Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BOŻE NARODZENIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BOŻE NARODZENIE. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 grudnia 2023

CZY CHRYSTUS BYŁ ŻYDEM?

ORAZ, CZY CHRZEŚCIJAŃSTWO WYWODZI SIĘ Z JUDAIZMU?


 W pierwszych słowach mego listu pragnę donieść, że jestem zdrowy i w pełni władz umysłowych... Bo chyba nie czytalibyście wywodów chorego 🤭🤣... Jak w swoim sławnym liście do Murzynów pisał Karol Krawczyk z "Miodowych lat".




Tak sobie śmieszkuję, bo ta świąteczna aura Bożonarodzeniowa zawsze wprawia mnie w taki wyjątkowy stan duchowej radości.

Ale nie o mojej radości zamierzam tutaj dzisiaj napisać, choć oczywiście temat zbieżny będzie z nadchodzącymi świętami Bożego Narodzenia. Chciałbym się więc podjąć tematu, które na pierwszy rzut oka wydaje się banalne i oczywiste, a mianowicie pragnę odpowiedzieć na pytanie czy Jezus Chrystus był Żydem, oraz czy chrześcijaństwo wywodzi się z judaizmu? Te pytania - tak jak wspomniałem wyżej - wydają się oczywiste, ale czy na pewno? Czy na pewno są oczywiste tylko dlatego, że ktoś nam tak wcześniej powiedział, albo tak się utrwaliło w ogólnym przekonaniu? Czy określenie judeochrześcijaństwo jest określeniem właściwym i czy rzeczywiście odnosi się ono do korzeni z których wyrasta nauka Chrystusa?

Nim jednak przyjdę do tego tematu, chciałbym tutaj przytoczyć pewne moje doświadczenie, jakie ostatnio miałem w kwestii wiary, oraz jej fizycznej ekspiacji. Otóż jakiś czas temu udałem się do mojej parafii, ponieważ był mi potrzebny pewien dokument który w taki właśnie sposób musiałem uzyskać. Podczas tego spotkania jakie miałem z księdzem proboszczem mojej parafii, zgadaliśmy się na temat Kościoła i wiary, a zaczęło się to od jego stwierdzenia, iż on mnie nie kojarzy i zapewne ja do kościoła nie chodzę. Dodał nawet że "Najwidoczniej kościół nie był panu potrzebny" (w sensie do tej pory, a teraz przychodzę "po prośbie"). Przyznam się szczerze że tak naprawdę nie chciało mi się wchodzić w polemikę i rozwodzić nad tym tematem, chciałem po prostu pewne rzeczy załatwić i tyle, bez tłumaczenia się w moich przewin czy zaniechań. Jednak pewne takie dosyć przyznam się szczerze, nieprzyjemne uwagi owego księdza proboszcza, zmusiły mnie do tego, żeby stwierdzić, że ma rację. Ja nie potrzebuję już kościoła, nie potrzebuję chodzić do budynku, żeby poczuć czy odnaleźć tam Boga. Ja już jestem ponad to (jeśli rozumiecie Kochani o co mi chodzi). Proboszcz ten najwidoczniej jednak nie zrozumiał tego, co próbuje mu powiedzieć i stwierdził, że albo się wyrzekłem Boga (czyli tak, jak bym stał się ateistą), albo po prostu mi się nie chce chodzić do kościoła, bo mam inne (fajniejsze w domyśle) rzeczy do zrobienia. Mimo że była to osoba duchowna to od razu było widać że ten człowiek jest bardzo ograniczony duchowo, bo jeżeli on nie rozumie tego co ja próbuję mu powiedzieć i zmusza mnie do tego, żebym mówił to słowami bardzo prostymi (prostackimi wręcz) nazywając wszystko literalnie po imieniu, tak żeby to dotarło; a mimo wszystko gdy to wszystko mu rozłożę na czynniki pierwsze, to on i tak z tego nic nie zrozumie, więc taka rozmowa wydaje mi się kontrproduktywna. Samo bowiem stwierdzenie że "ja już nie potrzebuję kościoła" wydaje się dla ludzi pokroju owego proboszcza niezrozumiałe zupełnie, bo jak to "już nie potrzebuję", co to ma w ogóle znaczyć? To wszystko trzeba teraz wyjaśniać jak dziecku, powiedzieć "a" to jest "a", a "b" to jest "b", czarne jest czarne, a białe jest białe. Zapytałem więc ostatecznie "Ile kościołów zbudował Chrystus?" i w zasadzie to pytanie zamknęło dalszą dyskusję. 

