Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OBYWATELE PRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OBYWATELE PRL. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 listopada 2023

ODKLEJKA!

"OBROŃCY DEMOKRACJI"




 Dziś miałem napisać zupełnie co innego, temat miał być łagodny, radosny i miły dla oka. Miałem bowiem zaprezentować przepiękne zdjęcia z czasów przedwojennych i II Wojny Światowej, pokolorowane i uwspółcześnione (również przy użyciu sztucznej inteligencji). Niestety jednak muszę ten temat opóźnić, ponieważ popełniłem wysłuchania wypowiedzi pewnej pani dziennikarki (przynajmniej ta pani uważa się za dziennikarkę), na temat ostatnich wydarzeń w kraju związanych z wyborem marszałka sejmu itd. itp. Tak naprawdę temat bez znaczenia i doprawdy bym się tym nie zajmował, gdyby nie jeden mały szczegół, a tym szczegółem mianowicie jest... nieprawdopodobne wręcz odklejenie się ludzi pokroju tej pani od rzeczywistości. 

Mam tu oczywiście na myśli youtubowy kanał niejakiej Elizy Michalik, walczącej o "demokrację" i "praworządność" wojowniczki z obozu tzw. jebaćpisów. Od jakiegoś czasu mam taką masochistyczną potrzebę wsłuchiwania się w głos ludzi, co do których intencji politycznych nie mam zbyt wielkich złudzeń, ale którym inteligencji nigdy nie odmawiałem. Aż do dziś. Po wysłuchaniu bowiem tego co ma do powiedzenia owa dziennikarka, tak naprawdę do końca nie wiem nawet jak to skomentować, bo jedyne co rzuca mi się od razu na myśl, to jest totalna i całkowita odklejka, totalne odklejenie się tych ludzi od rzeczywistości w której żyje ogromna większość społeczeństwa - żeby nie powiedzieć narodu polskiego. Co prawda przez większość czasu które ona poświęca swoim wywodom (choć sama twierdzi, że to, czego nie da się powiedzieć jasno i krótko, nie warte jest wypowiedzenia) to jest taki słowotok bez większego ładu i składu, w którym oczywiście mnóstwo jest frazesów, mnóstwo zachwytów nad ludźmi, których się jeszcze do niedawna krytykowało (przykładem chociażby Szymon Hołownia) i tego typu niewiele znaczących i niewiele wnoszących do życia politycznego, a wypowiadanych z siłą karabinu maszynowego liter, składających się słowa. I w zasadzie na tym można by było zakończyć, a ja nie musiałbym zajmować czas szanownym Czytelnikom tego bloga takimi wpisami, gdyby nie jedna rzecz.

Nim dobrnąłem do końca całego tego wideobloga (czy tam jak ona to nazywa) od razu stwierdziłem, słuchając jej narzekań że strona opozycyjna ma problem ze znalezieniem jednoczących i mobilizujących tę stronę dat, że ta bojowniczka o "wolność demokrację" będzie chciała użyć - jako nowego święta mobilizującego stronę opozycyjną - właśnie 15 października, czyli datę ostatnich wyborów parlamentarnych. Powiedziałem to w żartach, zdając sobie doskonale sprawę że nikt nie jest na tyle głupi aby coś takiego powiedział otwarcie, a ponieważ mam szacunek dla każdego człowieka (każdego, bez wyjątku) i cenię również inteligencję ludzi z którymi głęboko się nie zgadzam, tak więc sądziłem że są pewne granice śmieszności których nie można przekroczyć. Jednak się pomyliłem i wysłuchawszy końcowej części jej wypowiedzi przecierałem uszy ze zdumienia, gdyż nie wierzyłem że to rzeczywiście się zdarzyło, że osoba (bo inaczej tej pani nie nazwę) stwierdziła, iż nowym świętem opozycji tzw. "demokratycznej", powinien być 15 października. 😧

Najbardziej mnie bowiem w tym wszystkim zastanawia ta pewność wypowiadana przez osobę, że dzień 15 października jest dniem jakiegoś nowego otwarcia, czegoś co już nie zostanie nigdy zmienione i będzie trwało (w nieskończoność zapewne). Przecież ta pani zajmuje się komentowaniem życia politycznego już jakiś czas i ona wypowiada słowa, które bez cienia żenady klasyfikują ją jako osobę co najmniej nielogiczną (żeby nie użyć bardziej dosadnych sformułowań). Przecież cóż takiego się stało owego 15 października 2023 r. podczas tych wyborów parlamentarnych? Platforma Obywatelska - którą bez wątpienia ta pani wspiera i popiera - przegrała trzecie wybory z rzędu, natomiast otrzymała możliwość stworzenia niepewnego i bardzo słabego rządu tylko i wyłącznie z tego powodu iż duża część Polaków zagłosowała na trzecią opcję, czyli Trzecią Drogę (PSL i Hołownię), a te partie weszły z Platformą w koalicję (notabene nie wiadomo jak długo ona potrwa, ja nie przewiduję dłużej niż pół roku). I co wtedy, jeśli rząd Prawa i Sprawiedliwości ponownie (w bardzo szybkim czasie) wróci do władzy? co wtedy z owym świętem się stanie? To są pytania bardzo ważne, ponieważ wydaje mi się że osoba wypowiedziała te słowa w ogóle nie zastanawiając się nad tym, że Platforma kolejne wybory z pewnością również przegra. Dlatego podejrzewam że ona powiedziała to na serio, kierując się zasadami praworządności i demokracji (bo jak wiadomo, zasady te są podstawowymi wartościami wśród wszystkich zwolenników jebaćpisów) czyli rozliczeniem pisowców i ewentualną (choć bardzo pożądaną przez to środowisko) delegalizacją Prawa i Sprawiedliwości w taki sposób, aby ten "pisowski rak" już więcej się nie pojawił i wtedy święto 15 października może być świętowane do oporu, bo nie będzie konkurencji politycznej, czyli wybory będą jak w Rosji (tam też przecież nie startuje tylko jedna putinowska partia - Jedna Rosja, tylko cały szereg innych, mniejszych, koncesjonowanych partyjek).

I to są te właśnie ideały demokracji, wolności słowa i praworządności, które przez ostatnie 8 lat były nieodzownym elementem środowiska najpierw KOD-u, a potem wszystkich innych, którzy przyjęli umowną nazwę jebaćpisów. Ta osoba więc wypowiada te słowa bez cienia żenady, kierując się przede wszystkim nieodpartą chęcią jakiejś zemsty (nie wiadomo za co,  zresztą ona wcześniej przyznaje że oni przez 8 lat żyli jakby w matrixie, jakby w takim amoku, w takiej atmosferze samonakręcających się oparów absurdu w którym PiS jawił się jako niekończące się zło, a oni samych siebie określali mianem rycerzy wolności, próbujących wreszcie tego smoka pisowskiego pokonać. Dla mnie osobiście to jest zadanie dla psychologa albo nawet dla psychiatry i niestety zdaję sobie sprawę że duża część twardego elektoratu Platformy Obywatelskiej żyje w czymś, co przypomina - lub też przypominało - opary jakiegoś trującego powietrza, które oni musieli przez 8 lat wdychać. To jest przerażające, jeżeli się uświadomi, że ci ludzie to w większości są ludzie odnoszący sukcesy, ludzie inteligentni, z którymi na każde inne tematy można porozmawiać w sposób normalny, natomiast jak się schodzi na tematy polityczne to jest tragedia. To jest tak, jakbyśmy rozmawiali z ludźmi totalnie odklejonymi, albo nawet gorzej, z ludźmi z którymi nie czujemy kompletnie żadnych wspólnych fundamentów - a to już jest niebezpieczne).

Przyznam się szczerze że naprawdę nie wyobrażałem sobie iż nie tylko ta osoba uzna dzień 15 października za erzac czegoś, w rodzaju święta nowej jedności ludu opozycyjnego, ale że zacznie wypowiadać tak haniebne słowa, które jednocześnie powodują że ja z tą panią (choć mówimy jednym językiem, żyjemy w jednym kraju i oboje jesteśmy Polakami), ja z tą panią nie czuję żadnych wspólnych cech, żadnych jednoczących fundamentów, żadnych wspólnych wartości, bowiem już sam fakt bzdury która ona wypowiedziała zanim stwierdziła, iż 15 październik powinien być dniem jednoczenia się opozycji, czyli że należy zlikwidować 11 listopada jako dzień Święta Niepodległości bo to jest święto faszystów i że Warszawa tego dnia płonie 😱, to przyznam się szczerze nie wiem co powiedzieć... 🧐 po prostu odebrało mi mowę 🤐. Oczywiście wiadomo że ta pani sobie co najwyżej może zlikwidować swój własny kanał na YouTubie, a nie Święto Niepodległości, ale nie o to chodzi. Już same słowa które wypowiedziała świadczą o tym, że ona nie czuje zupełnie żadnych wspólnych wartości z całą rzeszą polskiego społeczeństwa, z polskim narodem, który tak ochoczo pragnie pouczać w kwestii demokracji i praworządności, sama stawiając się jako guru tych wartości.

To jednak pokazuje przede wszystkim jak tamta strona jest miałka, jak bardzo odklejona i jak bardzo nieprzygotowana do zmieniających się czasów. A czasy się zmieniają, idą ciężkie wojenne lata i do tego musimy się przygotować jako silne, uzbrojone po zęby i zjednoczone wewnętrznie oraz gospodarczo stabilne społeczeństwo i kraj. Nie potrzeba nam tutaj piątej kolumny, nie potrzeba nam tutaj nowej targowicy, bo my pamiętamy starą (choć przyznam się szczerze, że w porównaniu z tamtą to ta dzisiejsza jest jeszcze bardziej odklejona i jeszcze bardziej głupia, gdyż stara targowica - jakkolwiek by o niej nie powiedzieć - nie pragnęła rozbiorów Polski, a w swej głupocie chciała tylko utrzymania tego, żeby było tak jak było, czyli złotej wolności, której patronką i opiekunką miała być caryca Rosji Katarzyna II. Ci ludzie nie chcieli rozbiorów, chcieli tylko utrzymania swoich przywilejów, zniesienia Konstytucji 3 Maja i powrotu do czasów które minęły. Jednocześnie wypowiadali przy tym tak bzdurne teorie iż nie ma sensu się zbroić, bo nieuzbrojonego i słabego nikt nie będzie atakował, bo nikt się go nie będzie bał - i rzeczywiście, nikt nas nie atakował, po prostu nas podzielili). 




Dzisiejsza targowica zaś otwarcie mówi o czymś co można nazwać federalizacją Polski (na zasadzie rozbicia dzielnicowego), podziałem Polski na wschód-zachód (bo i takie pomysły były) czy peanami na temat zaborców. I teraz powiedzcie mi proszę, jak ja mam z tymi ludźmi budować wspólną przyszłość mojej ojczyzny? Gdzie tu są punkty wspólne? Ja oczywiście bardzo bym chciał i nigdy nie zamierzałbym, ani też nie próbowałbym odbierać im poczucia polskości, ale takimi wypowiedziami oni automatycznie nie tylko się eliminują ze wspólnoty narodowej, ale wręcz zapisują się do targowicy, do współczesnej piątej kolumny, której zadaniem ma być zniszczenie naszego kraju i totalne wynarodowienie ("naród, naród, naród...", pamiętacie Kochani tą wypowiedź panienki w TVN? To niestety jest kwintesencja myślenia tych ludzi).




