Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEWIARYGODNE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEWIARYGODNE. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 sierpnia 2024

DLACZEGO JESTEŚMY SAMI W KOSMOSIE?

GDZIE SIĘ PODZIAŁA RESZTA 

INTELIGENTNYCH ISTOT?




 Ciekawe pytanie prawda? Zastanawiałem się nad nim od długiego już czasu i w zasadzie jedyne co przechodziło mi do głowy, to były takie oklepane teorie na zasadzie Paradoksu Fermiego. Mimo to chciałbym właśnie odnieść się w tym temacie do pytania nie tyle "czy" jesteśmy sami w Kosmosie (a tak naprawdę w naszej Galaktyce, bo żeby ruszyć dalej trzeba najpierw poznać Galaktykę w której żyjemy, a tego do tej pory nie uczyniliśmy. Mało tego, my nawet nie znamy planety na której żyjemy, z tego co bowiem twierdzą naukowcy - 90% mórz i oceanów na Ziemi jest jeszcze niezbadanych - to jest doprawdy niesamowite), ale właśnie pragnę zadać pytanie "dlaczego" jesteśmy sami w Kosmosie, i dlaczego - jeśli istnieje rozumne życie, a należy założyć że istnieje, gdyż twierdzenie że życie powstało tylko na naszej małej planecie (która tak naprawdę znajduje się gdzieś na rubieżach Wszechświata), jest doprawdy co najmniej głupie, żeby nie powiedzieć dosadniej (to jest dokładnie to samo myślenie, jak niegdyś uważano że słońce i inne planety krążą wokół Ziemi i że ona jest centrum Bożego stworzenia). A jeżeli te cywilizacje istnieją, mało tego, jeżeli są bardziej rozwinięte od naszej, to pytanie brzmi dlaczego się z nami dotąd nie skontaktowały i dlaczego nie dały nam żadnego znaku, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie. 

Jak wiadomo paradoksy Fermiego odpowiadają na to pytanie w bardzo różny sposób. Jedna z teorii (która jest bodajże najmniej prawdopodobna i najbardziej głupkowata) mówi że jesteśmy sami we Wszechświecie, bo tylko na Ziemi ukształtowały się odpowiednie warunki do stworzenia życia biologicznego, dzięki któremu wyewoluowaliśmy jako jedyny rozumny gatunek na planecie. To jest według mnie najbardziej niedorzeczna ze wszystkich teorii, dlatego należy ją na wstępie odrzucić. Inna teoria mówi zaś, że nasza cywilizacja jest najstarszą cywilizacją we Wszechświecie (przynajmniej obecnie), wszystkie inne bowiem są albo na etapie rozwoju pierwotnego, albo też tamtejsze cywilizacje nie są jeszcze w stanie komunikować się z nami w sposób zrozumiały (mam tu na myśli fale radiowe). To też wydaje się mało prawdopodobne, chyba że założymy (jak mówi kolejna teoria), że rozwój każdorazowej cywilizacji postępuje w taki sposób, że nie jest ona w stanie rozwinąć się do etapu podróży międzygwiezdnych, gdyż gdy tylko cywilizacja dana osiągnie poziom rozwoju, pozwalający skonstruować broń atomową - sama się wykańcza, a jeśli jakimś cudem uda jej się przetrwać atomową apokalipsę i nie cofnąć się z powrotem w rozwoju, to czeka na nią kolejne zagrożenie w postaci niekontrolowanej, samo świadomej sztucznej inteligencji, która przejmuje władzę na danej planecie, niszcząc tamtejszą cywilizację. To oczywiście ma jakieś podstawy racjonalności, ale też wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne, aby dotknęło wszystkie cywilizacje we Wszechświecie prócz (przynajmniej na razie) naszej. Inna teoria mówi zaś o Ziemi jako o swoistej planecie -więzieniu, a my, ludzie mamy być potomkami galaktycznych przestępców, którzy zostali zesłani na tę właśnie trzecią planetę od słońca, w celu ich "resocjalizacji", dlatego też kontakt z innymi cywilizacjami nie następuje. Ta teoria wydaje się jeszcze mniej prawdopodobna, jako że zakłada ona dziedziczenie winy przez potomków ewentualnych przestępców, co raczej nie jest sprawiedliwe (chyba że założymy że o sprawiedliwości decydują ci, którzy mają siłę, a bez wątpienia siłą dysponowali ci, którzy umieścili na Ziemi owych przestępców i buntowników, czyli naszych ewentualnych protoplastów).

A może też jest tak, że inne cywilizacje po prostu nie chcą się z nami kontaktować, gdyż jesteśmy zbyt niedorozwinięci duchowo i mentalnie, zbyt okrutni oraz zbyt przyziemni, aby w ogóle zrozumieć sens istnienia innych (poza naszą) cywilizacji i potrzebujemy czasu aby pod tym względem dojrzeć. To wydaje się jak najbardziej prawdopodobne, aczkolwiek jest to tylko jedna z teorii Fermiego. Być może też zasłonili przed nami dostęp do siebie i dopóki nie rozwiniemy się duchowo, nie będziemy mogli skontaktować się z nimi, ani ich usłyszeć, ani ich zobaczyć. A może... może jest jeszcze jedno wytłumaczenie całej tej sytuacji niemożności skontaktowania się z innymi cywilizacjami, wytłumaczenie, które jest znacznie gorsze, niż nam się wydaje. Wytłumaczenie tak przerażające, że może doprowadzić do zagłady życia nie tylko na naszej planecie, ale i na wszystkich innych, które tylko dadzą jakikolwiek znak swego istnienia. Co to takiego? Odpowiedź na to pytanie podobno znajdowała się w czeluściach darknetu, a ponieważ ja już od dłuższego czasu tam nie zaglądam, przeto dowiedziałem się o niej pośrednio, lecz zanim podam bezpośrednie źródło tych informacji, chciałbym najpierw opowiedzieć własnymi słowami czym jest owo zagrożenie i dlaczego jest tak przerażające że wszystkie cywilizacje siedzą cicho, udając że ich nie ma, bowiem totalna zagłada może przyjść właśnie z Kosmosu, a jeśli oglądaliśmy filmy, lub też czytaliśmy komiksy o Transformersach (ja na przykład w dzieciństwie zbierałem wiele komiksów, głównie były to komiksy o Supermanie, Spider-manie, Batmanie, a o Transformersach i Zielonej Latarni rzadziej), wówczas możemy się domyślić o jakie zagrożenie chodzi, ale nawet i to wyobrażenie nie oddaje całego poczucia grozy, jakie czekałyby cywilizacje, gdyby te postanowiły się ujawnić. Aby jednak pozostać nie zauważonym, należy być cicho, baaardzo cicho, a my, ludzie cicho być nie potrafimy. Jesteśmy bowiem obecnie na takim poziomie rozwoju, że rajcuje nas wszystko nowe, tak jak dzieci, które zobaczyły właśnie gniazdko elektryczne i sprawdzają czy można tam włożyć palce.


GRAFICZNE PRZEDSTAWIENIE KOMUNIKATU WYSŁANEGO W KOSMOS Z ARECIBO 



Bodajże po raz pierwszy ludzie wystrzelili w Kosmos informacje o naszym istnieniu - 3 marca 1972 r. na pokładzie sondy kosmicznej Pioneer 10, która wycelowana była w kierunku Jowisza. W owej informacji zawarty był wizerunek mężczyzny i kobiety, a także rysunek naszego Układu Słonecznego z zaznaczoną nań Ziemią, jako miejscem wysłania wiadomości. Następnie wiadomość tę powtórzono - 5 kwietnia 1973 r. na pokładzie sondy Pioneer 11. Najsilniejszy sygnał w przestrzeń kosmiczną wysłała ludzkość jednak dnia 16 listopada 1974 r. za pomocą radioteleskopu z obserwatorium w Arecibo (Portoryko), w której to podano jeszcze dokładniejsze informacje (zakodowane w kodzie dwójkowym) na temat naszego istnienia, czyli wiadomość o istnieniu dwóch płci na Ziemi, o liczbie ludności na świecie, o naszym Układzie Słonecznym i odległości Ziemi od Słońca, oraz o miejscu, z którego wysłano wiadomość. W kolejnych latach i dekadach tak bardzo nam się to spodobało, że wysyłaliśmy w przestrzeń kosmiczną kolejne wiadomości o naszym istnieniu, jednak nigdy nie otrzymaliśmy żadnej informacji zwrotnej, nigdy nikt nam nie odpowiedział... do czasu. Wiadomość jaka nadeszła, pojawiła się stosunkowo niedawno (kilkanaście lat temu), nie miało to jednak żadnego znaczenia, gdyż owej wiadomości nie mogliśmy przez dłuższy czas odcyfrować i odczytać. Udało się to dosłownie kilka lat temu, a to, co odczytano, było tak przerażające że wprost niewiarygodne. Oczywiście na samym początku zawsze można było założyć że dana informacja zwrotna może zawierać przekaz dwojakiego znaczenia. Po pierwsze może to być informacja wysłana przez cywilizację nam przychylną, pokojowo nastawioną i pragnącą się ujawnić oraz spotkać. Po drugie zaś może to być informacja od istot nam wrogich, pragnących naszego zniszczenia i naszej śmierci, z tym tylko że logicznym wydaje się fakt, że taka cywilizacja raczej nie traciłaby czasu i energii na wysyłanie nam informacji zwrotnej, w celu grożenia nam czy też poinformowania nas, że lecą aby nas zniszczyć. Raczej jeśli więc uzyskaliśmy informację zwrotną, to jest to przekaz od istot co najmniej do nas neutralnie ustosunkowanych. Ale to, co odcyfrowali naukowcy, było jeszcze dziwniejsze i jeszcze bardziej przerażające.

Początek bowiem owej informacji brzmiał: "Lepiej bądźcie cicho, stanowicie zagrożenie dla nas wszystkich!" Ciekawe prawda? Dalsza część wiadomości wyjaśniała dokładnie o co chodzi i dlaczego nie należy - tak jak my to robiliśmy - krzyczeć po całej Galaktyce że istniejemy, bo to może oznaczać że już wkrótce... przestaniemy jako ludzkość istnieć. "Śmierć przyjdzie do was z gwiazd" - tak można przetłumaczyć to, co "Oni" nam przesłali. W dalszej części wiadomości "Oni" opowiedzieli o co dokładnie chodzi, a mianowicie setki tysięcy lat temu w naszej Galaktyce toczyła się wojna - to znaczy toczyły ją mieszkające na naszej planecie cywilizacje, przeciwko cywilizacji z innej Galaktyki. Nie ma informacji na temat tego, kto sprowokował tę wojnę, wydaje się jednak prawdopodobne że to tamci - dysponując lepszą bronią - zaatakowali nas (to znaczy nie nas, tylko tych, którzy żyli przed nami - Atlantów, Nibiruan???). Byli lepsi, przegrywaliśmy tę wojnę i aby ostatecznie się ratować, naukowcy z naszej Galaktyki (a raczej z Ziemi, choć może też chodzić o cywilizację Marsa i Wenus), powołali do życia okrutną broń - Replikatorów, czyli maszyny bojowe, które niszcząc broń i okręty przeciwnika, przekształcały je na swoją modłę, tworząc kolejne jednostki bojowe. Dzięki tej sile udało "Nam" się zwyciężyć i wypchnąć ich z naszej Galaktyki. Okazało się jednak że owych Replikatorów nie można już wyłączyć i z chwilą gdy zabrakło im wrogów, zwrócili się oni przeciwko wysoce rozwiniętym cywilizacjom w naszej Galaktyce, kolejno je niszcząc. Tak zniszczona została Atlantyda, zniszczeni zostali twórcy egipskich piramid i cywilizacji sumeryjskiej (być może również cywilizacja Mohendżo-Daro o której kiedyś wspomniałem). Replikatorzy bowiem niszczyli wszystkie rozwinięte cywilizacje, które mogły stanowić dla nich zagrożenie. Tak oto niektóre planety zostały zmienione w światy nie zdatne do życia (przynajmniej z naszego punktu widzenia, bowiem najprawdopodobniej nasz Układ Słoneczny aż kipi od cywilizowanego życia, tylko siedzą cicho obawy właśnie przed Replikatorami). Replikatorzy jednak nie są w stanie przemieszczać się pomiędzy Galaktykami, dlatego też w dalszym ciągu przebywają w naszej Galaktyce, z tym że przez te setki tysięcy lat duża część z nich uległa najróżniejszym awariom i usterkom, gdyż nie są oni w stanie wzajemnie się naprawiać bez możliwości zdobywania nowej technologii, a tak się dzieje w sytuacji gdy niszczą sprzęt przeciwnika z którym walczą.