Pragnę też od razu wyjaśnić że nie stałem się wcale ateistą (chociaż ateizm nie jest wcale oddaleniem od Boga, ateiści oczywiście w zależności od ich własnych działań, bo te bywają bardzo różne - jak choćby są jakieś grupy skomuszałych lewaków, dla których Bóg to jest jakieś tam "opium dla mas" czy coś podobnego - ateiści dlatego że nie chodzą do kościoła i nie wyznają wiary w tego, czy innego Boga wcale nie są pozbawieni Bożej Miłości, a niekiedy nawet - wszystko zależy od człowieka - są bardziej uduchowieni od całej reszty wyznawców danych religii). Jednak tłumaczenie księdzu proboszczowi pewnych zawiłości, które wydaje mi się on nie zrozumie - a jeśli zrozumie, to zinterpretuje je w dość koślawy sposób - wydała mi się zatem pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Bowiem tłumaczenie księdzu takich oczywistości, że my tutaj przybywamy tylko na chwilę i wcale nie żyje się raz. Że drogą do wyjścia z tego świata jest Miłość i tylko i wyłącznie Miłość (przepraszam, jeszcze Przebaczenie, które jest nieprawdopodobnym oczyszczeniem wewnętrznym człowieka; jeśli bowiem jesteś w stanie wybaczyć komuś, kto wyrządził ci ogromną krzywdę, tobie, lub twoim bliskim, to już wygrałeś!). Że każda istota ma prawo do życia, a przede wszystkim prawo do życia bez cierpienia (choć ono niestety często nas dotyka) i to nawet wówczas, kiedy ta istota musi zginąć (żebyśmy na przykład mogli się najeść - mam tu oczywiście na myśli różnego rodzaju zwierzęta, takie jak kury, świnie czy krowy). Śmierć nie jest bowiem karą i nigdy jej w ten sposób nie traktujmy, śmierć jest wyzwoleniem (chociaż oczywiście osoba która żyje, zawsze może zmienić swoje życie póki jest tutaj, po śmierci nie ma już ani cierpienia ani kar, ale też nie można niczego naprawić, już jest tylko odpoczynek - a potem w zależności od winy jakie na nas ciążą za życia, ponowny powrót na ten świat, żeby odrobić to co żeśmy wcześniej dali). Nigdy jednak nie jesteśmy sami i to jest niesamowite wsparcie. Na przykład nie ma dnia, żebym ja nie rozmawiał z Bogiem. Ile rzeczy udało mi się osiągnąć dzięki takiemu wsparciu - o które sam prosiłem - to nawet tego nie zliczę, ile rzeczy mi się udało załatwić, rozwiązać to jest niepoliczalne. 

A do kościoła nie chodzę już ładne kilka (może nawet kilkanaście lat), oczywiście wykluczając dni świąteczne, które wypadają czy to w rodzinie, czy z innej okazji. A to wsparcie Boga odczuwam codziennie i choć niekiedy myślę że pewne rzeczy - które sobie zaplanowałem - nie pójdą po mojej myśli, potem się okazuje że wszystko jest tak, jak chciałem (oczywiście może nie w 100 procentach, ale w tych 90 paru). W pewnej chwili to nawet sam się gubię, czy to ja tworzę tą rzeczywistość, czy też ona jest mi ofiarowana, ale wydaje mi się że nawet jeżeli ja tworzę, to wszystko i tak dzieje się dzięki wsparciu Boga, bez którego nic by się nie udało. Wyobrażacie sobie teraz Kochani żebym powiedział takie słowa do księdza proboszcza? Przecież on by uznał mnie za niespełna rozumu. Być może nawet podobnie jak św. Franciszka z Asyżu, który chodził po wsiach i pytał się "Dlaczego Miłość nie jest kochana?". I to by było na tyle tej mojej prywaty, przyjdźmy zatem do tematu:



CZY JEZUS CHRYSTUS BYŁ ŻYDEM?




 Jakże łatwo odpowiedzieć jest na to pytanie, prawda? Skoro Jezus urodził się wśród Żydów, dorastał wśród Żydów i wyznawał judaizm (przynajmniej oficjalnie), to kim innym miał być jak nie Żydem? Skoro chrześcijaństwo wywodzi się z judaizmu, to oczywistym jest że jest to religia judeochrześcijańska? Skoro więc wszystko sobie wyjaśniliśmy to nie ma sensu dalej tego przedłużać 🤭.

Oczywiście żartuję (jak to mówił Robert Górski w jednym ze skeczów Kabaretu Moralnego Niepokoju: "Ale od rana mam dziś łeb do komedii" 😄🙄). I niestety muszę rozczarować tych wszystkich, którzy już znają prawdę objawioną (przez kogo?). Zatem przejdźmy do faktów, które oczywiście są pomijane przez tych, którzy święcie wierzą w odgórnie narzucone paradygmaty pojęciowe. Zacznijmy jednak od początku.

Skąd w ogóle wiemy że Jezus Chrystus był Żydem? A no chociażby z genealogii przedstawionej nam przez apostołów Mateusza i Łukasza, którzy wywodzą rodowód Józefa - męża Marii - od króla Dawida (a nawet od Abrahama). Tylko że Józef nie był ojcem Jezusa i mówi o tym nawet Pismo Święte. W takim razie, skoro Józef nie był ojcem Jezusa, a Maria była jego matką, to był Żydem po matce, czyż nie? Pytanie tylko brzmi czy Maria była Żydówką i tutaj mamy już bardzo wiele nieścisłości. Maria urodziła się bowiem w Galilei, a nie w Judei (podobnie jak Jezus), a kraina ta była bodajże najmniej żydowska ze wszystkich okolicznych krain wokół Jerozolimy, gdzie wyznawano judaizm. Najbardziej żydowskim krajem była oczywiście Judea, z centrum w Jerozolimie, gdzie znajdowała się Świątynia zbudowana przez Zorobabela (tzw. druga Świątynia Jerozolimska). Samaria w tym czasie (czyli chwili narodzin Chrystusa) była już pogańska, zaś Galilea leżała jeszcze dalej na północy i choć wyznawano tam judaizm, to odsetek rdzennych Żydów był tam niewielki, stąd też kraina ta została nazwana Galileą, (czyli Galil Hag-goijm, co znaczy "dzielnica pogańska"). Ziemia ta została po raz pierwszy podbita przez Żydów za Szymona Machabeusza (142-135 p.n.e.), ale ilość żywiołu żydowskiego w tej krainie była tak nieliczna, że jeszcze Szymon postanowił wysiedlić wszystkich Żydów z tej krainy aby nie żyli oni w morzu pogan i aby w tym morzu się nie roztopili (czyli nie przyjęli wiary i kultów pogańskich). Notabene ostatnimi czasy nijaki Grzegorz Braun, poseł na sejm Rzeczpospolitej z ramienia Konfederacji zgasił w polskim sejmie w sposób niezwykle medialny (jak zwykle zresztą w jego przypadku) siedmioramienny żydowski świecznik, zapalony tam w ramach obchodów święta chanuki (czyli święta na cześć powstania machabeuszy, do którego doszło w latach 167-160 p.n.e. i było świętem z okazji... mordowania Greków, bo tak to należałoby nazwać. Żydzi aby nie roztopić się w greckim morzu - nie tylko zresztą greckim - wzniecili powstanie i wywalczyli sobie powstanie własnego królestwa rządzonego przez ród Machabeuszy, którego istnienie zakończył sto lat później, czyli w 63 r. p.n.e Pompejusz Wielki. Notabene należy jednak pamiętać że Grzegorz Braun, który dokonał tego jakże "heroicznego czynu", sam ma korzenie żydowskie).




