w Etnie. Dejnomedes był jednak za młody aby objąć po ojcu następstwo, tak więc władzę przejął teraz najmłodszy z czterech braci Dejnomenidów - Trazybulos (nie wiadomo czy w tym czasie żył jeszcze Polyzelos z Geli, prawdopodobnie nie, bo historycy o nim milczą). O ile wcześniej mieszkańcy miast nad którymi panował Hieron narzekali na szpiegów których wspierał tyran (niestety takie to już jest zjawisko, że większość władców którzy zdobywają władzę i nawet wychodzą ze szlachetnych pobudek, potem wcześniej czy później sami zamieniają się we własne przeciwieństwa, a to wszystko po to, żeby zachować, utrzymać i przekazać dalej swą władzę członkom swej rodziny lub stronnikom, a tak naprawdę to chodzi przecież tylko i wyłącznie o zapewnienie sobie zarówno bogactwa i wygodnego życia, jak i wpływu na innych ludzi - bo władza jest nieprawdopodobnie silnym narkotykiem który uzależnia i trudno mu się przeciwstawić), to teraz pod rządami najmłodszego z Dejnomenidów życie Greków z Sycylii stało się prawdziwym koszmarem.
Nim 12 października 409 r. (według oficjalnej datacji) plemię Wizygotów przekroczyło Pireneje i weszło do rzymskiej Hiszpanii, kraj ten miał już za sobą długą historię i choć nie była ona jednorodna i nie obejmowała całego Półwyspu Iberyjskiego, to mimo to była nie mniej bogata w wydarzenia, co dzieje Italii lub Grecji. Aby jednak za bardzo nie rozwlekać tematu, wspomnę tylko o dwóch głównych kulturach, jakie przed rzymskim podbojem i wizygocką "inwazją" na Hiszpanię (celowo wziąłem ją w cudzysłów, bowiem była ona stopniowa i dość powolna), powstały w tej części Morza Śródziemnego. Pierwszą wielką cywilizacją, jaka pojawiła się w południowej części Półwyspu Iberyjskiego, tuż za Cieśniną Gibraltarską (zwaną przez Rzymian: Słupami Herkulesa, przez Greków: Słupami Heraklesa, a przez Fenicjan i Kartagińczyków: Słupami Melkarta), dokładnie w zachodniej Andaluzji - było Królestwo Tartezjów. Rozkwitło ono ok. 1000 r. p.n.e. (lub nawet nieco wcześniej), gdyż o tym właśnie okresie mówi wzmianka w Biblii, że oto flota króla Salomona pływała do "Tarsis": "Okręty królewskie z okrętami Hirama raz na trzy lata chodziły przez morze do Tarsis, przywożąc stamtąd złoto i srebro, i kość słoniową, i małpy i pawie" (3 Krl. 10, 22), zaś w Księdze Ezechiela jest zapisane: "Tarsis handlował z tobą obfitością wszelkiego rodzaju towarów, płacił za twe towary srebrem, żelazem, cyną i ołowiem" (Ks. Ez. 27, 12). Nie wiadomo jednak dokładnie które miasto było centrum Królestwa Tartezjów (prawdopodobnie znajdowało się ono w rejonie dzisiejszej Huelvy i zapewne nosiło nazwę Tartessos). Kraj był skoncentrowany na handlu wymiennym z Fenicjanami, Kartagińczykami i Grekami, a czasy wielkiej pomyślności królestwa zaczęły się ok. 750 r. p.n.e., gdy tamtejsi rzemieślnicy stali się mistrzami w obróbce żelaza i produkcji broni (miecze i włócznie z Tarsis był niezwykle pożądane w całym ówczesnym śródziemnomorskim świecie, przed erą hellenistyczną i rzymską). W tym też czasie wpływ kulturowy Tartezjów sięgnął w Hiszpanii rzeki Tag, a także objął praktycznie całe wybrzeże Morza Śródziemnego (jeszcze ok. 600 r. p.n.e. grecki poeta - Stesichoros z Sycylii, pisał o ogromnych bogactwach i "srebrnych korzeniach" z Tartessos).
Ok. 600 r. p.n.e. na tron tego królestwa miał wstąpić niejaki - Argantonios, który panował bardzo długo i zmarł dopiero ok. 525 r. p.n.e. Królestwo Tartezjów utrzymywało dobre stosunki handlowe z okolicznymi osadami fenickimi, głównie z założonym ok. 1110 r. p.n.e. Gades (dzisiejszym Kadyksem), a także z grecką Fokają i jej koloniami (o czym wspomina Herodot). Dominująca pozycja Gades w handlu z Tartessos została nadwątlona, gdy w 654/653 r. p.n.e. Kartagińczycy założyli na Ibizie swoją własną kolonię - Ebysos (zwaną przez Greków Eresos, a przez Rzymian Ebusos). Miasto to zaczęło teraz kontrolować szlaki handlowe wiodące do Cieśniny Gibraltarskiej, a tym samym Kartagińczycy odebrali praktycznie w całości dominację nad handlem hiszpańskim z rąk swych fenickich pobratymców. Grecy jednak nie zamierzali tego akceptować i choć było im trudno początkowo zbliżyć się do Słupów Heraklesa z powodu silnej dominacji floty punickiej, to jednak zaczęli zakładać swoje kolonie w zachodniej części Morza Śródziemnego, tak, aby w odpowiednim czasie móc przejąć ten handel z rąk Fenicjan i Kartagińczyków. Według legendy, pierwszym Grekiem który (przez przypadek - bowiem sztorm zepchnął go za Słupy Heraklesa) w 638 r. p.n.e. dotarł do Tartessos, był Kolajos z Samos. Odnalazłszy tamtejsze królestwo i dobrze się obłowiwszy na wymianie handlowej, otworzył tym samym szlak dla innych Hellenów. Tak więc ok. 600 r. p.n.e. w południowej Galii Fokejczycy założyli Massalię (dzisiejszą Marsylię), następnie poszli oni za ciosem i ok. 560 r. p.n.e. na Korsyce powstała Alalia, zaś ok. 550 r. p.n.e. na granicy Galii i Hiszpanii tuż pod Pirenejami założona została kolonia Massalii o nazwie Emporion. W zaś kolejnych latach powstawały podobne osady na hiszpańskim i galijskim wybrzeżu (Nikaja - Nicea, Antipolis, Atenopolis i Olbia - na Sardynii). Oczywiście Kartagińczycy nie zamierzali umożliwić Grekom przejęcia intratnego szlaku handlowego do Tartessos i tym samym wywiązała się między tymi dwoma ludami ostra konkurencja, w której Kartagina (często w sojuszu z Etrurią) zaczęła zwyciężać (zdobycie greckiej Olbii na Sardynii i zasiedlenie jej przez Kartagińczyków, upadek rodyjskiej kolonii - Palmy na Majorce, czy wreszcie klęska Greków w bitwie morskiej pod Alalią w 535 r. p.n.e. i porzucenie przez nich tego miasta). W sto lat po odkryciu przez Greków drogi morskiej do Tartessos, cały handel z tym królestwem znów był całkowicie w rękach kupców z grodu bogini Tanit.