Replikatorzy jednak nieustannie nasłuchują wszelkich fal radiowych, jakie płyną z poszczególnych planet w naszej Galaktyce, a gdy taką informację przejmą, natychmiast ruszą przeciwko danemu światu. Informacja od "onych" mówiła również, że nim Replikatorzy przybędą aby zniszczyć daną cywilizację, wcześniej wysyłają swoich zwiadowców, którzy to poruszają się znacznie szybciej niż cała ta flotylla (porusza się ona bowiem z prędkością światła). Zwiadowcy bowiem mogą przeskakiwać pomiędzy czasoprzestrzenią, znacznie skracając sobie podróż. Gdy zaś przybędą do danego świata, ich zadaniem jest sianie wewnętrznego chaosu na planecie i eliminacja najbardziej wartościowych jednostek, które to mogłyby stanowić zagrożenie dla floty Replikatorów. W tym celu (choć Replikatorzy są maszynami), tworzą zwiadowców na podobiznę istot danego świata, a przynajmniej istoty te wyglądają jak istoty cielesne, białkowe, których skóra (choć nie zawsze przypomina naszą, to jednak) wygląda jakby była złożona z tego samego, białkowego budulca. I tutaj nasunąć się może od razu fenomen UFO. Czym jest UFO? tak naprawdę do końca nie wiadomo. Wiadomo tylko że te statki czasem się pojawiają, czasem też tak zwane ufoludki (zwane niekiedy szarakami) pokazują się ludziom, a czasem też dochodzi do porwań (porwania mają na celu genetyczną modyfikację szaraków w celu dopasowania ich ciał do genotypu ludzkiego, tak, aby zgadzał się on wręcz jeden do jednego z ludzkim i aby te istoty - które tak naprawdę napędzane są przez sztuczną inteligencję Replikatorów - mogły funkcjonować na pierwszy rzut oka tak jak normalni ludzie). Cel bowiem stanowi wprowadzenie tych zmodyfikowanych istot do ludzkiego społeczeństwa, i takie nim pokierowanie, aby nie zdołało ono przygotować się na agresję z gwiazd i aby nie wypracowało broni, która mogłaby Replikatorów pokonać. Tak przynajmniej brzmiał komunikat wysłany przez tych, którzy kazali nam siedzieć cicho. Poinformowali oni również ludzi, że poszczególne cywilizacje w naszej Galaktyce kontaktują się ze sobą, ale nie w taki sposób, jak to my uczyniliśmy - krzycząc na cały Układ Słoneczny: "Halo, tu jesteśmy, widzicie nas!", tylko na zasadzie przekaźników pomiędzygalaktycznych, czyli czegoś na wzór galaktycznego telefonu, dzięki któremu słuchać może nas tylko odbiorca wiadomości, natomiast my używamy do komunikacji... megafonu, korzystając z fal radiowych, które Replikatorzy są w stanie przechwycić.




Naukowcy z Ziemi mieli odpowiedzieć tym, którzy wysłali nam ową zwrotną wiadomość, że u nas już coś takiego jak UFO istnieje i że najprawdopodobniej nasz przekaz został przechwycony przez Replikatorów, a być może zdradziliśmy się jeszcze czymś o czym nie wiemy. W każdym razie istnieje ogromne niebezpieczeństwo że oni już o nas wiedzą i że ich flota zmierza właśnie w kierunku naszej planety, aby zniszczyć na niej wszelkie życie i że dotrą tutaj w ciągu kilku, być może kilkunastu kolejnych lat. Co mamy więc zrobić, aby ocalić życie na naszej planecie? - padło takie pytanie. Cywilizacja która odebrała tę wiadomość, odpowiedziała, że Replikatorzy jeśli rzeczywiście ruszyli przeciwko nam, to po drodze zniszczą i inne światy, które są między nimi a nami, a na których istnieje cywilizowane i rozwinięte życie, tak więc oni sami nie będą się ujawniać i nie będą prosić się o kłopoty. Nie przybędą też, aby nam pomóc w tej walce która nas czeka. Stwierdzili jednak że są gotowi podzielić się z nami technologią, która jest w stanie zatrzymać Replikatorów, a którą oni sami tworzyli przez tysiące lat. Tylko że walczyć będziemy sami, oni pozostaną w ciszy (chyba że zostaną już zmuszeni do walki poprzez naszą niefrasobliwość, to znaczy jeśli Replikatorzy wykryją ich obecność - i cywilizacje jakie oni stworzyli na innych planetach naszej Galaktyki). Może i to byłoby dla nas najbardziej optymalne, ale raczej nie można na to liczyć. Opierając się więc na przekazie który znajduje się w darknecie, technologia o której powiedzieli nam obcy, miała już zostać przekazana przywódcom naszej planety, być może więc dlatego co jakiś czas słychać o militaryzacji społeczeństw, o przygotowywaniu się do wojen - na razie co prawda lokalnych, ale musimy prawdopodobnie wyrobić w sobie ten gen zabójcy, abyśmy - gdy przyjdzie pora - stanęli w obronie naszego świata i naszego istnienia. Tak wygląda przekaz od obcych istot (zapewne humanoidalnych lub wręcz ludzkich) które odpowiedziały na nasz komunikat, a ponieważ bardzo mnie on zaciekawił (gdyż nie spotkałem się z nim wcześniej), dlatego postanowiłem zaprezentować go w osobnym temacie na tym blogu.




Natomiast informacje o nim zaczerpnąłem z bloga Krzysztofa Woźniaka "Atora": "Wideoprezentacje". Co o nim sądzicie? Mnie wydaje się dosyć interesujący i ciekawy, choć może nieco przerażający, a przynajmniej tworzący tę atmosferę lekkiej obawy o przyszłość naszej cywilizacji.




piątek, 9 sierpnia 2024

WYNALAZKI ANTYKU - Cz. IV

CZYLI CO TAKIEGO WYNALEŹLI STAROŻYTNI GRECY I RZYMIANIE, O CZYM MY NIE MAMY POJĘCIA A Z CZEGO KORZYSTAMY?





ANTYCZNE WYNALAZKI HELLENÓW 
Cz. III






MECHANIZM Z ANTYKITHIRY
(CZYLI ANTYCZNY KOMPUTER)


 W 1900 r. grupa greckich poławiaczy pereł natknęła się u wybrzeży małej wyspy Antykithiry (leżącej pomiędzy Kretą a wyspą Kithira) na bardzo dziwne znalezisko, a mianowicie na wrak antycznego statku - jak się potem okazało - z I wieku p.n.e. Konkretnie zaś odkrywcą tym był poławiacz pereł o imieniu Elias Stadiatos, który zanurkował, odkrył wrak statku, wypłynął na powierzchnię, zdjął hełm płetwonurka i zaczął bełkotać że na dnie znalazł statek, a na nim nagie kobiety. Rzeczywiście znaleziono ta na nim mnóstwo antycznych posągów, biżuterię, ceramikę, eleganckie meble i amfory wina (zapewne okręt ten był okrętem handlowym płynącym do krajów Lewantu). Zatonął on (jak potem stwierdzili naukowcy) ok. 80 r. p.n.e. Jednak to nie owe dzieła sztuki i rzeczy ogromnej wartości materialnej, były najważniejszym znaleziskiem na owym statku. To co naprawdę zainteresowało (i zszokowało) naukowców, to było kilka zielonych, skorodowanych brył, pozostałość po jakimś mechanicznym urządzeniu. Po przebadaniu okazało się, że stanowi ono wyrafinowaną maszynerię, znacznie wyprzedzającą wszystko to, czego można było się spodziewać po czasach antyku. Szybko też stwierdzono że w mechanizm jest znacznie starszy niż zatopiony okręt, co najmniej o jakieś 50 do 70 lat. A czym było owe znalezisko? 

Tzw.: mechanizm z Antykithiry (bo taka też nazwa została nadana owemu urządzeniu), a przynajmniej ta część która została odnaleziona, składała się z 32 kół zębatych i naukowcy doszli do wniosku że pełniła funkcję przekładni różnicowej do odjęcia ruchu słońca od ruchu księżyca, w celu wytworzenia miesiąca synodycznego pełnych faz księżyca. Współcześni naukowcy twierdzą wręcz otwarcie, że mechanizm z Antykithiry był antycznym komputerem, który wyświetlał położenie słońca w zodiaku przez cały rok, a także poszczególne fazy księżyca, a także mógł on wyświetlać położenie planet względem słońca, co już samo w sobie jest wyjątkowe. Był to więc komputer obliczeniowy znacznie wyprzedzający to wszystko, co zaczęto budować w połowie XX wieku gdy po raz pierwszy stworzono ogromne komputery zajmujące często całe hale, a mimo to mające niewielką pamięć. Prawdopodobnie wszystkich właściwości mechanizmu z Antykithiry nie da się dzisiaj odtworzyć, więc musimy polegać na spekulacjach, bez wątpienia jednak była to niezwykle zaawansowana technologia, która notabene wydaje się że wcale nie była pierwsza (to znaczy nie było to pierwsze takie urządzenie) bowiem z przekazów autorów antycznych (Cyceron, Pappus, Klaudiusz Klaudian) wiemy dziś, że pierwsze "Planetaria" zaczął budować Archimedes -  grecki naukowiec żyjący w Syrakuzach w III wieku p.n.e. (autor słynnych słów "Eureka" - {z greckiego "Znalazłem"} i prawa siły wyporu). Ogromna wiedza na ten temat z pewnością znajdowała się w Bibliotece Aleksandryjskiej, ale najróżniejsze katastrofy (szczególnie niesławny pożar Biblioteki z 47 r. p.n.e. podczas oblężenia Pałacu królewskiego - w którym znajdował się Juliusz Cezar wraz z Kleopatrą - przez wojska egipskiego faraona Ptolemeusza XIII, czy w czasie pożaru Biblioteki w roku 273 - prawdopodobnie na polecenie cesarza Aureliana. Ale wszystkie te wcześniejsze wstrząsy i zniszczenia był niczym, wobec planowanego zniszczenia Serapejonu i Biblioteki Aleksandryjskiej na polecenie cesarza Teodozjusza Wielkiego w roku 391, jako największych ognisk egipskiego pogaństwa. Zniszczonej wówczas ludzkiej myśli, gromadzonej przez setki lat nie udało się już odtworzyć {chociaż kto wie, ponoć istnieje metoda żeby poznać pewne zaginione materiały, a nazywa się ona metodą teledetekcji - chociaż o niej może opowiem innym razem).