Jest jeszcze jedna rzecz która szczególnie rzuciła mi się w oczy, a mianowicie fakt, że ci ludzie nie mają żadnych korzeni - nie tylko tych wspólnych zresztą Polaków, ale nawet we własnym środowisku nie mają wspólnych świąt, wspólnych dat które byłyby podstawą dla mobilizowania ich zwolenników. 4 czerwiec czy 1 maj (wstąpienie Polski do Unii Europejskiej) są tak żałosne i mdłe, że nie sposób nawet tego komentować, dlatego też tak usilnie szukają jakichś zastępczych erzatzów, czegoś co dałoby się przykleić choć na chwilę, żeby na tym jeszcze przez chwilę pojechać. 11 Listopada nie, 3 Maja nie, 1 Sierpnia nie, 15 Sierpnia nie, więc co? Na jakich fundamentach chcecie tutaj zbudować nową generalną gubernię? Musicie coś wymyślić bo tak dalej się nie da. Ale ja wierzę w panią i w pani środowisko, jesteście tak łatwi do przejrzenia, że czyta się was jak otwartą księgę i doprawdy nie trzeba ku temu wiele wysiłku. 





NA TAKIE TOKSYCZNE TREŚCI SĄ TEŻ I ODTRUTKI, JAK CHOĆBY TA:




wtorek, 17 października 2023

DO PRZODU!

 JEST DOBRZE, A BĘDZIE JESZCZE LEPIEJ




Wybory, wybory i po wyborach, czyli wiadomo już wszystko jak się sprawa będzie układała przez następne co najmniej dwa (jeśli nie pełne cztery) lata. Prawo i Sprawiedliwość (+ Suwerenna Polska) zdobyło łącznie - 194 mandaty, Koalicja Obywatelska (czyli Platforma Obywatelska i przystawki bez większego znaczenia) - 157, Trzecia Droga (czyli Polskie Stronnictwo Ludowe i Polska 2050) - 65 mandatów, Lewica (+ Nowa Lewica) - 26 mandatów i ostatnią partię jaka weszła do sejmu jest Konfederacja (czyli zlepek różnych osobliwości) - 18 mandatów. Wybory do Senatu zaś wygrała opozycja z tak zwanego "Paktu senackiego", biorąc 66 mandatów, reszta (czyli 34 mandaty) przypadła PiS-owi. Referendum zaś, które odbywało się łącznie z wyborami to Sejmu i Senatu, choć oczywiście zakończyło się odpowiedzią "Nie" na wszystkie cztery pytania w ok. 96% {1) - "Czy popierasz wyprzedaż majątku państwowego podmiotom zagranicznym..?", 2) - "Czy popierasz podniesienie wieku emerytalnego..?", 3) - "Czy popierasz likwidację bariery na granicy Polski z Białorusią..?" oraz 4) - "Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki..?"}, ale ponieważ nie uzyskało ustawowo wymaganej większości 50% uprawnionych do wzięcia udziału w tym referendum (wynik oscylował w okolicach 42%), prze to nie jest obiektywny dla rządzących (kimkolwiek by oni nie byli) i nie musi być przez nich brany pod uwagę. I tyle, i na tym w zasadzie można by było skończyć owe podsumowanie gdyby nie... No właśnie, gdyby nie co?

Gdyby nie ta cała masa jojczących (szczególnie na Twitterze) mymłoków (wybaczcie, ale ja już naprawdę mam dosyć czytania tych żałosnych potoków nieskrywanego żalu i rozpaczy) z "przegranej PiS-u", bo PiS nie będzie miał większości, a to oznacza że nie stworzy rządu. Dlaczego wkoło jest tylu czarnowidzów, to ja doprawdy nie rozumiem? Wszyscy patrzą na wyniki tych wyborów i mówią "Patrzcie, szklanka jest do połowy pusta, oj co to będzie co to będzie?" A ja odpowiadam dobrze będzie, można nawet dodać że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. PiS co prawda stracił od ostatnich wyborów jakieś 500 tys. swoich wyborców z 2019 r. (straciłby również i mnie, gdyby nie moje poczucie obowiązku wobec Ojczyzny), ale to dobrze, bo to pozwoli zrozumieć że nic nie jest dane raz na zawsze i że zawsze trzeba liczyć się z głosem swych współobywateli. Mimo to, sytuacja jaka się klaruje nie jest zła i postaram się to wytłumaczyć na dwóch przykładach. PiS co prawda dostał trochę po głowie, bo za bardzo obrósł w piórka, za bardzo był przekonany że wszystko (albo co najmniej bardzo dużo) może i nikt mu za to nic nie zrobi (notabene, tak samo było przed 2015 rokiem z Platformą Obywatelską i to ich doprowadziło do katastrofy z której nie potrafią podnieść się po dziś dzień. Pycha zawsze kroczy o krok przed upadkiem). Ale ogólnie rzecz biorąc Prawo i Sprawiedliwość po raz trzeci z rzędu wygrało wybory, i to jest duży plus (Platforma analogicznie w tym samym czasie w 2015 r. wybory przegrała z kretesem po 8 latach swoich wcześniejszych rządów). Pytanie teraz czy politycy PiS-u będą na tyle inteligentni żeby to, co się stało przekłuć w sukces, nawet jeśli ten sukces będzie nieco przyciągnięty w czasie?




Oczywiście Prawo i Sprawiedliwość samodzielnie rządzić już nie może, ale... to wcale nie oznacza, że rządy będzie sprawowała opozycja, i to nawet paradoksalnie (jak wcześniej wspominałem) nawet jeśli uda jej się sklecić większość rządową. Sytuacja jest dla PiS-u (a raczej dla mądrych ludzi w PiS-ie) wprost wymarzona, ponieważ co prawda partia ta dostała od narodu prztyczka w nos za swą arogancję i butę (szczególnie w czasach pandemii, choć nie tylko) ale, co ciekawe nie została przez ten naród skreślona (tak jak stało się to z Platformą Obywatelską). Więc nie rozumiem skąd te żale? Owszem, emocje są bardzo ważne, emocje często pomagają mobilizować własnych wyborców (czy też zwolenników) i jednocześnie rezonują na konkurentów, ale czas emocji się już skończył wraz z końcem wyborów, teraz trzeba myśleć racjonalnie i jeśli PiS nie chce zatonąć, to musi zupełnie inaczej podejść do tego co się wydarzyło, niż rozpaczanie i grożenie drugiej stronie (czy też obrażanie wyborców opozycji, bo i takie głupoty można przeczytać chociażby na Twitterze, gdzie przyznam się szczerze po prostu rzygać mi się chce jak czytam te niekończące się potoki żalu i rozpaczy). PiS do sprawy musi podejść bardzo racjonalnie, pokazać ogromną klasę i po pierwsze postarać się zbudować większość rządową, a na to są szanse (tylko nie w sposób głupi, jak do tej pory to czynią, rozpowiadając wszem i wobec że my tutaj z tym, czy z tamtym, bo dopiero co zakończyły się wybory, a opozycja - która oczywiście nie jest monolitem - szła jednak do tych wyborów żeby odsunąć PiS od władzy, i tego chcieli wyborcy czy to PSL-u, czy Polski 2050, czy chociażby Konfederacji. Mówienie więc że my tutaj zaraz będziemy rozmawiać i zapewne stworzymy rząd z tymi lub z tymi jest przeciwskuteczne, bo nikt normalny od razu po wyborach się na to nie zgodzi - chyba że jest samobójcą i ma gdzieś poparcie swoich wyborców, ale na to bym nie liczył).




Trzeba poczekać, sytuacja jest bardzo dobra dla PiS-u (przepraszam, może nie bardzo dobra, ale jest dobra, na pewno lepsza niż mogliby oni oczekiwać, gdyby troszeczkę pomyśleli o swoich błędach w czasie tych ośmiu lat rządów). Ja uważam że jeżeli przedstawiciele PiS-u chcą kontynuować rządy, powinni sformułować ciekawą propozycję polityczną dla Kosiniaka-Kamysza i dla Hołowni - bo to właśnie oni są prawdziwymi zwycięzcami tych wyborów. Trzecia Droga - choć wydawało się że zejdzie pod próg wyborczy (8%) wyskoczyła do poziomu ponad 14%, co jest naprawdę dobrym wynikiem, i to oni (a nie Lewica czy Konfederacja) realnie będą rozdawać karty (przynajmniej te najważniejsze dla pis-u). Dlatego radziłbym zarówno Mateuszowi Morawieckiemu jak i innym pisowcom powstrzymać się przed głupimi deklaracjami że oni tutaj zaraz będą rozmawiać z PSL-em o przyszłej koalicji, bo takie deklaracje od razu będą odrzucane (nie po to wyborcy Trzeciej Drogi głosowali na Trzecią Drogę a nie na Prawo i Sprawiedliwość, czy nawet na Koalicję Obywatelską, żeby teraz wchodzić od razu w sojusz z PiS-em, tu trzeba mądrze). PiS ma ogromne atuty i możliwości negocjacyjne, ale tu trzeba powoli, nie śpieszyć się, mimo wszystko mamy czas - w końcu tu chodzi o Polskę. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale szczególnie ja bym uderzał do Kosiniaka-Kamysza i tej jego kamaryli, ofiarując im marchewkę, a jednocześnie pokazując bacik (spójrzcie, my dajemy wam to, to i to, Platforma wam tyle nie zaoferuje, a poza tym, jeśli pójdziecie z nimi to realnie nie będziecie mogli rządzić przez kolejne 2 lata ze względu na to że mamy prezydenta {co prawda jest to trochę ubezwłasnowolniejące Głowę Państwa, ale nieraz w negocjacjach się przydaje}, opłaca to się wam? nic na tym nie zyskacie a tylko stracicie, szczególnie wśród wyborców którzy na was głosowali).




Ja gdybym był na miejscu przedstawicieli PiS-u mógłbym takie rozmowy poprowadzić, (przede wszystkim jednak musiałbym poznać kilka słabych i mocnych stron swoich rozmówców - a politycy przecież mniej lub bardziej się znają - i odpowiednio do tego układać zarówno formę, jak i treść oraz ton rozmowy). Oczywiście nie sądzę też że na jednym takich spotkań by się skończyło, zapewne będzie ich kilka, może nawet kilkanaście, ale tutaj trzeba do każdego z nich podchodzić z otwartą głową, rozsądnie bez emocji i na spokojnie. Zobaczymy co się z tego urodzi i jak PiS do tego podejdzie, możliwości jest bowiem wiele i powstanie w większości rządowej jest jak najbardziej realne dla Prawa i Sprawiedliwości. Oczywiście należy również założyć i inną możliwość, że PiS-owi nie uda się sformować większości i Trzecia Droga oraz Lewica idą z... Ryżym. To też wcale nie jest zła wersja dla PiSu (przepraszam, dla ludzi powiązanych ze spółkami Skarbu Państwa to jest katastrofa, ale ja mam ich gdzieś. Ja nie jestem z PIS-u i moje rady tyczą się tylko pracy dla Polski i kontynuacji tych projektów, które Prawo i Sprawiedliwość rozpoczęło oraz zapewne następnych, które byłyby w planach). W tym wariancie PiS powinien przygotować się na "Długą drogę przez pustynię" - jak de Gaulle nazwał swój powrót do władzy w 1958 r. po 12 latach "odpoczynku". Oczywiście w tym przypadku wspólne rządy Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy nie trwałyby ani 12, ani 10, a myślę że nawet nie przetrwałyby dwóch lat. Natomiast byłoby tam bardzo śmiesznie i można by było usiąść wygodnie, wziąć popcorn i patrzeć jak wzajemnie się zagryzają. Tusk bowiem ewidentnie te wybory przegrał i widać to już gołym okiem, nie udało mu się bowiem stłamsić Trzeciej Drogi i Lewicy i podporządkować ich sobie całkowicie, a to oznacza że realnie jest zakładnikiem obu tych partii, bo wystarczy że chociaż jedna się wysypie i koniec. A tyle było wysiłku, takie wzmożenie emocjonalne, tyle wylanych łez, tyle żalu - głównie za oderwanie od koryta na 8 lat ale nie tylko, bardzo ważny jest również aspekt "kto-kogo". 