Tak więc aż do samego końca II wieku p.n.e w Galilei nie było nawet jednego Żyda, a ponowna judaizacja tej krainy nastąpiła w czasie krótkich rządów króla Arystobula I w latach 104-103 p.n.e., z tym że nie tyle zasiedlono Galileę kolonistami z Judei, ile zmuszono Galilejczyków do przyjęcia judaizmu poprzez przymusowe obrzezania mężczyzn i chłopców. Oczywiście aby to przeprowadzić należało najpierw wprowadzić do Galilei wojsko, sprowadzić tam rabinów i oczywiście całe zastępy chirurgów. Natomiast zamieszkujący tą krainę rzemieślnicy (w tym chociażby cieśle, jakim był Józef, mąż Marii) nie musieli być Żydami tylko miejscowymi, Galilejczykami. A kim w ogóle byli Galilejczycy pod względem rasowym, jak można ich sklasyfikować? Otóż bez wątpienia dominowali w tej krainie Aramejczycy, czyli po prostu Syryjczycy, których mowa bez wątpienia przeważała nie tylko w tej krainie, ale popularna była również i w Judei (o czym świadczy fakt, że pierwotnym językiem w jakim spisano Pismo Święte był właśnie aramejski). Poza tym w Galilei osiedliło się bardzo wielu Greków, oraz Filistynów, którzy to nie byli semitami a aryjczykami, przybyłymi niegdyś ze Środkowej Europy (z pewnością po bitwie w Dolinie Dołęży z ok. 1250 r. p.n.e. o czym też już kilkukrotnie pisałem). Jak bowiem pisał George Adam Smith w swojej "Geografii  historycznej Ziemi Świętej" (wydanej w 1894 r.): "Tło i otoczenie tego okresu życia Pana naszego było ruchliwe i bardzo wesołe, było helleńskie we wszystkim, co ta nazwa nam nastręcza, jako symbol pracowitego życia, wspanialej sztuki i działającej na zmysły religii. Jego wpływ na temperament Galilejczyków jest widoczny. Galilejczycy, według świadectwa Talmudu, więcej dbali o sławę, niż zysk, podczas gdy charakter Judei był wręcz przeciwny. Dlatego też i Pan Jezus wybrał swoich przyjaciół z pośród tego narodu i nie był Galilejczykiem ten, co Go zdradził".

Skoro więc zarówno Józef jak i Maria mieszkali w Galilei i w tej też krainie narodził się Jezus Chrystus, to w ponad 90% pewności można stwierdzić, że nie należeli oni do narodu żydowskiego. Z narodu, który w Galilei praktycznie nie istniał, a co najwyżej była tam jedynie wyznawana religia Mojżeszowa. Dlatego też, jeżeli ktokolwiek teraz będzie twierdził że Jezus był Żydem, bo jego rodzice byli Żydami, zawsze możemy wskazać na miejsce urodzenia, a to akurat jest w tym przypadku niezwykle istotne. Ale w przypadku Nauczyciela nie o samą też genetykę chodzi, gdyż z Biblii wiemy że Jezus Chrystus narodził się z Ducha Świętego (jakkolwiek można by było to rozumieć, gdyż powiedzmy sobie szczerze i nie bawmy się tutaj w jakieś niedomówienia, Trójca Święta, w którą każą nam wierzyć w kościele katolickim - nie istnieje. Jest bowiem pewną kontynuacją pogańskich wierzeń rzymskich i egipskich - jak choćby Trójca Kapitolińska). Jest to stwierdzenie zamazujące pewne fakty, a za takowe trzeba by było uznać to, iż ów Duch Święty - z którego narodzić miał się Mistrz - nie pochodził z tego świata, ale też nie pochodził ze Świata do którego trafiamy po śmierci. Jezus był Nauczycielem, którego Królestwo nie pochodziło z tego świata. Ale w naszej umysłowości niestety brakuje jeszcze zrozumienia pewnych nierzeczywistych jakby dla nas pojęć, i tak samo jak moja rozmowa z księdzem proboszczem sprawiała mi duży problem (żeby wytłumaczyć jemu w przystępny sposób co mam na myśli), tak samo znacznie łatwiej jest wierzyć że to Duch Święty zrodził Jezusa i na tym może na razie poprzestańmy.