Oczywiście nie ma co do tego żadnej pewności, ale można założyć że mechanizm z Antykithiry zbudowany został na Rodos (wyspie "Róż i Słońca" - jak ją nazywano w starożytności) z której pochodziło i na której tworzyło wielu antycznych naukowców (jak choćby Hipparch z Nicei w Bitynii - żyjący w latach ok. 190 - 120 r p.n.e. - który osiadł na Rodos i tam tworzył, Pliniusz Starszy w swej "Historii naturalnej" wydanej w 77 r. Pisał o Hipparchu tak: "Hipparch, którego nigdy nie można wystarczająco pochwalić, nikt nie zrobił od niego więcej, aby udowodnić, że człowiek jest spokrewniony z gwiazdami, a nasze dusze są częścią nieba. Wykrył nową gwiazdę, która pojawiła się za jego życia (...) i w konsekwencji uczynił śmiałą rzecz, która byłaby naganna nawet dla Boga - odważył się zaplanować gwiazdy dla potomności i odznaczać ciała niebieskie po imieniu na liście, wymyślając mechanizmy, za pomocą których można było wskazać ich różne pozycje i wielkości, a od tego czasu można było łatwo odróżnić nie tylko to, czy gwiazdy giną i rodzą się, ale czy niektóre są w tranzycie i w ruchu, a także czy zwiększają się i zmniejszają w wielkości - przekazując tym samym niebiosa, jako spuściznę całej ludzkości, zakładają, aby ktoś znalazł się, kto rościł by sobie prawo do tego dziedzictwa" - Pliniusz Starszy zginął w 79 r. gdy jako dowódca floty rzymskiej w Miseum, ratował ludzi niszczonych przez wybuch Wezuwiusza miast Pompei, Herkulanum i Metapontum; natomiast Hipparch jest uważany za największego obserwatora astronomicznego starożytności, znany jest również jako ojciec trygonometrii i odkrywca precesji równonocy. Oprócz niego na Rodos działał również Posidoniusz z Apamei - żył 135 - 51 r p.n.e. - był nauczycielem Cycerona, sławnym astronomem a przede wszystkim podróżnikiem i geografem, zwiedził Italię, Egipt, Afrykę Północną, Hiszpanię, Galię, wyprawił się nawet do Germanii, ale sławny był przede wszystkim z tego że zmierzył rozmiar słońca i obwód Ziemi z położenia gwiazdy Kanopus. Innym naturalizowanym Rodyjczykiem był Dionizos z Aleksandrii - który pracował w arsenale na Rodos i stał się wynalazcą powtarzalnej katapulty, a jednocześnie był astronomem. Jeszcze innym wynalazcą - choć akurat ten nie zajmował się już gwiazdami - był Geminis z Rodos, który również ulepszył wiele pocisków miotających). Tak więc Wyspa "róż i słońca" słynęła z wielu niesamowitych wynalazców i odkrywców.

Wracając jednak do mechanizmu z Antykithiry, to właśnie różniczkowy talerz obrotowy jest bez wątpienia najbardziej spektakularną cechą urządzenia z Antykithiry, ze względu na jego wyrafinowanie i nieprawdopodobny jak na nasze wyobrażenia o tamtym czasie rozwój technologiczny. Nie chcę i też nie zamierzam silić się tutaj na jakieś naukowe tłumaczenia tego mechanizmu, ponieważ ich nie znam i nie zamierzam też silić się na jakiegoś naukowca, ale aby obliczyć miesiąc synodyczny (trwający 29,5 dnia), koła zębate w tym mechanizmie zaprojektowano tak, aby odpowiadały stosunkowi 13,368267, który został przybliżony stosunkiem 254/19 = 13,36842105, co daje dokładność 1/86000 (przy czym już żyjący w V wieku p.n.e. ateński astronom Meton zauważył, że 19 lat niemal dokładnie odpowiada 235 miesiącom synodycznym, co odpowiada 235 + 19 = 254). Swoją drogą po co starożytnym Grekom taka dokładność przy obliczaniu faz księżyca -  czyli miesięcy synodalnych, skoro w tamtym czasie pojęcie dokładnej godziny czasu nie było istotne, a raczej mówiło się że coś wydarzyło się rankiem, przed południem, w południe, po południu lub wieczorem, ewentualnie w nocy, natomiast godziny były praktycznie nieistotne, a tutaj taka dokładność).


CENTRALNA PRZEKŁADNIA Z 32 KOŁAMI ZĘBATYMI MECHANIZMU Z ANTYKITHIRY



TARCZA PRZEDNIA 




ABAKUS
(CZY TYLKO LICZYDŁO?)


 Na niektórych obrazkach przedstawiających starożytnych Greków podczas liczenia, pojawia się dziwne urządzenie zwane abakusem (Rzymianie zwali je abaxem), czym ono było? W najprostszych słowach można by było powiedzieć, że to nic innego jak zwykle liczydło służące do obliczania większych liczb, a wyglądające jak mały, prosty kamienny blat stołowy, z wyrzeźbionymi na nim prostymi liniami, a obliczenia dokonywano za pomocą małych kamyków, przy czym każdy kamyk odpowiadał innej wartości. Wszystko fajnie, tylko czy rzeczywiście antyczne abakusy tak właśnie wyglądały? Nasza wiedza o nich pochodzi głównie z bardzo podobnych abakusów średniowiecznych, które pojawiły się w Europie ok. 800 r. i właśnie wyglądały tak, jak wyżej wymieniłem. Oczywiście nie mam żadnych informacji żeby twierdzić że mogłoby być inaczej, aczkolwiek znając geniusz antycznych wynalazców (przecież Europa w tym okresie średniowiecza była totalną pustynią umysłową i to się zaczęło dopiero później zmieniać) można by uznać że w abakusach istniał chociażby mechanizm ułatwiający liczenie (w jaki sposób - oczywiście nie wiem, ale bardzo ciekawym faktem jest to, że na antycznych obrazach pokazujących ludzi liczących na abakusach, one nie wyglądają tak jak w średniowieczu, a raczej przypominają coś, co dzisiaj moglibyśmy określić mianem małych laptopów - chociaż to może tylko moje przypuszczenie 😙).


ABAKUS RZYMSKI



ABAKUS GRECKI




W kolejnej części kto tak naprawdę wynalazł zegar, telefon, maszynę parową i windę, a bardziej konkretnie to którzy antyczni Grecy byli autorami tych wynalazków






"IMIĘ GRECKIE NIE JEST JUŻ OZNAKĄ RASY, A POGLĄDÓW I JEST NADAWANE TYM, KTÓRZY PODZIELAJĄ NASZĄ KULTURĘ, A NIE NASZĄ KREW"

IZOKRATES
(wielki ateński retor, jeden z dziesięciu największych mówców attyckich, 
żyjący w latach 436 - 338 p.n.e.)


CDN.

środa, 3 lipca 2024

WYNALAZKI ANTYKU - Cz. III

CZYLI CO TAKIEGO WYNALEŹLI STAROŻYTNI GRECY I RZYMIANIE, O CZYM MY NIE MAMY POJĘCIA A Z CZEGO KORZYSTAMY?





Trzecia część wynalazków starożytnych Greków i Rzymian.



ANTYCZNE WYNALAZKI HELLENÓW 
Cz. II



PIENIĄDZE




 Oficjalnie pieniądze wymyślone zostały przez Lidyjczyków w Azji Mniejszej. To oni mieli po raz pierwszy wybijać monety, które następnie traktowano jako środek płatniczy. Ale bez wątpienia to właśnie Grecy przyczynili się do rozpropagowania po świecie tego właśnie środka płatniczego, jako że wcześniej istniał handel wymienny, czyli jeśli ktoś chciał na rynku kupić chleb (wówczas pieczony w formie placków), albo też ogolić się lub napić wina, to musiał dać coś w zamian. Coś cennego, co sam posiadał, lub ewentualnie złoto albo srebro. Natomiast dzięki wprowadzeniu pieniądza, sprawy te znacznie zostały ułatwione i teraz tylko wystarczyło po prostu zdobyć owe pieniądze (😄). Pierwsze pieniądze na skalę masową zaczęli bić Grecy jońscy (Jonowie), a głównym miastem z którego następnie rozchodziły się te monety po całym greckim świecie (a co za tym idzie, docierały do krajów, które Grecy zwali "barbarzyńskimi") było miasto Miletu. Taką symboliczną datą bicia monet jońskich na szerszą skalę, były lata 70-te VII wieku p.n.e. (ok. 675 r p.n.e.), czyli panowanie w sąsiedniej Lidii króla Gygesa. To właśnie dzięki Jonom (a konkretnie Miletyjczykom) pierwsze pieniądze dotarły do Egiptu i do greckich emporiów na wybrzeżu Morza Czarnego. Fokejczycy zaś (jońskie miasto leżące nieopodal wyspy Chios), i Samijczycy zawieźli ten nowy wynalazek na wybrzeża Morza Adriatyckiego, na Sycylię, południową Galię i wschodnie wybrzeże Hiszpanii. Natomiast pierwsze monety jakie pojawiły się w Grecji właściwej, wybito ok. 650 r. p.n.e. na Eginie (leżącej w Zatoce Sarońskiej nieopodal Attyki), potem miało to miejsce na Eubei i w Koryncie. Natomiast w VI wieku p.n.e. praktycznie cały egipski handel zdominowany był przez 12 greckich miast, z czego 11 leżało po wschodniej stronie Morza Egejskiego (w Jonii), a jedyną  wyspą która leżała po stronie zachodniej była Egina.


PLAN MILETU Z SIATKĄ HIPPODAMOSA



1. ŚWIĄTYNIA ATENY
2. RZYMSKA WILLA Z CZASÓW IMPERIUM
3. ZACHODNIA AGORA 
4. HEROON (MONUMENTALNY GROBOWIEC)



Warto też mu w parę powiedzieć o samym mieście Milecie. Było to starożytne miasto, założone jeszcze przez Achajów (zwanych Ahijawa). Miasto to (zwane wówczas Millawanda) jest wymienione na liście koronacyjnym władcy Hetytów Mursilisa II (ok. 1320 r. p.n.e.) jako należące do Imperium Hetyckiego, ale zasiedlone przez lud Ahijawa. Według mitu, miasto to miał założyć Miletus (od którego imienia wzięła się nazwa), a powstało ono na wybrzeżu, na południe od rzeki Maeander, która wpadała do Morza Egejskiego (należy bowiem pamiętać że ukształtowanie tego terenu w starożytności było zupełnie inne niż obecnie. Dziś bowiem z Miletu można suchą stopą dojść na wysepkę Lade - leżącą nieopodal miasta, natomiast w starożytności trzeba było ten odcinek przepłynąć, gdyż nie było lądu stałego. Podobnie rzecz miała się z rzeką Maeander, która dziś płynie właściwie nieopodal miasta, natomiast w starożytności dzieliła Milet od rzeki mała zatoczka). Z Miletu pochodzili sławni filozofowie, jak Tales (ok. 625 - ok. 545 r. p.n.e.), Anaksymander (o którym to pisałem w poprzedniej części ok. 610 - ok. 546 r p.n.e.), Anaksymenes (ok. 586 - ok. 526 p.n.e.), a każdy z nich był uczniem poprzedniego. Z Miletu pochodził też tyran tego miasta o imieniu Trazybul (nie wiadomo dokładnie w jakich latach panował, wiadomo tylko że był przyjacielem i sojusznikiem tyrana Koryntu - Periandra i że władał za jego rządów, a Periander objął władzę w Koryncie w roku 627 p.n.e. i sprawował ją do śmierci w roku 585 p.n.e. Jedyne co wiadomo z chronologii rządów Trazybula, to to, że władał w okresie 12-letniej wojny Miletu z Lidią, a pokój w tej wojnie zawarty został w roku 612 p.n.e., tak więc musiał objąć rządy co najmniej ok. 635 r. p.n.e. Trazybul znany jest też jako autor selekcji negatywnej, czyli eliminacji wybitnych jednostek, które mogłyby zagrozić przywódcy przejąć po nim schedę {ile to już razy w historii ambitne jednostki eliminowały wybijających się młodych ludzi, zastępując ich miernymi, biernymi ale wiernymi sługusami, które w żadnym razie nie mogły im zagrozić}. Bowiem gdy Periander przejął władzę nad Koryntem po swym ojcu Kypselosie, wysłał do Miletu swego posła, aby tam zasięgnąć rady doświadczonego Trabula jak powinien postępować jako władca, aby umocnić swoją władzę. Trazybul zabrał posła na pole poza miastem, gdzie wypytywał go sprawy korynckie, aby w pewnym momencie zapytać z czym poseł przybył. Gdy ten odpowiedział że Periander chciał go zapytać jak powinien postępować aby umocnić się u władzy, Trazybul przeciągnął laską po kłosach kwitnącego zboża. Najwyższe pędy zleciały, po czym poszli dalej i znów pytał go sprawy korynckie. W pewnym momencie znów mu przerwał i zapytał raz jeszcze z czym przybył, a gdy tamten odpowiedział, Trazybul ponownie przeciągnął laską po kłosach zboża i poszli dalej. Rzecz ta powtórzyła się po raz trzeci i dobrnęli do kresu swojej wędrówki, a żegnając posła Trazybul wciąż nie odpowiedział na jego pytanie. Gdy ten mu o nim przypomniał, tyran Miletu odrzekł: "Powtórz dokładnie wszystko, coś tu widział i co słyszał". Poseł nie był zadowolony. Wrócił do Koryntu i powiedział Periandrowi że Trazybul chyba zdziecinniał, gdyż machał tylko laską wokół kłosów zboża i nie odpowiadał na jego pytanie. Ale Periander doskonale zrozumiał w czym rzecz i wiedział że strącone kłosy zboża, to była właśnie odpowiedź: "Nie dopuszczaj do tego, żeby ktokolwiek wyrósł ponad ciebie". Tak też zaczął postępować i stał się krwawym tyranem który ostatecznie po 40 latach swoich rządów został obalony.