Zauważyłem bowiem, że wśród wyborców Platformy panuje bardzo silna pogarda do zwolenników Prawa i Sprawiedliwości i to jest pogarda, którą można by było porównać do nienawiści, jaką wygnani z Francji po 1789 r. arystokraci darzyli zarówno rewolucjonistów jak i elity Cesarstwa łącznie z Napoleonem Wielkim. A gdy wrócili na tron przy pomocy innych państw, pierwsze co zrobili, to przystąpili do rozliczeń. Nic więc dziwnego, że Talleyrand stwierdził, dość ironicznie, iż Burbonowie: "Niczego się nie nauczyli i niczego nie zapomnieli". Efekt tego oczywiście jest znany, dynastia ta została ostatecznie obalona i do władzy już nie wróciła, a jej ostatecznym grabarzem stał się Henryk Karol Ferdynand, zwany też Henrykiem "V" (nigdy nie zasiadał na tronie). Bowiem o klęsce Francji w wojnie z Prusami (Niemcami) w 1870-71 r. i kapitulacji armii cesarza Napoleona III pod Sedanem, powrót Burbonów do władzy był więcej niż pewny a Republika (która wówczas powstała) była tylko formą tymczasową. Wszystkie partie polityczne były zgodne że Henryk V powinien objąć tron, nawet orleaniści dogadali się ze swymi kuzynami na zasadzie takiej, że Henryk V obejmie tron, a gdyby nie udało mu się spłodzić syna, to wtedy tron przypadnie przedstawicielowi linii orleańskiej dynastii Burbonów. Wszystko było dopięte na ostatni guzik i tylko należało oczekiwać kiedy dojdzie do oficjalnego odnowienia monarchii Burbonów i koronacji Henryka. Co więc się stało, że się ze...ło? Henryk nie został królem przez głupotę, bzdurę, mianowicie nie chciał się zgodzić na uznanie trójkolorowej flagi, która już wówczas mocno zakorzeniła się w świadomości Francuzów jako ich flaga narodowa, a wręcz żądał powrotu do starej przedrewolucyjnej białej flagi francuskiej ze złotymi liliami. Koniec końców zraził do siebie całą opinię publiczną, stronnictwa polityczne i społeczeństwo i w 1875 r. wydane zostały tak zwane ustawy konstytucyjne, które oficjalnie już uznawały istnienie III Republiki Francuskiej, a monarchia Burbonów przeszła do lamusa. Innymi słowy Henryk który uparł się o pierdołę, stał się grabarzem całej swojej rodziny.




Dziś ta sama pogarda do "motłochu" (który ośmielił się poprzeć nie to stronnictwo co trzeba), jaka wcześniej tyczyła się Burbonów (i wielu im podobnych), teraz uwidacznia się w postępowaniu zwolenników "totalnej opozycji" czy też bardziej konkretnie Platformy Obywatelskiej. Ostatnio słuchałem Tomasza Lisa i powiedział on że nie rozumie co złego było przed 2015 r. że doprowadziło do upadku Platformę Obywatelską. Cóż mogę powiedzieć, to że on tego nie rozumie to ja jestem w stanie pojąć, bo on zachowuje się dokładnie tak samo, jak zachowywali się Burbonowie na chwilę przed upadkiem. Oni też nie pojmowali dlaczego doszło do rewolucji 1789 r. i dlaczego naród pragnie zachowania chociażby takich oczywistości jak trójkolorowa flaga, za którą przelewali swą krew żołnierze od czasów rewolucji, po Napoleona Wielkiego i później w czasie wojny z Prusakami. Oni żyli w swoim świecie, w świecie pełnym nienawiści do motłochu (lub przynajmniej pogardy, a na pewno byli przekonani co do swoich boskich praw do władzy nad Francją). W ich świecie bowiem, powrót do tego co było wcześniej był oczywistością, tak jak dla Tomasza Lisa i wielu jemu podobnych przedstawicieli elyt, powrót do tego co było przed 2015 jest jak najbardziej oczywiste. Ci ludzie także żyją w swoim własnym świecie, w świecie swojej bańki w której czują się bardzo dobrze i wygodnie, ale gdy wyjdą poza nią, to już jest pewne zdziwienie połączone z przerażeniem a potem ze złością. I co prawda udało im się zmobilizować jakąś część niechęci do PiSu ale dalej na tym nie pojadą, bo to paliwo szybko się kończy, a totalna opozycja, "Sini Razem" i cały ten element od runów SS (zwanych też "strajkiem kobiet" czy jakoś tak) nie ma społeczeństwu nic pozytywnego do zaoferowania. A w rządzie złożonym z... dziewięciu stronnictw (bo z tylu składałby się rząd Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy), będzie bardzo ciekawym zbiorowiskiem, w którym wiele sobie nie porządzą, ale zapewnią nam dobra zabawę, bo przecież różni ich tak wiele, że nie wiem jak uda mi się wspólnie porozumieć. W ogóle nie wiadomo kto miałby być premierem w takim rządzie? Wszyscy z Platformy chcieliby jaką lidera takiego rządu widzieć Donalda Tuska, ale na taki układ nie pójdzie Trzecia Droga (a szczególnie Kosiniak-Kamysz) która jest języczkiem u wagi i bez niej cała ta żałośnie spleciona budowla się rozsypie w drobny mak. Dopiero wtedy się zacznie, Tomasz Lis już wcześniej obrażał zarówno Hołownię jak i Kamysza, pamiętacie te "kałownie" i "tygryska"?), gdy więc nie będą chcieli podporządkować się miłości jego życia, jaką jest Donald Tusk, to gotów jest wyjść z siebie i stanąć obok 😄.




A podporządkować, się nie podporządkują - bo niby dlaczego mieliby? Gdyby chcieli się podporządkować, to zrobiliby to jeszcze latem, gdy sondaże dawały im jakieś 6/8 % i gdy wszyscy zwolennicy Platformy (w tym "dziennikarze" pokroju Tomasza Lisa) twierdzili, że jeśli Hołownia się nie połączy z Platformą to wyląduje na zielonej trawce (a swoje 3 grosze dodawał również Tusk, twierdząc, że albo godzicie się na moje warunki albo aut). W pewnym momencie - gdy okazało się że sondaże nie dają Trzeciej Drodze wystarczającego poparcia -  przestraszyli się również pesel-owcy którzy przekonywali Kosiniaka-Kamysza że warto jednak zostawić Hołownię, bo z nim nie ma szans, a wrócić do Tuska i podporządkować się jemu, w przeciwnym razie nie wejdą do sejmu. I tutaj Kosiniak-Kamysz - chyba po raz pierwszy swoim politycznym życiu -  wykazał się wyjątkowym zmysłem i determinacją i powiedział "nie". Tak więc to on jest twórcą dzisiejszego wyniku Trzeciej Drogi (oczywiście Hołownia też swoje dołożył, jego występ w czasie debaty przedwyborczej był dosyć obiecujący i mógł przysporzyć Trzeciej Drodze nowych zwolenników). Skoro wtedy się nie ugiął - gdy było pewne że wylądują pod progiem - to dlaczego miałby się ugiąć teraz, skoro to on tak naprawdę wygrał wybory i rozdaje karty. A między Trzecią Drogą i Lewicą też szykują się bardzo ciekawe relacje, co doprowadzi do tego że zarówno Kosiniak-Kamysz jak i Hołownia mogą pokazać się jako "obrońcy normalności" - mówiąc najogólniej jak można. Ja w ogóle uważam że jeżeli Platforma nie da Kosiniakowi stanowiska premiera w nowym rządzie, to nie ma szans na żadną koalicję i zaklęcia Tuska oraz bluzgi Lisa nic tutaj nie pomogą, a mogą tylko pogłębić rów już dzisiaj dzielący opozycję.




Dlatego w żadnym razie nie należy się denerwować (jak czynią to wyborcy PiS-u), a podejść do wszystkiego bardzo racjonalnie. Oczywiście nie można odpuszczać żadnych antypolskich akcji i należy  kontrolować poczynania Platformy - która chcąc nie chcąc (jak pisałem wcześniej) będzie musiała zapłacić, za pomoc udzieloną z zagranicy. I będzie płacić naszym kosztem. Na szczęście w dużej mierze nawet gdyby doszło do rządu Platforma-Trzecia Droga i Lewica, to PiS zostawił po sobie bardzo wiele przeszkód, które mogą zamienić się w miny wysadzające nowy rząd (a przynajmniej mocno utrudniające mu działalność). Pierwszą z takich min jest prezydent Andrzej Duda, który na każde antypolskie działanie totalnej opozycji (czyli Platformy Obywatelskiej) ma prawo zastosować weto, a taki rząd nie byłby w stanie tego weta obalić (z tego co wiem, trzeba do tego 276 posłów, a te trzy partie razem wzięte - łącznie jak wspomniałem złożone z dziewięciu klubów - miałyby zaledwie 248 mandatów). Zapewne pojawią się też próby wywierania presji na Prezydenta, ale przez lata obrażano go, nazywano "długopisem Kaczyńskiego", więc nie sądzę aby zapomniał tamte zniewagi. Taki rząd przez kolejne 2 lata byłby więc w dużej mierze ubezwłasnowolniony i niezdolny do realnego sprawowania władzy. Kolejną miną postawioną na drodze "totalnych" przez PiS, jest choćby Rada Mediów Narodowych, która wybrana została na sześcioletnią kadencję w lipcu 2022 r. Czyli żadne próby interwencji w Telewizji Publicznej nic nie dadzą i tak naprawdę PiS miałby TVP w dalszym ciągu pod swymi skrzydłami (stąd te zadowolone miny niektórych redaktorów tejże telewizji?). Poza tym PiS byłby najsilniejszą opozycją w historii III Rzeczpospolitej i mógłby tutaj wiele namieszać, tak więc nie sądzę że rząd stworzony przez platformę byłby takim złym rozwiązaniem. Wielu ludziom otworzyłyby się oczy (zresztą telewizja w dalszym ciągu byłaby pisowska 😄), a Prawo i Sprawiedliwość ustami Macierewicza już zapowiedziało, że jeśli do tego dojdzie to oni będą patriotyczną opozycją.




Tak więc nadchodzą bardzo ciekawe dni tygodnie i miesiące i wydaje mi się że należy być coraz lepszej myśli dobrej myśli bo nie sądzę żeby rząd spleciony przez tych fanatyków pełnych nienawiści - nawet nie tyle do PiS-u, co przede wszystkim do wyborców PiS-u (widzieliście drodzy Czytelnicy tego bloga niektóre tweety tych ludzi? ja widziałem i targają mną sprzeczne uczucia. Na początku uśmiałem się do rozpuku, ale potem po prostu zrobiło mi się ich żal. W końcu życie w takim rozbiciu emocjonalnym musi być koszmarem i należałoby zorganizować jakąś ogólnonarodową terapię psychiatryczną albo psychologiczną dla tych ludzi, bo wydaje mi się że oni mogą stanowić niebezpieczeństwo nie tylko dla siebie samych, ale również dla swego otoczenia), taki rząd nie będzie w stanie długo się utrzymać. Także nie ma co się martwić i przejmować na zapas. Jest dobrze, PiS wygrał kolejne wybory, a co do reszty to poczekajmy trochę. I nie nerwowo, nie agresywnie - jak mówiła niezapomniana Renata Beger. Przed nami bardzo ciekawe chwile o czym nie omieszkał wspomnieć również sam Jarosław Kaczyński. Tak więc głowa do góry!