Dzięki intratnemu sojuszowi z Etruskami, Kartagińczycy całkowicie zamknęli Grekom drogę do Hiszpanii, ale niektóre greckie miasta w Italii starały się obejść tę barierę i nawiązywały kontakty handlowe z etruskimi miastami (najczęściej) z Kampanii, które same utrzymywały rozliczne kontakty handlowe z Kartagińczykami. Bez wątpienia najsławniejszymi takimi miastami, były greckie - Sybaris i Syris leżące w Zatoce Tarenckiej. Etruskowie byli zamożnym plemieniem, których ziemie obfitowały w żyzne obszary pełne zboża i trzód, a także w różne rodzaje minerałów (np. kopalnie rudy żelaza na Elbie, czy też cyny, miedzi i żelaza znajdujące się na całym wybrzeżu, od Populonii i Volaterre aż do Tarkwinii i Cere), a przy tym był to lud niezbyt zainteresowany przejęciem handlu hiszpańskiego, przeto realnie nie stanowili oni konkurencji dla Kartaginy, będąc jednocześnie doskonałym partnerem politycznym i ekonomicznym. Grecy z Sybaris i z Syris doskonale o tym wiedzieli i postanowili również partycypować w handlu hiszpańskim za pomocą bogatych miast etruskich w Kapui i Noli. Jednak pomiędzy Grekami również nie było zgody i jedni drugich wzajemnie chcieli wyeliminować, tak, aby mogli stać się jedynymi partnerami wymiany handlowej z Etruskami. W 530 r. p.n.e. zawarty został sojusz miast Zatoki Tarenckiej pod przewodnictwem Sybaris (do którego dołączyły Metapontum i Kroton) wymierzony przeciwko Syris (pragnącym - dzięki układowi z iliryjskim ludem Chaonów - całkowicie zdominować handel w Kampanii). Wybuchła więc wojna w której połączone siły koalicji zwyciężyły Syritów, zdobyły ich miasto i dokonały rzezi ludności (nie oszczędzono nawet błagalników, którzy schronili się przed ołtarzem bogini Ateny), choć istnieją też informacje, że części ludności udało się uciec, lub też została przez zwycięzców wypędzona. Sybaryci triumfowali, kładąc rękę na handlu etruskim, ale ich dobra passa trwała tylko dwadzieścia lat, bowiem ok. 510 r. p.n.e. popadli oni w konflikt z Krotoniatami i miasto ich zostało przez nich zdobyte i złupione. Niektórzy historycy twierdzą, że Sybaryci przegrali z własnej winy, ponieważ doszli już do takiego bogactwa, że przestali dbać o własne bezpieczeństwo i szkolenie wojskowe młodzieży, a stali się zniewieściali z nadmiaru dóbr (w ruinach Sybaris archeologowie odnaleźli w wielu domach rury, którymi doprowadzano do wanien ciepłą i zimną wodę). W każdym razie upadek Sybaris odbił się dużym echem w całym greckim świecie, a ich sława przetrwała do dziś w słowie "Sybaryta" - oznaczającym zamożnego konesera i miłośnika dóbr doczesnych. Zwycięski Kroton pozwolił ocalałej z rzezi ludności Sybaris powrócić do miasta, gdzie jednak wiedli oni "ciężkie życie pod jarzmem Krotonu". Sybaryci zbuntowali się ok. 476/475 r. p.n.e., ale Krotoniaci zdobyli miasto po raz drugi i część ludności wymordowali, a część uprowadzili w niewolę do Krotonu. Trzydzieści lat później Perykles postanowi odrodzić dawne Sybaris, teraz już jako ateńską kleruchię i w 443 r. p.n.e. Ateńczycy nieopodal ruin Sybaris założyli Thurioi.
A tymczasem Królestwo Tartezjów w Hiszpanii zaczęło już powoli chylić się ku upadkowi. Z końcem VI wieku p.n.e. większość fenickich miast na hiszpańskim wybrzeżu podporządkowało się Kartagińczykom (nie doszło jednak do działań zbrojnych, bowiem funkcjonowało to na zasadzie obopólnych korzyści, czyli - ochrona przed Iberami plus handel - a miasta te raczej przyjaźnie odnosiły się do swojej punickiej siostrzycy, nie było zatem żadnego powodu ani sensu aby ujarzmiać je siłą). Miasta te był więc niezależne politycznie i ekonomicznie (co oznacza że nie płaciły Kartaginie żadnych danin), a jedynie utrzymywano kontakty na zasadzie zawieranych, obopólnych umów handlowych, przedłużanych co kilka dekad (pierwsze kartagińskie imperium w Hiszpanii stworzy dopiero Hamilkar "Piorun" Barkas - ojciec Hannibala). Takie umowy Kartagina zawierała również z Etruskami, jednak ok. roku 510 p.n.e. władza Etrusków w środkowej Italii zaczęła się rozpadać. W jednym z latyńskich miast w tym czasie doszło do prawdziwej rewolucji i wypędzenia etruskich władców, co oznaczało powstanie sporej wyrwy pomiędzy Etrurią właściwą, a Kampanią. Rzymianie, bo o nich tu mowa, wówczas obalili swego etruskiego króla - Tarkwiniusza Pysznego i wprowadzili rządy możnych, zwane Republiką (pierwsi konsulowie wybrani zostali w 509 r. p.n.e.). Co prawda ówczesny Rzym bardziej przypominał większą wieś niż klasyczne miasto, to jednak opór "Synów Wilczycy" i niemożność odzyskania tronu przez Etrusków (nieudana interwencja króla Porsenny - władcy Kluzjum z lat 508-506 p.n.e., który co prawda zajął Rzym, ale nie był w stanie się tam utrzymać i musiał zawrócić. To potem zrodziło szereg legend, budujących mitologię państwa, rozłożonego na trzech kontynentach, bowiem każde imperium potrzebuje pięknych i wzniosłych legend swych początków. A opowiadały one o tym, że król Porsenna miał się wycofać spod Rzymu, będąc pod wrażeniem odwagi i wytrwałości obywateli miasta - jak choćby niejakiego Gajusza Mucjusza, który ponoć włożył swą dłoń do ognia, aby udowodnić królowi, że Rzymianie będą z nim walczyć aż do końca; oraz Klelii - co to miała przepłynąć Tyber, zmylić etruskie straże i zwieść króla) spowodowała, że Kartagina pragnęła na nowo ułożyć sobie stosunki z miastem, które wypadło spod rządów Etrusków.
Ok. 507 r. p.n.e. zawarty został więc pierwszy traktat Rzymu i Kartaginy, który jasno precyzował "strefy wpływów" owych miast. I tak, Rzym miał dominować w Lacjum, zaś Kartagina przejmowała cały handel italski (Rzymianie mogli handlować w kartagińskich posiadłościach na Sardynii czy w Libii tylko za pośrednictwem wynajętego punickiego pisarza, który otrzymywał część zysków z rzymskich transakcji. Jedynie na Sycylii mogli Rzymianie handlować do woli, ale brało się to z faktu, iż w sycylijskich posiadłościach Kartaginy nie było urzędników z miasta bogini Tanit). Ogólnie traktat był bardzo niekorzystny dla Rzymian (Kartagińczycy zastrzegali sobie na przykład prawo dokonywania pirackich rajdów na wybrzeża Lacjum, na co Rzymianie jedynie apelowali, aby - skoro już muszą dokonywać takich najazdów - by przynajmniej się tam nie osiedlali. I to było wszystko na co byli wówczas w stanie się zdobyć. Poza tym nie wolno im było wypływać "długimi okrętami" [zapewne chodzi o okręty wojenne, których Rzymianie wówczas i tak nie posiadali] poza "Piękny Przylądek" [Przylądek Farina], a jeśli już zniosłyby ich tam wiatry lub nieprzyjacielski pościg, wówczas mogli pozostać jedynie pięć dni - potrzebne na naprawienie okrętu, bez czynienia jakiejkolwiek szkody dla tamtejszych mieszkańców. Dzięki temu zakazowi, Kartagińczycy zamykali Rzymianom - i zapewne również i innym ludom z którymi zawierali podobne układy - na dotarcie do niezwykle żyznej emporii Małej Syrty, czyli całego wybrzeża dzisiejszej Tunezji - choć wydaje się, że chodzi tutaj o "dotarcie zbrojne", bowiem okręty handlowe, szczególnie zaś z miast fenickich i etruskich, nie miały większych przeszkód w dotarciu do Małej Syrty). Układ zawarty z Rzymem był bodajże jedynym, o którym oficjalnie wiadomo że został zawarty, gdyż przechowywano go w Świątyni Jowisza na Kapitolu, a 264 r. p.n.e. posłużył Rzymowi za pretekst do wszczęcia z Kartaginą Pierwszej Wojny Punickiej.