Inną jeszcze kwestią jest stwierdzenie, że chrześcijaństwo wywodzi się z judaizmu, a niektórzy nawet używają określenia "judeochrześcijaństwo" co według mnie jest totalną aberracją (swoją drogą, w USA, co też mnie bardzo zastanawia bo lubię się zajmować takimi sprawami, istnieje duża grupa - szczególnie na amerykańskiej prawicy - takich wyznawców Starego Testamentu, czyli ewangelików wszelkiej maści, którzy tak bardzo zapatrzeni są w Izrael jako kolebkę chrześcijaństwa, że robi się to totalnie niesmaczne i wręcz żałosne. Jakie bowiem związki ma chrześcijaństwo z judaizmem i z Żydami, i czy w ogóle ma jakiekolwiek? Tak, oczywiście że ma, ale nie takie, jakie sądzą wyznawcy religii judeochrześcijańskiej. Jedyny związek chrześcijaństwa z judaizmem jest taki, że chrześcijaństwo narodziło się w otoczeniu Żydów wyznających judaizm (niekoniecznie zaś Apostołowie - których wybrał sobie Nauczyciel - musieli być Żydami, większość z pewnością była Galilejczykami, czyli jak wiemy nie Żydami). Kilka elementów judaizmu przetrwało oczywiście w chrześcijaństwie, ale są to tak nieliczne naleciałości, że nie ma sensu w ogóle nad nimi się głębiej rozprawiać. Gdyby zaś chrześcijaństwo bezpośrednio wywodziło się z judaizmu, to mielibyśmy nie żadne tam dodatki i nie jakieś naleciałości tej religii, tylko bezpośrednie przykazania judaistyczne, może tylko nieco zmienione dla potrzeb akcji misyjnych, ale jednak byłoby to swoiste lustrzane odbicie tamtej religii. Tak się jednak nie stało, chociaż rzeczywiście bezpośrednio po śmierci Jezusa Chrystusa, największą (w zasadzie jedyną w tamtym czasie) gminą chrześcijańską, była ta w Jerozolimie. Ale przecież pierwszym dejudaizatorem chrześcijaństwa był sam Mistrz, drugim zaś św. Paweł (pisałem już kiedyś o jego sporze z przedstawicielami gminy Jerozolimskiej na temat obrzezania pogan, do którego doszło ok. 49 r. podczas synodu jerozolimskiego. Wówczas to Paweł  miał się skarżyć, że grupa starców o bardzo wąskich horyzontach myślowych, pragnie podważyć jego pracę misyjną, jaką już pełnił wśród Greków i Rzymian. Oni nalegali bowiem na przestrzeganie pełnego prawa Mojżeszowego, łącznie z obrzezaniem pogan, a to wiązałoby się niestety z porzuceniem nowej religii przez ogromne rzesze Greków, Rzymian czy potem Galów, Hiszpanów i Brytów).

Mimo tych faktów, jednak należy też dodać że Chrystus nie walczył z judaizmem, a wręcz przeciwnie, przestrzegał wszystkich zasad tej religii (przynajmniej według tego, co twierdzili Apostołowie, a raczej ludzie którzy z Apostołów się podawali i w kilkadziesiąt lat później spisywali Ewangelie). Można bowiem przeczytać: "Nie mniemajcie, abym przyszedł rozwiązywać zakon albo proroków: nie przyszedłem rozwiązywać ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: aż przeminie niebo i ziemia, jedna jota, albo jedna kreska nie odmieni się w zakonie, aż się wszystko stanie. Kto by tedy rozwiązał jedno z przykazań najmniejszych i tak by ludzi nauczał, będzie zwanym najmniejszym w królestwie niebieskim, a kto by czynił i nauczał ten będzie zwany wielkim w królestwie niebieskim". [Mt. 5:17 n.; por. Łk. 16:17]. Wybaczcie, ale nie sądzę żeby jednak były to słowa Chrystusa. Ludzie bowiem, którzy to spisywali, nie widzieli Chrystusa na oczy, jak mogli więc znać jego słowa które zachowały się co najwyżej w przekazie ustnym, a ten jak wiemy bywa zawodny i wiele rzeczy można przez lata (nie mówiąc już o dekadach) dopowiedzieć, inne (niewygodne) rzeczy zaś usunąć. Można by było podać kilka jawnych przykładów (które przecież zachowały się w Biblii), pokazujących, że Chrystus mówił zupełnie co innego, niż głosił Zakon Mojżeszowy i kapłani Świątyni Jerozolimskiej. Jeżeli bowiem te przekazy zachowały się w Piśmie Świętym, to znaczy że nie było takiej zgody z judaizmem jaką próbuje nam się lansować, choć oczywiście Chrystus z judaizmem jako takim zapewne nie walczył, jedyne co robił to głosił Dobrą Nowinę i nauczał w inny sposób, niż robili to kapłani jerozolimscy. Takich przypadków można by było podać co najmniej kilka, ale biorąc pod uwagę okres świąteczny myślę że na tym możemy zakończyć. Chciałbym tylko aby ludzie uświadomili sobie, że twierdzenie iż Jezus był Żydem jest zupełnie nieuprawnione, podobnie jak twierdzenie że Żydami byli Maria czy Józef. Choć oczywiście wychowali się oni i wyrośli w judaizmie i był to jedyny ich związek z "narodem wybranym". 





WSZYSTKIM CZYTELNIKOM TEGO BLOGA PRAGNĘ ZŁOŻYĆ ŻYCZENIA ZDROWYCH, RADOSNYCH, BEZPIECZNYCH I CUDOWNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA




sobota, 24 grudnia 2022

ZDROWYCH I SPOKOJNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA

 Wszelkiej pomyślności, szczęścia i radosnych chwil w ten zbliżający się czas Świąt Bożego Narodzenia, życzy wszystkim Czytelnikom autor tego bloga.




Ponieważ jednak przed nami wciąż trudny czas ludzkiego cierpienia i wojennych traum milionów Ukraińców, nasze codzienne sprawy mimo wszystko muszą zejść na drugi plan.  Dlatego też przedstawiam kilka nieświątecznych a zabawnych mężów, ukazujących prawdziwe oblicze moskiewskich najeźdźców:  

Najpierw jednak piękniejsze oblicze tej wojny






Krwawiąca Ukraina 



Ukraina walczy 
 







Prawdziwy obraz Rosji i Putina 









Polska - Ukraina 







niedziela, 26 grudnia 2021

ZDROWIA, WOLNOŚCI I NORMALNOŚCI

 ŻYCZMY SOBIE W TE ŚWIĘTA 

PRZEDE WSZYSTKIM NORMALNOŚCI!