środa, 15 grudnia 2021

13 GRUDNIA - SPAŁEM DO POŁUDNIA! - Cz. I

CZYLI MOJA REFLEKSJA NA TEMAT

STANU WOJENNEGO 

I CAŁEJ TEJ POOKRĄGŁOSTOŁOWEJ

RZECZYWISTOŚCI

 


 
 Wczoraj minęła czterdziesta rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce przez reżim gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Chciałbym się odnieść do tego tematu, ponieważ wydaje mi się on istotny, chociaż w chwili gdy ów stan wojenny był ogłaszany - ja miałem zaledwie dziewięć miesięcy i - zgodnie z tym co napisałem w tytule - zapewne jako niemowlę spałem wówczas do południa (a może jeszcze dłużej), w każdym razie nie zamierzam pisać o sobie, gdyż ja stanu wojennego nie pamiętam i jedyne co mi pozostało z tych lat, to jak spałem w jednym łóżku z moją chorą na raka piersi babcią - mamą mego ojca (która miała już tak zaawansowany stopień choroby, że miast lewej piersi, miała jedną wielką wyżartą dziurę - wyglądało to strasznie a było już za późno na jakiekolwiek leczenie), mimo to lubiłem tam do niej przychodzić i spać z nią w jednym łóżku. Babcia zmarła dokładnie 31 grudnia 1983 r. w Sylwestra. Miałem wtedy prawie trzy lata i moja rzeczywistość małego dziecka sprowadzała się jedynie do otoczenia rodzinnego. Pamiętam że lubiłem bawić się i dosiadać Limbę - naszego psa (owczarka podhalańskiego), wielką sukę przy której wyglądałem jak karzełek (pamiętam że ktoś ją otruł gdy wyjechaliśmy całą rodziną na wakacje nad morze). Dzieciństwo miałem raczej beztroskie i przyjemne, niewiele więc docierało do mnie z tego, co dzieje się wokół mojego rodzinnego domu. W styczniu 1983 r. na świat przyszła moja kuzynka (mieszkaliśmy wówczas razem w jednym dużym domu, podzielonym na dwie części, a w zasadzie były to dwa odrębne mieszkania w jednym wspólnym domu ze wspólnym korytarzem i pokojem zabaw dla dzieci w którym gromadziliśmy nasze zabawki, a parter budynku zajęty był właśnie przez dziadków), w czerwcu zaś roku następnego narodziła się moja siostra, a potem w 1986 r. jeszcze kuzyn. Tak oto żyliśmy sobie bezpiecznie we własnym, dziecięcym świecie, niewiele, albo zgoła nic nie wiedząc o tym co dzieje się dokoła nas.

A rzeczywistość była taka, że komunistyczny reżim z nierentowną gospodarką i systemem centralnego planowania - nie był w stanie już dłużej sprostać ekonomicznej konkurencji z Zachodem i powoli gnił. Ta komunistyczna choroba, sprowadzona do nas w latach 1944/1945 na sowieckich tankach, przez długi czas sprawiała wrażenie silnej i niemożliwej do obalenia, a działo się tak, ponieważ system ten posiadał silne służby opresyjne - czyli wojsko, milicję (będącą odpowiednikiem policji z krajów zachodnich), służby wywiadu i kontrwywiadu, ZOMO (Zmotoryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej), ORMO (Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej), UB (Urząd Bezpieczeństwa), SB (Służba Bezpieczeństwa) czy Informację Wojskową - dlatego też, pomimo ewidentnej fazy gnilnej w jaką wkroczył (szczególnie w latach 80-tych), mógł się system ten dzięki tym "siłom bezpieczeństwa" jeszcze długo utrzymać u władzy, gdyż większość tych oficerów doskonale wiedziała, że upadek systemu odbije się przede wszystkim na nich samych i nie chodziło tylko o kariery, przywileje oraz władzę jaką dysponowali, ale również o życie - po prostu o życie (kto bowiem mógł im zagwarantować że nie wylądują w więzieniu lub nie zostaną skazani na karę śmierci lub też zlinczowani przez zwykłych ludzi? Nikt nie mógł im dać takiej gwarancji, dlatego też taką gwarancję musieli sobie sami stworzyć, tak zmieniając cały system, aby wszystko zostało po staremu. Oczywiście nie była to jedynie specyfika polska - opcja "transformacja" została przygotowana i wdrożona na Kremlu, przez ludzi wywodzących się bezpośrednio ze służb specjalnych sowieckiego imperium i potem implementowana wśród służb pozostałych satelickich państw Związku Sowieckiego.




Lecz nim do tego doszło, komunistyczne służby w latach 40-tych i 50-tych XX wieku, brutalnie rozprawiły się z polskimi organizacjami niepodległościowymi - z Armią Krajową (tą pozostałą jeszcze na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie), z V i VI Brygadą Wileńską Armii Krajowej, z Konspiracyjnym Wojskiem Polskim, z Narodowym Zjednoczeniem Wojskowym, z Zrzeszeniem "Wolność i Niezawisłość", z Narodowymi Siłami Zbrojnymi i z wieloma innymi lokalnymi oddziałami partyzanckimi, pragnącymi odrodzenia niepodległej Polski. Żołnierze ci byli ścigani i mordowani w sposób nieprawdopodobnie okrutny (wyrywanie paznokci, wybijanie zębów, łamanie żeber, wyciąganie rąk ze stawów, łamanie nóg oraz nieustanne bicie, a także przemoc psychiczna - straszenie uwięzieniem i takim samym "przesłuchiwaniem" członków rodziny, odbieraniem dzieci i umieszczaniem ich w sierocińcach, jako "element politycznie niepewny" i przeznaczony do "reedukacji" itd. itp.). Celem komunistów nie było jednak tylko fizyczne zamordowanie tych ludzi. Oni chcieli przede wszystkim zabić ich legendę, zamordować w narodzie pamięć o tych Żołnierzach Niezłomnych (np. przebierano ich w mundury żołnierzy Wehrmachtu lub Waffen SS i prowadzono po ulicach, tak, aby ludzie ich lżyli, albo zamykano żołnierzy walczących od 1939 r. z Niemcami w jednej celi z niemieckimi zbrodniarzami wojennymi co było częstą praktyką) i to się do pewnego stopnia komunistom udało. W październiku 1963 r., w osiemnaście lat po wojnie zamordowany został ostatni Żołnierz Wyklęty - Józef Franczak ps. "Lalek". 



"Co dziwi się pan co tu robię? Należę do obozu przegranych, tylko zastanawiam się dlaczego pana tu wsadzili? U nas byłby pan bohaterem"

"Polska się o mnie upomni!"

"Polska pewnie by się o pana upomniała, tylko taki kraj jak Polska już nie istnieje, podobnie jak Rzesza. Jesteśmy obywatelami nieistniejących państw!"






Gdy na Zachodzie ludzie ekscytowali się geniuszem muzycznym Elvisa Presleya, Bitlesów, The Rolling Stones, Mari Laforêt czy Juliette Gréco, to w tej części Europy mordowani byli ostatni Żołnierze Niepodległej Polski, zaś późniejsza opozycja budowana już była przez ludzi wywodzących się bezpośrednio lub pośrednio z komunistycznej nomenklatury. Przykładem ogromnej podłości były zaś słowa, wypowiedziane w 1998 r. przez Aleksandra Kwaśniewskiego (pełniącego wówczas funkcję prezydenta Polski) nagradzającego Orderem Orła Białego - Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, które brzmiały: "To wy pierwsi rozpoczęliście walkę z komuną". "Wy, pierwsi" - czyli kto? Ludzie, którzy w 1965 r. napisali "List Otwarty" do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, w którym co prawda krytykowali komunizm, ale nie jako system społeczny, a jedynie nie podobał im się sposób jego wprowadzania przez ekipę Gomułki. Nie podobało im się bowiem odwoływanie się do patriotyzmu (Gomułka jaki toporny był, taki był, ale jednak zawsze uważał się za "polskiego komunistę" a nie za "człowieka sowieckiego"), krytykowali brak kołchozów na wzór sowiecki, krytykowali istnienie własności prywatnej i postulowali że prawdziwy komunista powinien dążyć do wprowadzenia systemu stalinowsko-trockistowskiego. Czyli, według logiki Kwaśniewskiego, pierwsi, którzy rozpoczęli "walkę z komuną" to byli ideowi komuniści, którym nie podobały się jedynie "błędy i wypaczenia" rządzącej wówczas w Polsce ekipy?






Zresztą Kuroń i Modzelewski to byli rzeczywiście oddani komuniści, zwolennicy ścisłego sojuszu ze Związkiem Sowieckim i oczywiście (jak prawie zawsze w takich przypadkach) obaj o korzeniach żydowskich (już przestało mnie to dziwić od czasu, gdy czytałem biografię pewnego węgierskiego zbrodniarza komunistycznego z czasów rządów na Węgrzech Beli Kuna w 1919 r. Pamiętam że odnalazłem jego biografię w przedwojennej prasie polskiej i oczywiście okazało się, że ów zbrodniarz miał "wybrane" pochodzenie. Przeraziło mnie to, bo nie sądziłem że to aż tak - gdzie nie spojrzeć, we wszystkie antypolskie, antyspołeczne i antyludzkie działania, tam z pewnością odnajdziemy przedstawicieli "narodu wybranego". Dla mnie to jest przerażające). Co prawda dziadek Kuronia należał do piłsudczykowskiej - Frakcji Rewolucyjnej, a ojciec był ochotnikiem wojny z Sowietami roku 1920, to jednak synek nie poszedł w te ślady i stał się ideowym wyznawcą nieludzkiego systemu zniewolenia. To on założył w 1954 r. hufiec walterowski (mający propagować w Polsce drużyny młodzieżowe na wzór sowieckich pionierów), oraz w 1955 r. "krąg walterowski". Należeli do niego tacy "obrońcy" demokracji, jak: Adam Michnik czy Seweryn Blumsztejn (to ten pan, od hasła: "Pier...le, nie rodzę" który to trzymał na jednym z tzw.: strajków kobiet). To właśnie Kuroń i Modzelewski (ten drugi to w ogóle był wychowankiem oficera Armii Czerwonej, co tylko pokazuje jaki z niego mógł wyrosnąć polski patriota. Do niego i jemu podobnych doskonale pasują bowiem słowa wiersza Jacka Kaczmarskiego pt.: "List do redakcji Prawdy" z 13 grudnia 1981 r. Warto tutaj dla kontekstu zademonstrować ów fragment: "Nie chciałbym być Polakiem, Polakiem być to wstyd, nie można ufać takim, co drugi z nich to Żyd. Co trzeci to literat na żołdzie CIA, co czwarty ksiądz, a teraz, spiskują wszyscy trzej (...) te wszystkie nasze dary, braterską zwodząc dłoń, sprzedali za dolary, kupili za to broń. Po nocach drukowali podszepty wrogich ust i ciężko szkalowali sowiecki nasz Sojuz. Żołnierzy Krasnej Armii nie został żaden grób i wisiał na latarni jeden przy drugim trup (...) Dziś błyszczy im nadzieja że zejdą z błędnych dróg i pojmą kto w ich dziejach przyjaciel ich, kto wróg. Polacy, my Słowianie, wszak wspólny mamy pień, i dla was słońce wstanie i dla was przyjdzie dzień (...) I chyba na tym koniec, papieros w ręku drga, a, i  jeszcze podpis: pionier - Iwan Litszys, Maskwa" 😆 ).