Królestwo Tartezjów w Hiszpanii przestało istnieć ok. 450 r. p.n.e., (choć zapewne rozkład nastąpił jakieś pięć dekad wcześniej) gdy w tym właśnie czasie król Kartaginy - Hannon "Żeglarz" wyprawił się w swą sławną podróż za Słupy Melkarta i opłynął znaczną część wybrzeża Zachodniej Afryki, zakładając przy tym wiele nowych, punickich kolonii, takich jak: Thymiaterion (dziś Mehdiya), Karikon Teichos, Gytte, Akra, Melitta czy Arambys. W czasie tej podróży Hannon, wraz ze swymi ludźmi (których ponoć było 30 000 na 60 korabiach - co wydaje się mało możliwe by tyle osób tam się pomieściło), ujrzeli "plującą ogniem górę", którą nazwali "Siedzibą Bogów" (zapewne był to jeden z wulkanów w Kamerunie), spotkali wrogo nastawione małpy (prawdopodobnie goryle) - które wzięli za prymitywnych ludzi i dziwili się że ich "kobiety pokryte są włosami" (zabili kilka tych samic po czym zdarli z nich skóry). Była to bodajże najdalsza wyprawa, jakiej kiedykolwiek dopuścili się żeglarze z Kartaginy (niejaki Himilkon Magonida opłynął w tym samym mniej więcej czasie również wybrzeża Galii i Hiszpanii). A tymczasem po upadku Królestwa Tartezjów lokalne plemiona celty-beryjskie i iberyjskie nie były w stanie się zjednoczyć, a pierwsze poważniejsze państwo hiszpańskie, stworzył dopiero przedstawiciel kartagińskiego rodu Barkidów - Hamilkar "Piorun" Barkas (było to realnie jego prywatne królestwo, podległe Kartaginie tylko formalnie), ale o tym już w kolejnej części.
Septymiusz Sewer zorganizował Ludi Saeculares (Igrzyska Wieku) w roku 204, czyli dokładnie w 220 lat po pierwszych i najsławniejszych tego typu igrzyskach, które uroczyście inaugurował cesarz Oktawian August w 17 r. p.n.e. (o tym, dlaczego Rzymianie liczyli jeden wiek nie jako 100 kolejno mijających po sobie lat, a jako 110-letnie okresy czasu - wyjaśniłem już w poprzedniej części, teraz wspomnę jedynie, że było to związane z przyjętymi i zaakceptowanymi obliczeniami Eratostenesa dotyczącymi upadku Troi, które to wydarzenie zostało przez niego zdefiniowane na 1183 r. p.n.e. i od tej daty pierwotnie liczono tysiąclecie upadku Rzymu - czyli dziesięć wieków przepowiedziane przez wieszczkę Sybillę - na 183 r. p.n.e. Gdy ta data okazała się nieprawdziwa i nie doszło wówczas do upadku Rzymu, przyjęto - częściowo z Etrurii a częściowo z Egiptu - zasadę 110-letnich "wieków naturalnych" i od nich to właśnie zaczęto teraz obliczać owe dziesięć wieków istnienia Imperium Rzymskiego). Rok upadku Troi wyznaczony przez Eratostenesa, przez długi czas był jedynym wyznacznikiem z którego można było czerpać chronologie pod przyszłe wydarzenia, jako że data założenia Rzymu - 753 r. p.n.e. - została skorygowana dopiero przez Marka Terencjusza Warrona (żył w latach 116 - 27 p.n.e.), a wcześniej była płynna. Jednak licząc dziesięć wieków po 110 lat od upadku Troi, wychodzi nam rok 83 p.n.e. który to miał być ostatnim w dziejach Rzymu. Co prawda doszło wówczas do wznowienia wojny domowej między stronnictwami optymatów i popularów, zakończonej zwycięstwem tych pierwszych i dyktaturą Lucjusza Korneliusza Sulli - to jednak upadek państwa rzymskiego wówczas nie nastąpił. I znów pojawiły się problemy z chronologią, więc zaczęto to sobie tłumaczyć cudem, którego sprawcą był ów Sulla Felix (Sulla Szczęśliwy - wybraniec bogów) jako duchowy mąż Sybilli. To on doprowadził do odroczenia o dziesięć lat zapowiadanej przez wieszczkę zagłady. Gdy jednak w roku 73 p.n.e. (w którym to wybuchło Powstanie Spartakusa) Rzym również nie upadł, datę przesunięto o kolejne dziesięć lat, biorąc teraz za wyjaśnienie przypowieść o "trzech ciosach", poprzedzanych dziesięcioletnimi przerwami. Jednak w roku 63 p.n.e. (zawiązany został wówczas spisek Lucjusza Sergiusza Katyliny, który ponoć zagrażał Republice - a przynajmniej Cyceron tak właśnie to prezentował), Rzym także nie został zniszczony i nie nastąpił zapowiadany koniec świata (choć należy przyznać że w wymienionych latach działy się rzeczy niezwykle istotne dla Imperium, a nawet takie, które zdecydowanie zagrażały jego stabilizacji, choć z pewnością nie mogły doprowadzić do jego upadku).
Co więc czynić, gdy przepowiednie Sybilli - narodowej wieszczki Rzymu, która przecież nie mogła się mylić - nie sprawdzały się. Wówczas to Publiusz Wergiliusz wystąpił z nową datą, określaną na 39 r. p.n.e. a wybrał ją, kierując się poprzednimi Igrzyskami Wiekowymi, urządzonymi w 149 r. p.n.e. i licząc 110-letni wiek, wyszło mu że koniec zapowiadanych przez Sybillę dziesięciu wiekach Rzymu, nastąpi w owym 39 p.n.e., który to rok będzie jednocześnie rokiem odrodzenia i wejścia w nowy, złoty wiek ludzkości (przypowieść o czterech wiekach - od najświetniejszego wieku ludzkości do najbardziej haniebnego - reset - i wszystko od początku), który nastanie po okrutnym "wieku żelaza". W tym jednak okresie również nie doszło do żadnej rewolucyjnej zmiany, jednak zarówno Wergiliusz, jak i inni mistyczni poeci rzymskich dziejów, doczekali czasów rządów Oktawiana Augusta i nastania epoki pokoju - która to potem będzie uznawana właśnie za odrodzenie owego złotego wieku ludzkości. Dlatego też można było założyć że choć chronologia kompletnie nie trzymała się kupy, to jednak co do zasady przepowiednie Sybilli okazały się trafne. Ale dlaczego August ogłosił swoje Igrzyska Wieku na rok 17 p.n.e.? Data ta przecież nie trzyma się już żadnej chronologii, a to właśnie na niej wzorował się Septymiusz Sewer. I żeby znów odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się do samych początków Ludi Saeculares i spróbować (w jak najprzystępniejszy sposób) wyjaśnić to zagadnienie. Pierwszą datą, kiedy odprawiono Igrzyska Wieku, jest rok 449 p.n.e.. czyli pierwsze dekady istnienia Republiki - czas życia owego sławnego Cyncynata i rok pierwszych spisanych praw w rzymskich dziejach (Prawo Dwunastu Tablic). Ponoć pierwsze tego typu igrzyska były wzorowane na doświadczeniach etruskich (etruska legenda o "wypełnieniu się czasu", zwana również "Legendą Wieków"). Tam również istniała wieszczka o imieniu Wegona, która przybyła do Italii z Lidii w Azji Mniejszej (zapewne z Troady), tuż w ślad za Tagesem (dziecięciem siwowłosym - będącym symbolem upadku ludzkości wieku żelaza i jednocześnie zwiastunem odrodzenia nowego wieku złotego). Przepowiadała ona trwanie "ośmiu pokoleń" (osiem wieków naturalnych - liczonych w najdłuższych granicach ludzkiego żywota, obliczanych na sto lat) po których nastąpi "koniec imienia etruskiego". Przepowiednie Wegony miał spisać niejaki Arruns Weltumnus (z którego potem ponoć czerpał Warron), a według nich, najwyższy bóg burz i piorunów - Tinja (rzymski Jowisz), wybrał sobie ziemię etruską jako swoją własność i wyznaczył do zarządzania tą ziemią "osiem pokoleń". Wiek ósmy, będzie wiekiem chciwości, gwałtu oraz zbrodni i będzie "prawie ostatnim" (prawdopodobnie to ostatnie zdanie powstało już w czasach rzymskich, jako że przecież zgodnie z przepowiednią Sybilli wszystkich wieków od upadku Troi po kres istnienia Rzymu, miało być dziesięć). Miejscem kultu Wegony było etruskie miasto Voltumna w południowej Etrurii (skąd zapewne jej kult przybył do Rzymu) i dlatego zwana była przez Rzymian: "Sybillą etruską".