 
 

 
 
 Święta już powoli zbliżają się ku końcowi, a ponieważ ja jeszcze nie zdążyłem złożyć Czytelnikom tego bloga bożonarodzeniowych życzeń, zatem teraz właśnie naprawiam ten błąd. Jednocześnie chciałbym zabrać krótką chwilkę, aby zadumać się nad "szaleństwem" czasów w jakich przyszło nam żyć. Dlaczego szaleństwem i czemu słowo to wziąłem w cudzysłów? A choćby dlatego, że jeszcze trzy, cztery lat temu nikt by nie uwierzył, że oto ludzie zostaną zamienieni w zwierzęta, że będą zmuszeni publicznie nosić kagańce, że będzie się ich zamykać w boksach domach i wypuszczać po wypełnieniu pewnych odgórnie narzuconych nakazów, że ludzie podzielą się na wzajemnie zwalczające się obozy, że będą tresowani, a poprzez tresurę adekwatnie nagradzani lub karani. To wszystko jeszcze trzy lata temu wydawałoby się jako coś nieprawdopodobnego, jako chory sen wariata. A jednak przyzwyczajamy się i do obostrzeń sanitarystycznych i do prikazów antykulturowych i również do nowej religii, jaką obecnie staje się ekologizm (plus genderyzm i feminizm - bo to w dzisiejszych czasach występuje ze sobą w pakiecie. Po prostu nie można być ekologistą, nie "wspierając" osób lgbt, nie można wyznawać wiary w feminizm jednocześnie odrzucając genderyzm. Oczywiście można próbować tego ze sobą nie łączyć, ale wtedy skończy się smutno, choćby tak jak znane feministki: Martina Navratilova czy szczególnie J. K. Rowling).
 
Czytając wiadomości o świecie, o kolejnych lockdownach wprowadzanych w Austrii czy Australii, we Francji czy kraju który jeszcze do niedawna nazywano Stanami Zjednoczonymi Ameryki (a dziś to już pewnie jakiś bidenowy genderland z flagą lgbt wiszącą na równi flagi USA przy ambasadzie w Warszawie) to zastanawiam się do jak wielkich doszło zmian kulturowych na przestrzeni tych ostatnich dwudziestu lat. Jak my wszyscy (głównie ludzie tzw.: Zachodu, ale w naszej części Europy powszechne ogłupianie również idzie pełną parą) daliśmy się zniewolić, jak daliśmy się podporządkować w imię świętego spokoju. Weźmy choćby taką Amerykę z 2001 - nie mówiąc już o Ameryce z roku 1991 czy lat 80-tych - i porównajmy np. filmy, jakie wówczas kręcono, a jakie kręci się obecnie. Jaki był przekaz Ameryki lat 80-tych i 90-tych? Prosty i zrozumiały: Jesteśmy silni, jesteśmy najlepsi, dobiliśmy III Rzeszę, skopaliśmy tyłki komuchom w Korei i w Wietnamie (wojna w Wietnamie była do wygrania, niestety, amerykański establishment polityczny nie miał zamiaru tej wojny wygrać, chodziło tylko o to, aby ją jak najdłużej ciągnąć by zainicjowało i przyspieszyło to zmiany kulturowe w USA) i doprowadziliśmy do rozpadu Związku Sowieckiego, dziś zaś Ameryka ma twarz Antify, BLM, Bidena po zmianie pampersa (śmiejącego się żałośnie do Putina) oraz zabawnej jak skrzecząca wrona Kamali Harris. Ja sam wychowałem się na filmach z udziałem Sylwestra Stallone, Jean-Claude'a Van Damme'a, Arnolda Schwarzeneggera czy nawet Steven'a Seagala, na "Drużynie A", gdzie "Buźka" (grany przez Dirka Benedicta) ganiał jeszcze za spódniczkami, a nie próbował sam je nosić, czy też na "Bonanzie". A jak wyglądały społeczeństwa Francji czy Wielkiej Brytanii jeszcze na początku lat 90-tych, w porównaniu z tym, co mamy obecnie? Zresztą po co szukać daleko, wystarczy spojrzeć na nasz własny kraj, na nasze społeczeństwo i porównać to dzisiejsze, z tym z ostatnich lat PRL-u, aby zauważyć że i u nas zmiany kulturowe zostały przyspieszone.
 
 

 
Aby to ze sobą porównać, wystarczy po prostu stwierdzić - z czasach komuny mieliśmy władzę ateistyczną (a jednocześnie bardzo pruderyjną), ale naród był katolicki, dlatego też komuniści mogli robić sobie co chcieli (zamykać kościoły, zabraniać budowy nowych, organizować państwowe czyli ateistyczne "kontrprocesje", zamykać księży w więzieniach itd.), ale musieli respektować zastaną rzeczywistość, a rzeczywistość była taka, że Kościół był obecny w życiu Polaków i to do tego stopnia, że nawet wielu partyjnych kacyków incognito chrzciło własne dzieci (Jaruzelski - zbrodniarz epoki stalinowskiej służący w Informacji Wojskowej przez której kazamaty przetoczyło się tysiące Polaków, w tym Żołnierzy Niezłomnych, a potem dyktator lat 80-tych odpowiedzialny m.in. za antysemicką czystkę w wojsku w 1968 r. za najazd na Czechosłowację również w tym samym roku i za wprowadzenie Stanu Wojennego w grudniu 1981 r. - również on przed swą śmiercią w 2014 r. wyspowiadał się przed księdzem. Po co, skoro przez całe swoje życie walczył z Kościołem Chrystusowym? Czyżby się bał? A czego, skoro w światopoglądzie materialistycznym coś tak zabobonnego jak Bóg czy świat pozamaterialny nie istnieją. Czego więc się obawiał? Ciężaru własnych zbrodni i tego, że życie się skończyło i nie ma doprawdy z czego być dumnym, a pozostał cały ciężar wstydu i niepokoju? Spowiedzią i przyjęciem komunii świętej starał się więc w jakiś sposób usprawiedliwić swoje czyny w ostatnich chwilach swego życia.
 