TAK PIĘKNA TO JEST PIEŚN, ŚPIEWANA PRZEZ TYCH SOWIECKICH PIONIERÓW SPOD ZNAKU SIERPA I MŁOTA, ŻE OD RAZU PRZYPOMINA MI SIĘ INNA, RÓWNIE CUDNA PIEŚN, ŚPIEWANA PRZEZ CUDNEGO CHŁOPACZKA SPOD ZNAKU SWASTYKI. JAKŻE ONI DO SIEBIE PODOBNI




Na Jacku Kuroniu wzorował się bezpośrednio Adam Michnik (Kuroń był jego przełożonym w hufcu walterowskim). Zebrał on wokół siebie grupę przyjaciół, których oprócz przyjaźni (wielu z nich znało się od "piaskownicy") łączyło też ideowe podobieństwo ich rodziców - najczęściej przedwojennych komunistów (w ogromnej większości pochodzenia żydowskiego). Ojcem Adama Michnika był Ozjasz Szechter - członek Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (która wyodrębniła się z Komunistycznej Partii Polski a wcześniej Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy), sowiecki agent który brał udział w operacji szpiegowskiej NKWD wymierzonej w Polskę o kryptonimie "Koń Trojański". Dążył do oderwania od Polski Kresów południowo-wschodnich i przyłączenia ich do Związku Sowieckiego. W 1934 r. został aresztowany i stanął przed sądem (w śledztwie załamał się i wydał swoich współpracowników - potem bronił się, twierdząc że stało się to pod wpływem tortur, ale gdy okazało się że do żadnych tortur nie doszło, a Szechter po prostu psychicznie nie wytrzymał aresztowania, odcięli się od niego nawet partyjni towarzysze, co spowodowało że w "Ludowej Polsce" Szechter kariery już nie zrobił). Matką Adama Michnika była Hinde Rosenbusch, zwana potem Heleną Michnik, która zakładała komunistyczne organizacje młodzieżowe, a po wojnie pisała nowe podręczniki do nauki historii. I z takiego to "patriotycznego", polskiego domu wywodziła się owa ikona polskiej demokracji i wolności - Adam Michnik. Tak się zastanawiam nieco przewrotnie i często zadaję sobie takie oto pytanie - czy jest możliwe zrodzenie zdrowych owoców z zatrutego drzewa? Pytanie to pozostawiam bez odpowiedzi.




Podobnie do dziejów rodziców Michnika, miały się historie innych komunistycznych rodzin, które po 1945 r. osiadły obok siebie, najczęściej w tzw. "Alei Przyjaciół" w Warszawie (która jako jedna z nielicznych przetrwała Powstanie Warszawskie i nie została przez Niemców zrównana z ziemią). W Alei Przyjaciół przed wojną mieszkali przedstawiciele polskiej inteligencji, wymordowanej następnie w Katyniu, Palmirach, podczas Powstania Warszawskiego, w kazamatach gestapo, NKWD, Urzędu Bezpieczeństwa i Informacji Wojskowej. Po wojnie zaś "osiedlili" się tutaj piewcy Lenina i Stalina, wyznawcy nowej religii - marksizmu, innymi słowy... zwykli zdrajcy (mam tutaj na myśli zdradę Polski, jeśli w ogóle uważali się za Polaków, bo że byli ideowymi patriotami sowieckimi w to akurat nie wątpię). Zaraz po wojnie, w zniszczonej Polsce, gdzie trudno było o kawałek chleba (aczkolwiek należy powiedzieć że u nas i tak było lepiej niż np. we Włoszech, gdzie po wojnie panowała już skrajna nędza, ale Włosi mieli to szczęście że do nich nie dotarła Armia Czerwona, przeto już w 1950 r. produkowali pierwsze modele Alfa Romeo, a u nas w dalszym ciągu panowała bieda), gdy Polacy głodowali, te wybrane rodziny "zasłużonych" komunistów opływały w dostatki (słuchałem kiedyś wyznania Janusza Weissa - który również pochodził z rodziny nomenklaturowej - i mówił, że gdy był dzieckiem to stoły uginały się od wszelkich frykasów, niedostępnych na rynku). W czasie, gdy torturowano i zamordowano rotmistrza Witolda Pileckiego, "krwawa" Luna Brystigerowa mieszkała w apartamencie w Alei Przyjaciół obok innych tego typu sowieckich agentów. Gdy gen. August Emil Fieldorf  "Nil" oddawał swe ostatnie tchnienie - Mikołaj Kłyczko - szef Departamentu Kadr i Szkolenia Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (a w 1920 r. w szeregach Armii Czerwonej) mieszkał wraz ze swoją rosyjską żoną w wygodnym apartamencie. Taką to też po 1945 r. budowano Polskę, na bolszewickich agentach i sowieckich sługusach - jak więc po 1989 r. i braku jakiejkolwiek lustracji i dekomunizacji miała się z tego narybku narodzić prawdziwie wolna i niepodległa Polska? Jeżeli bowiem budujemy coś na gównie, to bez względu na to jak bardzo byśmy zaklinali rzeczywistość - złota z tego nie zrobimy.






Tak więc dzieci takowych nomenklaturowych rodzin, chowani "pod kloszem" i mający głównie kontakt z rówieśnikami z tego samego środowiska, po jakimś czasie zaczęli się buntować (od razu chciałbym dodać, że oczywiście dzieci nie dziedziczą ani win, ani zasług swych rodziców i to jest oczywiste, ale też należy pamiętać że takie osoby powinny potrafić zdecydowanie odciąć się od poglądów i czynów swoich ojców i matek - tym bardziej, jeśli rodzice ci byli zbrodniarzami, sługusami lub agentami obcego państwa. Dzieci zbrodniarzy hitlerowskich potrafili nie tylko odciąć się, ale i potępić działania swych rodziców - którzy przecież niejednokrotnie byli bardzo dobrymi rodzicami, np. komendant Auschwitz codziennie całował swoją żonę a dzieciom przynosił czekoladki i zabawki. To, czy dzieci kochają swych rodziców, czy nie, to jest już ich prywatna sprawa, ale publicznie nie może być sytuacji takiej, w której potomkowie lub krewni zbrodniarzy starają się ich w jakiś sposób usprawiedliwić, a jednocześnie samemu propagują ideę relatywizmu moralnego i twierdzą że białe i czarne, dobro i zło w zasadzie nie istnieją, a są jedynie pewne odmiany szarości. Nie! Dobro i zło istnieje, i to nie tylko wokół nas, ale przede wszystkim w nas samych i tylko od nas zależy którą drogę wybierzemy - drogę zbrodni i zaprzaństwa, czy prawdy i wolności). Pokolenie Adama Michnika żyło więc jakoby obok tych wydarzeń i pięknie opisała to znajoma Michnika - Marta Petrusewicz (również mieszkająca w dzielnicy przy Alei Przyjaciół, której tatuś - Kazimierz Petrusewicz przed wojną należał do Komunistycznej Partii Polski). Pisała ona: "W czasach przedmarcowych nas jakby mało interesowało, kto z naszych rodziców, jaką rolę odgrywał w partii i w państwie, kto był szefem bezpieki, a kto wiceszefem i co tam robili. Znaliśmy się dobrze, mówiliśmy do nich "wujku", "ciociu", rozumiało się, że rodzice czy przyjaciele naszych rodziców to nomenklatura - a jednak nikt z nas wtedy tego nie dociekał (...). Czy myśmy się przed tą wiedzą bronili? Nie wiem, ale kiedy po latach czytałam "Onych" Torańskiej (...), to mnie najbardziej tam zaskakiwało, że tymi "onymi" dla nas są nasi rodzice właśnie - którzy dla nas byli po prostu rodzicami. Chciałabym namówić kiedyś Adama, żeby napisał coś o swoim ojcu. Coś, co by z jednej strony było taką jego konfrontacją z ojcem, a z drugiej obroną ojca i wytłumaczeniem, że my, dzieci komunistów, zbuntowaliśmy się przeciw komunizmowi w sposób, który nie był sprzeczny z tym, czego nas nauczono (...) Ci z naszych rodziców, którzy jeszcze żyją, milczą o dwuznaczności swego komunizmu, rzadko chcą coś o tym powiedzieć - co zresztą mają mówić, skoro wszystko im się zszargało? Ale my jednak kiedyś coś na ten temat musimy z siebie wydusić. I zrobić to, póki ktoś z nich jeszcze żyje. Bo potem oni nic z tego nie będą mieli. A tak niech przynajmniej wiedzą, że dzieci ich kochają".



Temat ten chciałem doprowadzić do stanu wojennego, ale wydaje mi się że bez dogłębnego omówienia struktury władzy sowieckiej w Polsce po 1944 r. trudno będzie pojąć, dlaczego 13 grudnia 1981 r. gen. Wojciech Jaruzelski - któremu dziewiętnaście lat później Adam Michnik wyzna "polityczną miłość" - wprowadził zbrodniczy stan wojenny, który kosztował życie i zdrowie tysięcy ludzi? Powiem więcej - dziś nie jesteśmy w ogóle świadomi faktu, że ekipa Jaruzela (z nim samym na czele) planowała wprowadzenie drugiego stanu wojennego w... 1988 r., gdy na wiosnę i lato rozpoczęły się nowe strajki Solidarności. Dlatego też, gdy dziś widzę Adama Michnika - człowieka którego ja osobiście uważam za ogromnego szkodnika polskiej niepodległości, człowieka który wyrządził bardzo wiele zła społeczeństwu i narodowi polskiemu i który nawet nie potrafił w prostych słowach potępić agenturalnej działalności swoich rodziców, oraz zbrodniczych praktyk swego przyrodniego brata - Stefana Michnika, komunistycznego sędziego, zbrodniarza w todze, który bez mrugnięcia okiem skazywał na śmierć Żołnierzy Niezłomnych i polskich patriotów, a który zmarł w tym roku w wieku 91 lat w Szwecji - to naprawdę mam bardzo nieprzyjemne myśli. Może nie powinienem tak myśleć, ale jednak osobiście czuję duży żal, że Stefan Michnik zdążył uciec z tego świata i że nie został przedtem sprawiedliwie osądzony (tak, wiem - sam mówiłem i pisałem o dziele Plutarcha: "O odwlekaniu kary przez bogów", ale niestety, człowiek jest tylko człowiekiem i ma emocje - mnie również niekiedy te emocje dopadają). Może to jest miałkie i płytkie, ale jednak coraz częściej czuję gniew i żal, że bandyci odchodzą z tego świata nie doznawszy tutaj żadnej kary. W naszym kręgu cywilizacyjnym nie niszczy się grobów i nie pluje na nie - mimo wszystko - uważam że komuniści, zdrajcy i agenci czy to sowieccy, czy też niemieccy czy jacykolwiek inni - nie godni są spoczywać na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Sądzę że należałoby ich stamtąd "wyeksmitować" i pochować z szacunkiem, ale jednak gdzieś dalej - może nawet specjalne miejsce powinno się stworzyć dla zdrajców i zaprzańców Polski - aby tam, we własnym gronie, w nowej Alei Przyjaciół przy sobie spoczęli. I niech to będzie przestrogą dla wszystkich zdrajców (podobnie jak Szczęsny Potocki - symbol targowickiej zdrady, który po upadku Rzeczpospolitej - do której przyłożył swą rękę, deklarował potem, że Polski już nie ma i nie będzie, a każdy Polak powinien wybrać komu z państw zaborczych pragnie teraz służyć - "Ja sam - otwarcie deklarował - jestem już Rosjaninem!" Żołnierze Legionów Polskich, walczący we Włoszech u boku Napoleona Bonaparte w latach 1797-1799, powtarzali sobie potem trzy proste słowa: Szczęsny - Szuja - Szubienica. Niestety, sukinsyn też wymknął się sprawiedliwości).