Tak więc (jeśli w ogóle do nich doszło) pierwsze rzymskie Igrzyska Wieku, zostały zorganizowane w 449 r. p.n.e. Kolejne miały miejsce w sto lat później, ale też nie ma żadnej pewności że rzeczywiście do nich doszło. Pierwsze źródłowo poświadczone Ludi Saeculares, odbyły się dopiero w 249 r. p.n.e. za konsulatu Publiusza Klaudiusza Pulchra i Lucjusza Juniusza Pulla, zostały zorganizowane i przewidziane na 500 rocznicę założenia Rzymu (data założenia miasta wówczas jeszcze była datą płynną). Iż były to pierwsze tego typu igrzyska w Rzymie, świadczy fakt, że dla ich organizacji specjalnie zaproszono z Tarentu wykształconego Greka, który pokazałby Rzymianom jak odprawiać te igrzyska na wzór igrzysk urządzanych w Tarencie i który "modliłby się do bogów według obrzędu cudzoziemskiego, lecz z duszą obywatelską". Tym zaproszonym wówczas do Rzymu Tarentyjczykiem był niejaki Andronikos (który potem otrzymał obywatelstwo, przyjął nowe imię: Marek Liwiusz Andronikus i stał się prekursorem rzymskiej poezji). To właśnie Andronikus miał wyrobić wśród Rzymian przekonanie, że Ludi Saeculares są kontynuacją starorzymskiego obrzędu inauguracji nowego wieku, a nie wprowadzeniem nieznanej wcześniej formy owych uroczystości. Mając już jednak tę tradycję, w sto lat później zorganizowali Rzymianie kolejne (oficjalnie już drugie) Igrzyska Wieku, a miało to miejsce w roku wybuchu trzeciej i ostatniej Wojny Punickiej z Kartaginą, będącej ostatecznym przypieczętowaniem losu tej krainy i zamieszkującej ją ludności. Następne igrzyska przypadały już zgodnie (z przyjętą w latach 80-tych I wieku p.n.e.) zasadą 110-letnich wieków, czyli termin kolejnych uroczystości wiekowych wypadał na 39 r. p.n.e. (ten właśnie rok uznał Wergiliusz za datę graniczną pomiędzy mijającymi dziesięcioma wiekami "żelaza" i zaczynającą się epoką odrodzenia ludzkości złotego wieku). W tym jednak czasie do żadnych igrzysk nie doszło, a było to oczywiście spowodowane wciąż nie rozstrzygniętą sytuacją polityczną (Imperium było wówczas mocno rozbite na poszczególne dzielnice i tak: Gajusz Cezar Oktawian był na Zachodzie, Marek Antoniusz na Wschodzie, Marek Emiliusz Lepidus w Afryce i Sekstus Pompejusz na Sycylii), do tego trwały zamieszki w Rzymie (odcięcie Italii od dostaw zboża z Egiptu i Afryki przez piracką flotę Pompejusza) i wiele innych niedogodności, związanych z wciąż trwającą wojną domową. Dopiero po zwycięstwie nad Antoniuszem i Kleopatrą, zakończeniu stanu wojny (11 stycznia 29 r. p.n.e. z polecenia Oktawiana zamknięto bramy świątyni boga Janusa, będące symbolem nastania czasów pokoju) i przyznaniu przez senat (na wniosek Munacjusza Plankusa) 16 stycznia 27 r. p.n.e. zwycięskiemu Oktawianowi tytułu Augusta i władzy imperialnej na lat dziesięć (w 23 r. p.n.e. August otrzymał dożywotnią władzę trybuna ludowego - stając się reprezentantem ludu rzymskiego - innymi słowy stawał się nietykalnym dożywotnim władcą z wszystkimi prerogatywami monarchy, jedynie bez monarchistycznych oznak i tytułów. Ale to przecież nie był problem, tym bardziej że trybunem ludowym August - jako patrycjusz - też być nie mógł, awładzę trybuńską posiadał), zaś rok ten uznawany jest powszechnie za koniec Republiki i początek Cesarstwa (choć sam Oktawian chwalił się że tego właśnie roku zdołał przywrócić dawny ustrój Republiki, co oczywiście było jedynie propagandową formą wytłumaczenia powstania nowego ustroju, który w oczach Rzymian miał być po prostu kontynuacją "ustroju przodków").