 
Dziś społeczeństwo coraz częściej się laicyzuje (i także ja sam piszę te słowa nie jako wybitnie praktykujący katolik, gdyż nie jest, ale nie zmienia to faktu że mam ogromny szacunek do instytucji Kościoła, jako jednego z filarów cywilizacyjnego rozwoju Europy, podobnie jak do greckiej filozofii i prawa rzymskiego. Mądrość - Sprawiedliwość - Miłość, to właśnie na tych trzech filarach budowana była Europa i jeśli wyjmiemy z tego monolitu jakikolwiek element, cała konstrukcja musi się zawalić, gdyż nie można dziś wyobrazić sobie Europy bez antycznej cywilizacji greckiej i bez spuścizny republikańskiego oraz cesarskiego Rzymu. Ale tak naprawdę to Europa nie istnieje, gdy oderwiemy ją od Chrześcijaństwa, jako najsilniejszego budulca w całej tej konstrukcji. Wyobraźmy sobie dziś Europę bez chrześcijaństwa, co nam zostaje? Pytanie to pozostawię bez odpowiedzi). Oczywiście Kościół ma wiele za uszami i na przestrzeni wieków namnożyło się w tej instytucji bardzo wiele zła, ale należy należy pamiętać o dwóch rzeczach - po pierwsze, Kościół tworzą ludzie i jest on taki, jaki kierunek oni mu nadadzą (w czasach Borgiów albo w epoce średniowiecznej pornokracji Kościół wcale nie był lepszy), a człowiek jest sumą sprzeczności, nieustanną batalią wody z ogniem. Po drugie zaś - Kościół jest dziełem Chrystusa. Chrystusa który nie był imigrantem lub członkiem społeczności lgbt jak twierdzi współczesna neomarksistowska debilo-inteligencja, ale istotą, która przyjęła ludzkie ciało, po to tylko, aby wyprowadzić ludzkość na wyższy poziom duchowego rozwoju. Wielu wierzy że Jezus Chrystus był "Synem Bożym", niech tak będzie, gdyż Jego królestwo z pewnością nie pochodziło z tego świata. Dlatego też nie wierzę aby Skała, na której Chrystus wzniósł Kościół, mógł przez ludzką słabość tak łatwo ulec skruszeniu. Kościół Chrystusowy może co prawda osłabnąć - i zapewne jeszcze osłabnie - ale nie może zostać zniszczony. Nie może, gdyż zawsze znajdzie się taki Jaruzelski, który przed swą śmiercią zapragnie właśnie tędy zbliżyć się do Królestwa Niebieskiego.
 
Przepraszam za ów niespójny przydługawy wywód bożonarodzeniowy, ale to zapewne jeszcze wpływ owych świąt i dodam na koniec że prawdziwa siła ludzkości tkwi przede wszystkim w biernym oporze. Tak samo jak w czasach komunizmu, gdzie władza swoje a lud swoje, tak i teraz, w epoce postępującego nowego feudalizmu i sprowadzania nas do roli współczesnych niewolników - siła wszystkiego tkwi w trzymaniu się razem i w biernym oporze, w biernym oporze i w śmiechu, który niewątpliwie jest najgorszy dla rządzących, gdyż nie sposób go zdławić, spacyfikować i rozbić. Do tego bierny opór stosowany przez miliony niczym nie wyróżniających się zwykłych ludzi, to koszmar dla globalistów, propandemików faszerujących nas nowymi lekami i szczepionkami i wszystkich tych zamordystycznych, antykulturowych neomarksistów, których celem jest stworzenie nowego obozu koncentracyjnego o nazwie Ziemia i zarządzanie nim jako współcześni feudałowie, których chore wizję Nowego Wspaniałego Świata mają odebrać nam owe Trzy Filary naszej cywilizacyjnej egzystencji. Chrystus niegdyś rzekł Piotrowi: "Ty jesteś Piotr, czyli Skała, a na tej Skale zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne nie przemogą go" (Mat. 16,13-19). Tak naprawdę to nie Piotr był ową Skałą, ową Skałą jesteśmy my wszyscy, ludzie wolni, którzy aby ocalić naszą wolność i nasze życie i przekazać je kolejnym pokoleniom, musimy w nienormalnym świecie elit stworzyć naszą własną normalność mas, nie izolować się od ludzi, a wręcz przeciwnie wzajemnie wspierać, gdyż nasza siła leży w ich słabości, a ich słabością jest strach przed tym, że projektowany od dekad Nowy Wspaniały Świat ludzkiej niedoli może nie powstać, gdyż stworzenie przez nas własnej normalności, bierny opór oraz świadomość naszej wewnętrznej siły (owej Skały) to nieprawdopodobna broń, przed którą oni realnie są bezbronni. Dlatego też ja, w te święta życzę wszystkim czytelnikom tego bloga (i wszystkim ludziom w ogóle):



ZDROWIA, WOLNOŚCI, 
NORMALNOŚCI I WYTRWAŁOŚCI!
 
 
 
"BÓG SIĘ RODZI - MOC TRUCHLEJE"
 
 
 
 

 

poniedziałek, 24 grudnia 2018

KEINE GRENZEN - CZYLI JA CIE KRENCE - Cz. I

WYBRANE FILMIKI Z SIECI 

KTÓRE DO DZIŚ MNIE BAWIĄ


Internet to nieprzebrane źródło najróżniejszych wiadomości, które często potrafią ułatwić życie (jak choćby wtedy, gdy ocieplałem sobie dom lub kładłem kostkę). Problem polega na tym, że należy odróżnić przydatne (i prawdziwe) informacje, od całej masy najróżniejszego chłamu, zalewającego nas zewsząd. Dlatego też postanowiłem teraz zaprezentować zabawne filmiki z sieci, które po dziś dzień potrafią poprawić mi humor, bez względu na okoliczności. Oto lista:



(1)

"MARSZ SOWIECKICH TANKISTÓW"

1939 r.