Tak więc, gdy widzę dziś pijanego Adama Michnika, który w dziewiętnaście lat po ogłoszeniu stanu wojennego przez Jaruzelskiego, przymila się do tego sowieckiego pachołka i zdrajcy polskiego narodu, hańbiącego swą osobą mundur Wojska Polskiego, mówiąc że go kocha - to ja mam doprawdy odruch wymiotny. Jest to bowiem dla mnie tak niewyobrażalnie smutne i przerażające doświadczenie, że gdy pomyślę sobie na czym budowano tę dzisiejszą "niepodległą" Polskę - to czuję dreszcze, przechodzące mi przez plecy. Jezu - jakie to wszystko podłe!



"SYMBOL" DEMOKRATYCZNEJ POLSKI PO 89 r.
CZYLI PIJANY MICHNIK W WILLI JARUZELSKIEGO:

"JA GO KOCHAM!", "BEZ NIEGO NIC BY NIE BYŁO!", "JA GO KOCHAM!"




PS: Temat ten zamierzam kontynuować, gdyż warto omówić szczegółowo podstawy na jakich budowano "Ludową Polskę", aby następnie zrozumieć mechanizmy prowadzące do Stanu Wojennego i potem do transformacji ustrojowej, w wyniku której po czerwcu 1989 r. aktorka - Joanna Szczpkowska oficjalnie stwierdziła: "Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 r. skończył się w Polsce komunizm". 




Nie, pani Joanno, komunizm się nie skończył, on się przefarbował na "nową nomenklaturę" uwłaszczoną na polskim majątku, które następnie wyprzedano w ręce obcego kapitału, tworząc z Polski swoistą formę zależności zarówno od Wschodu (na zasadzie zamiany bezpośredniego systemu kontroli państw satelickich przez Moskwę, na bardziej opłacalny system współzależności interesów), jak również od Zachodu (a przede wszystkim od Niemiec). W takim systemie byli zdrajcy (lub potomkowie zdrajców) czuli i czują się najlepiej, bowiem oni zawsze potrzebują nad sobą Pana, który będzie ich chronił (zresztą środowisko skupione wokół Gazety Wyborczej i Adama Michnika zawsze bardzo się obawiało i przestrzegało jednocześnie, przed zbyt szybkim rozkładem systemu komunistycznego, bowiem bali się oni owych: "demonów polskiego nacjonalizmu" jak je definiowali, które na razie spętane są przez komunę, ale jak te więzy zostaną poluzowane, to co będzie? te "demony" się zbudzą i nas wszystkich - potomków zaprzańców i sowieckich sługusów po prostu zjedzą. Tak, oni to mówili otwarcie i jasnym tekstem bez owijania w bawełnę). Tak oto narodziła się III Rzeczpospolita Polska.    





 CDN.
  

niedziela, 15 listopada 2020

MANIFEST(Y)

 CZYLI GDZIE TU JEST POSTĘP?

 
 

 
 
 Taka myśl mnie dopadła odnośnie tych wszystkich wydarzeń, jakie ostatnio bardzo przyspieszyły i to zarówno w naszym kraju, jak w Europie (Unii Europejskiej) i w USA. Otóż podczas przeglądania tzw.: "planu Kramka" z lipca 2017 r. pod zbiorczym tytułem: "Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!", naszła mnie taka refleksja, że chyba gdzieś już kiedyś coś podobnego czytałem - oczywiście nie dokładnie takiego samego, aczkolwiek bardzo zbliżonego w treści przekazu. Musiałem sobie przypomnieć skąd znam tezy zaczerpnięte w planie Bartosza Kramka z fundacji "Otwarty Odbyt Dialog". Musiałem też nieco poszukać i wreszcie znalazłem odpowiedź. Był to fragment artykułu z pisma "Proletariat" z 1 października 1883 r. (prawdopodobnie autorstwa Ludwika Waryńskiego (o którym to pisałem już nieco w serii: "Historia polskiego komunizmu"). Bowiem w tym właśnie krótkim temacie, pragnę zarówno przybliżyć "plan Kramka", jak i zaprezentować artykuł z "Proletariatu", aby szanowni czytelnicy mogli sobie porównać pewne szczegóły i wyrobić zdanie odnośnie owego "postępu", którym to wciąż bombarduje nas lewica, a który z prawdziwym postępem nie ma zupełnie nic wspólnego. Jednak sukces, jaki odniosły środowiska marksistowskie w szkołach, na uczelniach wyższych, w mediach i tzw.: "zawodach humanistycznych", spowodował że owa lewicowa narracja jest nie tylko dominująca, ale wręcz jedyna (wszystkie inne uważa się za wsteczne, rasistowskie, faszystowskie, szowinistyczne etc. etc.). 
 
A przecież ów postęp nie opiera się na tym, że cofamy się do planów i założeń z XIX wieku, a jedynie dostosowujemy "szatę graficzną" do nowych okoliczności (prawda czasu - prawda ekranu). Postęp to wzajemne wlewanie do wspólnej skarbnicy dziejów elementów spajających daną społeczność, pozytywnych, twórczych. Postęp to nie walka czarnych z białymi, homoseksualistów z heteroseksualistami, kobiet z mężczyznami, ale to wzajemne wsparcie i pomoc - bowiem tak naprawdę my wszyscy mamy takie same interesy i to bez względu na to jakiego jesteśmy koloru skóry, jakiej orientacji seksualnej i jakiej płci. Przecież interesy kobiet i mężczyzn nie są ze sobą sprzeczne, a wręcz przeciwnie - są dokładnie takie same. Natomiast problemem pozostaje to, w jaki sposób jesteśmy przeciw sobie nastawiani, tak jakby celowo ktoś pragnął byśmy bili się ze sobą wedle starej rzymskiej maksymy "Dziel i Rządź". Ważne więc jest, abyśmy nie ulegali (głównie, choć oczywiście nie tylko) lewicowej narracji, mającej nas wzajemnie ze sobą skłócić i tym samym stworzyć tak potrzebne do sprawowania władzy (szczególnie dla marksistów) ofiary. Dlatego też dziś właśnie zaprezentuję zarówno plan działań lewicy spod znaku Bartosza Kramka i jego kamaryli, oraz (dla porównania)  artykuł z XIX wieku zamieszczony w marksistowskim periodyku. A na koniec należałoby zadać sobie pytanie - gdzie w tym wszystkim jest postęp, bo jak się to czyta, to ma się wrażenie że cofamy się do zamierzchłej przeszłości, owijanej mrokami rodzącej się wówczas właśnie, najgorszej zarazy w ludzkich dziejach - marksizmu!      
 
 
 
 
 
 

 PLAN KRAMKA

"NIECH PAŃSTWO STANIE: 

WYŁĄCZMY RZĄD!"

(LIPIEC 2017 r.)

 
 
"Protesty są podstawą oporu społecznego, ale nie wyczerpują katalogu instrumentów, których zastosowanie zwiększa skuteczność obywatelskiego nieposłuszeństwa. Radykalne metody oporu z krajów wschodnich usprawiedliwiają wyjątkowe w historii III RP okoliczności. Władza, która przeprowadza destrukcję życia publicznego i ustroju państwa w stylu wschodnim, musi się liczyć z adekwatną i analogicznie inspirowaną reakcją społeczeństwa. Niniejsze opracowanie prezentuje 16 punktów opartych m. in. na doświadczeniach wyniesionych z misji obserwacji i wsparcia ukraińskiego Euromajdanu. Możemy wiele zarzucić poprzednim rządom, ale są granice, których przekroczyć nie wolno. Odpowiedzialność za obecny kryzys spoczywa na obecnej władzy. Argumenty PiS-u oparte na odwoływaniu się do - nawet jeśli faktycznych - przewin poprzedników nie mają dziś nic do rzeczy; nie stanowią usprawiedliwienia. Same protesty i apele nie wystarczą, dlatego konieczne jest natychmiastowe powzięcie nadzwyczajnych i stanowczych działań opartych na idei obywatelskiego nieposłuszeństwa. Nikt nie chce Majdanu i rozlewu krwi w Polsce, ale eskalacja napięcia każe brać niemal każdy, dotąd niewyobrażalny scenariusz po
d uwagę - i być na niego gotowym. Jednocześnie czerwona linia dla nas musi być bardzo wyraźna: to agresja, przemoc i krew. Czy dla rządu również? Tego nie wiemy"
 
1) Mimo wszelkich różnic - konieczna jest ścisła współpraca i koordynacja szeroko rozumianych środowisk opozycyjnych i obywatelskich, którzy stworzą wspólną strukturę służącą podejmowaniu kluczowych decyzji i wyłonią spośród siebie oficjalną reprezentację. Na Majdanie taką platformą była po części Rada Majdanu i Sztab Sprzeciwu Narodowego. U nas może to być Front Demokratyczny, w ramach którego zostaną powołane odpowiednie, tematyczne zespoły zadaniowe odpowiedzialne za realizację działań w poniższych sferach.  
 
2) Skuteczność wymaga zmobilizowania szerokich mas społecznych, a - zanim to nastąpi - wielu środowisk, których opór może sparaliżować funkcjonowanie państwa; wymaga to rozmów prowadzonych przez opozycję i czołowych działaczy społecznych z centralami związków zawodowych (w szczególności ZNP) i przedstawicielami biznesu (Polska Rada Biznesu, Business Centre Club, Konfederacja Lewiatan).
 
3) Strajk generalny nauczycieli, czy też - w przypadku formalnie nie mogących strajkować sędziów sądów powszechnych i administracyjnych - szeroko zakrojony protest w formie przerw w pracy i powstrzymania się od wykonywania czynności służbowych. Powinno to wywołać poważne i szerokie zaniepokojenie społeczne, którego władze nie będą mogły ignorować; to już nie będzie walka o sądy, to będzie walka o Polskę.  
 
4) Warto rozważyć otwartą i zakrojoną szeroko akcję czasowego powstrzymania się od płacenia podatków i innych należności na rzecz skarbu państwa pod hasłem np. "Nie płacę na PiS".  
 
5) W żadnym wypadku Sąd Najwyższy nie może skapitulować przed przemocą prawną. Nawet w wypadku pozornego wejścia w życie niekonstytucyjnych ustaw powinny one zostać przezeń oficjalnie uznane - z uwagi na rażącą sprzeczność z Konstytucją i paraliż Trybunału Konstytucyjnego - jako pozbawione mocy prawnej i tym samym nieobowiązujące; spodziewane orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie Mariusza Kamińskiego i Julii Przyłębskiej muszą zapaść. Sędziowie nie mogą dobrowolnie oddać gmachu sądu partyjnym nominatom. Przed przemocą fizyczną może chronić sędziów Straż Miejska i sznur obywateli. Sądy powszechne muszą stosować konstytucję bezpośrednio. Sądy muszą być otoczone szczególną obywatelską opieką, wsparciem symbolicznym i - w razie potrzeby - materialnym, jak i nieustannie dyżurującymi manifestantami.
 
6) Presja społeczna w postaci protestów i manifestacji musi być ciągła i wysoka. Miasteczka namiotowe, czy też głośne i częste protesty mogą powstać i być prowadzone nie tylko pod Sejmem i Pałacem Namiestnikowskim, ale również Kancelarią Premiera i siedzibą PiS-u na Nowogrodzkiej oraz domem Jarosława Kaczyńskiego. Być może te obiekty i instytucje uda się z czasem całkowicie zablokować paraliżując ich pracę?  
 
7) Troska o dobrą organizację, wizerunek i atrakcyjność miejsc protestu. Same protesty muszą zostać uatrakcyjnione i ożywione szerokim wsparciem artystów, jak i swoistą ofertą kulturalną (koncerty) i edukacyjną (wykłady i spotkania poświęcone historii parlamentaryzmu, konstytucji, rządom prawa etc.). (…) Dla zwiększenia poziomu bezpieczeństwa istotna jest obecność (chronionych immunitetem) opozycyjnych parlamentarzystów, czy też ich dostępność w wypadku zaistnienia konieczności interwencji.  
 