RZECZYWIŚCIE OKTAWIAN JAKO PRZYBRANY SYN CEZARA, UZNAŁ BRUTUSA I KASJUSZA ZA WROGÓW LUDU I ZDRAJCÓW Z KTÓRYMI NALEŻAŁO WALCZYĆ (W LATACH 44-31 p.n.e. ZGINĘLI WSZYSCY MORDERCY JULIUSZA CEZARA). JEDNAK GDY JUŻ UTWIERDZIŁ SWĄ WŁADZĘ, NIE TYLKO PRZEBACZAŁ POZOSTAŁYM JESZCZE PRZY ŻYCIU ZWOLENNIKOM BRUTUSA I KASJUSZA, ALE NAWET WYZNACZYŁ LUCJUSZA SESTIUSZA KWIRYNA (SERDECZNEGO PRZYJACIELA BRUTUSA) KONSULEM ROKU 23 p.n.e. DAJĄC TYM SAMYM DOWÓD ŻE NIE ZAMIERZA SIĘ MŚCIĆ ZA PRZESZŁOŚĆ, A CHCE WRAZ Z INNYMI POLITYKAMI BUDOWAĆ NOWĄ PRZYSZŁOŚĆ RZYMU
Od tej chwili zaczął August rozmyślać nad zorganizowaniem i dokończeniem Igrzysk Wiekowych, które ze względów wojennych nie doszły do skutku w wyznaczonym czasie. Nie było to jednak możliwe od razu, ze względu na obowiązki ciążące nad nowym "Imperatorem" (August jeszcze w owym 27 r. p.n.e. wyjechał do Hiszpanii na wojnę z plemionami pirenejskich górali - Asturów i Kantabrów, z którymi toczył walki przez dwa kolejne lata, a potem w Alpach Zachodnich - 25 r. p.n.e. - gdzie zmagał się z ludem celtyckich Salasów i powrócił do Rzymu dopiero w 24 r. p.n.e.) Dlatego też August wyznaczył nową datę odrodzenia Rzymu, czyli igrzyska Ludi Saeculares na rok 23 p.n.e. A miał ku temu powód podwójny. Po pierwsze w tymże roku otrzymał dożywotnią władzę trybuna ludowego i zagwarantowaną oficjalnie nietykalność osobistą. A po drugie, tego właśnie roku swój pierwszy urząd publiczny - edylat (edylowie zajmowali się pilnowaniem porządku w mieście, zarządzali pracami budowlanymi i sprawowali nadzór nad organizacją igrzysk) pełnił siostrzeniec Augusta - Marek Klaudiusz Marcellus. Ten młodzieniec był uznawany przez Oktawiana za jego następcę i aby tę myśl urzeczywistnić Imperator gotów był uczynić bardzo wiele (poróżniony z Marcellusem, Marek Agryppa - choć należał do najpotężniejszych ludzi tamtego czasu i był przyjacielem Oktawiana z lat młodzieńczych - musiał udać się na luksusowe i krótkie, lecz przymusowe, wygnanie na Lesbos). Marcellus w 25 r. p.n.e. (zaraz po powrocie z Hiszpanii, gdzie towarzyszył wujowi w dowodzeniu walką z Kantabrami, tak jak prawie trzydzieści lat wcześniej młody Oktawian przebywał w obozie swego wuja - Juliusza Cezara, gdy ten toczył walki w Galii) poślubił córkę Augusta - Julię, co właśnie miało być dowodem jego wyniesienia. Oktawian nie był obecny na ślubie (wówczas leczył się z nabytej w Hiszpanii choroby, zażywając kąpieli w gorących źródłach u stóp Pirenejów). Jednak po jego powrocie do Rzymu los również nie sprzyjał organizacji Igrzysk Wiekowych w wybranym wcześniej terminie, gdyż z początkiem 23 r. p.n.e. August ponownie zachorował i to tak poważnie, że wszyscy sądzili że to są już jego ostatnie dni życia. Nie miał jeszcze 40 lat, a już marniał w oczach z każdym dniem i żegnał się z rodziną oraz przyjaciółmi, powierzając co niektórym swoje godności. Najbardziej jednak niezadowolony z tego stanu rzeczy był właśnie Marcellus, który wówczas niczego nie dostał. August od dawna szykował go na swojego następcę, ale w tym okresie był on jeszcze zbyt młody, aby sprawować władzę nad krajem i stąd zapewne nie został przez wuja niczym obdarowany.
A tymczasem, gdy stan zdrowia Oktawiana drastycznie się pogorszył, sprowadzono doń nowego lekarza o imieniu - Antoniusz Muza. On zaproponował zupełnie odmienne od dotychczasowego i dość radykalne leczenie, a mianowicie hydroterapię. August został zanurzony w zimnej wodzie, a spowodowany tym wstrząs termiczny okazał się zbawienny i Imperator szybko wrócił do zdrowia, odzyskując siły (żył jeszcze prawie drugie tyle - czyli 36 kolejnych lat). Zaś Antoniusz Muza stał się bardzo bogatym człowiekiem, uważanym za najlepszego lekarza w całym Imperium. Gdy więc niebezpieczeństwo minęło, rozpoczęto zakrojone na ogromną skalę przygotowania do Igrzysk Wiekowych, które miał (jako edyl) organizować i nadzorować właśnie Marcellus. Dysponując pokaźnym budżetem przeznaczonym na tego typu atrakcje (Rzymianie przede wszystkim żądali od władzy "Chleba i Igrzysk", czyli darmowego przydziału zboża, oraz co jakiś czas urządzanych atrakcji cyrkowych, polegających na walkach gladiatorów, wyścigach rydwanów lub walkach z dzikimi zwierzętami), jako pierwszy w historii, nakazał też rozwiesić wielkie płótna w Cyrku Wielkim dla osłony widzów przed prażącym słońcem w upalne dni, jak również kazał zainstalować podobną wielką płachtę na Forum Romanum. Ale to było wszystko czego zdołał dokonać, gdyż wkrótce potem sam się poważnie rozchorował i w kilka dni potem zmarł w wieku zaledwie 19 lat (Antoniusz Muza, który również leczył Marcellusa hydroterapią, niewiele tu zdziałał, a być może nawet pogorszył stan zdrowia młodzieńca). W rodzinie cesarskiej zapanowała żałoba, choć najbardziej oczywiście rozpaczała matka zmarłego i siostra Augusta - Oktawia, która do końca życia nie mogła już wyjść z traumy po stracie syna i podejrzewała o jego otrucie Liwię - żonę Augusta, która była zazdrosna o faworyzowanie Marcellusa kosztem jej synów z pierwszego małżeństwa (nie ma jednak żadnych dowodów na to, że to właśnie Liwia otruła owego "pięknego, zdolnego i skromnego" młodzieńca, aczkolwiek też nie można tego do końca wykluczyć). Od tej chwili Oktawia stała się najgorszym wrogiem Liwii, którą częstokroć podczas publicznych przyjęć obrażała i wyśmiewała się z jej synów (zresztą Oktawia przez ostatnie jedenaście lat swego życia obrażała wszystkie matki, których synowie żyli).
August też bardzo mocno przeżył śmierć siostrzeńca, a jego ciało rozkazał złożyć w niedawno ukończonym (28 r. p.n.e.) Mauzoleum Juliuszów na Polu Marsowym (Marcellus był pierwszym przedstawicielem tej dynastii który tam spoczął). Horacy, który właśnie w owym 23 r. p.n.e. zakończył pisać swoją "Eneidę", zawarł w niej wiele odniesień do żałoby panującej wówczas w rodzinie cesarskiej i osobistej rozpaczy Oktawii i Augusta (np. taką: "Synu, nie pytaj o straszną potomków twoich żałobę! Losy go tylko pokażą narodom ziemi i dłużej żyć nie pozwolą (...) Obyś, chłopcze nieszczęsny, mógł losy okrutne przełamać! Ty bowiem będziesz Marcellem!" Ze względu na żałobę, odroczono Ludi Saeculares na bliżej nieokreśloną przyszłość. Jednak w 20 r. p.n.e. August odniósł ogromny sukces polityczny, odzyskując w wyniku porozumienia zawartego z władcą Partów - Fraatesem IV, zarówno znaki legionowe, utracone przez Marka Krassusa w bitwie pod Carrhae (53 r. p.n.e.), i zwolnienie wziętych do niewoli żołnierzy rzymskich z wyprawy Marka Antoniusza z 36 r. p.n.e. Był to ogromny sukces, gdyż August zdobył to wszystko nie wyciągając nawet miecza (Senat nakazał uczcić to wydarzenie łukiem triumfalnym wzniesionym na Forum Romanum), dlatego też coraz częściej zaczął rozmyślać nad wznowieniem Igrzysk Wiekowych. W tym celu polecił kapłanom kolegium Pontyfików dokonanie ponownych obliczeń i wyznaczenie nowej, dokładnej daty dla organizacji takich igrzysk. Po skrupulatnym zbadaniu pism etruskich, Pontyfikowie doszli do wniosku, że wyznaczona wcześniej data igrzysk na 23 r. p.n.e. była błędna i po wniesieniu poprawek, wyznaczyli rok 17 p.n.e (nie mam pojęcia w jaki sposób to liczyli). Przystąpiono więc do organizacji wspaniałych uroczystości, jakich "nikt jeszcze nie widział i nigdy nie zobaczy". Z całej Italii, a nawet prowincji ściągały do Rzymu tłumy ciekawskich aby ujrzeć, jakimi to atrakcjami zamierzano się pochwalić. Pierwsze ceremonie otwarcia zaczęły się już 29 maja (Ludi Saeculares miało trwać dokładnie trzy dni i trzy noce) lecz właściwe uroczystości zaczęły się dopiero w nocy z 31 maja na 1 czerwca, tuż przy ołtarzu bóstw podziemnych Plutona i Prozerpiny. W świetle rozpalonych tysięcy pochodni, złożono wówczas ofiary boginiom losu (Mojrom) i odprawiono odpowiednią modlitwę (której tekst zachował się do naszych czasów). A brzmiała ona tak: "Boginie Przeznaczenia! (...) aby lepiej się wiodło Kwirytom (ludowi rzymskiemu), niech stanie się wam ofiara z dziewięciu owiec i dziewięciu kóz. Proszę Was i błagam, abyście: powiększały państwo i potęgę Kwirytów, w wojnie i w pokoju; miały zawsze w swej pieczy imię latyńskie; dały wieczną całość, zwycięstwo i zdrowie Kwirytom; sprzyjały Kwirytom (...) i zachowały w powodzeniu Republikę Kwirytów".