STAROŻYTNA MONETA ATEŃSKA 
SREBRNA TETRADRACHMA Z WIZERUNKIEM BOGINI ATENY I SOWY 
(ok. 454 - 404 r. p.n.e.)



Byli i inni sławni Milezjanie, jak żyjący w IV wieku p.n.e. filozof Eubulides - autor "paradoksu kłamcy" ("kłamca, kłamca", pamiętacie E = mc2? 😂👍), historyk Hekatajos ok. 550 r. p.n.e. - 476 r. p.n.e.), czy architekt Izydor żyjący na przełomie V i VI wieku naszej ery (autor odbudowy po pożarze Kościoła Mądrości Bożej w Konstantynopolu w czasach cesarza Justyniana). Było ich oczywiście znacznie więcej, ale uważam że nie ma sensu wymieniać wszystkich znacznych obywateli miasta Milet. Warto jednak wspomnieć jeszcze o jednym, o architekcie Hippodamosie (ok. 498 - ok. 408 r. p.n.e.), którego zwano drugim założycielem Miletu, jako że gruntownie przebudował miasto i opracował siatkę ulic wiodącą z północy na południe i ze wschodu na zachód tak, że drogi krzyżowały się pod kątem prostym (potem tę technikę używano w innych miastach starożytności, średniowiecza i współczesności, jak choćby w Aleksandrii, w Antiochii czy... w wielu miastach dzisiejszych Stanów Zjednoczonych). Był on również autorem portu w Pireusie, czyli morskiego okna na świat dla Aten, także gruntownie przebudował miasta Olint i Prienne. Hippodamos rozpoczął swoje prace w Milecie ok. 450 r. p.n.e. składając na miasto swoją technikę siatki. Był również prekursorem techniki solarnej (choć została ona upowszechniona na większą skalę dopiero po roku 400 p.n.e.). Technika solarna w architekturze polegała na tym, że Grecy budowali swoje domy w taki sposób, aby zimą zyskiwać jak najwięcej słońca, natomiast latem ukryć się w cieniu swoich domostw. Hippodamos był też swoistym ekscentrykiem w swoich czasach, nosił np. długie włosy których nigdy nie wiązał (co powodowało że jego włosy falowały na wietrze), lubił bogate ozdoby które nosił na szyi, ale nosił je pod ubraniem (najczęściej było to ciepłe ubranie które nosił zarówno latem jak i zimą, co budziło zdziwienie jego współobywateli i wszystkich tych, z którymi się stykał). Lubił też zabawić się w filozofa i podumać nad najlepszą formą rządów. Poza tym otaczał się też młodymi kobietami i to nawet w podeszłym wieku (a jednocześnie Teano z Turynu poświęcił mu swoje dzieło "O cnocie"). Hippodamos wypowiadał się też często na temat reformy sądownictwa (twierdził że sędziowie powinni składać przysięgę na bogów i wykazywać się nieskazitelną prawdomównością, gdyż dotychczas prawo pozwalało sędziom na krzywoprzysięstwo, a poza tym o wyroku często decydował los, na przykład kamyk jaki rzucali sędziowie kierując się wolą bogów. Hippodamos twierdził że "procedurę kamyka" należy zlikwidować, natomiast każdy sędzia na tabliczce powinien wypisywać czy jest za skazaniem czy za uniewinnieniem danego oskarżonego. Jego propozycje zaczęły być wdrażane w życie w drugiej połowie V wieku p.n.e).


PARADOKS KŁAMCY 
SKĄD WIADOMO KIEDY KŁAMCA MÓWI PRAWDĘ?




KLUCZE i ZAMKI


 Podobnie jak w przypadku pieniędzy, tak i klucze oraz zamki do owych kluczy nie były autorstwem Greków, a znane były już w starożytnym Egipcie i Mezopotamii ok. 1000 roku p.n.e. Dlaczego więc ponownie je tutaj umieszczam? Powód jest prosty, tamte konstrukcje były bardzo proste (można powiedzieć wręcz prostackie) i dopiero Grecy (podobnie jak w przypadku pieniędzy) ulepszyli i nadali nową formę kluczom rozpropagowawszy je we wszystkich swoich koloniach, a z chwilą gdy nastały czasy rzymskie, na całym ogromnym Imperium.


OTO JAK WYGLĄDAŁ STAROŻYTNY GRECKI KLUCZ DO DRZWI 
(RZYMSKA KOPIA GRECKIEGO KLUCZA I ZAMKÓW DO DRZWI)






MAGNETOFON 
(CZYLI "GADAJĄCE PUDŁO" HIERONA)


 Jeśli nam się wydaje że pierwsze magnetofony powstały dopiero w XX wieku, to... nam się tylko tak wydaje. Starożytni bowiem eksperymentowali z zapisem głosu (głównie był to głos zwierząt). Żyjący w latach (ok.) 10 - 70 roku naszej ery Hieron z Aleksandrii zbudował właśnie taki mechanizm, dzięki któremu nagrywał (a raczej rejestrował) krótkie, jednosylabowe odgłosy zwierząt. Niestety niewiele mogę powiedzieć na ten temat, gdyż nie dysponuję opisem De Kampeleina z 1791 r. który miał dokładnie przedstawić jak skonstruowany był i na czym polegał wynalazek Hierona.

Antyczny "magnetofon" nie jest jedynym tego typu wynalazkiem. W następnej części przejdziemy do starożytnych komputerów i innych współczesnych nam "magicznych wynalazków" bez których obecnie praktycznie nie można się obejść.


CDN.

piątek, 14 czerwca 2024

WYNALAZKI ANTYKU - Cz. II

CZYLI CO TAKIEGO WYNALEŹLI STAROŻYTNI GRECY I RZYMIANIE, O CZYM MY NIE MAMY POJĘCIA A Z CZEGO KORZYSTAMY?





Druga część wynalazku starożytnych Greków (i Rzymian), które po pierwsze używamy po dziś dzień, a po drugie są dowodem na to, że starożytność była tylko odblaskiem cywilizacji które istniały wcześniej i które zniknęły w mroku pradziejów.



ANTYCZNE WYNALAZKI HELLENÓW
Cz. I



MAPA 




 Przypuszcza się że pierwszym człowiekiem który w znanej nam epoce starożytności skonstruował mapę, był Anaksymander z Miletu. Według historyka Apollodora z Aten (żyjącego w II wieku p.n.e.) Anaksymander urodził się w roku 611 p.n.e., zmarł zaś jakiś czas po roku 547 p.n.e. Był szanowanym obywatelem Miletu, jednym z jońskich filozofów, uczniem Talesa i nauczycielem Anaksymenesa. Najbardziej znanym jest on z poszukiwania pra-elementu wszechrzeczy, czyli pierwiastka z którego wszystko powstało, a za takowy uważał apeiron, czyli masę lub pierwiastek nie podlegający starzeniu się i rozkładowi, który nieustannie rodzi nowe elementy (rzeczywistości). Dla porównania jego nauczyciel Tales uważał że prapoczątkiem wszystkiego jest woda, Anaksymenes że powietrze, aHeraklit że ogień. Anaksymander był też astronomem i geografem, zbudować miał też pierwszy zegar słoneczny. Był też autorem pierwszej znanej nam mapy świata, na której w centrum owego świata umieścił Helladę z Morzem Egejskim, otoczoną dokoła oceanem (jako ciekawostkę dodam też że Anaksymander uważał że ludzie powstali z oceanów i zrodzili się ze zwierząt morskich zamieszkujących wody). Diogenes Laertius w "Życiu Anaksymandra" pisze: "Mówią że gdy śpiewał, dzieci się śmiały; i że on, słysząc o tym, powiedział: "Musimy zatem lepiej śpiewać ze względu na dzieci".


ANAKSYMANDER Z MILETU



Następnie grecki geograf Dikaiarch z Messyny na Sycylii (żyjący ok. 350-290 r. p.n.e.) wprowadził na mapie pojęcie szerokości i długości geograficznej. Następnie Eratostenes z Cyreny (ok. 276-194 p.n.e.) który większość życia przebywał i działał w Aleksandrii (w latach 235-195 p.n.e. był dyrektorem Wielkiej Biblioteki Aleksandryjskiej), ten przyjaciel Archimedesa z Syrakuz stworzył znacznie dokładniejszą mapę znanego wówczas świata, na której przedstawił trzy kontynenty: Europę, Afrykę (Libię) i Azję. Jeszcze dokładniejszy opis miejsc i kontynentów, przedstawił w swojej 17-tomowej "Geografii" grecki (ale całkowicie zromanizowany, a wręcz zwolennik rzymskiego imperializmu) geograf, historyk i filozof - Strabon z Amasei w Poncie (64 r. p.n.e. - 24 r.) Jego dzieło niestety nie zachowało się do dnia dzisiejszego (jedynie fragment papirusu znajdujący się obecnie w Muzeum uniwersyteckim w Mediolanie). Swoje dzieło rozpoczął tworzyć ok. 7 roku naszej ery (pierwsze szkice), a tak na poważnie w roku 18 i poprowadził je do roku 23. Świat przedstawiony w "Geografii" Strabona, jest światem znanym już wówczas Grekom i Rzymianom, chociaż autor nie ustrzegł się wielu błędów (jego uparte trzymanie się homeryckich opisów może być nieco frustrujące - Homer przecież był niewidomym wieszczem, który raczej nie podróżował po świecie - tym bardziej że nie uwzględnia on relacji podróżników greckich takich jak Herodot, który przecież podróżował do Egiptu i innych krajów Wschodu i widział wiele rzeczy na własne oczy), a wiemy o tym z relacji innych historyków i geografów antyku.