8) Konieczne są konsekwencje personalne dla czołowych polityków i funkcjonariuszy PiS: ich celem jest społeczny ostracyzm. Metodami takimi jak protesty pod domami (nie pozwólmy spać Kaczyńskiemu kiedy niszczy Polskę!), czy wszechobecne ulotki, postery i billboardy obnażające ich hipokryzję i kompleksy; w tym z wykorzystaniem kompromitujących cytatów własnych (w tym Kaczyńskiego o zdradzieckich mordach i kanaliach) docierające codziennie do ich rodzin i sąsiadów. Być może przed domem Kaczyńskiego na Żoliborzu powinny zawisnąć wielkie plakaty ze słowami Lecha Kaczyńskiego o konieczności respektowania konstytucji i wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Większość PiS-u jest nieznaczna, a silna presja i dyskomfort w życiu codziennym odczuwany przez jego parlamentarzystów może spowodować ich pęknięcie przejście na stronę obywateli.
 
9) Należy bezwzględnie dbać o dobre relacje z policją i innymi siłami porządkowymi. Policjantom należy dziękować za ciężką pracę i ochronę, przypominać i akcentować pokojowy charakter protestów, oferować im wodę i ciepłe napoje, zwracając jednocześnie uwagę na nakaz lojalności wobec konstytucji i prawa oraz konieczności odmowy wykonywania poleceń służbowych sprzecznych z nimi. Nie mamy i nie chcemy konfliktu z policją.  
 
10) Konieczna jest szeroka akcja edukacyjna. Przeszkoleni wolontariusze -aktywiści powinni znaleźć się na stacjach metra i na rogu każdej większej ulicy z zestawem odpowiednich petycji, informacji o nadchodzących protestach, ulotek i informatorów tłumaczących zachodzące zmiany, rozwiewających mity o rzekomej dekomunizacji sądownictwa; być może również z gadżetami ośmieszającymi sułtana Kaczoglu i Liliputina, jak i jego akolitów (w śmiechu i dowcipie jest siła!). Rozprowadzane muszą być egzemplarze konstytucji; organizowane powinny być spotkania informacyjne również w małych miejscowościach. Wykorzystane mogą i powinny być środki z budżetów partii politycznych. Bardzo ważne: media (w tym social media) muszą w sposób przystępny tłumaczyć obywatelom przyczyny protestów i spowodowanych nimi niedogodności.  
 
11) Nie można zaniechać prób prowadzenia rozmów i pertraktacji z potencjalnie konstruktywną częścią obecnej elity rządzącej; w szczególności mogłaby się nią stać (choć nadzieje maleją) frakcja Gowina, ale mogą też wyłonić się pojedynczy posłowie i grupy przestraszone rozwojem sytuacji. Raz jeszcze: większość PiS-u jest krucha, a Kukiz tak łatwo i tanio skóry Kaczyńskiemu nie sprzeda. A ich targi mogą kupić nam czas.
 
12) Siłą Polski są samorządy. Szczególna rola przypaść powinna samorządowi m. st. Warszawy. Rada Miasta winna przyjąć uchwałę o niekonstytucyjności działań PiS-u i zapewnieniu szerokiego wsparcia manifestującym. Służby miejskie powinny zabezpieczać miejsca protestów, wspierać nocujących w okolicy Sejmu (i ew. innych gmachów państwowych) w zapewnieniu odpowiedniego zaplecza higienicznego, wody i żywności itp. Miasta i gminy wspierające protest powinny rozważyć przyłączenie się do i charakter ewentualnych akcji strajkowych agend samorządowych. Jeśli szeroki protest społeczny może wyłączyć państwo, to czy miasto nie może wyłączyć Sejmu i Senatu, Ministerstwa Sprawiedliwości, Kancelarii Premiera i Prezydenta? Czy pod pretekstem remontu w siedzibie PiS-u nie może zgasnąć światło? Młodzież nazywa to dziś trollingiem, ale czy nie mamy do niego prawa w świetle ewidentnego bezprawia rządzących?  
 
13) Samorządy prawnicze mogą i powinny powołać specjalne zespoły zadaniowe wykorzystujące wszelkie możliwe instrumenty prawa cywilnego, karnego i administracyjnego w celu sabotowania bezprawnych poczynań rządu i wyciągania konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych (w tym urzędników realizujących bezprawne, niekonstytucyjne polecenia swoich zwierzchników). Należy wesprzeć próbujących stosować obstrukcję parlamentarną posłów i senatorów chociażby w produkcji nieskończonej liczy poprawek. Wykorzystane muszą zostać również wszelkie instrumenty nacisku, które daje nam prawo międzynarodowe. Jeśli możemy pozywać polskie władze przed trybunały międzynarodowe - róbmy to na potęgę. Ewentualni szykanowani przez PiS powinni mieć zagwarantowaną bezpłatną pomoc prawną.
 
14) Europa i świat. Konieczna jest ścisła współpraca z zagranicą (w tym organizacja misji obserwacyjnych do Polski, jak i wysłuchań nt. sytuacji w Polsce na forum Parlamentu Europejskiego, Rady Europy, ale również - parlamentów narodowych najistotniejszych oraz zainteresowanych nami państw). Polskę muszą odwiedzać (i być do tego zachęcani i wspierani organizacyjnie) parlamentarzyści krajów UE, amerykańscy kongresmeni, dziennikarze z całego świata. Prezes Kaczyński, premier Szydło, prezydent Duda, marszałkowie Sejmu i Senatu powinni zostać zasypani nie tylko stanowczymi pismami, ale i prośbami o pilne spotkania ze strony kluczowych polityków UE i ambasadorów najważniejszych państw. Podobnie na dywanik powinni być wzywani do lokalnych MSZ-ów i szefów rządów ambasadorowie Polski za granicą. (…) Sankcje międzynarodowe powinny być opcją w grze; być może udałoby się wykorzystać bądź stworzyć mechanizm sankcji personalnych wobec decydentów politycznych i urzędników łamiących prawo.  
 
15) Internet i media społecznościowe: należy w pełni wykorzystać ich potencjał. To narzędzia, których znaczenie trudno dziś przecenić, ale zasadniczo chodzi o to samo: widoczność, także w językach obcych; docieranie do nieprzekonanych i pasywnych; zwalczanie szkodliwych mitów, fejków i propagandy mediów na usługach PiS; pozyskiwanie wsparcia, w tym finansowego w formie zbiórek, dyskredytowanie - kulturalne - funkcjonariuszy PiS-u. Musimy monitorować media społecznościowe i wykorzystywać narzędzia analityczne - tak skuteczne w ostatniej kampanii prezydenckiej w USA i brexitowej w Zjednoczonym Królestwie. Obecnie pozwalają one na inteligentne dotarcie z naszym przekazem do grup i jednostek szczególnie na niego wrażliwych oraz poszczególnych dyskusji toczących się w sieci.  
 
16) Środowiska zaangażowane, w szczególności biznes, samorządy, ale też ogół protestujących powinny składać się na specjalny fundusz obywatelski służący finansowaniu ww. działań. To kluczowe! Mając odpowiednie zasoby, możemy nieomal wszystko. Konieczne jest przy tym bezwzględne zapewnienie transparentności i uniknięcie nieprawidłowości, które podminowały reputację KOD-u.


Niedawna sejmowa furia Jarosława Kaczyńskiego jest naszym sukcesem - nie tylko obnaża jego prawdziwą motywację, ale i podważa jego autorytet we własnym otoczeniu; impulsywne zachowania prowadzić go mogą do dalszej utraty kontroli nie tylko nad sobą, ale i własnymi współpracownikami, co z kolei oznacza wzrost prawdopodobieństwa popełnienia przez niego dalszych błędów. A pozbawiony silnego przywództwa Kaczyńskiego PiS podzieli się na kilka zwalczających się wzajemnie frakcji. Motorem destrukcji Kaczyńskiego jest nienawiść; zaoferujmy mu nasze współczucie; pozwólmy żeby jego gniew na urojone krzywdy obrócił się przeciw niemu samemu. A nade wszystko - współpracujmy ze sobą działając systemowo i konsekwentnie. Bo szkoda Polski.
 
 
 I to by było na tyle. Dokładny plan zdrady narodowej, czyli targowica level hard!
 
 
 
 

 
 

"BEZROBOCIE I TERROR"

"PROLETARIAT" nr. 2

(1 Października 1883 r.)

 
 
"Gdy spokojna walka nie zapewnia nam zwycięstwa, uciec się musimy do zbrojnej, do terroru. Strasznie i po barbarzyńsku brzmi ten wyraz w czułych uszach naszej liberalnej i ludzkiej burżuazji, podniesie ona okrzyk zgrozy i oburzenia. Niech sobie jednak przypomni własną przeszłość, a ujrzy, iż i ona niegdyś nie uważała go za środek tak niemoralny (...) Jakąż posiada robotnik inną broń przeciw zdradom i odstępstwom? Jeżeli mówią o wyrabianiu się opinii publicznej, mamy przed sobą środek, którego zastosowanie w walce bodaj nigdy miejsca nie znajdzie. Jest to kwestia wewnętrznej karności. Lecz prócz tego terrorem jedynie można zmusić fabrykantów i całą falangę zdzierców, oszustów do ludzkiego przynajmniej traktowania robotników. Wiemy, czym odpowiadają oni dziś na spokojne żądania już nie ustępstw nowych, lecz wypełnienia umów i zniesienia nadużyć - i z drogi tej dobrowolnie bodaj nigdy nie zejdą, do tego ich trzeba zmusić. Bezrobocie spokojne celu nie dopnie, towarzyszyć mu musi karanie tych, co stają się przyczyną podobnych zajść i szerzą dokoła nędzę i ucisk. Mas do walki takiej nie potrzebujemy powoływać, walka taka wynikać winna z jednostkowej działalności, przybrać charakter skrytej, tajemniczej kary i zemsty. Gdy fabrykant w każdym ze strajkujących upatrywać będzie wroga, który nie zawaha się być mścicielem robotniczej sprawy, gdy z góry nie będzie wiedział, kto mianowicie i kiedy cios mu zada, i nie będzie w stanie przedsiębrać środków ostrożności, wówczas nie będzie tak hojnie szafował cudzym życiem i zdrowiem, nasyłając na robotników zgraję wojska, nie dopuści do takich oszustw, wyzyskiwania, przekona się, że dogodniej jest mieć dokoła ludzi mających choć znośny kawałek chleba niż pograżonych w nędzy i ciemnocie. Gdy za każde uciekanie się w sporze z robotnikiem pod skrzydła państwowej siły zbrojnej spotka go kara, nie będzie tak ufnie spoglądać na opiekuńczego dwugłowego orła i nauczy się czynić dobrowolnie niejakie ustępstwa swym wrogom". 
 
 
 
 Piękne słowa, szkoda tylko że podszyte obłudą i zakłamaniem, gdyż co prawda XIX-wieczny kapitalizm był rzeczywiście stosunkowo nieludzki, to jednak komunistom (marksistom) nigdy nie chodziło o poprawę doli robotnika czy chłopa, a jedynie o rewolucję i zdobycie totalitarnej władzy nad społeczeństwem, które po dokonaniu rzezi na swych "oprawcach" (czyli kapitalistach) stanie się teraz ludnością zniewoloną w rękach komunistów. Dzisiejszy temat służy jedynie możliwości porównawczej starego marskizmu robotniczego i jego nowszej (przepoczwarzonej) wersji marksizmu antykulturowego.
 
 
 

 

 
 

wtorek, 3 marca 2020

NIEŚMIERTELNI - NIEZWYCIĘŻENI - BOSCY!