1 czerwca August i Marek Agryppa złożyli każdy po jednym białym byku na ołtarzu Jowisza Największego Najlepszego na Kapitolu. Tego również dnia specjalni urzędnicy (kwindecymwirowie), nakazali wdowom, by te "jeśli zdarzy się słuszny powód do radości powszechnej", przerwały swą żałobę i cieszyły się z igrzysk wraz z całym rzymskim ludem. W nocy z 1 na 2 czerwca cesarz złożył bezkrwawą ofiarę i modlił się do bogiń porodu - Ilityj. Rano zaś Agryppa złożył ofiarę z białej krowy bogini Junonie na Kapitolu, wokół którego klęczały rzymskie matrony. W nocy z 2 na 3 czerwca, Imperator złożył na polu nad Tybrem ofiarę ze świni bogini Gai. Zaś 3 czerwca przed świątynią Apollina na Palatynie, cesarz złożył bezkrwawą ofiarę temu bogu i jego siostrze - Dianie. Następnie 27 chłopców i 27 dziewczynek w białych szatach (oznaczających ich niewinność), których oboje rodzice żyli - odśpiewali specjalnie skomponowaną na tę okazję pieśń. Tak oto zakończyła się oficjalna - ta religijna - część igrzysk, po czym następowała jednodniowa przerwa i zaczynały się - trwające siedem dni - igrzyska cyrkowe (biegi wokół Tybru, walki dzikich zwierząt, przedstawienia teatralne i to zarówno po łacinie jak i po grecku oraz wyścigi rydwanów w Cyrku Wielkim. Ostatnią uroczystością był pochód błaznów, noszących popiersia bogów i sławnych mężów stanu. Tak kończyła się odrodzona uroczystość Igrzysk Wiekowych, które to w następnych dekadach będą również świętowane dowolnie. Kolejne Ludi Saeculares zorganizował cesarz Klaudiusz w 47 r. naszej ery, aby uczcić 800 rocznicę założenia Rzymu. Następne igrzyska tego typu przeprowadził w 88 r. (o 6 lat za wcześnie, idąc chronologią wyznaczoną przez Augusta) cesarz Domicjan. 900 zaś rocznicę założenia Rzymu, świętowano w 147 r. uroczystościami zorganizowanymi przez Antoninusa Piusa, zaś po raz ostatni w rzymskich dziejach, Igrzyska Wiekowe odbyły się w tysiąclecie założenia miasta w 248 r., a organizował je cesarz Marek Filip Arab. Potem zaś, wraz z postępami chrześcijaństwa, tego typu "wiekowe zabawy" zostały zapomniane. Nas jednak obecnie interesują igrzyska, zorganizowane w 204 r. przez Septymiusza Sewera i na nich to (i dalszych losach tego władcy) teraz się skupimy.
1) TOLERANCJA I IDEA WOLNOŚCI POLITYCZNEJ STANOWI FUNDAMENT MOCARSTWOWOŚCI POLSKI W KAŻDYM STULECIU
2) KONFLIKT Z NIEMCAMI (LECHITÓW-SŁOWIAN Z FRANKO-GERMANAMI) STANOWI PODSTAWĘ DZIEJÓW POLITYCZNYCH POLSKI I EUROPY
Jakiś czas temu, podczas publicznej debaty w niemieckiej telewizji, jedna z niemieckich dziennikarek stwierdziła: "Pomimo wysiłków (Niemiec, Unii?) Polacy wciąż nie dorośli do demokracji". Miała ona na myśli zapewne ów "straszny, zamordystyczny reżim PiS-u", który obecnie rządzi Polską i który tak bardzo przeszkadza Niemcom (Unii Europejskiej oraz Rosji) w tworzeniu nowej Mitteleuropy połączonej z jej azjatyckim przyczółkiem, ale jej słowa są symptomatyczne, bowiem wpisują się w wielowiekową arenę konfliktu europejskiego, jakim była bez wątpienia rywalizacja słowiańsko-frankońska (następnie słowiańsko-frankońsko-germańska, bowiem "Germanie", ci, których możemy uznać za przodków dzisiejszych Niemców, wyodrębnili się z członu franko-celtycko-nordyckiego, wchłaniając jednocześnie lokalne żywioły słowiańskie). Skąd bowiem takie słowa się wzięły? Czy ta pani naprawdę nie rozumie jak wielka różnica cywilizacyjna dzieliła ówczesny Zachód Europy (pod dominacją kultury franko-germańskiej), z Europą Środkowo-Wschodnią czyli lechicko-słowiańską? Kto kogo cywilizował? Postaram się na to pytanie odpowiedzieć w pewnych punktach, które ułatwią orientację w temacie (jest to bowiem prawdziwy temat-rzeka i można by o tym rozprawiać godzinami)
I
NARODZINY EUROPEJSKIEGO
DZIEDZICTWA KULTUROWEGO
Cz. I
Europa to wyjątkowy kontynent. Wyjątkowy dlatego, że pomimo swych dość niewielkich rozmiarów, zdołała podporządkować sobie o wiele większe tereny naszego globu i wcale nie mam tutaj na myśli ekspansji militarnej (choć ta bez wątpienia też miała miejsce), a raczej kulturowej i cywilizacyjnej. Był czas, że w najdalszych zakątkach naszej planety, mieszkający tam "tubylcy" pragnęli stać się Europejczykami, ubierali się po europejsku, uczyli się europejskich języków, czytali europejskie książki, słuchali muzyki w wykonaniu europejskich kompozytorów. Europejskość bowiem była wówczas uważana za formę najwyższego cywilizacyjnego rozwoju człowieczeństwa, za jego kwintesencję i przyszłość. A jak to się zaczęło należałoby spytać? Otóż początek tej nieprawdopodobnej ekspansji europejskiej kultury i misji cywilizacyjnej w świecie (którego apogeum nastąpiło na przełomie XIX i XX wieku, do zakończenia II Wojny Światowej), więzło się od niewielkich plemion, rozsianych po całym europejskim kontynencie. Te niewielkie plemiona zaczęły następnie łączyć się w większe federacje i konfederacje (niekiedy na drodze militarnej). Weźmy na przykład Grecję. Tamtejsze niewielkie plemiona, rozsiane po tym górzystym kraju, zaczęły łączyć się ze sobą w pewne federacje, tworząc ustroje, które zaprzeczały dominacji jednostek lub nawet wielkich rodów. Pierwszą wielką federacją w Helladzie była Symmachia Spartańska, powstała na przełomie VII i VI wieku p.n.e. Spartanie, zwani Lacedemończykami (wywodzący się z ludu (D)orów - (G)orów przybyłych z północy Europy) byli prekursorami idei federacyjnej na ziemiach Europy śródziemnomorskiej.