Inny grecki geograf Klaudiusz Ptolemeusz (ok. 100-168 r.) urodzony w Tebaidzie w Egipcie, lecz całe życie tworzący w Aleksandrii, ok. 140 r. napisał znacznie dokładniejszy "Przewodnik po geografii", będący wykładnią dla wielu uczonych jeszcze w średniowieczu. Stworzył 26 map regionalnych i 67 map lokalnych (wszystkie utracone). Na długo przed Kartezjuszem używał regularnej siatki równoleżników i południków. Stworzył też gazeter (bank danych) obejmujący 8 000 miejscowości z ich długościami i szerokościami geograficznymi oraz odpowiednimi podpisami. Jednak realnie to nie Grecy byli autorami map, bowiem pierwsze mapy odnaleziono na ścianach domów w anatolijskim mieście Catal Höyük z ok. 6 200 r. p.n.e., a i te również nie wydają się być pierwsze (po prostu są jednymi z najstarszych). Swoją drogą Catal Höyük - miasto bez ulic (mieszkańcy poruszali się dachami domów, wszędzie były wystawione drabinki i przechodzono z jednego dachu na drugi, bowiem domy były budowane bezpośrednio jeden przy drugim), poświęcone matriarchalnemu bóstwu Wielkiej Bogini, jest również fascynującym dla archeologów miejscem, odkrytym w 1963 r. Jednak już trzy lata później znaleziono kieł mamuta, na którym również znajdowała się mapa, datowana na 10 000 rok p.n.e. i bez wątpienia było to najstarsze znalezisko na którym znajdowała się mapa okolicy. Lokalne mapy (dotyczące jednak rozgraniczenia zagród i ustalenia własności gruntów), znaleziono również w Mezopotamii i datowano na 3 800 r. p.n.e.



TERMOMETR


ZREKONSTRUOWANY TERMOSKOP FILONA
(Początek XX wieku)



 Wynalazcą pierwszego termometru (który nazywano "termoskopem") był żyjący w latach (ok.) 20 r. p.n.e. - 50 r. (czyli w czasach Jezusa Chrystusa) Filon z Aleksandrii (swoją drogą zauważmy że najwięksi greccy wynalazcy w okresie Imperium Rzymskiego wywodzili się albo z Aten, albo z Aleksandrii, albo ewentualnie z Antiochii w Syrii. Z Rzymu który był stolicą Imperium, nie wywodził się żaden ówczesny wynalazca). Pilon doskonale wiedział (prawdopodobnie nie tylko on i nie jako pierwszy) że powietrze rozszerza się pod wpływem ogrzewania. Termoskop Filona był bardzo podobny do pierwszego termometru powietrznego stworzonego przez Galileusza (żyjącego w latach 1564-1642), a jedną różnicą był brak skali obok rurki (którą umieścił dopiero Galileusz po raz pierwszy w 1592 r.), tworząc urządzenie do pomiaru temperatury. Tak więc wynalazek Filona nie do końca był taki, jaki znamy dziś, aczkolwiek niewiele mu do tego brakowało.



CENTRALNE OGRZEWANIE




 To już nie był wynalazek Greków, lecz Rzymian. Było to tak zwane hipocaustum (czyli ogrzewanie podłogowe) prawdopodobnie nie wymyślone przez Rzymian (choć nie ma oczywiście co do tego żadnych pewności), lecz przez nich właśnie zastosowane na masową skalę. Takie właśnie rzymskie ogrzewanie podłogowe było zastosowane również na Zamku Zakonu Krzyżackiego w Malborku (notabene jeśli chodzi o ten Zamek, to przypomniała mi się historia, którą słyszałem już kilka lat temu, a dotyczyła ona małego chłopca, w wieku ok. 3 lub 4 lat. Ten chłopiec, gdy tylko nauczył się mówić, zaczął wygadywać bardzo dziwne rzeczy, które jego rodziców najpierw niepokoiły, a potem przerażały. Otóż twierdził że wcześniej żył jako rycerz i zginął w walce. Rodzice tego chłopca przez dłuższy czas uważali, że to jest wytwór bujnej wyobraźni dziecka, który zafascynowany rycerstwem na oglądał się filmów na ten temat. Jednak gdy chłopiec nie przestawał opowiadać najróżniejszych historii związanych z rycerstwem, postanowili wezwać osobę, która miała doświadczenie z takimi ludźmi. Ów mężczyzna zapytał chłopca czy lubi walkę na miecze i czy chciałby być rycerzem. Ten jednak odparł, że nie chce być rycerzem, gdyż wcześniej zginął jako rycerz i nie lubił walki. Gdy mężczyzna dopytywał się jak to się stało że zginął, chłopiec stwierdził że stało się to w chwili, gdy inny rycerz przebił go (prawdopodobnie kopią - prawdopodobnie gdyż on nie potrafił tego nazwać). Mówił wówczas że zadusił się krwią. Następnie opowiadał że żył na zamku - chociaż tam nie mieszkał, gdyż rycerze mieszkali w namiotach wokół zamku. Mężczyzna starając się znaleźć jakieś dowody na to, że chłopiec wyolbrzymia lub zmyśla, zapytał się go czy na tym zamku też używali takich pisaków jak te długopisy które mu pokazywał, lecz on stwierdził że używano zaostrzonych ptasich piór i nimi pisano. Potem gdy chłopcu pokazywano różne zamki, on twierdził że to nie jest zamek w którym on przebywał. 






Trwało to jakiś czas, aż wreszcie rodzina wybrała się na wycieczkę w rejon Malborka i tutaj właśnie nastąpił przełom, bo gdy chłopiec zobaczył ten Zamek, stwierdził oficjalnie że to jest to miejsce w którym on kiedyś przebywał (choć nie mieszkał - jak dodawał). Mało tego opisywał dokładnie miejsca w którym znajdowały się różne komnaty, ale najdziwniejsze było stwierdzenie chłopca, że gdy on tu przebywał, to chodzono zygzakiem po Zamku. Rodzice nie wiedzieli o co chodzi, a wyjaśniło się to dopiero wówczas gdy zapytano kustosza Muzeum Zamku Malborskiego, czy kiedyś w tym zamku chodzono zygzakiem. Ten był kompletnie zdziwiony, bo w żadnym przewodniku, nigdzie nie było informacji na ten temat i zapytał się skąd owi Państwo wiedzą że tak się właśnie poruszano, a oni powiedzieli że ich syn im o tym powiedział, facet oniemiał. Wyjaśnił potem że "chodzenie zygzakiem" polegało na tym, aby uniknąć steryny ,która kapała że świec wiszących na suficie długich żyrandoli Malborskiego Zamku. Chłopiec w żaden sposób nie mógł o tym wiedzieć, nie mógł o tym przeczytać (zresztą jeszcze nie umiał czytać) ani dowiedzieć się z jakichkolwiek filmów, ta wiedza była praktycznie zapomniana, a on to pamiętał. Pamiętał to z poprzedniego życia.




CDN.

sobota, 18 maja 2024

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CLXXXII

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI 

SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POD SKRZYDŁAMI ASYRII - UPADEK IZRAELA)

(ok. 738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)

Cz. II







FILISTEA
PONOWNIE ODRODZENIE
(738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)
Cz. II






DEWARIM
(738 r p.n.e. - 586 r p.n.e.)
Cz. IV


 Po zakończeniu inwazji asyryjskiej na Syrię i Palestynę, oraz rozbiciu koalicji złożonej z Damaszku, Ammonu, Moabu, Edomu, Izraela, i kilku filistyńskich miast (takich jak Ekron i Aszdod) w latach 733-732 p.n.e. król Judy Achaz, po złożeniu hołdu Tiglat-Pilesarowi III, aż do swej śmierci w 715 r. żył spokojnie, a jego Królestwo nie było więcej niepokojone przez okoliczne ludy. Większy niepokój i chaos powstał w Królestwie Północnym, gdy z tronu usunięty został Pekach (który dekadę wcześniej sam zamordował Pekachiasza - syna Menachema i został władcą Izraela). Pekacha zamordował Ozeasz (Hoszea - czyli "zbawienie") a sam podporządkował się władcy Asyrii. Królestwo Izraela zostało ograniczone do niewielkich regionów wokół samej Samarii, a tereny północne i zachodnie tego Królestwa włączone zostały bezpośrednio do asyryjskiego Imperium. Damaszek, stolica wrogich Asyrii Arameńczyków, wreszcie został zdobyty (732 r. p.n.e.) i włączony bezpośrednio do Imperium. Tiglat-Pilesar kontrolował teraz znaczne rejony Syrii i Palestyny, również samą Filisteę, gdzie utrzymywał stały garnizon w miejscowości Jursa (na południe od Gazy), nieopodal miasta Rafia należącej do Egiptu. Jego uwagę zaprzątało teraz zupełnie inne niebezpieczeństwo, a mianowicie upadek dotychczasowej dynastii Babilonu, której ostatnim przedstawicielem był Nabunadinzeri i jego brat (który przez miesiąc panował nad regionem próbując odzyskać miasto) Nabuszumaukin II. Próba ta zakończyła się niepowodzeniem, a Babilon zajął wódz Chaldejczyków z plemienia Bit-Ammukani - Nabumukinzeri (w Biblii zwany po prostu Ukinzer).

Utrata tak ważnego miasta jakim był Babilon, była nie do zaakceptowania dla "Pana z Kalchu", gdyż pozostając pod kontrolą Chaldejczyków, cały region Babilonii szybko uniezależnił by się od Asyrii. Poza tym utrzymanie tego stanu rzeczy stwarzało zagrożenie przerwania szlaków handlowych na drodze do Dilmun (dziś Bahrajn), południowej Arabii i Indii (notabene warto tutaj nadmienić słów parę o potężnej cywilizacji istniejącej w dolinie Indusu, którą przyjęło się nazywać cywilizacją Harappa, natomiast najsławniejszym z miast tej cywilizacji było bez wątpienia Mohendżo Daro - miasto które zniknęło z powierzchni ziemi w szybki i gwałtowny sposób ok. ... 8 450 r. p.n.e. Mohendżo Daro odkryte zostało w 1922 r. a według sanskrytu nazwa ta znaczy "Wzgórze Umarłych" i jest nazwą z historycznej już starożytności, gdyż mieszkańcy tego niesamowitego miejsca zapewne nie nazwaliby tak swego domu. I rzeczywiście, przed swą zagładą Mohendżo Daro zwało się Narmini i było - jak na okres o którym obecnie opowiadam - miastem niesamowicie nowoczesnym. Nie tylko istniał niezwykle rozbudowany system kanalizacyjny, ale również były tam ubikacje, które można porównać z naszymi współczesnymi. Mało tego, mieszkańcy tego miasta byli niezwykle czystym społeczeństwem, gdyż na ulicach odkryto... kosze na śmieci. Było to też miasto niezwykle bogate, ludne - zamieszkiwało tam ponoć nawet 500 000 mieszkańców a i ta liczba wydaje się znacznie zaniżona. Społeczeństwo zaś miało wszelkie możliwe wygody, bardzo porównywalne z współczesnymi nam czasami. Mimo to, tak bogate i potężne miasto, nie miało... armii, co wydaje się niezwykle dziwne, gdyż okoliczne ludy zapewne zdobyłby się na próbę zdobycia owych bogactw, szczególnie gdy miasto było nie bronione. Ciekawa sprawa dlaczego tak potężne i ludne miasto nie miało wojska, które strzegłoby jego granic i bezpieczeństwa obywateli? Nie bali się najazdów i ataków które byłyby zapewne codziennością? Wydaje się że nie, bowiem mieszkańcy tego miasta dysponowali bronią znacznie potężniejszą niż oddziały wojskowe i broń ta skutecznie odstraszała potencjalnych najeźdźców. Nic więc dziwnego że miasto to zniszczone zostało w atomowej apokalipsie ok. 8 450 r. p.n.e. przez potężnych wrogów - zapewne w czasie I Wojny Piramidowej - właśnie dlatego, że stanowiło realne zagrożenie użycia takiej samej broni od jakiej poległo. Tym bardziej że ciała zabitych wówczas ludzi przetrwały do dziś w atomowym pyle. Opowiem o tej cywilizacji i o tym, jak tworzyła się późniejsza cywilizacja aryjska ludów przybyłych z Beludżystanu w innej serii tego tematu).