OMNIUM ANIMI SUNT IMMORTALES,

SED BONUM FORTIUMAUE DIVINI 




  
 Na 1 marca - czyli Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Niezłomnych (Wyklętych), planowałem rozpocząć nową serię, obejmującą kompleksowe działania partyzanckie i akcje zbrojne żołnierzy tzw.: "Drugiej Konspiracji" czyli właśnie Żołnierzy Wyklętych - Niezłomnych, dla których wojna nie skończyła się w maju 1945 r., gdyż Polska cały czas pozostawała zniewolona, zmienił się tylko okupant - miejsce Niemców zajęli teraz Sowieci. Niestety, nie byłem w stanie tego uczynić, gdyż jestem obecnie nieco zapracowany i brakuje mi już czasu na tak długie i wyczerpujące opisy. Dlatego też na razie postanowiłem odłożyć to na czas późniejszy. Bez wątpienia jednak należy uczcić pamięć tych żołnierzy, którzy mieli w sobie tyle samozaparcia, tyle odwagi i jednocześnie tyle wiary - aby wytrzymać wszelkie trudy i niedogodności losu jak: głód, mróz, choroby, zniewagi, wszelkie cierpienia psychiczne związane z obawą o swych najbliższych - o żony, dziewczyny, matki, ojców, braci, siostry etc. etc. (przecież dla komunistów rodziny Żołnierzy Drugiej Konspiracji także były uważane za współsprawców "bandytów" - jak najłagodniej nazywano wówczas Żołnierzy Niezłomnych). Do tego dochodziło jeszcze cierpienie fizyczne, nieludzkie tortury: wybijanie zębów tępym młotkiem, wyrywanie paznokci, jeden po drugim, łamanie żeber, wyrywanie rąk ze stawów, podpalanie włosów na głowie i przede wszystkim nieustanne bicie, bicie i raz jeszcze bicie. Niejedna osoba na samą myśl o tych wszystkich torturach, nie byłaby w stanie tego wytrzymać, a co dopiero przeżyć na własnej skórze? A byli tacy, którzy wytrzymywali to wszystko i właśnie za to, za tę niezłomność wyznawanych wartości i wytrwałość w doznawanych przez to cierpieniach - należy im się nieśmiertelna pamięć. A przecież to nie byli supermani, którzy nie czuli bólu, ani też szaleńcy i straceńcy, którzy pragnęli śmierci. To byli normalni ludzie, młodzi chłopcy (niekiedy dziewczęta), którzy pragnęli po prostu normalnie żyć, kochać, umawiać się na randki, zakładać rodziny, pragnęli żyć i patrzeć jak rosną, dorastają ich dzieci, chcieli chwytać życie pełnymi garściami i korzystać ze wszystkich jego dobrodziejstw. Ale nie było im to dane. Wybrali bowiem drogę honoru i odpowiedzialności, drogę ciężką i stromą, prowadzącą ku przepaści, ale pozwalającą zachować godność do samego siebie i honor. Nie było to jednak łatwe, gdyż każdy z nas jest "tylko" człowiekiem i często na naszej drodze życia ulegamy najróżniejszym pokusom, a przede wszystkim chcemy przeżyć. 

Oni, ci Niezłomni Żołnierze, rzucili się samotnie przeciw niepojętej sile i choć sytuacja wydawała się beznadziejna, a ich działania przypominały zawracanie kijem rzeki - to jednak woleli trwać w swojej Niezłomności i Wytrwałości, niż płynąć w jednym ścieku ku upodleniu i zniewoleniu. Może kwestia przeżycia dla wielu ludzi jest najważniejszą sprawą jaka ich napędza, ale życie w kłamstwie, obłudzie i świecie w którym kłamstwo oznacza prawdę, a prawda nie istnieje - nie dla wszystkich bywa wartością samą w sobie. Aby wewnętrzna duchowa siła, jaką się odznaczali ci ludzie i niepojęta, nieprawdopodobna odwaga, nie byłaby możliwa bez głębokiej wiary tych ludzi, wiary nie tylko w samego Boga, ale również w Bożą Sprawiedliwość, jeśli nie na tym, to chociaż na Tamtym Świecie. To właśnie wiara była siłą napędową tych ludzi, to wiara pozwoliła im przetrzymać katusze i nie poddać się, nawet wówczas, gdy śmierć wydawała się wymarzonym zbawieniem od dalszego fizycznego i psychicznego cierpienia. Wraz z wiarą istniała również nadzieja na lepszą i sprawiedliwszą przyszłość, która tych ludzi również nie odstępowała, choć w warunkach beznadziejnych często pojawiała się i taka myśl: "A po co to wszystko? Może lepiej zrobić to, czego ode mnie chcą, wówczas przynajmniej przestaną bić". A mimo to trwali dalej w swej niezłomności i uporze przeciwko tym, którzy ponownie zniewalali ich Ojczyznę, a ich samych przeznaczyli do fizycznej i duchowej eksterminacji (komunistom bowiem chodziło nie tylko o to żeby tych ludzi fizycznie zabić, ale przede wszystkim o to, aby ich w zbiorowej świadomości upodlić ich, zmieszać z błotem, nazwać "bandytami", "mordercami kobiet i dzieci", "mordercami Żydów", należało zatrzeć o nich jakąkolwiek pamięć i pozostawić tylko wrażenie że jakaś grupka nieprzystosowanych społecznie awanturników, nie chciała się pogodzić z końcem wojny i dążyła do rozpętania nowej, III wojny światowej w imię swych mrzonek. Niestety, przez dziesięciolecia taka właśnie przetrwała narracja o tych ludziach i niestety bywała bardzo skuteczna. Przede wszystkim jednak starano się o nich zapomnieć, wyrzucić z powszechnej świadomości narodu, zniszczyć wszelkie o nich ślady, tak aby nigdy o nich już nie wspominać, a jeśli już to jedynie w negatywnym lub kpiącym tonie. I dopiero po latach zakłamania i odrzucenia, po latach niepamięci, młodzież sama zaczęła odkopywać cienie zmarłych swych bohaterów i to właśnie młodzież ponownie wyjęła na cokoły Żołnierzy Niezłomnych. W szkołach ich o tym nie uczono, a mino to odnaleźli ich, bestialsko pomordowanych, wrzuconych do zbiorowych mogił, leżących często nieopodal wysypisk śmieci - młodzież odnalazła swoich bohaterów i dopiero od kilku ostatnich lat prawda o Żołnierzach Niezłomnych, zwanych też Wyklętymi - powoli zostaje przywrócona do powszechnej świadomości społecznej Polaków.

Wczoraj (już po raz kolejny) oglądałem "Wyklętego", film w reżyserii Konrada Łęckiego z Wojciechem Niemczykiem w roli głównej, opowiadający o ostatnich latach życia Żołnierza Niezłomnego Józefa Franczaka ps.: "Lalek" - ostatniego Żołnierza Niezłomnego i muszę przyznać że zawsze kiedy oglądam ten film, nachodzi mnie takie poczucie obezwładniającej bezsilności, jakie musieli odczuwać ostatni walczący z komunistycznym zniewoleniem - Żołnierze Niezłomni, do końca wierni żołnierskiej przysiędze złożonej w Niepodległej Polsce. Komuniści starali się ich mamić ogłaszając amnestie, ale były one jedynie sposobem na wyłapanie tych, którzy mieli już dość dalszej walki, by następnie ich aresztować i zakatować na śmierć w ubeckich kazamatach. Hieronim Dekutowski ps. "Zapora" - Żołnierz Niezłomny, major Wojska Polskiego, dowódca oddziałów partyzanckich działających w rejonie Gór Świętokrzyskich, miał rzec na taką właśnie propozycję komunistycznych władz: "Amnestia, to jest dla złodziei, a my to jesteśmy Wojsko Polskie", ale jednocześnie zdając sobie sprawę z trudów dalszej walki i nie chcąc narażać swoich żołnierzy, dał im wolną rękę, czy chcą się ujawnić, czy też dalej walczyć, dając im jednocześnie do zrozumienia że komunistom nie można wierzyć i że jeśli się ujawnią, czynią to na własną odpowiedzialność. To również zostało pokazane w filmie "Wyklęty"). Główny bohater tego filmu stracił wszystko, dosłownie WSZYSTKO co miał najcenniejszego - cały jego oddział został rozbity i wymordowany, stracił swoją rodzinę (bandyci, którzy nosili mundury żołnierzy Wojska Polskiego i byli całkowicie podporządkowani sowieckim mocodawcom - brutalnie zgwałcili mu żonę na oczach ich małego synka, a potem ją zastrzelili), a mimo to, głodny, osamotniony, chory, tułający się po lasach - nie złożył broni, nie poddał się, choć wielokrotnie w jego głowie pojawiało się zniechęcenie i pytanie "Po co mi to wszystko?" - a mimo to wytrzymał tak... osiemnaście lat! OSIEMNAŚCIE LAT walczył z Sowietami i z polskimi komunistami po zakończeniu II Wojny Światowej i został zastrzelony dopiero 21 października 1963 r. Jakaż musiała być w tym człowieku wiara, że zdołał to wszystko przetrzymać pomimo sytuacji całkowicie już beznadziejnej i nie rokującej zmiany na lepsze. W filmie "Wyklęty" padają też bardzo ciekawe i jednocześnie symboliczne słowa, jakie "Lalek" zapisuje w swoim dzienniku, a mianowicie: "Mówi się że nadzieja umiera ostatnia. Ale co zrobić gdy już dawno umarła, a my wciąż żyjemy?".




I taka właśnie mnie również ogarnęła myśl potęgująca jednocześnie bezsilność i niemoc. Zacząłem się też zastanawiać, jak ja bym się zachował w takich warunkach? co bym uczynił? jak bym żył? Czy miałbym w sobie aż tyle wiary i tyle nadziei, aby zdecydować się na tak długą walkę aż do śmierci? Wiem jedno, na pewno nie dałbym im możliwości wziąć mnie żywcem i wolałbym zginąć w walce z bronią w ręku, walcząc o to co byłoby mi najdroższe (nawet jeśli byłoby to tylko już złudzenie, istniejące tylko w mojej głowie) do samego końca. Ale czy wytrwałbym tyle lat w takich warunkach i takiej beznadziei? Często zadaję sobie to pytanie i trudno mi jest na nie odpowiedzieć, bo cokolwiek bym nie powiedział i tak nie byłoby to autentyczne (jakże mogłoby być, skoro siedzę sobie w wygodnym i ciepłym domu). Dopiero osobiste doświadczenie byłoby jedyną możliwą i prawdziwą odpowiedzią na tak postawione pytanie. Dlatego z pełnym przekonaniem oddaję hołd poległym i pomordowanym Żołnierzom Niezłomnym, walczącym od początku do samego końca, najpierw w walce z Niemcami, którzy napadli i przeorali nam kraj (do spółki z Sowietami) a następnie z sowieckim "wyzwolicielem", od którego Niemcy mogliby długo jeszcze uczyć się metod i sposobów nieludzkich tortur. Oni wspólnie (jeden i drugi) zniewolili nas na pięć dekad i dziś jeszcze, trzydzieści lat po tzw.: upadku komunizmu, wciąż sporo zostało tych postkomunistycznych złogów. Dlatego też nie zawaham się nigdy mówić głośno i pamięć tę przekazać swym dzieciom:



CZEŚĆ WAM I CHWAŁA 

ŻOŁNIERZE NIEZŁOMNI

BOHATEROWIE DRUGIEJ KONSPIRACJI

TOCZĄCY NIERÓWNY, 

STRACEŃCZY BÓJ 

W PODŁYCH CZASACH






"DUSZE WSZYSTKICH 

SĄ NIEŚMIERTELNE, 

ALE TYLKO DOBRYCH 

I WALECZNYCH SĄ BOSKIE"




ŻOŁNIERZE NIEZŁOMNI - ŻYLI PRAWEM WILKA