Następnie pojawiła się klasyczna forma demokracji w Atenach (niezwykłość tej formy ustrojowej nie wzięła się stąd, że została zapoczątkowana w Atenach, późniejszej stolicy całej Grecji, ale stąd że bardzo szybko była przyjmowana przez inne greckie polis, co wpłynęło na fakt iż stała się ideą uniwersalną w świecie greckim). Rozwieź Macedonia (choć tak jak Sparta była monarchią), posiadała bardzo silne instytucje hamujące władzę królów, poprzez siłę zbiorowości obywatelskich (w tym przypadku chodzi tutaj o wojsko, złożone z wolnych obywateli. Przykład siły zbiorowości macedońskiej - odmowa marszu na Wschód, gdy Aleksander Wielki pragnął podbić całe Indie i może nawet dojść do Chin, wojsko powiedziało "nie", co zmusiło władcę, który wówczas już był najpotężniejszym w ówczesnym świecie, do wycofania się i powrotu na Zachód). Macedończykom było jednak dobrze pod władzą królewską i nie pragnęli obalać tego ustroju (co pokazuje przykład, gdy Rzymianie po zwycięstwie w III wojnie macedońskiej w 168 r. p.n.e. podzielili kraj na cztery republiki, nie spotkało się to z akceptacją Macedończyków, przyzwyczajonych do swojej monarchii). Zresztą takie ludy jak wymienieni wcześniej Spartanie, Macedończycy, Trakowie, Ilirowie - mają niewątpliwy słowiański korzeń genetyczny, który najmocniej uwidocznił się w ich języku. Język starożytnych Spartan (co ciekawe, których już nie mogli zrozumieć Spartanie klasyczni, o czym świadczy trudna misja "odnowienia etosu spartańskiego" przez Sfajrosa Borystenitę, który na polecenie króla Sparty Kleomenesa III w latach 20-tych III wieku p.n.e. - prawdopodobnie w 227 r. p.n.e lub około tego roku - starał się przetłumaczyć najstarsze doryckie inskrypcje i okazało się że... nie potrafił zrozumieć ponad połowy zapisanego tekstu), był prawie dokładną kalką języka starosłowiańskiego, co można odkryć również w stosunku do ludów takich jak Trakowie czy Macedończycy. Pierwotnie ludy te przybyły z północy Europy, który wówczas był już w dużej mierze terenem osadnictwa słowiańskiego (lub celto-słowiańskiego). Takie bowiem słowa jak: "MILATA" (umiłowana, ukochana), lub "ZAIGER"(ogień), lub "BLAGAI" (błagał), lub też "HΛΤΑ", nie wymagają nawet tłumaczenia na współczesny język polski, a takich słów jest znacznie więcej i to na całym terytorium zamieszkałym zarówno przez Greków jak i Traków czy Macedończyków.
To samo tyczy się zarówno Etrusków i w pewnej mierze również wśród Rzymian w Italii (szczególnie wśród rzymskiej elity, która także wywodziła się od dawnych Etrusków. Zresztą zauważmy jedno, jak bardzo różnią się od siebie starożytni Rzymianie w porównaniu z dzisiejszymi Włochami, którzy raczej do wojaczki to się nie nadają, a raczej do balowania, miłostek i swobodnego stylu życia zakropionego dobrym winem).
"CO TO JEST, WOJSKO CZY BURDEL?"
"BORDELLO, BORDELLO MILITARE"
(...)
PRZED CHWILĄ PADŁ BURDEL, UPROWADZAJĄ DZIEWCZYNKI
CO? (...) PRZEDE WSZYSTKIM WYŁAPAĆ DZIEWCZYNKI, POKAŻEMY WAM JAK WALCZY WŁOSKI ŻOŁNIERZ KIEDY MA O CO"
Prawdopodobnie Etruskowie są plemieniem, które migrowało do Italii po wielkiej bitwie w Dolinie Dołęży z ok. 1250 r. p.n.e. (która była wielkim zwycięstwem Lechitów, o czym świadczy chociażby rozszerzenie zasięgu Kultury Łużyckiej na tereny Łaby, zaś dla części ówczesnych plemion słowiańskich - i zapewne też celtyckich) bitwa ta była prawdziwym armageddonem który wymusił "Wielkie Wędrówki Ludów", znane chociażby pod nazwą inwazji Ludów Morza na Azję Mniejszą, Lewant i Egipt (to właśnie owi słowiańscy przybysze z północnej Europy doprowadzili do upadku Imperium Hetytów i państwa lewantyńskie oraz prawie podbili Egipt). W ten sam sposób zapewne (bo nie ma w tej kwestii 100 % pewności) do Italii wyemigrowali Etruskowie. Pierwotnie Etruskowie (według przekazów autorów łacińskich) zwali swój lud Rasna i tak przetrwali w źródłach antycznych do czasów współczesnych. Problem w tym, że jest to słowo zmienione w taki sposób, aby stało się łatwiej wymowne przez późniejszych Rzymian, mówiących po łacinie. Lud Rasna bowiem, to nic innego jak lud...: "Rożni". A skąd ta pewność że właśnie tak brzmiało jego pierwotne brzmienie? Otóż z przekazów greckich, którzy Etrusków zwali "Tyrsenoi" (Tyr, a raczej Tur, czyli innymi słowy Rożni lub Tyrsenoi to... Ludzie z rogami Turów na głowach). Zresztą nie są to jedyne świadectwa słowiańskiego pochodzenia Etrusków (również nazwy ich miast o tym świadczą).
Wśród Etrusków też dominowały cechy ustroju demokratycznego - federacja 12 miast-państw (zarządzanych przez królów, ale kontrolowanych przez lud). Rzymianie przejęli te koncepcje od Etrusków (i po części od Greków), tworząc swoją republikę, ale należy pamiętać że republika Rzymska była już (mimo wszystko) zupełnie innym tworem politycznym, aniżeli te wcześniejsze. Przede wszystkim była strasznie zmilitaryzowana (a należy pamiętać że nazbyt rozbudowana armia, wcześniej czy później "połknie" formy demokratycznego ustroju), nawet w porównaniu ze Spartą. I pomimo kilku wspólnych aspektów (głównie rodowo-genealogicznych wśród warstwy wyższej i to też dość nielicznej), niewiele miała wspólnego ze Słowiańszczyzną. Rzymianie doprowadzili do likwidacji i wchłonięcia państw etruskich, podbili Grecję, narzucając jej własne rządy, niewiele też wnieśli do koncepcji demokratycznych starożytnych Ateńczyków, raczej oscylując w kierunku republiki oligarchicznej, a potem ponownie zastąpionej jedynowładztwem (mimo istnienia oficjalnych pozorów trwania Republiki, które to pozory przetrwały prawie 300 lat). Rzym podbijał kolejne państwa, tworząc jedno wielkie śródziemnomorskie Imperium, które tylko w formie idei (i to też nie wszystkich) odnosiło się do greckiej przeszłości. Natomiast starożytna forma demokratycznej wspólnoty plemiennej, przetrwała na północy i zachodzie, czyli na terenach Europy zasiedlonych przez Słowian i Celtów. Zarówno bowiem Słowianie, jak i Celtowie zgrupowani byli wokół niewielkich plemion (łączących się ze sobą w większe związki w razie konieczności, ale realnie wewnętrznie niezależnych), którymi rządzili wybieralni wodzowie. Wodzowie ci byli wybierani na zgromadzeniach (wiecach), podczas wspólnych głosowań całej społeczności (oczywiście prócz kobiet, gdyż wówczas uważano że jedynie mężczyźni, jako pełniący rolę obrońców, mają jedyne prawo do decyzji o losach swego miasta lub plemienia. Dlatego też podczas oblężenia Alezji przez Cezara - lipiec-listopad 52 r. p.n.e. - Wercyngetoryks zakazał wydawania racji żywnościowych kobietom, dzieciom i starcom, uznając ich za darmozjadów. Jedynie bowiem mężczyźni, zdolni do noszenia włóczni i miecza mogli jeść i pić - czym skazał ich na powolną śmierć głodową).