Nie wiem czy to jakieś zboczenie, czy też jest ze mną coś nie tak? Ale lubię sobie obejrzeć stare (sowieckie, niemieckie czy koreańskie) filmy propagandowe. Być może po to, aby po raz kolejny zobaczyć w jaki sposób te reżimy potrafiły zapanować nad ludzkimi umysłami i je do siebie przekonać (lub przymusić). Przecież w sowieckich obozach śmierci na Syberii można było znaleźć wielu takich, którzy uważali że cała ta ich niedola i cierpienie to wina tylko i wyłącznie złych urzędników, którzy sabotują decyzje najwyższych władz, w tym np. samego towarzysza Stalina. O Stalinie więc wciąż mówiono jako o dobrym i sprawiedliwym ojczulku, który jest otoczony przez "złych bojarów". Jakież to rozczulające - prawda? Jak łatwo ci ludzie, którzy tak głęboko wcześniej wierzyli w Stalina, partię bolszewicką i ustrój komunistyczny, nie byli w stanie przejrzeć na oczy nawet wtedy, gdy ich samych i ich rodziny maltretowano, skazywano na nieludzkie zimno i katorżniczą pracę bez sensu, lub zabijano. Swoją drogą trzeba tutaj powiedzieć że bolszewicy (w ogóle marksiści jako tacy), byli i są bardzo głęboko wierzącymi ludźmi. Naprawdę, oni całym sercem (bo w duszę nie wierzą) wierzyli w partię bolszewicką niczym w swoistego bożka, który zapewni im pomyślność i szczęście. Partia stawała się Bogiem, oszukanie partii nie wchodziło w grę, wyroki partii nie podlegały komentarzom ni opiniom, były totalne. Partia będąca Bogiem, nie mogła się przecież mylić. Dziś jest dokładnie to samo, jeśli idzie o współczesnych marksistów. Oni też bardzo mocno wierzą w swoje dogmaty religijne, jak to iż mężczyźni i kobiety są poddawani procesowi socjalizacji i przez to wchodzą w role przypisane ich płci, w to iż homoseksualizm jest naturalny (ale za to płeć już nie i może być zmienna 😂) i że nie można się z niego wyleczyć (a nawet jest to zabronione, jako że podważa to jeden z marksistowskich dogmatów religijnych ideologii gender). itd. itp. Podsumowując, fajnie się to ogląda, bo wtedy z przyjemnością wraca się do normalności. 





(2)

"DOMEK Z KART"

1954 r.


Wytwór polskiej, powojennej stalinowskiej propagandy - wyjątkowo odrażające filmidło. Może właśnie dlatego tak lubię go oglądać? Najbardziej mi się podobają ostatnie słowa tego filmu: "Oto ojczyzna nasza?". "Nie! Nie nasza, to jest ich ojczyzna..." - no pewnie, wasza matrioszka zawsze była gdzie indziej, na wschodzie. Dobrze że chociaż to od razu wyjaśnili widzom, żeby nie było żadnych niedomówień.





(3)

"ŻOŁNIERZ ZWYCIĘSTWA"

1953 r.


O tym filmie nawet nie sposób opowiadać. To jest po prostu od początku do końca propagandowa (łopatologiczna) laurka dla jednego z największych bydlaków, jakiego nosiła polska ziemia - Karolu Świerczewskim (który ponoć nosił ksywę: "generał"). Ten wiecznie zapijaczony ... ... ... łatwą ręką wysyłał na przełamanie niemieckiego frontu kolejne oddziały żołnierzy, które (sowiecką metodą wojowania) miały zalać Niemców i pomimo ofiar przełamać front. Wyjątkowo odrażająca persona. 

Natomiast w tym przydługawym filmie chyba najciekawsza jest scena od 1:02:40. Ale zdecydowanie najlepszy moment jest od 1:04:30 - "Żeby nasze wojsko dobrze się rozwijało to tu nie ma co mędrkować, tylko trzeba się uczyć od Armii Radzieckiej..." - to jest doprawdy piękne, lubię takie idiotyzmy bo lubię się pośmiać, a jak mawiał Petroniusz: "Życie jest śmiechu warte, więc się śmieję". 





 DOBRZE, PRZEJDŹMY TERAZ 
DO NORMALNYCH FILMÓW I SERIALI


 (4)

"KARIERA NIKODEMA DYZMY"

1980 r. 


 Opowiadający o pewnym bezrobotnym prostaku bez grosza przy duszy, który przez przypadek znajduje na ulicy zaproszenie na rządowy raut do pałacu, gdzie przykuwa uwagę gości, gdy publicznie obsobacza jednego z rządowych dygnitarzy za przypadkowe wytrącenie mu z dłoni sałatki. Momentalnie zyskuje grupę zwolenników, oczarowanych jego manierami i "ciętym językiem", oraz stylem "silnego człowieka na nowe czasy". Film powstał na podstawie książki Tadeusza Dołęgi-Mostowicza z 1932 r. będącej parodią życia politycznego w II Rzeczpospolitej, doby Wielkiego Kryzysu (1929-1933). 





 "DO CZEGO CZŁOWIEK DOSZEDŁ - PREZES BANKU ZBOŻOWEGO"




"CZŁOWIEK TAK OD DZIECIŃSTWA PATRZYŁ NA SIEBIE, TO I SIĘ PRZYZWYCZAIŁ. RZYMSKI NOS? JEST COŚ WE MNIE!"




"KOCHASZ MNIE?"
"TAK"
"ZDRADZAŁEŚ MNIE?"
"NIE"
"NA PEWNO MNIE NIE ZDRADZAŁEŚ?"
"NA RAZIE JESZCZE NIE"
"POWIEDZ CZY MASZ W WARSZAWIE DAWNE KOCHANKI?"
"NIE"
"LUBISZ DZIECI?"
"BARDZO LUBIĘ"
"TO CUDOWNIE, BĘDZIEMY MIEĆ DUŻO, DUŻO DZIECI. CZY PAMIĘTASZ TAKIE ZDANIE BALZAKA? KOBIETA MUSI NALEŻEĆ DO TEGO, KTO UMIE DOTRZEĆ DO NIEJ I OSWOBODZIĆ JĄ Z POŁOŻENIA W KTÓRYM USYCHA, NIKI OSWOBODŹ MNIE, JA SCHNĘ"
"SŁUCHAJ NINUŚ, CZY TWÓJ MĄŻ NIE WIDZIAŁ ŻE WYCHODZIŁAŚ Z SYPIALNI?"
"BARDZO CIĘ KOCHAM"
"JA TEŻ (...) A NA CHOLERĘ MI Z TAKĄ MIŁOŚCIĄ"

 



"OD MIESIĄCA JUŻ JESTEM BEZ POSADY"
"WYLALI PANA?"
"ZWOLNILI. NASŁALI JAKĄŚ KOMISJĘ I DOPATRZYLI SIĘ JAKICHŚ NIEPORZĄDKÓW W KSIĄŻCE PRZESYŁEK WARTOŚCIOWYCH - O W TEJ SAMEJ CO PAN KIEDYŚ PROWADZIŁ"
"CICHO! CZEGO PAN MORDĘ DRZESZ?!"





 "BYŁ PAN OFICEREM?"
"NIE, SZEREGOWCEM"
"TO PIĘKNIE, WIELU WYBITNYCH LUDZI SŁUŻYŁO WÓWCZAS W SZARYCH MUNDURACH ŻOŁNIERSKICH"
"PRZEPRASZAM ALE MUNDURY BYŁY ZIELONE"
"RZECZYWIŚCIE, KOLOR NADZIEI, SUBTELNIE PAN TO UJĄŁ"
(...)
"MIAŁEM TEZ AWANS, OMAL NIE ZOSTAŁEM GENERAŁEM"
"JAK TO?"
"DOSZEDŁEM DO STOPNIA STARSZEGO SZEREGOWCA I NA PEWNO OTRZYMAŁBYM SZARŻĘ GENERALSKĄ ALE... WOJNA SIĘ SKOŃCZYŁA"





"PAŃSKA ŻONA ROZWODZI SIĘ I WYCHODZI ZA MNIE"






 (5)

"HALLO SZPICBRÓDKA - 

CZYLI OSTATNI WYSTĘP 

KRÓLA KASIARZY"

1978 r.


Kolejny film o II Rzeczpospolitej i jednym z najsławniejszych w latach 20-tych i 30-tych włamywaczy - Stanisławie Cichockim, który miał ksywę "Szpicbródka" ze względu na bródkę którą czesał w szpic. Miał on genialne place, które potrafiły otworzyć każdy bankowy sejf. Obrabował wiele banków w Polsce i Europie. Film pokazuje jeden z jego skoków, gdy kupił upadający teatr, by dzięki temu dostać się do banku, stojącego naprzeciwko. Pokazana jest tu także jego miłość do jednej z aktorek tego teatru i w ogóle cały film przepełniony jest śmiesznymi gagami.





 "CO ROBIĆ W TAKĄ NOC"




 "ON TAK ŁADNIE KRADNIE CO SIĘ DA, TE BRYLANTY, FANTY FUTRA DWA, GDY KTOŚ COŚ PRZECIWKO NIEMU MA, TO NIE JA, TO NIE JA"




 NA DZIŚ TYLE!


CDN.



WSZYSTKIM CZYTELNIKOM ŻYCZĘ ZDROWYCH, POGODNYCH, WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA. 

POMYŚLNOŚCI - POGODY DUCHA I OPTYMIZMU A WSZYSTKO 
NAM SIĘ POWIEDZIE.





 

piątek, 25 grudnia 2015

BÓG SIĘ RODZI...

...MOC TRUCHLEJE!




 Z OKAZJI ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA CHCIAŁBYM ZŁOŻYĆ NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA - ZDROWIA, SZCZĘŚCIA, RADOŚCI I ... SAMYCH POZYTYWNYCH MYŚLI W NADCHODZĄCYM NOWYM ROKU, ABYŚMY ZNÓW "STALI SIĘ DZIEĆMI" - JAK MAWIAŁ JEZUS ("BĄDŹCIE JAK DZIECI"), Z ICH BEZGRANICZNĄ RADOŚCIĄ, SZCZĘŚCIEM I ZABAWĄ.





STAŃMY SIĘ NA POWRÓT DZIEĆMI, BYŚMY MOGLI ZROZUMIEĆ, ŻE DZIECIĘCA WOLNOŚĆ, RADOŚĆ I SWAWOLA JEST W NAS SAMYCH I TO OD NAS ZALEŻY CZY BĘDZIE TO ROK SZCZĘŚLIWY, CZY TEŻ ... 






POZA TYM PRAGNĘ ABY W TYM NOWYM 2016 r. POLACY ODRODZILI W SOBIE MĄDROŚĆ STAŃCZYKA, ORAZ DUMĘ I SIŁĘ PIŁSUDSKIEGO. 
ABY WRESZCIE NARODZIŁA SIĘ POLSKA Z WIZJI WERNYHORY


PODSUMOWUJĄC ...




LUKAS