Tak więc Tiglat-Pilesar nie mógł sobie pozwolić na utrzymanie Chaldejczyków na tronie Babilonu, tym bardziej że był to zarówno lud koczowniczy (żyjący pod namiotami), jak również spokrewniony z Aramejczykami, których niedawno pokonał i których stolicę - Damaszek włączył do swego Imperium. Trzeba jednak powiedzieć że walka z Chaldejczykami była prawdziwą zadrą w tyłku dla Asyryjczyków, gdyż ich konfederacja co prawda składała się z sześciu plemion, ale pokonanie któregokolwiek z nich niewiele dawało, nawet jeśli udałoby się ludność tę przesiedlić w inne regiony - jak często postępowali Asyryjczycy ze swymi wrogami (notabene ludność którą przesiedlali traktowali dobrze, gdyż gubernatorzy mieli obowiązek dokarmiać tych ludzi po drodze, a na wyznaczonym im terytorium mogli oni żyć i pracować w spokoju, budując zarówno swoją materialną stabilizację jak i zwiększając siłę gospodarczą Imperium Asyryjskiego. To też powodowało, że przesiedlana ludność - która nagle znalazła się w morzu innych ludów, często o innej kulturze i języku - nie była tak skora do buntu jak wcześniej). Dlaczego w przypadku Chaldejczyków przesiedlanie nie okazało się skuteczne? Ponieważ nieustannie trwał dopływ ich ziomków z regionu Kedar w północnej Arabii, tak, iż gdy Asyryjczykom wydało się że dane plemię spacyfikowali, a jego członków wysiedlili w inne regiony Imperium, za jakiś czas okazywało się że na tych ziemiach znów żyją Chaldejczycy i wszystko zaczynało się od nowa. To bardzo mocno działało na psychikę wojowników asyryjskich, tym bardziej że ich długoletnie walki z Aramejczykami (ludem blisko spokrewnionym z Chaldejczykami) też dawały im we znaki (należy też pamiętać że to Chaldejczycy i Medowie ze wschodu - czyli z regionu dzisiejszego Iranu - ostatecznie rozbili Imperium Asyryjskie, zdobywając Niniwę w 612 r. p.n.e. a młody tartan armii chaldejsko-babilońskiej, syn króla Nabopolasara - Nabuchodonozor, marzył wówczas o podboju znanego mu świata i stał się potem drugim po Hammurabim najpopularniejszym władcą Babilonii). Nim jednak do tego doszło, to Asyryjczycy rozdawali karty, aczkolwiek nie potrafili do końca zneutralizować i sobie podporządkować chaldejskich koczowników.


SZEJK UKINZER



Na wiosnę 731 r. p.n.e. Tiglat-Pilesar wyruszył ze swoją armią z prowincji Arrapcha (leżącej pomiędzy rzekami Mały Zab i Adaim) na południe w celu odzyskania Babilonu i wypędzenia lub w wytrzebienia chaldejskich najeźdźców. Asyryjczycy doskonale pokonywali rzeki, przepływając po nich na napompowanych wcześniej kozich skórach, które wyglądały jak poduszki powietrzne i na które siadało się okrakiem. Armia asyryjska odznaczała się również doskonałymi inżynierami, którzy słynęli z umiejętności drążenia tuneli pod murami miast (dosłownie niczym krety 😉), prowadząc do ich zawalenia, dzięki czemu piechota skutecznie wdzierała się do środka, a potem to już była tylko kwestia czasu jak szybko miasto padnie. Chaldejczycy nie dysponowali takimi technologiami i umiejętnościami i w zasadzie ograniczali się głównie do łucznictwa (w tym bez wątpienia byli najlepsi), ale Babilon to była potężna twierdza, posiadająca grube i wysokie mury, których nie było tak łatwo zniszczyć. Babilon zwano bowiem "Wrotami Boga", lub też miejscem, gdzie niebiosa łączą się z ziemią i gdzie znajduje się "Siedziba Życia". Co prawda Babilon w okresie o którym opowiadam był znacznie mniejszy od tego, który istniał w czasach rządów Nabuchodonozora II (605-562 p.n.e.) ale miasto i tak było ogromne, choć ograniczało się wówczas tylko do prawego brzegu Eufratu (nie istniał wówczas sławny most przez rzekę, który powstał dopiero w czasach rządów Nabopolasara - ojca Nabuchodonozora, realnie pierwszego chaldejskiego władcy Babelu). Główną bramą wiodącą do miasta, była Brama Isztar (istniejąca po dziś dzień), z fantastycznymi malunkami koni i smoków na swych murach. Wchodząc do miasta przez ową bramę, po prawej stronie mijalibyśmy Wielką Cytadelę, a na południe od niej znajdowały się dwa pałace królewskie (jeden Wielki drugi Letni - choć ten drugi powstał za Nabuchodonozora). Oczywiście nie istniały wówczas sławne Ogrody Semiramidy, należące do Siedmiu Cudów Starożytnego Świata (oczywiście świata nam znanego, gdyż biorąc pod uwagę fakt, iż historycy twierdzą że w rejonie doliny Indusu cywilizacja rozpoczęła się ok. 6000 roku p.n.e. gdy powstać miały pierwsze rolnicze wsie w górach Beludżystanu, natomiast same ruiny Mohendżo Daro są co najmniej o 2000 lat starsze, to znaczy że ktoś tutaj robi z nas idiotów, lub po prostu musi tak pisać, bo inaczej narazi się na pośmiewisko w swoim środowisku), które Nabuchodonozor II kazał zbudować dla swej medyjskiej małżonki - Amytis, aby przypominały jej ojczystą ziemię. Istniały już jednak świątynie, istniała Droga Procesyjna ciągnąca się praktycznie przez całe miasto od Bramy Isztar ku południowi. Istniała również Esagila (świątynia najwyższego boga Marduka), istniał zikkurat Etemenanki (czyli świątynia "stworzenia nieba i ziemi" - czyli świątynia wszystkich bogów, którą często nazywa się biblijną wieżą Babel, gdyż był to najwyższy budynek nie tylko w samym Babilonie, ale w całym ówczesnym świecie).


WISZĄCE OGRODY SEMIRAMIDY 
(NIŻEJ BRAMA ISZTAR)



Miasto to pełne było również kupców z najodleglejszych stron Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej (sporo było kupców z Dilmun a także z Indii). Za czasów Nabuchodonozora II, kupcy mieli zakaz wchodzenia do miasta przez główne bramy (w tym oczywiście przez Bramę Isztar), natomiast specjalnie dla nich wzniesiono 120-metrowej długości tunel pod Eufratem, którym nocami przechodzili oni do miasta, aby rano rozstawić swoje kramy. Tunel oczywiście był kontrolowany przez służby miejskie, choć wypełniony był dymem z płonących pochodni smołowych, a także przeciekał wilgocią z Eufratu, stąd jego ściany pokryte były pleśnią, a podłoga błotem. Jednak w okresie o którym piszę, ów tunel jeszcze nie istniał). Król był najwyższym władcą i autorytetem, a jednocześnie posiadaczem ziemskim w państwie, chociaż nie był bogiem i za takowego się nie uważał (jak choćby faraonowie egipscy, którzy twierdzili że są synami Amona-Re, a w okresie Starego Państwa w ogóle uważali się za żywych bogów). Władca podlegał woli boga Marduka i był wykonawcą jego poleceń, a jego władza brała się właśnie z łaski Marduka. W Esagilii (głównej świątyni tego bóstwa), każdy nowy król Babilonu musiał upaść na twarz przed ogromnym posągiem Marduka, a następnie podejść do Boga i dotknąć jego prawej dłoni (której palce były tak wysoko, że władca musiał stawać na palcach nóg, aby móc je dotknąć). Gdy tego dokonał, kapłan Świątyni wręczał mu berło, bicz, tiarę i buławę - symbole władzy królewskiej. Król pełnił też funkcję najwyższego kapłana i musiał spełniać powinności wobec bogów (w zależności od świąt, lub też cykli księżyca - na przykład zaćmienia słońca, które uważano za zapowiedź jakiegoś nieszczęścia). Król też powołuje i odwołuje kapłanów, zaś kasta kapłańska jest bez wątpienia drugim największym posiadaczem ziemskim w państwie (szczególnie kapłani boga Marduka). Kapłani świątyń (w tym Świątyni Isztar - na której dziedzińcu zawsze było mnóstwo gołębi) zarabiali nawet na ciastkach, które cukiernicy Świątyni sprzedawali ludziom chcących dokarmiać te "umiłowane ptaki bogini". To również świątynie były szkołami, w których uczono czytania i pisania, a także matematyki i astronomii (uczyć mogli się jedynie chłopcy, dla dziewczynek było to niemożliwe). Świątynie również przygarniały do siebie dzieci, których ich rodzice nie byli w stanie wyżywić i które cierpiały głód. Oddane na służbie Świątyni, mogły od tej chwili być pewne że głodni z pewnością już nie będą. Kapłan Świątyni Marduka (na co dzień podległy władcy), miał prawo w święto Nowego Roku (miesiąc nisan, czyli nasz marzec-kwiecień, Nowy Rok zaczynał się bowiem zawsze na wiosnę, a nie w zimę jak obecnie) uderzyć króla w twarz i ciągać go za uszy, gdy ten klęczał przed nim. To upokorzenie miało wyrobić w królu bojaźń bożą i pokazać mu, iż tak naprawdę jest jedynie niewolnikiem boga, i swoje panowanie - jak i życie - zawdzięcza Mardukowi. Nie było to co prawda chlubne dla króla, ale w ten jeden moment w roku można było się poświęcić dla władzy nad ogromnym i bogatym miastem (szacunek dla kasty kapłańskiej i tradycji tego miasta, miał nawet zwycięski Aleksander Wielki). Tak wyglądało miasto, ku któremu ruszył teraz Tiglat-Pilesar.