Zarówno więc wśród Słowian jak i Celtów nie było żadnych imperialnych ciągotek, oni owszem wygrywali bitwy, pokonywali wielkie armie Rzymu (jak choćby pod Noreją w 113 r. p.n.e., pod Arausio w 105 r. p.n.e., pod Aduatuką w październiku 54 r. p.n.e., pod Gergowią maj-lipiec 52 r. p.n.e., w Lesie Teutoburskim w 9 r. naszej ery, czy podczas późniejszych najazdów z lat 50-tych, 60-tych i 70-tych III wieku, a kończąc na migracji w granice Cesarstwa Rzymskiego w V wieku). ale ich zwycięstwa nie pociągały za sobą planów imperialnych, czyli likwidacji Rzymu jako państwa. Oni mieli tylko lokalne cele, związane z własnym bezpieczeństwem i po zwycięstwach, po prostu wracali do siebie obładowani łupami - tyle. Owa bezsilność Rzymu w pokonaniu demokratycznych plemion Celtów i Słowian, została pięknie ukazana w komiksowej (i filmowej) serii o przygodach Galla Asteriksa, Obeliksa i jego kompanów, mieszkających w niezdobytej przez Rzymian osadzie, ostatnim skrawku nieodległej dawnej celtyckiej, demokratycznej Galii. Taka sama seria została stworzona w przypadku słowiańskich wojowników i dotyczyła przygód Kajka i Kokosza, walczących ze Zbójcerzami (identyfikowanymi jako rycerze niemieccy) w obronie swego grodu. Jednak presja Imperium ciążyła na tych ludach i podczas wojen galijskich legiony rzymskie Cezara wymordowały łącznie (według szacunków Aleksandra Leslie Kliefortha i Roberta Johna Munro - ponad milion ludzi (a dokładnie 1 192 000 mężczyzn, kobiet i dzieci). W taki właśnie sposób Rzym niszczył wolność i niezależność celtyckich plemion, a ostatni obrońcy Galii ginęli albo batożeni na śmierć (jak przywódcy plemienia Eburonów z ich wodzem Akkonem na czele, który ponoć umierał ze słowami - "Za wolną Galię"), albo uśmiercani w inny okrutny sposób (niektórych po prostu oślepiano, obcinano im prawe dłonie, aby nie mogli ponownie chwycić miecza, lub nos, wszystko w celu upokorzenia dumnych Celtów, którzy pod wodzą Wercyngetoryksa zerwali się do bodajże pierwszego w swych dziejach, narodowego powstania przeciwko najeźdźcy).
Rzymianie zniszczyli Celtów i podbili Galię, ponieważ się ich bali, bo ci stanowili ich antytezę. Nie dokonywali wielkich imperialnych podbojów, nie niszczyli innych miast dla chęci aneksji tych terenów, a jedyne wojny jakie prowadzili, związane były z przeludnieniem w celtyckich wioskach. Podbój celtyckiej Galii, czy słowiańskich ziem był dodatkowo o tyle trudny, że nie stanowili oni zbitej i scentralizowanej wspólnoty państwowej. O ile bowiem pokonanie Syrii Seleucydów, Egiptu Ptolemeuszy czy państw małoazjatyckich nie nastręczało Rzymianom większych trudności (wystarczyło bowiem opanować stolicę i centrum kraju i rozbić w bitwie główne siły królewskie), o tyle podbój rozdzielonych na mniejsze plemiona i wewnętrznie od siebie niezależnych plemion, musiał potrwać długie lata i zaangażować wielkie siły zbrojne i ogromne środki finansowe rzymskiej Republiki. To była prawdziwa wojna na wyczerpanie, a Cezar był jednym wielkim ludobójcą. Musiał mordować całe plemiona, wraz z kobietami i dziećmi, bowiem nie mógł zwyciężyć w inny sposób. Jak miał zresztą wygrać w kraju, który podbijał od sześciu lat i mógł się uważać za jego zdobywcę, gdy nagle jedna (i to nie decydująca) klęska pod Gergowią całkowicie wszystko odwróciła o 180 stopni. Nagle okazało się, że Cezar znajduje się ze swymi legionami w środku wrogiego mu kraju, i to pomimo długoletnich walk i ujarzmiania poszczególnych plemion. Galię należało więc po prostu wyciąć w pień. Gdy dziś uczymy się w szkołach o rzymskim podboju Galii, gdy czytamy o rzymskich zwycięstwach, musimy wiedzieć, że odbyły się one kosztem ogromnej daniny krwi, jaką zapłacili za to Celtowie. Gdyby w czasie II Wojny Światowej Niemcy dokończyli swego dzieła eksterminacji fizycznej Żydów i Słowian, to po kilku wiekach zapewne uczono by w szkołach wygładzonej wersji tej historii, skupiając się na niemieckich zwycięstwach militarnych i "niemieckiej misji cywilizacyjnej" na Wschodzie.
Zarówno w świecie Celtów jak i Słowian nie istniały duże społeczności niewolnicze, a ci spośród nielicznych niewolników, byli traktowani jako domownicy i członkowie rodziny. Starożytność lechicko-celtycka praktycznie nie znała niewolnictwa w takiej formie, w jakiej było ono obecne w imperialnym świecie Rzymian. Nawet Grecy nie rozwinęli niewolnictwa do takiego poziomu jak Rzymianie - prekursorzy nowego, imperialnego społeczeństwa antycznego. Słowianie i Celtowie wielokrotnie między sobą migrowali i bardzo silnie na siebie oddziaływali (przykład: Lugia, czyli dzisiejsza dolnośląska Legnica, leżąca nieopodal plemion lechickich, była praktycznie całkowicie zdominowana przez kulturę celtycką, zaś pierwszą historyczną dynastią, jaka zapanowała w plemieniu Franków, to była słowiańska dynastia Merowiusza lub Mojmira, która przeszła do historii pod nazwą dynastii Merowingów). Tak więc dwa światy: celtycki i słowiański wzajemnie na siebie oddziaływały i ze sobą kooperowały, bez wielkich zdobywczych wojen, ani imperialnych planów aneksyjnych. Lugowie z Lugi (Celto-Słowianie), zostali opisani również na kartach powieści Henryka Sienkiewicza pt.: "Quo Vadis", opowiadającym o miłości Rzymianina Marka Winicjusza do branki z plemienia Ligów (Lugów) - Ligii, i ich konwersji na chrześcijaństwo podczas pożaru Rzymu za czasów Nerona (64 r.). Ale istniała jednak pewna różnica, pomiędzy Celtami z Galii a Słowianami/Lechitami z Europy Środkowo-Wschodniej, mianowicie na ziemiach dzisiejszej Polski silne także były wpływy kultur sumeryjskiej i indyjskiej (jeśli chodzi o tę druga, to Słowianie z Europy Środkowo-Wschodniej ponownie zasiedlili Indie, czyli migracja odbywała się z Europy do Indii, a nie na odwrót, jak dotąd sądzono). W 2000 r. p.n.e. ziemie Słowian (nie istniał jeszcze wówczas Związek Lechicki), były najbardziej rozwiniętym rejonem Europy, na równi z terenami żyznego Półksiężyca w Mezopotamii i rejonem rzeki Indus.