Gdy potężna armia "Pana z Kalchu" stanęła pod murami Babelu, podjęto się najpierw mediacji dyplomatycznej w celu przekonania Chaldejczyków do opuszczenia miasta. Ponieważ Ukinzer nie chciał o tym słyszeć, Tiglat-Pilesar nawiązał kontakt z przywódcami innych plemion chaldejskich niż Bit-Ammukani, szczególnie udało mu się przekonać do siebie wodza szczepu Bit-Jakimi Mardukpaliddina (zwanego też w Biblii Merodachbaladanem - Proroctwo Izajasza XXXIX, 1), to wprowadziło poważny ferment w szeregi Chaldejczyków (chiński myśliciel i nauczyciel strategii Sun Tsu pisał wprost, że prawdziwym zwycięstwem nie jest pokonanie wroga na polu bitwy. Prawdziwym zwycięstwem jest rozbrojenie wroga i zmuszenie go do określonego postępowania, bez wyciągania miecza, czyli do tego aby sam się poddał, lub też aby uznał że jego walka przeciwko tobie jest przyniesie więcej strat niż korzyści), ale upadek miasta nie nastąpił od razu (choć Biblia tak sugeruje), wręcz przeciwnie. Asyryjczycy stali pod Babilonem aż... dwa lata (to też pokazuje że linia umocnień wokół miasta była tak wielka, że nie podejmowano nawet prób sforsowania murów, czy też prac inżynieryjno-saperskich). Tak długie oblężenie miasta było niemożliwe przed reformami Tiglat-Pilesara i stworzeniu armii zawodowej, gdyż armia z poboru kończyła kampanię już latem, śpiesząc się do swych pól na żniwa, jako że żołnierze to przecież byli rolnicy. Tak więc dzięki "kisir szarruti" - armii stałej zdobycie Babilonu było możliwe, chodź nastąpiło ono dopiero w 729 r. p.n.e. (oczywiście dzięki wsparciu Mardukpaliddina i jego plemienia). Ukinzer i szejkowie innych plemion chaldejskich zbiegli na południe, do Kraju Nadmorskiego - który kontrolowali. Tiglat-Pilesar podążył za nimi i jeden po drugim zdobywał osady plemion Bit-Szilani, Bit-Saalli i wreszcie Bit-Ammukani (warowna twierdza Sapia w której ukrył się Ukinzer, została spalona wraz z nim w środku). Pokonane plemiona chaldejskie natychmiast zostały przesiedlone na północ i 154 000 ludzi musiało odbyć marsz na nowe tereny osadnicze, gdzie stać się mieli rolnikami kontrolowanymi przez Asyryjczyków (ale jednocześnie przez nich ochranianymi). Sprawa została więc rozwiązana, ale czy na pewno? Otóż nie, jak już pisałem wcześniej rozprawa z Chaldejczykami nie była taka prosta i już dziesięć lat po owych wydarzeniach na podmokłych i poprzecinanych kanałami rzecznymi terenach Kraju Nadmorskiego ...znów żyli Chaldejczycy, którzy tym razem nie dali się już wysiedlić, a ich potomkowie zdobyli Babilon, Niniwę i Kalchu, paląc przedostatniego władcę Asyrii Szinszariszkuna w  jego stolicy (Niniwie). Swoją drogą upadek tego miasta był zbawienny i długo wyczekiwany przez ludy żyjące pod asyryjskim jarzmem, i nawet prorok Jeremiasz (o którym jeszcze nie pisałem, ale z pewnością napiszę, gdyż do tej pory skupiałem się na Izajaszu, Jeremiasz bowiem jeszcze się nie narodził) stwierdził że upadek Niwy był błogosławieństwem bożym (tak oto ludy Bliskiego Wschodu żegnały swego dotychczasowego ciemiężcę).




CDN.

niedziela, 24 grudnia 2023

CZY CHRYSTUS BYŁ ŻYDEM?

ORAZ, CZY CHRZEŚCIJAŃSTWO WYWODZI SIĘ Z JUDAIZMU?


 W pierwszych słowach mego listu pragnę donieść, że jestem zdrowy i w pełni władz umysłowych... Bo chyba nie czytalibyście wywodów chorego 🤭🤣... Jak w swoim sławnym liście do Murzynów pisał Karol Krawczyk z "Miodowych lat".




Tak sobie śmieszkuję, bo ta świąteczna aura Bożonarodzeniowa zawsze wprawia mnie w taki wyjątkowy stan duchowej radości.

Ale nie o mojej radości zamierzam tutaj dzisiaj napisać, choć oczywiście temat zbieżny będzie z nadchodzącymi świętami Bożego Narodzenia. Chciałbym się więc podjąć tematu, które na pierwszy rzut oka wydaje się banalne i oczywiste, a mianowicie pragnę odpowiedzieć na pytanie czy Jezus Chrystus był Żydem, oraz czy chrześcijaństwo wywodzi się z judaizmu? Te pytania - tak jak wspomniałem wyżej - wydają się oczywiste, ale czy na pewno? Czy na pewno są oczywiste tylko dlatego, że ktoś nam tak wcześniej powiedział, albo tak się utrwaliło w ogólnym przekonaniu? Czy określenie judeochrześcijaństwo jest określeniem właściwym i czy rzeczywiście odnosi się ono do korzeni z których wyrasta nauka Chrystusa?

Nim jednak przyjdę do tego tematu, chciałbym tutaj przytoczyć pewne moje doświadczenie, jakie ostatnio miałem w kwestii wiary, oraz jej fizycznej ekspiacji. Otóż jakiś czas temu udałem się do mojej parafii, ponieważ był mi potrzebny pewien dokument który w taki właśnie sposób musiałem uzyskać. Podczas tego spotkania jakie miałem z księdzem proboszczem mojej parafii, zgadaliśmy się na temat Kościoła i wiary, a zaczęło się to od jego stwierdzenia, iż on mnie nie kojarzy i zapewne ja do kościoła nie chodzę. Dodał nawet że "Najwidoczniej kościół nie był panu potrzebny" (w sensie do tej pory, a teraz przychodzę "po prośbie"). Przyznam się szczerze że tak naprawdę nie chciało mi się wchodzić w polemikę i rozwodzić nad tym tematem, chciałem po prostu pewne rzeczy załatwić i tyle, bez tłumaczenia się w moich przewin czy zaniechań. Jednak pewne takie dosyć przyznam się szczerze, nieprzyjemne uwagi owego księdza proboszcza, zmusiły mnie do tego, żeby stwierdzić, że ma rację. Ja nie potrzebuję już kościoła, nie potrzebuję chodzić do budynku, żeby poczuć czy odnaleźć tam Boga. Ja już jestem ponad to (jeśli rozumiecie Kochani o co mi chodzi). Proboszcz ten najwidoczniej jednak nie zrozumiał tego, co próbuje mu powiedzieć i stwierdził, że albo się wyrzekłem Boga (czyli tak, jak bym stał się ateistą), albo po prostu mi się nie chce chodzić do kościoła, bo mam inne (fajniejsze w domyśle) rzeczy do zrobienia. Mimo że była to osoba duchowna to od razu było widać że ten człowiek jest bardzo ograniczony duchowo, bo jeżeli on nie rozumie tego co ja próbuję mu powiedzieć i zmusza mnie do tego, żebym mówił to słowami bardzo prostymi (prostackimi wręcz) nazywając wszystko literalnie po imieniu, tak żeby to dotarło; a mimo wszystko gdy to wszystko mu rozłożę na czynniki pierwsze, to on i tak z tego nic nie zrozumie, więc taka rozmowa wydaje mi się kontrproduktywna. Samo bowiem stwierdzenie że "ja już nie potrzebuję kościoła" wydaje się dla ludzi pokroju owego proboszcza niezrozumiałe zupełnie, bo jak to "już nie potrzebuję", co to ma w ogóle znaczyć? To wszystko trzeba teraz wyjaśniać jak dziecku, powiedzieć "a" to jest "a", a "b" to jest "b", czarne jest czarne, a białe jest białe. Zapytałem więc ostatecznie "Ile kościołów zbudował Chrystus?" i w zasadzie to pytanie zamknęło dalszą dyskusję. 

Pragnę też od razu wyjaśnić że nie stałem się wcale ateistą (chociaż ateizm nie jest wcale oddaleniem od Boga, ateiści oczywiście w zależności od ich własnych działań, bo te bywają bardzo różne - jak choćby są jakieś grupy skomuszałych lewaków, dla których Bóg to jest jakieś tam "opium dla mas" czy coś podobnego - ateiści dlatego że nie chodzą do kościoła i nie wyznają wiary w tego, czy innego Boga wcale nie są pozbawieni Bożej Miłości, a niekiedy nawet - wszystko zależy od człowieka - są bardziej uduchowieni od całej reszty wyznawców danych religii). Jednak tłumaczenie księdzu proboszczowi pewnych zawiłości, które wydaje mi się on nie zrozumie - a jeśli zrozumie, to zinterpretuje je w dość koślawy sposób - wydała mi się zatem pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Bowiem tłumaczenie księdzu takich oczywistości, że my tutaj przybywamy tylko na chwilę i wcale nie żyje się raz. Że drogą do wyjścia z tego świata jest Miłość i tylko i wyłącznie Miłość (przepraszam, jeszcze Przebaczenie, które jest nieprawdopodobnym oczyszczeniem wewnętrznym człowieka; jeśli bowiem jesteś w stanie wybaczyć komuś, kto wyrządził ci ogromną krzywdę, tobie, lub twoim bliskim, to już wygrałeś!). Że każda istota ma prawo do życia, a przede wszystkim prawo do życia bez cierpienia (choć ono niestety często nas dotyka) i to nawet wówczas, kiedy ta istota musi zginąć (żebyśmy na przykład mogli się najeść - mam tu oczywiście na myśli różnego rodzaju zwierzęta, takie jak kury, świnie czy krowy). Śmierć nie jest bowiem karą i nigdy jej w ten sposób nie traktujmy, śmierć jest wyzwoleniem (chociaż oczywiście osoba która żyje, zawsze może zmienić swoje życie póki jest tutaj, po śmierci nie ma już ani cierpienia ani kar, ale też nie można niczego naprawić, już jest tylko odpoczynek - a potem w zależności od winy jakie na nas ciążą za życia, ponowny powrót na ten świat, żeby odrobić to co żeśmy wcześniej dali). Nigdy jednak nie jesteśmy sami i to jest niesamowite wsparcie. Na przykład nie ma dnia, żebym ja nie rozmawiał z Bogiem. Ile rzeczy udało mi się osiągnąć dzięki takiemu wsparciu - o które sam prosiłem - to nawet tego nie zliczę, ile rzeczy mi się udało załatwić, rozwiązać to jest niepoliczalne. 

A do kościoła nie chodzę już ładne kilka (może nawet kilkanaście lat), oczywiście wykluczając dni świąteczne, które wypadają czy to w rodzinie, czy z innej okazji. A to wsparcie Boga odczuwam codziennie i choć niekiedy myślę że pewne rzeczy - które sobie zaplanowałem - nie pójdą po mojej myśli, potem się okazuje że wszystko jest tak, jak chciałem (oczywiście może nie w 100 procentach, ale w tych 90 paru). W pewnej chwili to nawet sam się gubię, czy to ja tworzę tą rzeczywistość, czy też ona jest mi ofiarowana, ale wydaje mi się że nawet jeżeli ja tworzę, to wszystko i tak dzieje się dzięki wsparciu Boga, bez którego nic by się nie udało. Wyobrażacie sobie teraz Kochani żebym powiedział takie słowa do księdza proboszcza? Przecież on by uznał mnie za niespełna rozumu. Być może nawet podobnie jak św. Franciszka z Asyżu, który chodził po wsiach i pytał się "Dlaczego Miłość nie jest kochana?". I to by było na tyle tej mojej prywaty, przyjdźmy zatem do tematu:



CZY JEZUS CHRYSTUS BYŁ ŻYDEM?




 Jakże łatwo odpowiedzieć jest na to pytanie, prawda? Skoro Jezus urodził się wśród Żydów, dorastał wśród Żydów i wyznawał judaizm (przynajmniej oficjalnie), to kim innym miał być jak nie Żydem? Skoro chrześcijaństwo wywodzi się z judaizmu, to oczywistym jest że jest to religia judeochrześcijańska? Skoro więc wszystko sobie wyjaśniliśmy to nie ma sensu dalej tego przedłużać 🤭.

Oczywiście żartuję (jak to mówił Robert Górski w jednym ze skeczów Kabaretu Moralnego Niepokoju: "Ale od rana mam dziś łeb do komedii" 😄🙄). I niestety muszę rozczarować tych wszystkich, którzy już znają prawdę objawioną (przez kogo?). Zatem przejdźmy do faktów, które oczywiście są pomijane przez tych, którzy święcie wierzą w odgórnie narzucone paradygmaty pojęciowe. Zacznijmy jednak od początku.

Skąd w ogóle wiemy że Jezus Chrystus był Żydem? A no chociażby z genealogii przedstawionej nam przez apostołów Mateusza i Łukasza, którzy wywodzą rodowód Józefa - męża Marii - od króla Dawida (a nawet od Abrahama). Tylko że Józef nie był ojcem Jezusa i mówi o tym nawet Pismo Święte. W takim razie, skoro Józef nie był ojcem Jezusa, a Maria była jego matką, to był Żydem po matce, czyż nie? Pytanie tylko brzmi czy Maria była Żydówką i tutaj mamy już bardzo wiele nieścisłości. Maria urodziła się bowiem w Galilei, a nie w Judei (podobnie jak Jezus), a kraina ta była bodajże najmniej żydowska ze wszystkich okolicznych krain wokół Jerozolimy, gdzie wyznawano judaizm. Najbardziej żydowskim krajem była oczywiście Judea, z centrum w Jerozolimie, gdzie znajdowała się Świątynia zbudowana przez Zorobabela (tzw. druga Świątynia Jerozolimska). Samaria w tym czasie (czyli chwili narodzin Chrystusa) była już pogańska, zaś Galilea leżała jeszcze dalej na północy i choć wyznawano tam judaizm, to odsetek rdzennych Żydów był tam niewielki, stąd też kraina ta została nazwana Galileą, (czyli Galil Hag-goijm, co znaczy "dzielnica pogańska"). Ziemia ta została po raz pierwszy podbita przez Żydów za Szymona Machabeusza (142-135 p.n.e.), ale ilość żywiołu żydowskiego w tej krainie była tak nieliczna, że jeszcze Szymon postanowił wysiedlić wszystkich Żydów z tej krainy aby nie żyli oni w morzu pogan i aby w tym morzu się nie roztopili (czyli nie przyjęli wiary i kultów pogańskich). Notabene ostatnimi czasy nijaki Grzegorz Braun, poseł na sejm Rzeczpospolitej z ramienia Konfederacji zgasił w polskim sejmie w sposób niezwykle medialny (jak zwykle zresztą w jego przypadku) siedmioramienny żydowski świecznik, zapalony tam w ramach obchodów święta chanuki (czyli święta na cześć powstania machabeuszy, do którego doszło w latach 167-160 p.n.e. i było świętem z okazji... mordowania Greków, bo tak to należałoby nazwać. Żydzi aby nie roztopić się w greckim morzu - nie tylko zresztą greckim - wzniecili powstanie i wywalczyli sobie powstanie własnego królestwa rządzonego przez ród Machabeuszy, którego istnienie zakończył sto lat później, czyli w 63 r. p.n.e Pompejusz Wielki. Notabene należy jednak pamiętać że Grzegorz Braun, który dokonał tego jakże "heroicznego czynu", sam ma korzenie żydowskie).




Tak więc aż do samego końca II wieku p.n.e w Galilei nie było nawet jednego Żyda, a ponowna judaizacja tej krainy nastąpiła w czasie krótkich rządów króla Arystobula I w latach 104-103 p.n.e., z tym że nie tyle zasiedlono Galileę kolonistami z Judei, ile zmuszono Galilejczyków do przyjęcia judaizmu poprzez przymusowe obrzezania mężczyzn i chłopców. Oczywiście aby to przeprowadzić należało najpierw wprowadzić do Galilei wojsko, sprowadzić tam rabinów i oczywiście całe zastępy chirurgów. Natomiast zamieszkujący tą krainę rzemieślnicy (w tym chociażby cieśle, jakim był Józef, mąż Marii) nie musieli być Żydami tylko miejscowymi, Galilejczykami. A kim w ogóle byli Galilejczycy pod względem rasowym, jak można ich sklasyfikować? Otóż bez wątpienia dominowali w tej krainie Aramejczycy, czyli po prostu Syryjczycy, których mowa bez wątpienia przeważała nie tylko w tej krainie, ale popularna była również i w Judei (o czym świadczy fakt, że pierwotnym językiem w jakim spisano Pismo Święte był właśnie aramejski). Poza tym w Galilei osiedliło się bardzo wielu Greków, oraz Filistynów, którzy to nie byli semitami a aryjczykami, przybyłymi niegdyś ze Środkowej Europy (z pewnością po bitwie w Dolinie Dołęży z ok. 1250 r. p.n.e. o czym też już kilkukrotnie pisałem). Jak bowiem pisał George Adam Smith w swojej "Geografii  historycznej Ziemi Świętej" (wydanej w 1894 r.): "Tło i otoczenie tego okresu życia Pana naszego było ruchliwe i bardzo wesołe, było helleńskie we wszystkim, co ta nazwa nam nastręcza, jako symbol pracowitego życia, wspanialej sztuki i działającej na zmysły religii. Jego wpływ na temperament Galilejczyków jest widoczny. Galilejczycy, według świadectwa Talmudu, więcej dbali o sławę, niż zysk, podczas gdy charakter Judei był wręcz przeciwny. Dlatego też i Pan Jezus wybrał swoich przyjaciół z pośród tego narodu i nie był Galilejczykiem ten, co Go zdradził".

Skoro więc zarówno Józef jak i Maria mieszkali w Galilei i w tej też krainie narodził się Jezus Chrystus, to w ponad 90% pewności można stwierdzić, że nie należeli oni do narodu żydowskiego. Z narodu, który w Galilei praktycznie nie istniał, a co najwyżej była tam jedynie wyznawana religia Mojżeszowa. Dlatego też, jeżeli ktokolwiek teraz będzie twierdził że Jezus był Żydem, bo jego rodzice byli Żydami, zawsze możemy wskazać na miejsce urodzenia, a to akurat jest w tym przypadku niezwykle istotne. Ale w przypadku Nauczyciela nie o samą też genetykę chodzi, gdyż z Biblii wiemy że Jezus Chrystus narodził się z Ducha Świętego (jakkolwiek można by było to rozumieć, gdyż powiedzmy sobie szczerze i nie bawmy się tutaj w jakieś niedomówienia, Trójca Święta, w którą każą nam wierzyć w kościele katolickim - nie istnieje. Jest bowiem pewną kontynuacją pogańskich wierzeń rzymskich i egipskich - jak choćby Trójca Kapitolińska). Jest to stwierdzenie zamazujące pewne fakty, a za takowe trzeba by było uznać to, iż ów Duch Święty - z którego narodzić miał się Mistrz - nie pochodził z tego świata, ale też nie pochodził ze Świata do którego trafiamy po śmierci. Jezus był Nauczycielem, którego Królestwo nie pochodziło z tego świata. Ale w naszej umysłowości niestety brakuje jeszcze zrozumienia pewnych nierzeczywistych jakby dla nas pojęć, i tak samo jak moja rozmowa z księdzem proboszczem sprawiała mi duży problem (żeby wytłumaczyć jemu w przystępny sposób co mam na myśli), tak samo znacznie łatwiej jest wierzyć że to Duch Święty zrodził Jezusa i na tym może na razie poprzestańmy.




Inną jeszcze kwestią jest stwierdzenie, że chrześcijaństwo wywodzi się z judaizmu, a niektórzy nawet używają określenia "judeochrześcijaństwo" co według mnie jest totalną aberracją (swoją drogą, w USA, co też mnie bardzo zastanawia bo lubię się zajmować takimi sprawami, istnieje duża grupa - szczególnie na amerykańskiej prawicy - takich wyznawców Starego Testamentu, czyli ewangelików wszelkiej maści, którzy tak bardzo zapatrzeni są w Izrael jako kolebkę chrześcijaństwa, że robi się to totalnie niesmaczne i wręcz żałosne. Jakie bowiem związki ma chrześcijaństwo z judaizmem i z Żydami, i czy w ogóle ma jakiekolwiek? Tak, oczywiście że ma, ale nie takie, jakie sądzą wyznawcy religii judeochrześcijańskiej. Jedyny związek chrześcijaństwa z judaizmem jest taki, że chrześcijaństwo narodziło się w otoczeniu Żydów wyznających judaizm (niekoniecznie zaś Apostołowie - których wybrał sobie Nauczyciel - musieli być Żydami, większość z pewnością była Galilejczykami, czyli jak wiemy nie Żydami). Kilka elementów judaizmu przetrwało oczywiście w chrześcijaństwie, ale są to tak nieliczne naleciałości, że nie ma sensu w ogóle nad nimi się głębiej rozprawiać. Gdyby zaś chrześcijaństwo bezpośrednio wywodziło się z judaizmu, to mielibyśmy nie żadne tam dodatki i nie jakieś naleciałości tej religii, tylko bezpośrednie przykazania judaistyczne, może tylko nieco zmienione dla potrzeb akcji misyjnych, ale jednak byłoby to swoiste lustrzane odbicie tamtej religii. Tak się jednak nie stało, chociaż rzeczywiście bezpośrednio po śmierci Jezusa Chrystusa, największą (w zasadzie jedyną w tamtym czasie) gminą chrześcijańską, była ta w Jerozolimie. Ale przecież pierwszym dejudaizatorem chrześcijaństwa był sam Mistrz, drugim zaś św. Paweł (pisałem już kiedyś o jego sporze z przedstawicielami gminy Jerozolimskiej na temat obrzezania pogan, do którego doszło ok. 49 r. podczas synodu jerozolimskiego. Wówczas to Paweł  miał się skarżyć, że grupa starców o bardzo wąskich horyzontach myślowych, pragnie podważyć jego pracę misyjną, jaką już pełnił wśród Greków i Rzymian. Oni nalegali bowiem na przestrzeganie pełnego prawa Mojżeszowego, łącznie z obrzezaniem pogan, a to wiązałoby się niestety z porzuceniem nowej religii przez ogromne rzesze Greków, Rzymian czy potem Galów, Hiszpanów i Brytów).

Mimo tych faktów, jednak należy też dodać że Chrystus nie walczył z judaizmem, a wręcz przeciwnie, przestrzegał wszystkich zasad tej religii (przynajmniej według tego, co twierdzili Apostołowie, a raczej ludzie którzy z Apostołów się podawali i w kilkadziesiąt lat później spisywali Ewangelie). Można bowiem przeczytać: "Nie mniemajcie, abym przyszedł rozwiązywać zakon albo proroków: nie przyszedłem rozwiązywać ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: aż przeminie niebo i ziemia, jedna jota, albo jedna kreska nie odmieni się w zakonie, aż się wszystko stanie. Kto by tedy rozwiązał jedno z przykazań najmniejszych i tak by ludzi nauczał, będzie zwanym najmniejszym w królestwie niebieskim, a kto by czynił i nauczał ten będzie zwany wielkim w królestwie niebieskim". [Mt. 5:17 n.; por. Łk. 16:17]. Wybaczcie, ale nie sądzę żeby jednak były to słowa Chrystusa. Ludzie bowiem, którzy to spisywali, nie widzieli Chrystusa na oczy, jak mogli więc znać jego słowa które zachowały się co najwyżej w przekazie ustnym, a ten jak wiemy bywa zawodny i wiele rzeczy można przez lata (nie mówiąc już o dekadach) dopowiedzieć, inne (niewygodne) rzeczy zaś usunąć. Można by było podać kilka jawnych przykładów (które przecież zachowały się w Biblii), pokazujących, że Chrystus mówił zupełnie co innego, niż głosił Zakon Mojżeszowy i kapłani Świątyni Jerozolimskiej. Jeżeli bowiem te przekazy zachowały się w Piśmie Świętym, to znaczy że nie było takiej zgody z judaizmem jaką próbuje nam się lansować, choć oczywiście Chrystus z judaizmem jako takim zapewne nie walczył, jedyne co robił to głosił Dobrą Nowinę i nauczał w inny sposób, niż robili to kapłani jerozolimscy. Takich przypadków można by było podać co najmniej kilka, ale biorąc pod uwagę okres świąteczny myślę że na tym możemy zakończyć. Chciałbym tylko aby ludzie uświadomili sobie, że twierdzenie iż Jezus był Żydem jest zupełnie nieuprawnione, podobnie jak twierdzenie że Żydami byli Maria czy Józef. Choć oczywiście wychowali się oni i wyrośli w judaizmie i był to jedyny ich związek z "narodem wybranym". 





WSZYSTKIM CZYTELNIKOM TEGO BLOGA PRAGNĘ ZŁOŻYĆ ŻYCZENIA ZDROWYCH, RADOSNYCH, BEZPIECZNYCH I CUDOWNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA